Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Czerwony alarm

Plan atomowy Iranu: tajne służby ostrzegają

Mahmud Ahmadinedżad przeprowadził symulację komputerową ataku rakietowego Mahmud Ahmadinedżad przeprowadził symulację komputerową ataku rakietowego Fars News/Reuters / Forum
Rada Bezpieczeństwa ONZ rozważy wprowadzenie nowych sankcji, by zatrzymać program atomowy Iranu. Potem pozostanie już tylko krok do akcji militarnej.
Zakład wzbogacania uranu koło miasta KumHo News/Reuters/Forum Zakład wzbogacania uranu koło miasta Kum
Artykuł pochodzi z 06/2010 numeru FORUM.Forum Artykuł pochodzi z 06/2010 numeru FORUM.

Kolejny raz polityczni przywódcy Iranu zakpili z Zachodu i tylko udawali gotowość do kompromisu, zanim w połowie stycznia udzielili oficjalnej odmowy na plan zgłoszony w październiku przez USA. Była to chyba ostatnia próba rozwiązania sporu atomowego z Teheranem bez uciekania się do sankcji i interwencji militarnej. Plan, popierany także przez Rosję i Chiny, nosił pieczęć głównego lokatora Białego Domu. Była to więc operacja polityczna Baracka Obamy.

Reklama

Kiedy Amerykanie odkryli tajne instalacje do wzbogacania uranu w pobliżu miasta Kum, prezydent Mahmud Ahmadinedżad z przekorą dorzucił jeszcze groźbę, że Teheran nigdy nie ulegnie, lecz zbuduje nawet dziesięć kolejnych urządzeń tego typu.

Ale to nie buńczuczne i mało realistyczne oświadczenia wywołują obecnie jak najgorsze obawy w Waszyngtonie i stolicach Europy. Niepokój budzą raporty tajnych służb, bazujące na źródłach z Iranu i relacjach wysokich rangą uciekinierów. Zdaniem amerykańskich ekspertów informacje te zapewne każą administracji USA w najbliższym czasie na nowo zweryfikować zagrożenia ze strony państwa mułłów.

Światełko alarmowe będzie teraz migać na czerwono, a nie na żółto. Bardzo zaniepokojeni są także sceptycy, którzy w przeszłości – z pewnością nieraz słusznie – uważali alarmistyczne doniesienia za izraelską propagandę. Dotyczy to np. specjalistów z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) w Wiedniu, którzy z ramienia ONZ mają zapobiegać rozprzestrzenianiu broni atomowej.

Komputer – już przed laty przemycony z Iranu – zawiera niezwykle istotne dane. Poprzez wywiad niemiecki laptop dotarł do Amerykanów, a potem do MAEA w Wiedniu.

Równie cenne informacje znajdują się w raportach byłego irańskiego wiceministra obrony Ali Rezy Azgariego, który zdołał zbiec z Iranu, a Stany Zjednoczone zapewniły mu nową tożsamość. Z pewnością bardzo dużą wiedzę posiada też zajmujący się badaniami nuklearnymi uczony Szahram Amiri, który „zniknął” w czerwcu 2009 r. podczas pielgrzymki do Mekki. Władze w Teheranie oskarżyły Arabię Saudyjską i USA o porwanie eksperta, ale bardziej prawdopodobne jest, że „wybrał wolność”.

Atomowe krety

Nowe zarzuty stawiają rząd irański pod ścianą. Kluczowe jest pytanie, kto dokładnie odpowiada za program atomowy i co te personalia mówią o prawdziwym celu projektu.

W rozmowach z MAEA władze w Teheranie zawsze zapewniały, że jedyną instytucją, która zajmuje się wzbogacaniem uranu, jest Narodowa Rada Energetyki, a jej celem – wyłącznie pokojowe wykorzystanie tej technologii.

To jednak w najlepszym wypadku półprawda, jeśli uznać za wiarygodny raport tajnych służb, który kursuje obecnie w kręgach dyplomatycznych między Waszyngtonem, Wiedniem, Tel Awiwem i Berlinem. Do jego fragmentów dotarł „Der Spiegel”.

Z poufnego dokumentu wynika, że istnieje tajny wojskowy pion badań nuklearnych, który podlega ministerstwu obrony i ma utajnioną strukturę. Autorzy raportu wnioskują z tego, że rząd w Teheranie poważnie planuje budowę bomby, a odpowiednie przygotowania są już bardzo zaawansowane. W kontekście tajnego programu zbrojeniowego w raportach często pojawiają się dwa nazwiska: Kamran Daneszdziu i Mohsen Fachrizadeh.

Daneszdziu jest nowym irańskim ministrem nauki i tym samym podlega mu Agencja Energii Atomowej. Uchodzi za poplecznika prezydenta Ahmadinedżada. Opozycyjni studenci widzą w nim twardogłowego, który podczas – jak wszystko na to wskazuje – sfałszowanych wyborów prezydenckich w czerwcu ub. roku należał do zwolenników rozwiązania siłowego. W jego życiorysie ewentualne kompetencje z zakresu fizyki nuklearnej pojawiają się na marginesie. Ten mężczyzna o siwej brodzie pisze o sobie, że w brytyjskim Manchesterze studiował inżynierię w Manchesterze, a potem kilka lat pracował w teherańskim Ośrodku Techniki Lotniczej. Zdaniem zachodnich ekspertów ośrodek ten przekształcił się w agendę ministerstwa obrony o nazwie FEDAT, czyli Wydział ds. Wdrożenia Najnowszej Technologii. Jest to tajne jądro irańskiego programu zbrojeń nuklearnych. Na jego czele stoi Mohsen Fachrizadeh – oficer Strażników Rewolucji, który wykłada też na uniwersytecie w Teheranie.

Według ocen zachodnich wywiadów Agencja Energii Atomowej i FEDAT konkurują ze sobą w wielu obszarach, ale uzgodniły podział zadań w głównej kwestii. Proces wzbogacania uranu koordynuje przede wszystkim agencja, natomiast FEDAT zajmuje się konstrukcją bojowej głowicy nuklearnej do rakiet typu Szahab. Zdaniem ekspertów irańscy uczeni już w tym roku mogliby wyprodukować prymitywną wersję bomby o gabarytach ciężarówki. Ale dopiero jej zmniejszenie do rozmiaru głowicy rakiety bojowej stworzyłoby realne zagrożenie, co tak bardzo niepokoi Izrael i Zachód. Mogłoby do tego dojść w latach 2012–2014.

 

Podobno już sześć lat temu Iran przeprowadził nienuklearne testy z mechanizmem zapłonowym do bomby atomowej. Trudność techniczna polega na tym, by równocześnie doprowadzić do zapłonu konwencjonalnego materiału wybuchowego, który spowija ładunek uranu. Tylko wtedy bowiem nastąpi reakcja łańcuchowa. Serię doświadczeń miano wówczas przeprowadzić z głowicą bojową osłoniętą aluminium.

Wszystko było prawdziwe z wyjątkiem samego jądra ładunku. Zamiast materiału rozszczepialnego irańscy uczeni zastosowali – wedle doniesień wywiadu – mikrowłókna i elektroniczny układ scalony. Dzięki temu mogli mierzyć siłę rażenia i fotografować wybuchy, które dosyć wiernie imitowały eksplozję bomby atomowej. Wyniki były tak obiecujące, że rząd Iranu miał uznać tę technologię za możliwą do opanowania.

Embargo na benzynę

Dziennikarze tygodnika „Der Spiegel” uzyskali wgląd w strukturę FEDAT i listę zatrudnionych tam uczonych. Dokumenty te posiada również MAEA w Wiedniu.

Prezydent Iranu mówi natomiast o „sfałszowanych dokumentach”, które mają zdyskredytować jego kraj. O ile jeszcze dwa lata temu CIA i jej sojusznicy twierdzili, że Iran zamroził program badań atomowych w 2003 r., to teraz – kiedy zaczynają się posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ o zaostrzeniu sankcji wobec Iranu – chcą zapewne naszkicować o wiele bardziej ponury obraz sytuacji.

Kiedy w lutym, zgodnie z harmonogramem, przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa obejmie Francja, może dojść pod naciskiem Waszyngtonu do konfrontacji. Moskwa nie wyklucza dotkliwych restrykcji, ale na Pekin raczej nie można liczyć. Chińska Republika Ludowa zawarła z Iranem umowy na dostawę surowców energetycznych o wartości wielu miliardów dolarów. Również Pekin mógłby jednak zaakceptować „łagodne” sankcje – jak odmowy udzielania wiz dla wysokich rangą Strażników Rewolucji i uczonych zajmujących się energetyką jądrową. Fachrizadeh już znajduje się na takiej liście, a Daneszdziu może do niego szybko dołączyć.

Jednak prawdziwie bolesne restrykcje – także dla własnych interesów handlowych w Iranie – Zachód będzie musiał wprowadzać zapewne w pojedynkę.

Najcięższą bronią handlową byłoby embargo na eksport paliwa. Z powodu braku mocy przerobowych swoich rafinerii Iran – drugi kraj świata pod względem zasobów ropy naftowej – musi sprowadzać prawie połowę niezbędnej benzyny. Zwielokrotnienie jej cen w efekcie embarga w nieunikniony sposób doprowadziłoby do niepokojów społecznych. Eksperci nie są jednak zgodni, czy gniew zwróciłby się przeciw niepopularnemu reżimowi, czy może władcom Teheranu udałoby się raz jeszcze podburzyć lud przeciw „nikczemnemu Zachodowi”.

Zostałoby więc tylko rozwiązanie militarne. Pomijając możliwy odwet i skutki polityczne, zbombardowanie tych instalacji jest jednak niebywale trudne. Badacze atomu okopali się w dosłownym tego słowa znaczeniu. Prawie wszystkie instalacje ulokowano pod ziemią i nie sposób ich zniszczyć bronią konwencjonalną.

Podczas gdy nawet izraelscy specjaliści powątpiewają, czy bombardowanie mogłoby zniszczyć program atomowy Iranu, tak roztropny zazwyczaj amerykański generał David Petraeus nieoczekiwanie uderzył w wojownicze tony. Czy irańskie urządzenia atomowe są niezniszczalne? – brzmiało pytanie.

– Ależ z pewnością można je zbombardować – powiedział niedawno w Waszyngtonie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną