Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Nauczyciele szykują nowy protest. Na razie packa na muchy, potem armaty

Mimo braku konkretów, ZNP podchodzi do sprawy poważnie. Mimo braku konkretów, ZNP podchodzi do sprawy poważnie. Marta Frej
Im więcej zniechęcenia wśród nauczycieli i poczucia, że nasz opór nie ma sensu, tym większe zwycięstwo PiS w zawłaszczaniu dziecięcych umysłów. Przeciwko temu wszystkiemu, a nie tylko marnym zarobkom, należy się teraz zbuntować. Trzeba krzyczeć.

Nauczyciele wracają do szkoły mniej więcej tydzień przed 1 września. Trzeba przeprowadzić egzaminy poprawkowe, wziąć udział w posiedzeniach rady pedagogicznej, definitywnie podsumować poprzedni rok, zaplanować nowy, no i ułożyć plan lekcji, aby wszyscy byli zadowoleni. Jest huk roboty. Do tego dochodzi stres związany z powrotem do pracy po długim urlopie. Wielu osobom pocą się ręce i drży całe ciało ze strachu przed tym, co nas czeka.

Zapewne nic dobrego. Zarząd Główny ZNP postanowił dorzucić do tej góry zadań i lęków całkiem spory kamień: pogotowie protestacyjne. Budynki zostaną oflagowane i oklejone plakatami informacyjnymi, aby każdy, kto od 1 września przekroczy próg szkoły, był świadomy, że nauczyciele są niezadowoleni z warunków pracy i płacy. Będziemy oswajać rodziców oraz uczniów z możliwością wybuchu protestu. Jaki to będzie protest, jeszcze nie wiemy.

W szkołach przybyło pisowców

Mimo braku konkretów ZNP podchodzi do sprawy poważnie. Nauczyciele są informowani nie tylko o pogotowiu protestacyjnym, ale też o wznowieniu dyżurów prawników związkowych. To bardzo dobra wiadomość. Od czasu strajku z 2019 r. w szkołach przybyło pisowców. Przede wszystkim wśród dyrektorów. Niewątpliwie będą wywierać nacisk na nauczycieli, aby nie brali udziału w proteście. Niektórzy będą nawet swoich pracowników straszyć konsekwencjami, jakby walka o godne wynagrodzenie była zbrodnią. Pomoc prawna jest więc niezbędna. Prawnicy powinni się spodziewać, że będą do nich waliły tłumy.

Ogłoszenie pogotowia protestacyjnego, a nie strajkowego, świadczy o tym, iż ZNP wciąż nie ma pewności, jaki potencjał krytyczny mają nauczyciele. Związek nadal nie wie, jak bardzo pracownikom szkół nie podoba się obecna sytuacja płacowa oraz pisowski nadzór nad oświatą i do czego w związku z tym są zdolni. Będzie więc ogłaszał drobne akcje protestacyjne i sprawdzał, jaki jest odzew w środowisku. Nie powinni więc nauczyciele się dziwić, że związek nie wytacza przeciw pisowskiemu rządowi armat, tylko rusza na niego z packą na muchy. Tak, zaczniemy od drobnych gestów niezadowolenia, a gdy znajdą szerokie poparcie wśród nauczycieli, zaostrzymy działania. Na armaty trzeba więc jeszcze poczekać.

Na miejscu Zarządu Głównego ZNP wciągnąłbym do pomocy zdolnych piarowców, aby nasze akcje protestacyjne nie były dziaderskie i nie ośmieszały nauczycieli w oczach społeczeństwa. Możemy ludzi wkurzać, drażnić, ale nie powinniśmy wystawiać się na pośmiewisko. Nie możemy zachowywać się jak banda starców, których jedyną siłą jest zrzędzenie i machanie drewnianymi laseczkami. Trzeba tego kija pomysłowo użyć, a nie tylko tarmosić rząd gderliwym gadaniem i wygrażaniem, które do niczego nie prowadzi. Gderliwości i pogróżek ZNP pokazał już wystarczająco dużo, teraz przyszła pora na działanie, które zrobi wrażenie na społeczeństwie. Brak polotu w protestowaniu bywa gorszy od nicnierobienia.

Jak w każdym środowisku wśród nauczycieli jest sporo zgorzkniałych tetryków, którzy lubią śpiewać swoje starcze pieśni, oczekując aplauzu otoczenia. Ich należałoby teraz przesunąć na tył naszej grupy zawodowej i kazać się zamknąć. Niech prym w akcji wiodą młodsi, jeśli nie ciałem – bo takich wśród nauczycieli jest bardzo mało – to przynajmniej duchem. Protest może się opierać na idei drobnych kroczków lub innym pomyśle, ale nie może być niezdarny czy cichy. Nawet najmniejsze działanie, jak oflagowanie i oplakatowanie szkół, musi być przeprowadzone z werwą i pompą. Jeśli nie wywołamy wrzawy na samym początku, także bez echa przejdą następne działania.

ZNP może iść już tylko na całość

ZNP może wiele zyskać na tym proteście, natomiast niczego już nie straci. W poprzednich latach mógł się obawiać, iż w razie niepowodzenia nauczyciele będą rzucali legitymacjami związkowymi. Obecnie nie musi się tego lękać, ponieważ ci, co mieli odejść, już to zrobili. Zostali sami wierni, są na dobre i na złe. Trzeba jednak pozyskiwać nowych, ponieważ starzy, choć wierni, nie są przecież wieczni. Odchodzą na emeryturę, a następców brak. Na przegranej akcji protestacyjnej ZNP nic nie straci, natomiast w razie powodzenia wiele mógłby zyskać. Dlatego śmiało może iść na całość, byle tylko pomysłowo i z werwą.

W ogromnej liczbie podobnych do siebie protestów pracowniczych, jakich spodziewamy się w Polsce w najbliższym czasie, ZNP powinien robić wszystko, aby się pozytywnie wyróżnić. Oświatę trawi niszczycielska działalność PiS, liżemy wciąż rany po zlikwidowanych gimnazjach, przecieramy oczy ze zdumienia na widok skali ideologizacji podstaw programowych. Jeśli mamy to zatrzymać, musimy swoim protestem wywołać w społeczeństwie wstrząs. Nie powinno chodzić tylko o żądanie wyższej płacy, ale o podanie w wątpliwość zasad nauczania i wychowywania, które wprowadził do szkół PiS.

Nauczycielom płaci się tak mało, aby popadli w zniechęcenie i nie sprzeciwiali się wprowadzeniu do podstawy programowej pisowskiej ideologii. Jesteśmy źle traktowani przez rządzących, aby było nam wszystko jedno, jakie treści znajdują się w programach. Im więcej zniechęcenia wśród nauczycieli i poczucia, że nasz opór nie ma sensu, tym większe zwycięstwo PiS w zawłaszczaniu dziecięcych umysłów. Przeciwko temu wszystkiemu, a nie tylko marnym zarobkom, należałoby się teraz zbuntować. Przydałoby się ogłosić chociażby codzienną minutę krzyku przeciwko niszczeniu oświaty przez PiS. Lekcje nowego przedmiotu – historii i teraźniejszości – byłyby ku temu najlepszym miejscem i czasem. Jeszcze chwila przecież i szkoły staną się folwarkami rządu, w których dzieci będą tuczone na zwolenników jednej partii. Przeciw temu należy krzyczeć.

Pogotowie protestacyjne: przedsmak strajku

Musimy zatem walczyć nie tylko o prawa pracownicze, ale też o prawa dziecka do edukacji tolerancyjnej, nieksenofobicznej i niehomofobicznej. Nie chodzi już tylko o to, aby nauczyciele więcej zarabiali, ale by każdy człowiek w szkole miał prawo być wierny swoim wartościom, a nie wyłącznie pisowskim, czego chce minister Czarnek i wyznaczani przez niego autorzy podstaw programowych i podręczników. Trzeba obnażyć nie tylko niskie uposażenie pracowników, zarobki na poziomie najniższej krajowej, ale wyrazić niezgodę na niemoralne treści w podręcznikach i wątpliwe etycznie podstawy programowe. Przy okazji protestów o wyższe zarobki trzeba rozbić to oświatowe lustro, w którym przeglądają się Polacy, nie widząc, ile zagrożeń czai się za ich plecami.

Nauczyciele obywatelsko zaangażowani i nieobojętni zawodowo odchodzą w Polsce w przeszłość. Przyszło nam żyć w czasach, kiedy edukacja zdaje się najmniej obchodzić nauczycieli. Weszliśmy w buty poniżonej i upodlonej ofiary systemu i zamierzamy w nich człapać do emerytury. Na taką postawę liczy właśnie PiS. Jeśli nie wyrwiemy się z tego gderania i narzekania, co jest przecież jakąś formą obojętności, będziemy już tylko w pracy chałturzyć. Będziemy ścigać się w pogoni za korepetycjami i innymi formami dorobienia do marnej pensji. Zresztą wielu z nas już teraz tak robi. Protest może więc nie być nam na rękę. Po co strajkować, gdy można chałturzyć i dorabiać? Po co drażnić Czarnka?

Zanim więc jakikolwiek bunt się zacznie, ZNP musi najpierw wybudzić nauczycieli ze stanu zobojętnienia. Pogotowie protestacyjne to czas komunikowania się pracowników szkół ze sobą, taki przedsmak strajku, sprawdzania gotowości do kolejnego ruchu. Rozmawiajmy o możliwych formach protestu na tyle hałaśliwie, aby już to robiło wrażenie. I właśnie tę pasję do sprzeciwu ZNP powinien próbować wśród nauczycieli wywołać. Tylko niech aktywiści związkowi nie zachowują się jak dziadersi, którzy poza utyskiwaniem na coraz gorsze czasy i wspominaniem wspaniałej przeszłości nie mają nic do zaproponowania. Czekam na zwrot w działalności związkowej – żądam konkretnych pomysłów. Koniecznie takich, jakich jeszcze nie było.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną