Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Potworne powikłania

Potworne powikłania. Jak choroba zamieniła studentkę z Pekinu w pacjentkę wojskowej ewakuacji

Klaudia jeszcze zdrowa w Pekinie; i już w drodze do Polski na pokładzie rządowego samolotu, zaatakowana przez rzadką chorobę nowotworową. Klaudia jeszcze zdrowa w Pekinie; i już w drodze do Polski na pokładzie rządowego samolotu, zaatakowana przez rzadką chorobę nowotworową. Facebook
To historia o chorobie, która udawała obłęd. I o podróży do domu, od której zależało życie. I o tym, co czeka dalej Klaudię i jej rodzinę.

W czesnym popołudniem 3 czerwca na wojskowym lotnisku we Wrocławiu wylądował samolot, na którego przylot czekała cała Polska. Na pokładzie była Klaudia Uciechowska, 23-latka z Wałbrzycha, która jeszcze kilka tygodni wcześniej studiowała w Pekinie, a teraz wracała do kraju pod opieką Wojskowego Zespołu Ewakuacji Medycznej po serii dramatycznych powikłań wywołanych przez rzadki nowotwór. Jej historia żyła własnym życiem: przewijała się przez serwisy informacyjne, media społecznościowe i konferencje prasowe. Tysiące ludzi śledziły trasę rządowego samolotu lecącego z Chin.

Dla ojca Klaudii ten dzień nie miał jednak nic wspólnego z narodowym wydarzeniem. Kiedy maszyna schodziła do lądowania, Jacek Uciechowski wracał właśnie z pracy do domu w Wałbrzychu. Emerytowany strażak mówi, że po ostatnich tygodniach nauczył się jednego: w sytuacjach granicznych ktoś musi zachować zimną krew. Dlatego nie pojechał na lotnisko. Czekał na wiadomości od żony, która wracała z Pekinu tym samym samolotem. – Wiedziałem od niej, że lot przebiega spokojnie. Klaudia przez większość czasu spała, od respiratora została odłączona na kilka godzin przed podróżą – opowiada. Wcześniej chińscy lekarze wybudzili ją ze śpiączki. Oddychała już samodzielnie, ale nadal nie odzyskała świadomości.

W Wałbrzychu została jeszcze młodsza córka państwa Uciechowskich. 17-latka od wielu tygodni obserwuje, jak życie rodziny wyznaczają kolejne komunikaty ze szpitala oddalonego 8 tys. km od domu. Dlatego gdy pytamy ojca Klaudii, co czuł, kiedy dowiedział się, że Klaudia jest już we wrocławskim szpitalu wojskowym, nie mówi o szczęściu: – Czuję przede wszystkim ulgę, bo jest bliżej nas, pod opieką polskich lekarzy.

W jego głosie nie słychać triumfu. Raczej wdzięczność i ostrożność człowieka, który ma nadzieję, że historia zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu.

Polityka 24.2026 (3568) z dnia 09.06.2026; Społeczeństwo; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Potworne powikłania"
Reklama