Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Uchodźcy LGBT+: „Pomoc nie może przerodzić się w przemoc”

Uchodźcy na przejściu granicznym w Korczowej Uchodźcy na przejściu granicznym w Korczowej Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Dla Putina to wojna nie tylko przeciwko rozszerzaniu NATO czy „nazistom z pseudorządu”, ale także z permisywnym Zachodem, który rzekomo chce zadać gwałt rosyjskiej dziewicy. Osoby LGBT+ też uciekają z Ukrainy. Jeśli mogą.

Talìja nie obudził tego dnia alarm, ale płacz matki. Przez telefon łkała, że na miasto spadają bomby, że zaczęła się wojna, że ma w tej chwili się pakować i wyjeżdżać. Wraz z bratem zatrzymali się w „schronie przeciwbombowym”, a właściwie w piwnicy pod Kijowem, gdzie ich przyjaciele przechowywali kiszone ogórki i dżemy. Zawsze to lepiej niż w metrze.

Przez kilka dni – Talij nie pamięta dokładnie – byli zbyt przestraszeni, żeby choćby wyjrzeć na zewnątrz. Prawie nie jedli i nie spali, ciągle tylko sprawdzali Instagrama i Twittera, esemesowali do bliskich, nasłuchiwali wybuchów i syren. W niedzielę zadzwoniła mama: jej wioskę, tylko trochę oddaloną od Kijowa, otaczały rosyjskie czołgi. Talij nie chciał opuszczać stolicy, ale gdy rodzina znalazła się w niebezpieczeństwie, nie zastanawiał się ani chwili. Pojechali w stronę Przemyśla.

Jego brat musiał – w związku z powszechną mobilizacją – zostać we Lwowie, ale Talij z matką dostali się do Warszawy. Talij jest transmężczyzną, a w dowodzie osobistym wciąż ma deadname (stare imię) i źle przypisaną płeć. Jego prezydencki dekret nie obowiązuje.

Zgubiony dowód osobisty

Przez granicę nie mogą natomiast przejść tysiące transpłciowych kobiet i osób niebinarnych. Co prawda przyjęta przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawa z 2016 r. nieco złagodziła restrykcyjną procedurę prawnej korekty płci, ale ta wciąż jest uciążliwa – nie wszyscy decydują się więc na zmianę dokumentów. Gdyby napadnięto na Polskę, mogłoby być podobnie, przełomowa inicjatywa legislacyjna Anny Grodzkiej najpierw trafiła na kilka lat do zamrażarki, by zaraz po uchwaleniu paść ofiarą weta ze strony świeżo wybranego Andrzeja Dudy.

Niektórzy aktywiści radzą transkobietom, by „zgubiły” dowody osobiste i liczyły na passing (wygląd czy zachowanie, które pozwalają na bycie identyfikowanym zgodnie ze swoją tożsamością płciową). Jak twierdzi w rozmowie z „Polityką” psycholożka i seksuolożka Magdalena Smaś-Myszczyszyn, ukraińskie członkinie społeczności mają szansę skorzystać także z innej furtki. – Jeżeli rozpoczęły proces korekty płci i wzięły ze sobą dokumentację, powinny zwrócić się do lekarza o wydanie zaświadczenia o niezdolności do służby wojskowej.

A co z osobami, które dopiero zaczynają diagnostykę, albo takimi, które uciekając, nie pomyślały o spakowaniu wyników badań i opinii psychologa?

Pomoc nie może przerodzić się w przemoc

Krzysztof Kliszczyński (prezes Lambda Warszawa) i działacz Paweł Mamzer od wybuchu wojny pracują po kilkanaście godzin na dobę. Jeżdżą na dworzec z kanapkami, przewożą ludzi z granicy, kontaktują się z tymi, którzy dopiero próbują opuścić kraj. Tworzą bazę uchodźców i uchodźczyń LGBT+, równolegle werbując Polki i Polaków, którzy mogliby im pomóc. – Mamy już w arkuszu ponad sto osób: czasem użyczają mieszkania, mogą też zająć się dziećmi, tłumaczeniem, konsultacją prawną i psychologiczną, a nawet wesprzeć przy szukaniu pracy – wylicza Mamzer. W szczególnej sytuacji są osoby trans, które potrzebują blokerów i hormonów. – Jesteśmy w kontakcie ze specjalistami, którzy wolontariacko się do nas zgłaszają, możemy skierować do nich tych i te, którzy przechodzą korektę płci – zapewnia aktywista.

Najważniejszy jest stale aktualizowany „rejestr przyjaznych mieszkań” (z podobnymi inicjatywami wystąpiły zresztą poznańska Grupa Stonewall i Kampania Przeciw Homofobii). – Polska nie słynie z bycia przyjazną dla osób LGBT+ – ocenia Talij – a one szczególnie dziś potrzebują bezpiecznej przystani. Jeśli jesteś ranny, mierzysz się z wojenną traumą, straciłeś dobytek całego życia i boisz się o swoich przyjaciół, to ostatnim, czego potrzebujesz, jest bycie dyskryminowanym za to, kim jesteś. Jak puentuje Mamzer: – Pomoc nie może przerodzić się w przemoc.

Inna rzecz, że pomocy z zakwaterowaniem potrzebują nie tylko osoby nieheteronormatywne; ostatnio Lambda szukała lokali dla studentów afrykańskiego pochodzenia, których Przemyśl przywitał hasłem: „Wyp...ać z Polski”, przepychankami i butelkami.

Chcą naszej ziemi? Dostaną miejsce w grobie

Kto przyjeżdża? – Matki lesbijki, ich partnerki, dzieci, mamy i siostry. Rzadko trafiają do nas pojedyncze osoby – tłumaczy Kliszczyński. – Często gościmy zwierzęta, bo dom można zostawić, ale psa – nigdy. Lambda planuje otaczać ich opieką przynajmniej przez rok. – Nawet jeżeli Ukraina wygra wojnę, ich życie jest zrujnowane. Psychiczne koszta inwazji będą ponosić jeszcze długo.

W jakim są stanie? – Zapytaj pradziadków, którzy w czasie II wojny światowej musieli rzucić wszystko i uciekać. W potwornym – wzdycha prezes. – W dodatku znaleźli się w finansowej ruinie. Często wyciągnęli przed wyjazdem oszczędności życia, przyjeżdżają tu z kupą pieniędzy, która jest prawie nic niewarta. Nawet jeśli wymienią hrywny na złotówki, to – alarmuje Rzecznik Praw Obywatelskich – kantory i banki coraz częściej nie podejmują się skupu ukraińskiej waluty.

O czym rozmawiacie? – Gdy zapytałem, jak się czuje, pewna uchodźczyni przez pół godziny opowiadała, jak obudziły ją wystrzały artyleryjskie, a sąsiadka powiedziała jej, że jest „wojna”. A ona nie zrozumiała tego słowa. Wyszła na ulicę, zobaczyła ostrzelaną szkołę i zrujnowane budynki. Zastanawiała się: czego chcą od nas Rosjanie? Powiedziała mi: „jeśli chcą naszej ziemi, to dostaną ją. Półtora metra na metr. Ale w grobach obok będą leżeć nasi”. I rozpłakała się. Kliszczyński nie jest terapeutą. Zrobił więc coś, czego terapeuta zrobić nie może. Przytulił kobietę.

Ukraińcy walczą jak ryby na lodzie

W Kijowie sytuacja jest cięższa niż w Warszawie – uważa Talij. – Gdy parę lat temu byliśmy z przyjaciółmi na paradzie równości, otaczały nas ścianki, którymi szliśmy, by nikt nas nie zaatakował. Wiele osób przynosiło gaz łzawiący, petardy i zawinięte w prezerwatywy g...o... Mieliśmy nawet wydzielone specjalne wyjścia, którymi w razie zagrożenia moglibyśmy dostać się do stacji metra – wspomina. Później obywało się bez incydentów – kolorowe pochody przeszły przez Odessę, Kijów i Charków, a nawet mniejsze miasta, jak Zaporoże. W pandemicznym 2020 r. marsze co prawda musiano odwołać, ale odbyły się rozmaite happeningi, przykładowo w stolicy dron zawiesił tęczową flagę na monumentalnym (wyższym nawet od Statui Wolności!) posągu „Matki Ojczyzny”.

W ostatnim rankingu ILGA-Europe Ukraina lekko wyprzedza Polskę (18 do 13 proc.). Na niskiej nocie naszych sąsiadów zaważyło m.in. stanowisko Komisji Episkopatu ds. Rodziny (według którego „środowiska LGBT przeprowadzają masowy atak ideologiczny”) oraz medialne występy głowy Kościoła prawosławnego. W jednym z telewizyjnych wywiadów emerytowany patriarcha Filaret wyraził opinię, że covid-19 to „kara Boga za grzechy, przede wszystkim małżeństwa tej samej płci”.

W 2015 r. parlament przegłosował ustawę, która zakazuje w miejscu pracy dyskryminacji ze względu na orientację psychoseksualną. Z drugiej strony pary jednopłciowe nijak nie mogą zalegalizować związku. Ministerstwo sprawiedliwości zapowiedziało w 2020 r. kryminalizację przestępstw z nienawiści i wprowadzenie związków partnerskich, jednak protesty sprawiły, że inicjatywa zniknęła z agendy.

Nawet gdyby projekty skierowano do laski marszałkowskiej, zapewne przepadłby w głosowaniach. Dwa lata temu w Radzie Najwyższej Ukrainy powstała międzypartyjna grupa Wartość. Godność. Rodzina (MIF), w której skład weszło niemal 300 deputowanych. Konserwatywni posłowie i posłanki wzięli na sztandary „ochronę odwiecznych wartości Ukrainy” oraz „przeciwdziałanie niszczeniu prawa naturalnego”. Ukraińcy mają takie powiedzenie: „walczyć jak ryba na lodzie”. Oznacza kogoś, kto jest skazany na niepowodzenie. Jako że jednoizbowy parlament liczy 450 posłów, marzenia o przegłosowaniu prorównościowej legislacji zakrawały na mrzonki.

Osoby LGBT+ przespały Majdan

Scena gejowska na zachód od autostrady Kijów-Odessa praktycznie nie istnieje, nawet w turystycznym Lwowie nie znajdziemy klubu czy baru LGBT. O tym, że homofobia wciąż ma się dobrze pod niebiesko-żółtą banderą, świadczy zresztą wymowny obrazek: podczas rosyjskiej inwazji doszło do ataku na biuro zrzeszającej nieheteronormatywnych działaczy organizacji Nasz Mir. Choć początkowo podejrzewano o nie Rosjan, wiele wskazuje, że stoją za nim ukraiński ekstremiści, którzy wykorzystali wojenne zamieszanie.

Igor Isajew, dziennikarz, twórca fanpage′a Ukrainiec w Polsce, uważa, że społeczność trochę przespała moment na zryw. – W czasie Majdanu rozmawialiśmy z Ukraińcami ze środowiska LGBT+ o tym, czy eksponować na pl. Niepodległości tęczowe flagi. Ostatecznie zapadła decyzja, by ich nie wnosić, żeby „nie prowokować Rosjan”. Z perspektywy czasu strategia – przyznaje – oznaczała zakładnictwo wobec rosyjskiej propagandy. – W czasie wielkich zmian warto zajmować narracyjne przyczółki – dodaje.

A choć rewolucja godności nie wszystkim tę „godność” przyniosła, tym razem ukraiński queer nie boi się „obnosić”. Jednym z symboli emancypacji stał się Wiktor Pylypenko, na co dzień szef stowarzyszenia Wojskowych LGBT na rzecz równych praw, obecnie żołnierz broniący Kijowa. To on nagłośnił sprawę gejowskich aktywistów, którzy rozbroili i wzięli w niewolę rosyjskich żołnierzy. Na Twitterze furorę zrobiło z kolei zdjęcie niejakiego Borysa, 20-letniego działacza LGBT, który walczy uzbrojony w karabin z tęczową przypinką. „Chciałem queerowego akcentu na moim kałasznikowie, to dla mnie ważne” – wytłumaczył.

– Coraz więcej żołnierzy i żołnierek decyduje się podkreślać swoją przynależność do naszej społeczności. Mam nadzieję, że niechętni nam zobaczą, że osoby LGBT+ to nie karykatury, że my też bronimy ojczyzny. Bo to także nasz kraj – mówi Talij. Jeszcze przed wybuchem wojny tęczowi wojskowi dostali zresztą dodatkowy powód do walki. Dziennik „Washington Post” dotarł do korespondencji, w której Stany Zjednoczone ostrzegały ONZ przed przygotowaną przez Rosjan „listą śmierci”: spisem osób, które wojskowi powinni zamordować lub wtrącić do obozów. Obok polityków, dziennikarzy i białoruskich dysydentów figurowali na niej działacze LGBT+.

Alternatywą dla czyśćca jest piekło

Gdy Putin wygłaszał orędzie, inaugurując „specjalną operację wojskową”, komentatorzy skupiali się na kolportowaniu nośnych haseł o inspirowanym przez Zachód „zamachu stanu”, „pseudorządzie” i rzekomym „ludobójstwie” obywateli Donbasu. Tymczasem równie interesujący był aksjologiczny wymiar odezwy prezydenta.

„Trwają próby wykorzystywania nas we własnym interesie, niszczenia naszych tradycyjnych wartości i narzucania nam swoich pseudowartości, które korodowałyby nas, naszych ludzi od środka. Tych samych postaw, które już agresywnie rozprzestrzeniają w swoich krajach, co prowadzi do degradacji i degeneracji, ponieważ jest sprzeczne z samą naturą człowieka” – oznajmiał rodakom Putin (tłumaczenie za OKO.press). W minioną niedzielę Cyryl I, głowa Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, stwierdził zaś, że jego kraj tkwi „w metafizycznej wojnie”, której symbolem są wymuszane przez Zachód „parady gejów”.

W rosyjskiej retoryce homo- i transfobia to – przynajmniej od protestów na pl. Błotnym – bynajmniej nie pierwszyzna. W „Drodze do niewolności” zwracał na to uwagę Timothy Snyder: „Pod rządami Putina Rosja nie była w stanie zbudować stabilnego, praworządnego państwa z mechanizmem sukcesji. Porażkę trzeba trzeba było przedstawić jako sukces. (...) Wymagało to zdefiniowania sukcesu nie w kategoriach dobrobytu, lecz seksualności i kultury”.

Po 2012 r. prezydent Rosji znalazł się pod silnym wpływem Klubu Izborskiego założonego przez faszystowskiego powieściopisarza Aleksandra Prochanowa, kontynuatora myśli Iwana Iljina (nazywanego czasem przez dziennikarzy „filozofem Putina”). Ów w jednym z wywiadów – zresztą udzielonym w Kijowie, gdy Ukraina i Unia Europejska parafowały układ stowarzyszeniowy – grzmiał: „Europa to robactwo, które nauczyło się nazywać haniebne i odrażające rzeczy pięknymi. Biała rasa ginie: małżeństwa homoseksualistów, miasta rządzone przez pederastów, kobiety, które nie mogą znaleźć mężczyzn”. Figura permisywnego Zachodu, który próbuje zadać gwałt rosyjskiej dziewicy, miała wkrótce stać się wiodącym instrumentem rosyjskiej propagandy. Jej efektami były przeforsowana przez Dumę ustawa zakazująca „propagandy nietradycyjnych relacji seksualnych” (2015), za której złamanie grozi grzywna w wysokości miliona rubli, próba formalnego uniemożliwienia osobom trans uzgodnienia płci (2020) czy wpisanie do konstytucji zakazu małżeństw jednopłciowych (2021) – rzekomo w wyniku „referendum”.

Choć więc Ukraina nie nadąża za zachodnioeuropejskim prawodawstwem, osoby LGBT+ walczą w tej wojnie również po to – ocenia Talij – by ukraiński czyściec nie stał się dla nich rosyjskim piekłem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Sto lat, szmat czasu. Górnego Śląska trudny powrót do domu

Śląsk przechodził przez wieki z rąk do rąk. Dziwny, z niebem niegdyś zasnutym dymami, dziś bujny zielenią. Słyszał różne mowy – czeską, niemiecką, włoską, angielską, francuską, polską. Sam gada swoim językiem, który nie ma prawa głosu, choć uparcie się o ten głos upomina.

Jan Dziadul
25.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną