Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Wulgarna homofobia na Spotify i YouTube? Big techy to problem i dla queeru, i dla demokracji

Aplikacja Facebooka Aplikacja Facebooka Md Mamun Miah / imageBROKER / Forum / Forum
2025 r. postawił przed społecznością LGBTQIA+ nowe wyzwania: homofobiczną twórczość AI, dyskryminację ze strony algorytmów FB czy X oraz technologicznie wspomaganą przemoc. Jak z nimi walczyć, tłumaczy Miko Czerwiński, nowa osoba dyrektorska KPH.
Miko Czerwiński, osoba dyrektorska KPHHania Linkowska/mat. pr. Miko Czerwiński, osoba dyrektorska KPH

Miko Czerwiński to osoba niebinarna, a więc taka, której tożsamość płciowa nie mieści się w prostym podziale na dwie płcie (więcej o niebinarności w tym artykule). W wywiadzie stosujemy inkluzywną polszczyznę, w tym neutralne płciowo formy czasowników („byłxm”, „miałxm”, „lubiłxm”) oraz osobatywy („osoba dyrektorska” zamiast „dyrektor” lub „dyrektorka”).

MATEUSZ WITCZAK: Kto zastąpił Mirkę Makuchowską u sterów Kampanii Przeciw Homofobii, a więc najważniejszej polskiej organizacji LGBTQIA+?
MIKO CZERWIŃSKI: Osoba, która od 15 lat działa na rzecz praw człowieka i społeczeństwa obywatelskiego – zarówno na poziomie lokalnym, jak i międzynarodowym. Przed objęciem nowej roli byłxm m.in. organizatorem Marszu Równości w Krakowie, pracowałxm w Amnesty International jako osoba menedżerska działu kampanii i mobilizacji, zasiadałxm w zarządzie stowarzyszenia Queerowy Maj i fundacji Równość.org.

Karierę zaczynałxś jednak od kopania studni w Rwandzie.
Może nie od „kopania studni”, ale łopaty i woda na pewno były częścią mojej historii. Podczas studiów w Londynie zaangażowałxm się w działalność organizacji zajmującej się budową elektrowni – słonecznych i wodnych właśnie – we wschodnioafrykańskich wsiach. W Rwandzie i Tanzanii pracowałxm z fantastycznymi ludźmi, ale zauważyłxm, że niektóre nasze rozmowy urywają się w pół słowa; koledzy i koleżanki nie chcieli ich kontynuować, bo „obawiali się, że mogą trafić do więzienia”. Zdałxm sobie wtedy sprawę, że człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy, jeżeli nie będzie wolny.

Niedługo po ogłoszeniu zmiany warty w KPH pochwaliłxś się w social mediach także objęciem funkcji osoby wiceprzewodniczącej InterPride’u. Na czym ma polegać ta rola?
InterPride to globalna organizacja, która zrzesza organizatorów setek parad równości z całego świata. Odpowiada za WorldPride, który co roku odbywa się w innym mieście – pierwsza edycja przeszła ulicami Rzymu, w 2026 r. będziemy maszerować w Amsterdamie. Jako osoba wiceprzewodnicząca ds. różnorodności i wkluczania zajmuję się współpracą z organizacjami członkowskimi: monitorujemy przestrzeganie praw człowieka w krajach ich pochodzenia, by – w razie stwierdzenia naruszeń – przygotować wspólną odpowiedź.

Druga sprawa: queer jest bardzo różnorodny, a moją rolą jest zadbać o to, by każda osoba z naszej społeczności dobrze czuła się w ruchu pride’owym. Stanowisko, jakie objąłxm, powstało, by włączać osoby niebiałe, jednak w tej chwili myślimy o wkluczaniu znacznie szerzej, wiele uwagi poświęcamy np. ludnościom rdzennym i mniejszościom lokalnym. Analiza lokalnych kontekstów jest dla mnie ważna również osobiście, bo wywodzę się z Kaszub.

Czytelnikom i czytelniczkom „Polityki” dałxś się poznać za sprawą raportu „Śmierć przez tysiąc cięć” Amnesty International. Tłumaczyliście w nim, jak algorytmy X wzmacniają przemoc wobec osób LGBTQIA+, „przy okazji” łamiąc prawo UE. Słusznie zakładam, że KPH skupi się teraz na technologicznych wyzwaniach, przed jakimi stoi nasza społeczność?
Wiedza na temat bezpieczeństwa w sieci i cyberbezpieczeństwa oczywiście została ze mną po odejściu z Amnesty. Będziemy podejmować te tematy. Na niedawnym spotkaniu z wiceministrem cyfryzacji Dariuszem Standerskim podnosiliśmy, że temat dyskryminacji wobec społeczności LGBTQIA+ nie został uwzględniony w ministerialnej propozycji ustawy wdrażającej unijny Akt o usługach cyfrowych (tzw. DSA). Niedawno byłxm na spotkaniu w Parlamencie Europejskim, gdzie uwrażliwiałxm na ten problem decydentów, tłumacząc jego związek ze stanem praworządności i demokracji w Polsce.

Organizacje LGBTQIA+ najmocniej akcentują dziś potrzebę prawnej ochrony przed przestępstwami z nienawiści, domagają się wprowadzenia związków partnerskich i realizacji wyroku TSUE. To wszystko bardzo ważne kwestie, ale cały czas pojawiają się nowe wyzwania i nowe pola pracy. Chcę, by queerowy głos był słyszalny we wszystkich obszarach, które realnie wpływają na nasze życia.

Prezydent Nawrocki zawetował właśnie nowelizację ustawy mającą wdrażać zapisy DSA. Inna rzecz, że Ministerstwo Cyfryzacji wcale się z jej przygotowaniem nie spieszyło. Skąd zwłoka, skoro na czele resortu stoi, zresztą w randze wicepremiera, lewicowy Krzysztof Gawkowski?
Bo na scenie politycznej mamy obecnie wielu aktorów. Owszem, Unia wymusza na nas wdrożenie aktu o usługach cyfrowych (i dobrze!), ale nie oszukujmy się, Stany Zjednoczone działają przeciwko wszelkim regulacjom, jakie miałyby utemperować działalność big techów. Donald Trump otwarcie mówi, że należy z takim prawem walczyć, grożąc europejskim krajom cłami i restrykcjami wizowymi [we wtorek 23 grudnia 2025 r. Departament Stanu USA odmówił wydania wiz pięciu Europejczykom, w tym byłemu komisarzowi UE Thierry′emu Bretonowi, których Stany oskarżają o próbę „wymuszenia cenzury” na swoich platformach społecznościowych – red.].

Dla Polski, którą łączy z USA bliski sojusz – potrzebny nam chociażby ze względów militarnych, tj. zagrożenia ze strony Rosji i wojny w Ukrainie – to poważny problem. Nie powinien jednak powstrzymywać rządu Tuska od respektowania unijnego prawa; ma on także obowiązek jak najszybszego wprowadzenia do polskiego porządku tzw. dyrektywy Anti-SLAPP czy wyroku TSUE ws. zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych. To kwestia dbałości o podstawowe prawa naszych obywateli i obywatelek.

Tymczasem według GLAAD Social Media Safety Index w temacie ochrony przed dyskryminacją każda z kluczowych platform społecznościowych zanotowała w minionym roku regres. Unia zaczyna pomału karać big techy za niestosowanie się do jej praw – na początku grudnia Komisja Europejska nałożyła na X karę w wysokości 120 mln euro.
Z mojej perspektywy to bardzo ważny krok. Sygnalizuje, że UE będzie walczyć o jakość dostępnych w jej granicach usług cyfrowych.

Na razie ukarała firmę Elona Muska za sprzedaż niebieskiego znacznika dla „zweryfikowanych kont” (które nie były później weryfikowane), brak przejrzystości reklam i utrudnianie badań. Przyznasz, że wcale nie są to najpoważniejsze zarzuty względem dawnego Twittera?
Kluczowe dla osób LGBTQIA+ są oczywiście wątki mowy nienawiści i dezinformacji, zwłaszcza tych wspieranych zagranicznie (również – jak dowiedzieliśmy się, gdy X ujawnił na chwilę kraj pochodzenia kont – z Rosji). Przed nami także poważne dyskusje na temat bezpieczeństwa naszych danych, dostępu do informacji i nieuczciwej konkurencji. Bo w tym momencie panuje monopol kilku wielkich platform technologicznych (tzw. VLOP-ów), które mogą nam bez kontroli dyktować warunki.

Jest duże prawdopodobieństwo, że o wyniku referendum w sprawie brexitu przesądziła manipulacja treściami docierającymi do odbiorców i odbiorczyń, a także wykorzystanie w tym celu reklam targetowanych [pomogły dane pozyskane przez Cambridge Analytica – red.]. W minionym roku widzieliśmy z kolei zaangażowanie Elona Muska w wybory w Niemczech. Zastanówmy się, czy nasza demokracja jest w tym momencie na tyle silna i „zaopiekowana”, że bez unijnej kontroli nad platformami online będziemy mieć w Polsce uczciwe wybory? I czy big techy promują w tej chwili prawa człowieka, czy może wręcz przeciwnie?

Jak na jakość naszej demokracji wpływają ubiegłoroczne „reformy” funkcjonowania serwisów społecznościowych? W ramach jednej z aktualizacji Meta (właściciel Facebooka i Instagrama) zezwoliła na nazywanie homoseksualności i transpłciowości „chorobami psychicznymi”, z kolei X pozbył się większości moderatorów i osłabił mechanizmy przeciwdziałające mowie nienawiści.
Nie możemy liczyć na to, że platformy będą działać w naszym interesie, Elon Musk i Mark Zuckerberg byli obecni na inauguracji Trumpa, a ich późniejsze decyzje – m.in. ograniczenie moderacji – wpisują się w postulaty ruchu MAGA. Biznes sam z siebie rzadko dba o przestrzeganie praw człowieka, nawet jeśli zobowiązują go do tego traktaty międzynarodowe i unijne prawo. Dopiero polityczny nacisk skutkuje wdrożeniem polityk, które mają za zadanie zadbać o ludzi, a nie wyłącznie pomnażać zysk przedsiębiorstw.

Sporo rozmawiamy o Mecie, ale nawet większym zagrożeniem są inne bliskie Trumpowi firmy technologiczne – choćby Amazon. Jeff Bezos posiada przecież nie tylko sklep internetowy, ale również Amazon Cloud Service, największą na świecie platformę chmurową, w której przechowuje dane milionów ludzi z całego świata. Palantir Petera Thiela także dysponuje gigantycznymi bazami danych, które służą sztucznej inteligencji m.in. do planowania przez USA uderzeń militarnych.

Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której jeden człowiek – niekoniecznie zresztą przychylny demokracji – będzie nadawał kierunek globalnej debacie publicznej i decydował, kto w danym kraju wygra wybory. Niezależnie od tego, po której ze stron politycznego sporu stoimy, warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę jakakolwiek jednostka powinna dysponować tak wielką kontrolą nad przekazem?

Właściciele serwisów społecznościowych bronią się przed oskarżeniami o stronniczość, cedując moderację na „merytoryczną” sztuczną inteligencję. Problem w tym, że nie do końca wiemy, na jakiej zasadzie algorytmy decydują o widoczności postów – pojawiają się więc uzasadnione obawy o shadowbanning queerowych treści. Coraz więcej badaczy zwraca też uwagę na ignorowanie przez „moderatorów AI” jawnej mowy nienawiści.
To wyzwanie, z jakim musimy zmierzyć się nie tylko na poziomie krajowym czy międzynarodowym, ale również indywidualnym. Z przyzwyczajenia większość z nas zgłasza mowę nienawiści jako naruszenie wewnętrznych regulaminów platform (które to regulaminy, nawiasem mówiąc, przychylni Trumpowi prezesi mogą w każdej chwili zmodyfikować). Tymczasem wspomniane DSA daje nam możliwość przesyłania ich do Komisji Europejskiej, której agencje sprawdzają, czy wpis narusza unijne prawo.

Dodam, że akt o usługach cyfrowych zawiera obostrzenia także pod kątem użycia sztucznej inteligencji: weryfikacja zgłoszeń nie może być oparta wyłącznie na AI, nad postem musi pochylić się żywy człowiek. Platformy są także zobowiązane do corocznego raportowania Komisji Europejskiej, ile takich naruszeń zgłosiliśmy, a także do rozliczania się przed Unią z reakcji na nasze skargi.

Namawiam do tego, by masowo korzystać z naszych praw. Być może z punktu widzenia Instagrama czy TikToka Polska nie stanowi superważnego kraju, ale już rynek unijny jest na tyle duży i bogaty, że może wymóc na VLOP-ach respektowanie standardów demokracji, a więc również troskę o prawa osób marginalizowanych.

Skoro już o AI: niedawno pisaliśmy na łamach o fikcyjnej „wytwórni” Kutas Records. Obiła ci się o uszy?
Niestety tak.

Czemu Spotify i YouTube nie reagują na tworzoną przy użyciu sztucznej inteligencji wulgarną homofobię?
AI coraz częściej współtworzy dziś sztukę, pytanie jednak, gdzie wyznaczyć granice wykorzystywania dużych modeli. Piosenki wspomnianej wytwórni widmo w oczywisty sposób naruszają godność osób queerowych, sęk w tym, że Spotify i YouTube wciąż takiej „granicy” nie wyznaczyły. Problem jest zresztą szerszy: w USA głośno było w ubiegłym roku o ataku, którego sprawca skłonił sztuczną inteligencję do porzucenia swych etycznych „bezpieczników” i pomocy w skonstruowaniu bomby.

Z kolei Viktor Orbán – wbrew unijnemu rozporządzeniu AI Act – zapowiedział wykorzystanie sztucznej inteligencji do rozpoznawania twarzy uczestników marszu równości w Budapeszcie. Taka będzie przyszłość represji?
Akurat państwowa inwigilacja obywateli i obywatelek nie jest w Europie żadną nowością, na Starym Kontynencie nadal dobrze ma się np. profilowanie (tyle że służby dokonują go głównie w kontekście rasowym), które sztuczna inteligencja znacząco ułatwia. Jej algorytmy można np. wytrenować w taki sposób, by uznawały osoby o kolorowych włosach za szczególnie niebezpieczne – wówczas kamery szybko wychwycą je w tłumie, a policja ruszy z „profilaktycznymi” aresztowaniami.

To nie jest „przyszłość”, lecz rzeczywistość, w której żyjemy. Nowe technologie muszą znaleźć się pod kontrolą społeczną, a państwa powinny domagać się od ich właścicieli transparentności i respektowania swoich praw. Na wahanie po prostu nie mamy czasu.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną