Alarm na telefon
Numer 112. Fałszywe zgłoszenia, skandale. Sprawdzamy, co się dzieje po drugiej stronie słuchawki
Łukasz Ciałowicz wciąż pamięta tamten dzień. Pod alarmowy nr 112 zadzwonił roztrzęsiony mężczyzna. Szykował jedzenie dla dwuletniego synka, kiedy mały niepostrzeżenie wspiął się na parapet do uchylonego okna. Wypadł z pierwszego piętra. Upadek był śmiertelny.
– A ja tego dnia gasiłem z moim dwuletnim synkiem dwie świeczki na urodzinowym torcie… – mówi Ciałowicz, operator w Krakowskim Centrum Powiadamiania Ratunkowego, pracujący tu od początku istnienia CPR, czyli od pilotażu wprowadzającego w Polsce obowiązujący w Unii Europejskiej zintegrowany system i alarmowy numer 112.
Zgłoszenie i formatka
Ciałowicz, z wykształcenia mechanik i historyk, od 12. roku życia uprawiający wyczynowo strzelectwo i łucznictwo, do CPR trafił, bo o ciekawej pracy powiedział mu kolega. Wcześniej pracował w firmach meblarskich i jako mechanik. Centrum dopiero powstawało, a on przeszedł pozytywnie rozmowę kwalifikacyjną, a potem szkolenia i dzisiaj tłumaczy, jak wygląda jego praca na co dzień.
Procedura jest jasna: kiedy operator w Centrum Powiadamiania Ratunkowego odbiera telefon, zadaje krótkie konkretne pytania. Po drugiej stronie słuchawki ma człowieka, który zgłasza wypadek, pożar, nagłe zasłabnięcie, ból nie do wytrzymania, awanturę domową. I jest zdenerwowany, plącze się, gubi w tym, co mówi, bo chce powiedzieć wszystko naraz, bo liczy się każda minuta. To dlatego operator może wydawać się oschły i nieempatyczny, bo musi taki być – musi od dzwoniącego uzyskać wszystkie informacje. Kiedy już je ma, wypełnia specjalną formatkę w SWD, czyli Systemie Wspomagania Dowodzenia. To systemy służb ratunkowych – policji, Państwowej Straży Pożarnej i Państwowego Ratownictwa Medycznego, do których operatorzy numerów alarmowych wysyłają wypełnioną w systemie CPR formatkę.