Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Szkoła jak areszt w wersji light. Ziobro z Czarnkiem zaprowadzą porządek

Zbigniew Ziobro Zbigniew Ziobro Kancelaria Prezesa RM
W Ministerstwie Sprawiedliwości został przygotowany projekt ustawy, która zmienia kompetencje dyrektorów szkół. Jeśli wejdzie w życie, dla uczniów będą oni nie tylko pedagogami, ale również policjantami, prokuratorami i sędziami w jednej osobie.

Dyrektorzy będą prowadzić dochodzenie oraz sądzić dzieci w drobniejszych sprawach (które nie są ścigane z urzędu), wyręczając w tym policjanta, prokuratora oraz sędziego. Będą mieć prawo do wydawania wyroków i wymierzania kar, mogą np. kazać myć korytarze, grabić liście czy sprzątać w salach lekcyjnych. Jak dyrektor zechce, może też kazać dzieciom czyścić toalety. Wszystko to w celu przeciwdziałania demoralizacji osób niepełnoletnich i wzmocnienia wychowawczej funkcji szkoły.

Szkoła niczym areszt

Zbigniew Ziobro może do swojego pomysłu przekonać ministra edukacji i nauki, ponieważ Przemysław Czarnek jest prawnikiem, nauczycielem akademickim, lecz nie wychowawcą. Rozumie więc, jak istotną rolę w resocjalizacji odgrywają kary, nie zna się zaś na wychowawczej metodzie „odejścia od karania”. Jako prawnik Czarnek uważa, że im szybciej i skuteczniej organy państwowe znajdą sprawcę przewinienia i wymierzą odpowiednią karę, tym większy skutek prewencyjny (odstraszanie potencjalnych sprawców podobnych czynów). Wzrasta też poczucie sprawiedliwości w społeczeństwie, gdy wina nie pozostaje bez kary. Szkoła, gdy prawnicze myślenie zastąpi w niej kulturę pedagogiczną, stanie się przede wszystkim instytucją poprawczą, aresztem i więzieniem w wersji light. Społeczność uczniowska zostanie podzielona na „karanych” i „niekaranych”. Może trzeba będzie tę informację wpisywać dzieciom do dokumentów, poświadczać niekaralność bądź karalność ucznia?

Pomysł Ziobry, aby dyrektor szkoły wyręczał przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, może przekonać Czarnka, który choć jest ministrem edukacji, o pedagogice współczesnej ma mgliste pojęcie. Zna się raczej na pedagogice biblijnej, a w niej „rózga karności” jest podstawowym narzędziem oddziaływania wychowawczego. Pismo święte mówi: „Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze” (Księga Przysłów 23,13). Nie zdziwiłbym się, gdyby dwójka ministrów – Ziobro i Czarnek – kazała interpretować omawianą ustawę jako święte prawo dyrektora do wymierzania dzieciom również kar cielesnych. Oczywiście tylko w sytuacji, gdy grabienie liści i mycie podłóg nie wystarczą do naprawy młodego człowieka. Sprawiedliwość ponad wszystko, przede wszystkim ponad zasady pedagogiczne.

Czytaj też: Dyrektorzy będą poświadczać nieprawdę?

Już Korczak to wiedział

Minister sprawiedliwości nie zna się na żadnej pedagogice, dlatego wierzy w wychowawczą funkcję karania dzieci. Minister edukacji natomiast nie wykazuje się kompetencjami pedagogicznymi, anachronicznie pojmuje rolę szkoły, nie zna się na pracy wychowawcy. Jest człowiekiem nie z tej epoki, raczej parodią biblijnego sędziego niż wysokim urzędnikiem państwowym. Obydwaj ministrowie są strażnikami i sędziami, skłonnymi do tropienia wszelkiej odmienności, wydawania wyroków i wymierzania kar niż do posługiwania się metodami wychowawczymi. Nie będę oceniał, czy przystoi to Ziobrze, czy nie, nie znam się bowiem na prawie i jego procedurach. Jednak na pewno nie przystoi to Czarnkowi, który wszedł w buty ministra edukacji, zatem powinien mieć świadomość, jak bardzo antywychowawczy jest pomysł ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Na szczęście dyrektorzy szkół nie są pedagogicznymi ignorantami. Dobrze wiedzą, iż współczesna pedagogika nakazuje pojmować karę przede wszystkim jako brak nagrody, faktyczne karanie uczniów jest bowiem – odwrotnie niż to pojmują w resorcie sprawiedliwości – demoralizujące. Jeśli już trzeba kogoś ukarać, to nie tak, aby z przestępcy uczynić bohatera środowiska (tak będzie odbierany uczeń, któremu dyrektor kazał np. grabić liście na oczach społeczności: jako walczący z głupim, niesprawiedliwym systemem) albo pośmiewisko (inna możliwa reakcja uczniów: uczynienie z ukaranego ofiary grupy). W szkole odchodzi się od kar, ponieważ nikogo nie naprawiają, mają niewielką bądź żadną funkcję odstraszającą, nie redukują liczby przestępstw, wbrew pozorom – zwiększają.

To nie jest żadna nowinka pedagogiczna, do postawy niekarania dzieci zachęcał pedagogów już Janusz Korczak. Trudne dziecko, a przede wszystkim takie osoby popełniają wykroczenia czy przestępstwa, wystarczająco często jest karane w rodzinie (np. bije ojciec, krzyczy matka), w rówieśniczym środowisku (zanim samo zacznie karać innych, doświadczy różnych form represji), przez nieprofesjonalnych wychowawców, którzy nie radzą sobie z trudnymi dziećmi, więc je stale karzą i nigdy nie nagradzają. Szkoła może się okazać jedynym miejscem, o ile pracują w niej mądrzy pedagodzy, gdzie dziecko, nawet krnąbrne i zapowiadające się na przestępcę, nie doświadczy karania, lecz jedynie oddziaływania pedagogicznego, w tym szansy na rozwój, nagrody i sukces, nawet gdyby potencjał takiego dziecka był bardzo niski.

Kary to porażka pedagogiczna

Nauczyciele od dawien dawna pracują nad tym, aby w szkole funkcjonował szeroki model nagradzania uczniów, który obejmowałby wszystkie sfery aktywności dziecka. Każdy, kto trafia do placówki edukacyjnej, powinien nabrać przekonania, iż odkryje tu swoje mocne strony, odniesie sukces w jakiejś dziedzinie, a nawet w niejednej, i zostanie za to nagrodzony. Szkoła jest wręcz zobowiązana tak pracować z każdym wychowankiem, indywidualnie podejść nawet do potencjalnego czy faktycznego przestępcy, aby uwierzył w siebie i co najmniej w jednej dziedzinie, a najlepiej wielu, odkrył swój potencjał, rozwinął się i został za to nagrodzony.

Pochwała i nagroda należą się każdemu, szkoła ma stanąć na głowie, aby było za co. Gdy dziecko w niczym nie jest dobre, nie rozwija się, na karę zasługuje raczej placówka, która dopuściła do takiego stanu. Uczniów się zatem nie karze, np. sprzątaniem korytarzy czy myciem okien, jak chce Ziobro, wystarczającą karą jest odwleczenie lub pozbawienie nagrody. Praca na rzecz szkoły nie jest też pojmowana jako kara, pracować może każdy uczeń, także odnoszący liczne sukcesy i niesprawiający problemów, jeśli tego chce. Grabienie liści czy mycie korytarzy nie może się uczniom kojarzyć z karą. Pani woźna, która to robi, nie jest przecież skazańcem, lecz cennym i wartościowym pracownikiem, który za tę pracę dostaje czasem nagrodę.

Pomysł, aby szkoła stała się filią sądu i w drobniejszych sprawach (nieściganych z urzędu) osądzała uczniów, traktując ich jak przestępców, którym należy się faktyczna kara (a nie tylko brak nagrody), jest wysoce niepedagogiczny. Cała sztuka wychowywania dzieci i młodzieży polega na tym, aby wychowawca nie był kojarzony z karami, lecz z pochwałami i nagrodami. Dyrektor nie jest sędzią, lecz pedagogiem, podobnie wszyscy nauczyciele. Gdyby uczniowie zaczęli kojarzyć swoich nauczycieli z osobami, które wymierzają im kary, oznaczałoby to cofnięcie pedagogiki o jakieś sto lat. Cała placówka edukacyjna powinna intensywnie pracować nad tym, aby była kojarzona jako miejsce przyjazne, które daje wiele okazji do zdobywania pochwał i nagród. Gdyby faktycznie trzeba było kogoś ukarać, np. nakazem umycia toalet, byłaby to porażka pedagogiczna. Inaczej mówiąc, do d… z taką szkołą, która musi karać, aby wychowywać. Pozytywne podejście do wychowanków znacznie mocniej wychowuje i resocjalizuje niż bycie szkolnym policjantem, prokuratorem i sędzią, jak chce Ziobro.

Czytaj też: Nam strzelać kazano. W szkole

Gdyby Czarnek znał się na pedagogice...

Żyjemy w czasach, w których ludzie upajają się prawem do wymierzania kar. Dla kogoś, kto nie jest profesjonalnym wychowawcą, lecz amatorsko zajmuje się naprawianiem dzieci, może wydawać się to dziwne, że dyrektorzy negatywnie zareagowali na pomysł Ziobry. Powinni przecież całować go po rękach, że daje im taką władzę. Wielu samozwańczych wychowawców wyobraża sobie, iż najlepiej wychowuje ciężka ręka, trzymanie dziecka krótko za twarz i częste wymierzanie kar, aby żaden zły czyn nie uszedł wychowankowi na sucho. Niech się dzieciak boi, niech nie zazna spokoju, niech drży z obawy przed sprawiedliwością.

Kary wydają się nieodłącznym narzędziem sprawiedliwego wychowawcy, inaczej przecież – mogą myśleć amatorzy – dziecko rozpuściłoby się jak dziadowski bicz. Minister Ziobro zachowuje się jak taki właśnie amator ignorant. Ze swoimi pomysłami wchodzi na teren, który jest mu całkowicie obcy. Szkoła to dla ministra sprawiedliwości ziemia nieznana. Nie można więc jego pomysłów traktować poważnie, to po prostu szczyt ignorancji i ministerialnej pychy, żeby resort sprawiedliwości chciał reformować system oświaty. Czarnek, gdyby znał się na pedagogice, stawiłby pomysłom Ziobry zdecydowany opór.

Czytaj też: Nauczyciele w depresji

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną