Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zatruta Odra. Dr Grzesiowski dla „Polityki”: To poważne zagrożenie sanitarne

Wojsko i strażacy wyławiają martwe ryby z Odry. Wojsko i strażacy wyławiają martwe ryby z Odry. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl
Wciąż wiemy za mało o skażeniu Odry. Dlatego każdy kontakt z wodą i martwymi zwierzętami może być niebezpieczny – mówi dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. zagrożeń epidemicznych.

KATARZYNA KACZOROWSKA: Rtęć to jedna z najsilniejszych trucizn. Pierwsze doniesienia z niemieckiej strony mówiły, że Odra jest skażona właśnie nią. Z kolejnych wynika, że za masowe obumieranie środowiska wodnego mogą odpowiadać inne substancje. Proszę powiedzieć, czy w przypadku zatrucia np. rtęcią można stosować jakieś odtrutki?
DR PAWEŁ GRZESIOWSKI: My wciąż nie wiemy, co zatruło Odrę, i od tego trzeba zacząć. Masowe ginięcie ryb, płazów, planktonu i wszystkiego, co żyje w Odrze i wokół niej, może być spowodowane przez różne związki chemiczne, wśród których sole rtęci stanowią najpoważniejsze zagrożenie, bo pozostają w środowisku na długo.

„Polityka” nieoficjalnie dowiedziała się od jednego z inspektorów środowiska we Wrocławiu, że próbki pobrane w Oławie, gdzie 26 lipca wędkarze zgłosili śnięte ryby, badano również pod kątem zawartości rtęci. I nie stwierdzono jej podwyższonych wskaźników.
Niestety, nie ufam tego rodzaju informacjom z zasady. Jeśli nie mamy od dwóch tygodni oficjalnych raportów, to wciąż nie mamy jednoznacznej sytuacji. Niemcy wyniki swoich badań ujawniają. Po stronie polskiej mamy zapewnienia decydentów, dwie dymisje, bardzo niskie zaufanie do władz, które siłą rzeczy rzutuje na wszystkie przekazywane oficjalnie informacje, co dodatkowo potęgowane jest przez chaos i brak zarządzania kryzysowego.

Do tego jeszcze w piątek wieczorem, już po dymisji Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, okazało się, że 3 sierpnia zwrócił się on do wojewodów opolskiego, dolnośląskiego, lubuskiego i zachodniopomorskiego o powołanie sztabów kryzysowych w związku ze skażeniem Odry niewiadomego pochodzenia. I jego prośba została zignorowana. Wróćmy jednak do samego skażenia. Jeśli odpowiada za nie rtęć…

…to?
Dużo zależy od dawki i postaci tego pierwiastka. To nie jest tak, że każda dawka od razu powoduje śmierć. Mamy więc różne rodzaje zatrucia. Można się zatruć oparami rtęci i wtedy mamy przede wszystkim uszkodzenie śluzówek układu oddechowego. Ktoś mógł się napić wody, niewielkiej ilości, i wystąpią u niego biegunka, nudności, krwawienia z przewodu pokarmowego, ale to nadal nie będzie śmiertelne zagrożenie. Oczywiście przewlekłe zatrucie, czyli korzystanie z zatrutej wody, żywności itd. czy życie w oparach rtęciowych, rzeczywiście stanowi śmiertelne zagrożenie – dochodzi do uszkodzenia mózgu, nerek, wątroby czy płuc, a w konsekwencji ich zwłóknienia.

Najgroźniejsze są kationy rtęci, które rozpuszczają się w wodzie i nie da się ich zutylizować. Uszkadzają układ nerwowy u dorosłych, powodując poważne problemy neurologiczne do końca życia, u dzieci ciężkie upośledzenia, w tym umysłowe. Taka postać rtęci to rzeczywiście śmiertelne zagrożenie, i to na wiele lat.

Co z punktu widzenia lekarza oznacza duże zasolenie rzeki?
Przede wszystkim trzeba wiedzieć, jakie to substancje, ponieważ chlorek rtęci czy azotan rtęci to także sole chemicznie. Ale nawet jeśli się okaże, że to inne toksyny, to jeśli odpowiadają za masowe wymieranie ryb, są również groźne dla człowieka. Na pewno więc w najbliższych tygodniach w ogóle nie należy w jakikolwiek sposób korzystać z wody w Odrze, bo musimy się dowiedzieć, co się w niej tak naprawdę znalazło.

Dolnośląska Izba Aptekarska na swoich profilach w mediach społecznościowych informuje, że apteki nie mają leków na zatrucie rtęcią, płyn Lugola jest w takich przypadkach nieprzydatny, a jeśli ktoś ma jakiekolwiek niepokojące objawy, a miał kontakt z wodą z Odry, powinien się udać do lekarza.
I to jest z jednej strony odpowiedź na chaos informacyjny, ale z drugiej na panikę, którą ten chaos generuje. To rzeczywiście przypomina panikę po katastrofie w Czarnobylu – skojarzenie z płynem Lugola, po który wtedy ustawiały się długie kolejki, jest oczywiste. Ale to też kwestia ignorowania sygnałów o problemie, a pierwsze pojawiły się już pod koniec lipca. Masowe wymieranie fauny, śnięte ryby płynące rzeką podczas upałów to także poważne zagrożenie sanitarne. Przecież martwe zwierzęta, rozkładająca się materia organiczna, to doskonała pożywka dla wielu chorobotwórczych bakterii, które mogą występować w rzece, przenikać do gleby. Dlatego pytania o zagrożenie dla wód gruntowych w takiej sytuacji – dla zlewni wód pitnych, zwierząt hodowlanych i ludzi żyjących w miejscowościach nadodrzańskich – są jak najbardziej zasadne.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną