von Schwarzenberg Karl

Leśnik arystokrata
72-letni potomek jednego z najstarszych i najpotężniejszych rodów książęcych Europy może zmienić układ sił politycznych w Czechach.
Niemieckojęzyczny arystokrata, katolik i reemigrant ujmuje wyborców wdziękiem i manierami
BEW

Niemieckojęzyczny arystokrata, katolik i reemigrant ujmuje wyborców wdziękiem i manierami

Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak dowcip, ale sondaże nie pozostawiają już żadnej wątpliwości: Karl Johannes Nepomuk Josef Norbert Friedrich Antonius Wratislaw Mena von Schwarzenberg ostro wszedł do politycznej gry. Partia TOP 09, założona przez niego kilka miesięcy temu, w sondażach popularności zajmuje trzecie-czwarte miejsce. Jeśli uda się jej uzyskać dobry wynik w przyszłorocznych wyborach, być może położy kres przekleństwu niestabilnych, słabych rządów, które trapią Czechy od połowy lat 90.

Dzięki Schwarzenbergowi kampania wyborcza będzie na pewno ciekawsza. Urodzony w Pradze w 1937 r., okupację spędził z rodziną w Czechach. W domu mówiło się oczywiście po niemiecku, ale jego rodzice, lojalni obywatele przedwojennej, masarykowskiej Czechosłowacji, uczyli dzieci czeskiego. Wyemigrowali dopiero po przewrocie komunistycznym w 1948 r., spodziewając się, że niemieckojęzyczna, bogata arystokracja stanie się wkrótce ulubionym celem ataków. Karel, jak nazywają go Czesi, wyrastał w Austrii, Bawarii i Szwajcarii, tam leżą też rodowe dobra Schwarzenbergów. Już jako dorosły człowiek zaczął wspierać czechosłowacką opozycję, stworzył m.in. wspaniałą bibliotekę literatury emigracyjnej w bawarskim Scheinfeld.

Urok leśnika

Tuż po Aksamitnej Rewolucji i wyborze Václava Havla na prezydenta Czechosłowacji został mianowany Szefem w Kancelarii głowy państwa. Sam, wspominając te wydarzenia, zaczyna od słów: „Kiedy wróciłem do kraju”. Ale lata komunistycznej indoktrynacji zniszczyły pamięć Czechów o tym, że ich ziemia przez stulecia była zamieszkiwana przez dwa ludy: słowiański i germański. Na progu demokracji Schwarzenberga z lubością atakowali nacjonaliści, bo łączył w sobie wszystkie cechy, którymi wcześniej straszyła propaganda: był niemieckojęzyczny, był arystokratą, katolikiem i emigrantem. Prawdą jest, że i sam książę mówi dość archaiczną czeszczyzną z bardzo wyraźnym niemieckim akcentem.

Wydawało się, że jego czas w polityce skończył się wraz z odejściem z urzędu Havla (2003 r.). A jednak Schwarzenberga nadal pociągało życie publiczne. Najpierw kupił, a potem przez kilka lat z własnej kiesy ratował przed upadkiem renomowany, ale biedny tygodnik „Respekt” – jedyne poważne pismo opinii w Czechach. Ubiegał się też o mandat senatora, ale bez sukcesu. Dopiero w 2007 r. dość niespodziewanie nieduża Partia Zielonych wysunęła jego kandydaturę na ministra spraw zagranicznych. I wtedy okazało się, że Czesi ulegli jego urokowi. Mimo zabawnej mimiki, zamiłowania do muszek i staroświeckich wąsów okazał się politykiem rzeczowym i poważnym, a przy tym wyluzowanym, z dystansem do samego siebie. Narodowy kompleks plebejuszy leczyła świadomość, że za granicą reprezentuje Czechów człowiek o rodowodzie porównywalnym z królową Elżbietą, a przy tym wykształcony, znający świetnie kilka języków i niesłychanie skromny. W paszporcie w rubryce „zawód” nadal ma wpisane „leśnik”.

Na TOP-ie

Początkowo wydawało się, że Schwarzenberg to gwiazda jednego sezonu. Przełom przyszedł w czasie wielomiesięcznego skandalu, który wybuchł wokół osoby wicepremiera Jirzego Czunka. Ten znienawidzony przez media chadek został obwiniony m.in. o korupcję. Schwarzenberg oświadczył wtedy, że jeśli to prawda, nie chce zasiadać z Czunkiem w jednym rządzie – po czym za własne pieniądze zamówił audyt majątku Czunka w renomowanej, amerykańskiej firmie konsultingowej. Właśnie wtedy jego nazwisko znalazło się na szczycie rankingu popularności czeskich polityków. Schwarzenberg ostatecznie do dymisji się nie podał, za to kiedy wiosną 2009 r. odwołano cały rząd, założył nową partię o nazwie TOP 09.

Jest jej twarzą i przewodniczącym. W sondażach ugrupowanie uzyskuje do 15 proc. poparcia. Jeśli w czerwcowych wyborach uda się mu osiągnąć taki wynik, wówczas Schwarzenberg, który deklaruje, że jest antypopulistą i wierzy w demokrację, wolny rynek oraz katolicyzm, stanąłby na czele trzeciej – po socjaldemokracji i prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej – siły politycznej w kraju. Taki wynik dałby przewagę prawicy i odebrałby socjaldemokratom (na czele których stoi były premier, Jirzi Paroubek, którego intelektualiści nie znoszą, młodzież urządza mu gradobicia z jaj, a własna partia toleruje tylko ze strachu i kunktatorstwa) szansę na stworzenie większościowej koalicji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną