Świat

Sztafeta Gandhiego

Potrzeba nam globalnej etyki

Mirosław Gryń / Polityka
Recesja, szwindle finansowe, afery polityczne, niekończące się wojny... Z początkiem nowego roku warto pomówić o globalnej etyce.

Religia nie ma dziś dobrej prasy poza kręgami swoich wyznawców. Czy ten zły dla niej trend da się odwrócić? Są ludzie, którzy wciąż wierzą, że tak. Na przykład Brytyjka Karen Armstrong. W młodości była katolicką zakonnicą. Wystąpiła po kilku latach, została wojującym antyklerykałem i reporterką telewizyjną. Cierpi na epilepsję, włączyła się w akcje społeczne na rzecz chorych na tę chorobę. Ale znana na świecie jest przede wszystkim jako autorka wielu książek na tematy religijne, tłumaczonych m.in. na polski. Zwykle są to bestsellery, wkład w edukację religijną milionów. Kiedy pisze o Buddzie, Jezusie, Mahomecie, zawsze bierze pod uwagę, jak na nich patrzą wyznawcy, jak przeżywają i pojmują swoją wiarę.

No bo jak inaczej pisać we współczesnym świecie? Czy można poznać inną religię, kulturę, nie patrząc na świat choć przez chwilę jej oczami? Czy można wyzbyć się empatii, wczucia się w doświadczenie innych? Karen uważa, że nie. I że empatia, współodczuwanie, jest kluczem do lepszej przyszłości. Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Żyj z innymi tak, jakbyś chciał, by inni żyli z tobą. To jest złota reguła.

W 2008 r. Armstrong dostała prestiżową nagrodę TED (Technology, Entertainment, Design), promującą młodych liderów. Odbierając ją powiedziała, że jej pragnieniem jest, by powstała Charter for Compassion, karta współczucia, empatii międzyludzkiej. A wokół niej globalny ruch społeczny ponad podziałami konfesyjnymi i etnicznymi.

Nienawiść w imię religii

Marzenie się spełniło. Pomogli ludzie reprezentujący różne religie i wiary, nadsyłający przez Internet uwagi do projektu. W listopadzie 2009 r. Karen zaprezentowała Kartę w Waszyngtonie. Jak przystało na dokument epoki szybkiej informacji bez granic, jest zwięzła i komunikatywna. Można ją podpisywać w Internecie. Uczyniły to już tysiące, wśród nich nobliści Dalajlama i anglikański abp Desmond Tutu z Afryki Południowej, który wsławił się pokojową walką z apartheidem.

„Zasada współczucia (compassion) tkwi w sercu wszystkich tradycji religijnych, etycznych i duchowych, wzywając nas, byśmy traktowali innych tak, jakbyśmy sami chcieli być traktowani. Współczucie pobudza nas do niestrudzonej pracy ku łagodzeniu cierpień naszych bliźnich…” – tak zaczyna się Karta. Jej założenia ideowe są przejrzyste. Nie chce agitować za konkretną religią czy etyką ani czegokolwiek narzucać, lecz szuka tego, co może łączyć ludzi różnych wiar i kultur, nie odbierając im tożsamości.

Bo na pewno nie łączy podżeganie do nienawiści w imię religii, odmawianie innowiercom elementarnych praw, oczernianie i poniżanie, spychanie ich w nieszczęścia. A zatem należy odrzucić taką interpretację świętych ksiąg i religii, która prowadzi do przemocy, nienawiści i pogardy wobec innych, których uznaje się arbitralnie za wrogów.

Jednym ze sposobów jest dostarczanie społeczeństwom, zwłaszcza młodzieży szkolnej, rzetelnej wiedzy o innych tradycjach, religiach i kulturach. Wyrabianie pozytywnego nastawienia do bogactwa, jakim jest wielość wyznań. Ludziom wierzącym powinno chyba dawać do myślenia, dlaczego Bóg dopuszcza pluralizm religii.

Naśladowcy Chrystusa

Ważne, by młodzież uczyła się empatii, umiała wejść w położenie cierpiących istot ludzkich, nawet uważanych za wrogów, bo wrogowie też mogą cierpieć. Podczas wojny żołnierze i cywile po obu stronach zadają sobie wzajemnie cierpienie i śmierć, a jednocześnie tak samo się boją, tęsknią, modlą o przeżycie swoje i bliskich, i o pokój. Dostrzec to nie znaczy zapomnieć o popełnionych zbrodniach ani je usprawiedliwiać.

Powie ktoś: ależ tak musi być, taka jest natura ludzka, plemienna, zwierzęca, agresywna, kochająca rywalizację i zwycięstwa. Ludzie kochają się dzielić, a nie łączyć, walczyć, a nie jednać. Tego nie zmieni się zaklęciami o empatii, współczuciu, solidarności międzyludzkiej. Ciekawe, że ci sami egzystencjalni pesymiści deklarują się nierzadko np. jako gorliwi katolicy, naśladowcy Chrystusa i Jana Pawła II, który tyle razy prosił: „jedni drugich brzemiona noście”.

Bywa to trudne, ale nie jest niemożliwe. Podobnie zresztą jak nagminnie źle rozumiane wezwanie do miłowania nieprzyjaciół. Brzmi ono kiczowato, ale w istocie chodzi w nim o postawę wobec nienawiści, której doświadczamy od innych, ale i w nas samych przeciwko innym, a nawet przeciwko samym sobie. Chodzi więc o to, by te negatywne emocje nad nami nie zapanowały i w sensie jednostkowym, i społecznym. Także wtedy, gdy wyrastają z wyznawanej przez nas religii albo z naszego odrzucenia religii.

Religia niezmanipulowana, niemolestowana politycznie czy fundamentalistycznie, przekracza granice i mury. Buduje wspólnotę ludzką lokalnie i globalnie. I wtedy zasługuje na szacunek i podziw. Albo chce się pokoju w domu, kraju i na świecie, albo wojny. Jeśli pokoju, empatia jest podstawą.

Idea poszukiwania wspólnego fundamentu etycznego ludzkości nie jest nowa. Krzątali się i krzątają wokół niej ludzie bynajmniej nieoderwani od brutalnej rzeczywistości. I wolni od relatywizmu etycznego. Przeciwnie, właśnie z pilnej obserwacji tragicznych wydarzeń historii i ich skutków dla narodów i jednostek czerpali energię do działania na rzecz stworzenia jakiejś etyki globalnej, która mogłaby być choćby punktem odniesienia i standardem cywilizacyjnym, czymś takim jak prawa człowieka i obywatela. Tak, wciąż się je łamie, ale zarazem łamanie praw człowieka uważa się dziś powszechnie za zło. A więc idea przyjęła się, kształtuje wyobraźnię moralną ludzkości.

 

 

Epoka dialogu

Nad etyką globalną (po niemiecku weltethos) pracuje od lat sławny Hans Küng, ksiądz katolicki, szwajcarski teolog i pisarz, który popadł w niełaskę, gdy wystąpił przeciwko dogmatowi o nieomylności papieża w kwestiach wiary i moralności. To Künga zaprosiła do współpracy na tej niwie rada tak zwanego Parlamentu Religii Świata.

Ponad sto lat temu, w 1893 r., pod tą nazwą odbyło się w Chicago spotkanie przedstawicieli różnych religii, zwiastun mającej później nadejść epoki dialogu międzyreligijnego. Do 7 tys. zebranych przemówił m.in. hinduski mędrzec Swami Wiwekananda, który poświęcił się wyjaśnianiu ludziom Zachodu, czym jest hinduizm. Gdyby nie demony ignorancji i fanatyzmu – mówił – ludzkość stałaby na wyższym poziomie. A demony te rodzą się często z opacznego pojmowania religii jako bicza na niewiernych.

W okrągłą rocznicę stulecia tamtego kongresu Parlament Religii ogłosił Deklarację na rzecz etyki globalnej (weltethos), której tezy przygotował prof. Küng. Otwiera ją realistyczna diagnoza sytuacji: świat przechodzi kryzys ekonomii, ekologii i polityki. Tradycyjne próby odpowiedzi nie dorastają do obecnych wyzwań. Nie jesteśmy jednak bezradni i bezbronni. Po dwóch wojnach światowych i upadku faszyzmu, nazizmu, komunizmu i kolonializmu ludzkość ma zasoby pozwalające zmieniać świat na lepsze. Same regulacje prawne jednak nie wystarczą, potrzebne jest ich zakotwiczenie w globalnej etyce. W szczególności w złotej regule, od tysięcy lat znanej wielu religiom i systemom etycznym.

Można z niej wyprowadzić cztery zasady przewodnie: budowania kultury odrzucającej przemoc i szanującej życie; opartej na solidarności i dążącej do sprawiedliwego ładu ekonomicznego; promującej tolerancję i życie w prawdzie; a także równość praw i partnerskie relacje mężczyzn i kobiet.

Deklaracja nie przemilcza przy tym, że są sprawy, w których osiągnięcie konsensu jest trudne – na przykład w kwestiach bioetycznych czy w kwestiach etyki seksualnej, ale także pojmowania sprawiedliwości społeczno-ekonomicznej, zadań i celów nauki czy etyki politycznej. Nie powinno to jednak blokować dalszej dyskusji i dalszych poszukiwań globalnego minimum etycznego.

Tą samą drogą szli wcześniej inni, choć widziano w nich naiwnych idealistów, a czasem i niegroźnych oszołomów. Lecz kiedy przyłączało się do nich coraz więcej ludzi porwanych ich przykładem, to, co wydawało się mrzonką, okazało się historycznym przełomem. To ścieżka Mahatmy Gandhiego, ojca niepodległych Indii, oraz jego wielkich naśladowców: pastora Martina Luthera Kinga, przywódcy ruchu na rzecz równych praw amerykańskich czarnoskórych, czy Lecha Wałęsy, znaku firmowego Solidarności. Wszyscy trzej wyrzekali się w swej walce przemocy, co jest zgodne ze złotą regułą. Dwaj pierwsi zostali zamordowani przez fanatyków, którzy ją odrzucają, podobnie jak współcześni polscy oponenci Wałęsy, którzy chcą mu zadać śmierć symboliczną. Ale ludzkość zapamięta przesłanie i czyny zamordowanych, a nie morderców, bo oni siali wyłącznie nienawiść i zniszczenie. Ta drużyna Gandhiego podaje sobie przez pokolenia złotą regułę jak sztafeta pałeczkę.

Martha Nussbaum, w opublikowanym niedawno znakomitym eseju o „Globalnie czułym patriotyzmie” („Gazeta Wyborcza” 21/22 XI 09, przeł. S. Kowalski), przywołuje słowa pastora Künga, że dobrym patriotyzmem jest ten, który wyrzeka się przemocy, gdyż daje w ten sposób przewagę moralną, „czyni przemoc wstrętną”. Amerykanka, filozof prawa, etyki i polityki w University of Chicago, choć nie jest działaczką religijną, dostrzega kluczowe znaczenie społeczne właśnie empatii, jak Küng czy Armstrong. Uważa, że to ona sprzyja stabilności społeczeństwa, wymagającego od swych członków poświęceń, zdolności wyobrażenia sobie niedoli innych i unikania klisz typu »są leniwi« i »sami sobie winni«”.

Sztafeta tolerancji

Naturalnie nikt nie ma obowiązku pomagać bezinteresownie innym. Oglądać się w swym życiu na złotą regułę, przejmować się czyjąś niedolą, interesować się dyskusjami na ten temat czy słuchać ludzi, których uważa za niemających mu nic do powiedzenia. Etyka jest ostatecznie kwestią wolnego wyboru. Tyle że nasze indywidualne wybory tworzą jakąś sumę i nadają środowisku, w jakim żyjemy, taki, a nie inny, klimat i charakter. Wpływają na to, jak się w nim czujemy, czy chce się nam w nim żyć, czy też zaczynamy się zastanawiać nad wewnętrzną lub dosłowną emigracją. I na odwrót: im więcej będzie ludzi gotowych poświęcić odrobinę czasu czemuś więcej niż tylko zabiegom wokół prywatnej egzystencji, tym klimat społeczny będzie cieplejszy i bardziej przyjazny. Warto przyłączać się do sztafety.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Drapacze chmur, które zmienią oblicze Nowego Jorku

W 2020 r. na Manhattanie zostaną oddane do użytku dwa rekordowo wysokie wieżowce. Już dominują nad panoramą miasta. A stoją przy tej samej ulicy.

Aleksander Świeszewski
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną