Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wycięci z sieci

Rosja: internauci pod lupą władz

W Rosji internauci przestaną być anonimowi W Rosji internauci przestaną być anonimowi ginnerobot / Flickr CC by SA
Koniec z anonimowością w sieci w Rosji. Służby specjalne dostaną dane osobowe internautów oraz informacje na temat ich aktywności sieciowej. Służby będą też mogły bez decyzji sądu - dla dobra działań operacyjnych i wywiadowczych - blokować całe serwisy i odcinać Internet użytkownikom.
Strona jednego z najbardziej popularnych rosyjskich portaliPolityka Strona jednego z najbardziej popularnych rosyjskich portali

Wystarczy pismo szefa lokalnej milicji. Dostawcy internetu (providerzy), którzy odmówią współpracy lub będą współpracować opieszale, zostaną ukarani. Rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało już projekt odpowiednich zmian ustawowych.  Urzędnicy Minjustu w trosce o bezpieczeństwo informacji znajdującej się na państwowych serwerach chcą też zaostrzenia kar dla hakerów. Za "nieuprawniony dostęp" do państwowych stron internetowych i kopiowanie danych będzie nawet siedem lat odsiadki (zamiast dotychczasowych pięciu).  A domenę w strefie .ru będzie można zarejestrować tylko, potwierdzając swoje dane osobowe. Już od października internauci muszą w tym celu pokazywać dokumenty, ministerstwo chce tryb rejestracji jeszcze bardziej zaostrzyć. Oficjalnie mówi się, że głównym celem tych zmian jest ochrona państwowych zasobów sieciowych i zapobieganie terroryzmowi.

Rok więzienia za bloga

Livejournal.ru., fotka na blogu. Okrągła twarz, długa broda "na taliba", wojskowa panterka, czoło przykryte bandanką. Dmitrij Kirilin nie wygląda na 30 lat. Szuka pracy i rozmyśla o władzy i ustroju państwowym. Przemyślenia uwiecznia w rosyjskiej wersji Dziennika Internautów.  W słowach nie przebiera. Pisze, że czas skończyć z poborem do armii, znieść nietykalność deputowanych do Dumy i oddać Japończykom Kuryle. Że obecna władza w Rosji prowadzi do degradacji, rozpadu moralnego i wymierania rosyjskiego narodu. Za to pisanie Kirilin właśnie dostał rok w zawieszeniu. Federalna Służba Bezpieczeństwa przyjrzała się jego sieciowej twórczości i uznała, że bloger nawołuje do zmiany siłą konstytucyjnego ustroju Federacji Rosyjskiej i obalenia obecnego rządu.  - Włożyłem maskę ekstremisty i zabójcy - jak w karnawale, bo Internet to przecież karnawał z maskami i czekałem, kiedy zwiążą mi ręce za wygląd. Przecież żaden zdrowo myślący terrorysta-rewolucjonista nie będzie pisał w LiveJournal-u o tym, że ma zamiar kogoś zabić, czy wysadzić - tłumaczy Kirilin. Ale sędzia w Samarze nie dała wiary tym wyjaśnieniom. Wyrok w zawieszeniu bloger powinien potraktować jako poważne ostrzeżenie.

Ostrzeżenie od prokuratora dostał też jeden z najpopularniejszych w Rosji portali samochodowych - Drom.ru. Dziennie odwiedza go ponad 200 tysięcy ludzi, a na forach notuje się ok. 40 tysięcy wpisów. Formalnym powodem interwencji prokuratury były wpisy, instruujące, jak zrobić "koktail Mołotowa" i inne środki wybuchowe - pisze portal novostivl.ru. Według tego samego źródła, strony Drom.ru od dawna znajdują się pod obserwacją w związku z ich olbrzymią popularnością. 

Jeśli projekt Ministerstwa Sprawiedliwości w niezmienionym kształcie trafi do Dumy i zostanie przez nią zatwierdzony, takie przypadki jak Kirilina czy Drom.ru zostaną rozwiązane natychmiast. Bez marnowania czasu na sąd. Specsłużby same załatwią sprawę, zamykając strony i odłączając użytkowników od sieci.

Va banque

Internet w Rosji funkcjonuje w ramach, wyznaczonych z jednej strony przez zachodnie normy i wynikające z nich sposoby regulacji problemów, z drugiej jednak dają o sobie znać wschodnie tradycje kulturowe. Widoczne są sympatie do chińskiego modelu państwowej kontroli i cenzury - pisze newsland.ru. Potwierdzeniem tych tendencji są ostatnie próby wzmocnienia nadzoru nad siecią poprzez przyznanie służbom porządkowym prawa ograniczania dostępu do Internetu. Praktyka blokowania pojedynczych stron funkcjonuje wprawdzie od dawna, do tej pory ograniczała się jednak do zasobów, zawierających treści kryminalne czy pornograficzne. Tymczasem najnowszy projekt rosyjskich urzędników przewiduje całkowite odcinanie użytkowników od sieci na nieokreślony czas bez możliwości odwołania gdziekolwiek. W rzeczywistości więc oddaje losy użytkownika i providera w jedne, urzędnicze ręce. Prawo do blokowania sieci i zbierania informacji o użytkownikach będzie miało aż 8 resortów, od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych po Ministerstwo Sprawiedliwości - zauważa agencja informacyjna Nowy Region.

To na ich potrzeby i według reguł, określonych teoretycznie przez państwo, a w istocie przez samych funkcjonariuszy zainteresowanych służb, operatorzy będą tworzyć ewidencje klientów. Przy czym koszty budowy baz danych, ich obsługi i zabezpieczenia poniosą firmy, świadczące usługi internetowe. Na realizację projektu państwo nie wyłoży ani kopiejki. Nie licząc pieniędzy na wyszkolenie tych, którzy będą kontrolować providerów - podkreśla ekonomiczny portal ibusinnes. Portal zwraca też uwagę, że zaostrzenie kar za włamania na strony internetowe ma dotyczyć jedynie serwisów państwowych. W obecnie obowiązującym prawie obie sfery - państwowa i prywatna traktowane są jednakowo

Rosyjscy działacze społeczni i przedstawiciele mediów ostrzegają, że takie regulacje są sprzeczne z konstytucją. która gwarantuje każdemu prawo do informacji i równy do niej dostęp. Obawiają się, że nowe prawo może stać się instrumentem ucisku politycznej opozycji i aktywnych grup społecznych. Ekonomiści zwracają z kolei uwagę, że oddanie decyzji o odłączeniu specsłużbom nieuchronnie doprowadzi do nadużyć oraz nieuczciwej konkurencji i przejęć. Służby dostaną bowiem możliwość blokowania bez sądu pracy całych, nieraz bardzo dochodowych portali internetowych bez wyraźnego powodu. Dostatecznym motywem będzie samo prowadzenie przez resort działalności operacyjnej.

Noc providera

Jak podkreślają vesti.ru, nowe przepisy dotkną każdego użytkownika sieci, przy czym ani on, ani provider nie będą mieli prawa protestu, jeśli służby nakażą odciąć klientowi dostęp Choć projekt znajduje się na razie w fazie uzgodnień międzyresortowych, providerzy już teraz zastanawiają się, jak ułożyć relacje z klientami. Jeśli odetną jednego, czy dwóch, nie będzie problemu, ale jeśli proceder zacznie przybierać masową skalę? Jeśli okaże się, że zamiast jednej osoby, odciętych będzie kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy użytkowników?

Obawy budzi też bezpieczeństwo danych osobowych, które zostaną zgromadzone na mocy nowych przepisów. Już dziś Rosjanie nie wierzą, że przechowywane przez portale informacje są wystarczająco zabezpieczone. Publicysta rosyjskiego portalu analitycznego apn.ru sugeruje nawet, że "inna informacja", którą dla bezpieczeństwa kraju providerzy mają udostępniać służbom to cichy dostęp do komputera użytkownikaAnalityk zwraca też uwagę, że termin odcięcia od sieci nie jest w projekcie określony, podczas gdy obowiązujące prawo nawet areszt tymczasowy ogranicza do 30 dni. Po tym terminie aresztantowi trzeba już przedstawić akt oskarżenia. Ze zgodą na odłączanie od sieci - podkreśla apn.ru - pojawi się prawna możliwość odcinania całych zasiedlonych obszarów - miast lub nawet regionów. I to nie dla bezpieczeństwa, ale w ramach "prac wywiadowczo-operacyjnych".

Sceptycy i krytycy ministerialnego projektu są zgodni, że nowe regulacje w obszarze Internetu są potrzebne. Dziś w sieci krąży wiele informacji o charakterze kryminalnym, są narkotyki i pornografia. Do niedawna w Runecie (rosyjskim sektorze sieci) można było znaleźć na przykład stronę, gdzie ludzie otwarcie deklarowali chęć wręczenia łapówki za załatwienie określonej sprawy - przypominają vesti.ru. Zarzuty wobec projektu, opracowanego w Ministerstwie Sprawiedliwości koncentrują się przede wszystkim na braku decyzji sądu w sprawie odcięcia od sieci i przekazaniu tych kompetencji służbom.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną