Maja waleczna
Maja waleczna. Dlaczego jej historia tak porusza? „Przecież tak się już nie gra w tenisa”
Sport lubi takie opowieści: kwalifikantka, na którą nikt nie stawiał, dociera do finału wielkiego turnieju i ociera się o tytuł. W przypadku French Open poprzednią najniżej notowaną zawodniczką, która biła się o puchar, była Iga Świątek. Zajmowała 54. miejsce w rankingu WTA, gdy pierwszy raz została mistrzynią Rolanda Garrosa w 2020 r.
Maja Chwalińska mogła ten sukces powtórzyć, ale 19-letnia Mirra Andriejewa wysoko zawiesiła poprzeczkę. Rosjanka jest wyższa, silniejsza, ma te same tenisowe atuty, a w bonusie mocny serwis, szybką piłkę i więcej doświadczenia w grze o wielką stawkę. Wicemistrzyni Rolanda Garrosa przepraszała za swój finałowy występ podczas ceremonii wręczenia trofeów, ale kibice nie przyjęli tego do wiadomości. Na korcie Philippe’a Chatriera poniosło się głośne „Dziękujemy, dziękujemy!”. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie „Sto lat” odśpiewali Mai uczestnicy koncertu Dawida Podsiadły, bagatela, 90 tys. osób. Mecze z jej udziałem miały w Polsce rekordową oglądalność – sam półfinał obejrzało 1,65 mln widzów, a finał był w wielu miejscach oglądany w plenerze.
– Trybuny były zdecydowanie po stronie Mai – opowiada Łukasz, który zabukował bilety na finał, spodziewając się tu Igi. – Kibice z innych krajów też jej kibicowali. Koło mnie siedzieli Czesi i Francuzi, zachwyceni jej stylem. Ktoś nawet stwierdził, że uratowała turniej swoją zróżnicowaną grą. Na Instagramie Mai lawinowo przybywa fanów, już jest ich prawie pół miliona i nie są to wyłącznie rodacy.
Czytaj też: Błyszczą na kortach. Dlaczego turnieje tenisa zaczynają przypominać modowe wybiegi
Marzycielka
Maja Chwalińska, w środowisku nazywana Majsonem, urodziła się w Miechowie, wychowała w Dąbrowie Górniczej (zresztą tak jak Podsiadło) i związała z Bielsko-Białą.