Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Czarnek nie dba o uczniów z Ukrainy. Bomba z opóźnionym zapłonem

Egzamin ósmoklasisty 2021 we Wrocławiu Egzamin ósmoklasisty 2021 we Wrocławiu Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Wiele dzieci, które przyjechały z Ukrainy, jest zdolnych i bardzo pracowitych. Powinny kształcić się w dobrych liceach. Na starcie tracą na to szansę – mówi Anna Schmidt-Fic z inicjatywy Protest z Wykrzyknikiem.

JOANNA CIEŚLA: Czy doczekali się państwo jakiejkolwiek merytorycznej reakcji na list do premiera i liderów partii z apelem o rezygnację z egzaminu ósmoklasisty dla dzieci uchodźców, które przyjechały z Ukrainy w następstwie rozpętanej tam przez Rosję wojny?
ANNA SCHMIDT-FIC: Niestety, na razie nie. Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek przez Twittera nazwał nasze wystąpienie przykładem „antypolskiego, a przez to w rzeczywistości antyukraińskiego stanowiska bezrefleksyjnych »ekspertów«”, i oświadczył, że zarządza ministerstwem w polskim systemie oświaty, które „dziećmi ukraińskimi opiekuje się równolegle, nie odwrotnie”. Pomijając brak logiki tej deklaracji, chciałam zaznaczyć, że w dniu wysyłki pod listem były 123 podpisy – akademików, doświadczonych pedagogów, nauczycieli roku, a także całych organizacji i stowarzyszeń od lat działających na rzecz edukacji (lista cały czas się rozrasta).

Bomba z opóźnionym zapłonem

Zwracają się państwo także do polityków opozycji.
Z ich strony też dotychczas nie mamy odpowiedzi. Rozumiem, że czas jest gorący, a kwestii wymagających uwagi wiele. Zależy nam jednak, żeby temat edukacji znalazł się w mainstreamie politycznej dyskusji. Jego zaniedbanie może przełożyć się na bezpieczeństwo państwa poprzez zakłócenie spokoju społecznego, jeśli dzieci i młodzież nie będą chciały lub mogły kontynuować nauki. To bomba z opóźnionym zapłonem. Z własnym apelem dołączył do naszego wystąpienia RPO prof. Marcin Wiącek, pisząc do ministra Czarnka, że ignorowanie możliwości oraz potrzeb dzieci uchodźczych może prowadzić do nierówności w dostępie do nauki, dyskryminacji oraz ograniczania ich wolności i praw, czyli naruszenia art. 70, 32 oraz 37 konstytucji.

Dlaczego w państwa wystąpieniach główna uwaga skupia się wokół egzaminu ósmoklasistów, a nie matur, które nastolatkowie z Ukrainy mają zdawać na takich samych zasadach jak ich polscy rówieśnicy?
Dlatego, że egzamin ósmoklasisty wbrew potocznemu myśleniu ma dużo większe znaczenie dla przyszłości uczniów niż matura. Na bardzo wczesnym etapie determinuje ich możliwość dalszego rozwoju. To egzamin, którego nie można powtórzyć, a na jego podstawie odbywa się rekrutacja do szkół ponadpodstawowych. Tym, którym pójdzie słabo i trafią np. do szkół branżowych, bardzo wydłuża się i komplikuje droga do ewentualnej matury (by móc do niej podejść, trzeba ukończyć szkołę branżową drugiego stopnia) – na tyle, że w praktyce może okazać się nie do przejścia.

Wiele dzieci, które przyjechały z Ukrainy, jest zdolnych i bardzo pracowitych. Powinny kształcić się w dobrych liceach. Jednak na starcie tracą na to szansę przy obecnych rozwiązaniach, gdy dostosowania mają się sprowadzać do tłumaczenia na ukraiński poleceń do zadań, w których odpowiedzi trzeba udzielać po polsku.

Zagubione i dzieci, i rodzice

Piszą państwo, że w obecnej formule uczniowie będą poddawani egzaminowi ze znajomości języka polskiego, a nie określonych przepisami wymagań programowych, co jest wyrazem skrajnej niekompetencji zarówno MEiN, jak i urzędników Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.
Rzeczywiście, w liście proponujemy politykom, by poziom ich wiedzy na temat parlamentu zmierzyć takim oto zadaniem: „Przeczytaj pytanie i udziel odpowiedzi: 波兰议会的任期是多久. W logice ministra Czarnka oraz dyrektora CKE Marcina Smolika na pytanie, jak długo trwa kadencja polskiego Sejmu, zapiszecie Państwo prawidłową odpowiedź. Po chińsku, rzecz jasna” – piszemy. Odnoszę wrażenie, że ta właśnie propozycja szczególnie zirytowała ministra Czarnka, bo chyba dość obrazowo pokazuje poziom absurdu przyjętych rozwiązań.

Około 20 kwietnia mamy poznać ogólną liczbę ósmoklasistów, których udział w egzaminie został potwierdzony. Ci, którzy do niego nie podejdą, nie będą mogli startować w rekrutacji do szkół średnich. Jak z państwa rozeznania wyglądają dziś ich zamiary, podejście do tej kwestii w szkołach?
Bardzo różnie. Dotarły do mnie informacje o dzieciach, które na wieść o obowiązkowym egzaminie uznały, że ich nauka w polskim systemie nie ma sensu, i po prostu z niej zrezygnowały. Uczą się tylko w ukraińskim systemie, online, choć ich rodziny biorą pod uwagę pozostanie w Polsce na dłużej. Ale wiele z tych dzieci – i rodziców – jest zagubionych, słabo orientują się w możliwościach i scenariuszach. Można powiedzieć, że zdają się na nas.

Jakie rozwiązania byłyby lepsze niż stawianie ich przed obowiązkowym i za trudnym egzaminem, którego rezultat przesądzi o szansach na dalszą naukę? Rekrutacja do szkół średnich niezależnie od kryzysu uchodźczego ma być w tym roku znów bardziej konkurencyjna. Ze względu na wyhamowaną przed laty reformę obniżającą wiek rozpoczęcia obowiązku szkolnego o miejsca w liceach i technikach ubiegać się będzie półtora rocznika uczniów.
Oczywiście, ten kontekst dodatkowo komplikuje problem. Zrozumiałe są obawy polskich rodziców o los ich dzieci. Władza spieszy z demoralizującymi podszeptami: skoro wiadomo, że uchodźcy napiszą słabo, nie zajmą miejsca „naszym” dzieciom w najbardziej obleganych szkołach.

Ale oczywisty jest wymiar etyczny tej sytuacji. Nie mamy gotowego rozwiązania, jak z niej wybrnąć. Jednak gdyby ukraińskie dzieci zwolnić z egzaminu, który ma się odbyć za miesiąc, jest jeszcze czas, żeby zastanowić się, jak sprawiedliwie zrekrutować je do szkół średnich. MEiN powinno wziąć na siebie ciężar organizacji takiej dyskusji – my chętnie przyjmiemy do niej zaproszenie. Kłopot w tym, że na razie nie widać żadnej gotowości, nawet po stronie powołanej przez Czarnka rady ds. edukacji uchodźców, złożonej zresztą ze związanych z PiS polityków. Jakiekolwiek zaproszenie do rozmowy wydaje nam się mało realne, skoro minister nazywa nas „bezrefleksyjnymi ekspertami”.

Anna Schmidt-Fic – nauczycielka, aktywistka edukacyjna, liderka nauczycielskiej inicjatywy Protest z Wykrzyknikiem, współorganizatorka kampanii Wolna Szkoła.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną