Letni sondaż "Polityki"

Swoje wiemy
Lato tego roku jest niespokojne. Po tropikalnych upałach chwilę później mamy chłody, a zaraz po nich gwałtowne burze. Także życie polityczne nie przestawiło się na tryb wakacyjny. Postanowiliśmy zbadać nastroje Polaków w środku wakacji.

Letni sondaż „Polityki” miał sprawdzić, co psuje nam humor, czego się obawiamy i – przede wszystkim – jaką rangę nadają Polacy poszczególnym zjawiskom, jak ustawiają hierarchię swoich prywatnych i ogólniejszych problemów. Nie jest to sondaż śmiertelnie poważny, to bardziej rodzaj quizu, gdzie odpowiedzi nie mają waloru naukowego, chodziło raczej o uchwycenie ulotnych odczuć rodaków przyłapanych na kanikułach i w pracy.

Jako główny sprawca letniej depresji wystąpiła pogoda (patrz tabela), która wydaje się już dziwna wszystkim, poza meteorologami. Ci nadal ze stoickim spokojem przekonują, że średnio biorąc i operując dekadami wszystko jest po staremu: w lecie ma prawo padać  i mogą przechodzić burze. To, że niemal za każdym razem zrywają one dachy i zatapiają połowę miasta, także mieści się w ich definicji „klimatu umiarkowanego”.

Respondenci naszego sondażu nie podzielili tego spokoju i pogodę postrzegają jako niepodobną do tej z poprzednich lat i nieprzewidywalną (najbardziej irytuje to najmłodszych respondentów). Uwierzyli za to, jak się okazuje, w zapewnienia, że transport lotniczy jest superbezpieczny, mimo kilku spektakularnych katastrof tuż przed sezonem urlopowym. To zaniepokojenie, jakie pojawiło się tuż po wypadkach, nie okazało się trwałe. Może dlatego, że latać trzeba. Nieco bardziej boją się latać kobiety.

Kryzys gospodarczy, tak medialnie nagłaśniany, w naszym rankingu ulokował się dość wysoko, ale tylko dla jednej czwartej respondentów okazał się czymś znaczącym, wartym wymienienia wśród letnich plag. Wyżej znalazł się „brak pieniędzy na atrakcyjny urlop”, co można jakoś wiązać z sytuacją kryzysową, ale też i w poprzednich latach duża grupa Polaków, jak pokazywały badania i statystyki, nie mogła sobie pozwolić na wymarzony wyjazd. Na finansowe niedostatki wyraźnie rzadziej niż przeciętnie narzekają osoby z wykształceniem licencjackim i wyższym, co może oznaczać, że albo nie przywiązują wagi do prestiżowego wyjazdu, albo że wykształcenie wiąże się jednak z większymi zarobkami. Procent osób zaniepokojonych kryzysem koreluje z wynikiem innych badań, według których ok. 25 proc. ankietowanych odczuło pogorszenie swojej sytuacji materialnej na tle zapaści finansowej. Jednak niemal tyle samo stwierdziło polepszenie swojej sytuacji, a połowa nie zauważyła zmian.

Zaskakująco nisko natomiast znalazł się „lęk o powakacyjną przyszłość”, co dowodzi, że Polacy nie wierzą za bardzo w alarmujące wypowiedzi polityków, zwłaszcza opozycyjnych, i oceniają rzeczywistość wedle tego, co widać i słychać w ich realnym życiu. Najbardziej obawiają się nadchodzących miesięcy uczniowie, studenci i bezrobotni.

Co znamienne, „awantury polityków” (drażnią one szczególnie rolników i emerytów) znalazły się na liście zaraz po kryzysie, co może świadczyć, że w świadomości społecznej jedno ma coś wspólnego z drugim. Kryzysu, jak wynika z naszego badania, częściej obawiają się mężczyźni, ale już brakiem pieniędzy martwią się bardziej kobiety. Co ciekawe, na kryzys wskazują częściej osoby o zdecydowanych poglądach lewicowych i prawicowych, ci z politycznego centrum wyraźnie mniej się nim przejmują. To pokazuje, że na odbiór kryzysowej sytuacji mają wpływ polityczne poglądy i emocje.

Jeśli jednak przyjąć za dobrą monetę fakt, że zła „atmosfera w rodzinie” wśród przyczyn złego nastroju znalazła się na szarym końcu (co ciekawe, najczęściej na nią narzekali emeryci i renciści), a 10 proc.  zapytanych nic nie psuje humoru, wypada uwierzyć ostatniej „Diagnozie społecznej”, która określa nasze społeczeństwo jako nastawione optymistycznie i szczęśliwe.

Potwierdza to fakt, że nawet nieco żartobliwie umieszczone w rankingu nieszczęścia wakacyjne, jak plaga komarów czy nuda w telewizji, okazały się bardziej dolegliwe niż kłopoty w życiu prywatnym. Swoją drogą, aż tak wysokie wskazania na telewizyjną mizerię w lipcu i sierpniu, przekraczające irytację drogowymi korkami, powinny dać do myślenia specom od ramówek pełnych smętnych powtórek. Odgrzewane seriale, jak się okazuje, najbardziej irytują osoby określające się jako kierownicy i specjaliści, najmniej zaś dokuczają gospodyniom domowym, które nie bez przyczyny uchodzą za najcenniejszy, bo najmniej wybredny elektorat telewizyjnych stacji.

Letnie sprawy 

Trudno z takiego letniego sondażu wyciągać zbyt daleko idące wnioski, ale widać jedno: problemy całoroczne, te poważniejsze, nie zdominowały tych typowo letnich i urlopowych, co można interpretować dwojako: że na wakacjach żyjemy sprawami letnimi, ale też że codzienne bolączki nie są aż tak dramatyczne, skoro nie przebiły sprawy kapryśnej pogody i niemożności skorzystania z co bardziej atrakcyjnych ofert biur podróży.

Wydaje się, że nasze nastroje są lepsze od tych, których oczekuje z nadzieją część polityków. Że nawet po wakacjach tak zwana gorąca jesień, mająca rozpocząć nowy sezon i wreszcie przynieść zapowiadany od miesięcy przełom, może złych proroków rozczarować. Choć oczywiście gdyby za kilka tygodni przeprowadzić sondaż pod hasłem: co nam psuje złotą polską jesień, wyniki mogłyby być różne. Pracownie badań opinii i nastrojów konsumenckich notują od ogłoszenia kryzysu spore wahania nastrojów społecznych i to na przestrzeni nawet miesiąca. Widać, że Polacy przejściowo ulegają ulotnym wydarzeniom i informacjom, politycznej propagandzie, czarnym proroctwom, słowem złej społecznej pogodzie. Ale – co w jakiś sposób wynika z naszego sondażu – swoje chyba wiedzą.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj