Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Ordo Iuris nęka Ukrainki. Aborcyjna obsesja przybiera na sile

Uchodźcy z Ukrainy na Dworcu Centralnym w Warszawie Uchodźcy z Ukrainy na Dworcu Centralnym w Warszawie Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Byłby z tego najwyżej scenariusz dla teatrzyku, gdyby nie chodziło o ludzi. Żywych, mających imiona, nazwiska, historie i uczucia, którzy uciekli przed wojną, by w Polsce obrywać rykoszetem.

Ordo Iuris znów swoje. Szpitale w całej Polsce dostają żądania o udzielenie informacji, ilu kobietom przerwano ciążę pochodzącą z gwałtu, jakiej narodowości były oraz czy miały zaświadczenie od prokuratora. Samo zaświadczenie to kwestia wątpliwa; ustawa wprowadzająca zakaz przerywania ciąży w Polsce zwolniła spod tych obostrzeń przypadki pochodzące z gwałtu, ale nie ma tam mowy o przeglądaniu dokumentów. Jedyna przywoływana w prawie zgoda to zgoda samej kobiety. W patriarchalnym systemie utarło się jednak takie, a nie inne postępowanie i nikt się mu nie sprzeciwił. Sami prokuratorzy, podlegli temu, a nie innemu ministrowi, często robią wszystko, by nie wystawić zaświadczenia, a Ordo Iuris dmie w tę tubę, żeby straszyć dyrektorów szpitali.

Ordo Iuris podsyca lęki

W Ukrainie trwa wojna. O używaniu gwałtu wojennego i tortur w jej ramach media i organizacje praw człowieka donoszą nieustannie. Są zdjęcia, relacje, są szczegółowo udokumentowane sprawy karne. Wystarczy, by uznać „wysokie prawdopodobieństwo czynu zabronionego” (bo nie pewność), o którym mówi prawo. Ale przecież nie są to tematy zaprzątające uwagę Ordo Iuris.

Konsulowie państw zachodnich zaangażowani w pomoc przebywającym w Polsce ofiarom wojny z Ukrainy utyskują więc na ów dziwny kraj, w którym nieformalnymi, nieoficjalnymi ścieżkami organizuje się „przerzuty” potrzebujących z państwa, które rzekomo udziela pomocy, do takiego, w których naprawdę można ją uzyskać. To szczególny model prowadzenia polityki zagranicznej, ale Ordo Iuris, frakcja polska, ma przecież na głowie ważniejsze sprawy. Konkretnie: podsycanie cudzych lęków i emocji, żeby samemu utrzymać się przy życiu.

Gdyby nie chodziło o żywych ludzi

Tymczasem do starej jak świat melodii śpiewanej w Ordo Iuris dołączyła druga – że gwałcą w Polsce imigranci. A także że Ukraińcy napadają na ludzi z nożami. Pisma z logo Ordo Iuris otwierano w szpitalach, a szef fundacji Jerzy Kwaśniewski dzielił się tymczasem ze społeczeństwem swoim nowym „odkryciem”. Jednak aby straszyć innych, warto samemu w miarę stabilnie stać na ziemi. Tymczasem Ordo Iuris od słynnej afery rozwodowej wciąż chwieje się w posadach. Kwaśniewskiemu na łamach „Rzeczpospolitej” odpowiedział więc zaraz były najbliższy współpracownik, że jak zawsze szef fundacji wyszedł przed szereg, czym szkodzi przede wszystkim własnej organizacji. Dodając jeszcze parę słów o etyce prawnika.

I byłby z tego najwyżej scenariusz dla teatrzyku, gdyby nie chodziło o ludzi. Żywych, mających imiona, nazwiska, historie i uczucia, którzy uciekli przed wojną, by w Polsce obrywać rykoszetem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną