Kuba walczy o wolność

Proszku do prania i wolności!
Pamiętna śmierć Orlando Zapaty Tamayo, po 85 dniach głodówki, zjednoczyła kubańską opozycję. System, któremu próbuje stawić czoło, to wojskowa dyktatura rodzinna silnie powiązana biznesowo.
Obrońcy dysydentów przed ambasadą kubańską w Madrycie
Andrea Comas/Reuters/Forum

Obrońcy dysydentów przed ambasadą kubańską w Madrycie

60 proc. krajowej gospodarki kontrolują kubańskie Siły Zbrojne Rewolucji (FAR)
Rafael Perez/Reuters/Forum

60 proc. krajowej gospodarki kontrolują kubańskie Siły Zbrojne Rewolucji (FAR)

Uliczka w Hawanie
lipseyhimsley/Flickr CC by SA

Uliczka w Hawanie

Żeby stać się medialnym dysydentem, Zapata musiał umrzeć. Był skromny i małomówny. Nie krytykował władz w błyskotliwych frazach, które łatwo podchwytywaliby zagraniczni dziennikarze. Nikt więc o nim nie słyszał. Należał do mało znanego Ruchu Alternatywa Republikańska i do Krajowej Rady Oporu Obywatelskiego. Był hydraulikiem. Pierwszy raz aresztowano go w 2002 r. za udział w manifestacji ulicznej. Potem trafił do więzienia podczas Czarnej Wiosny, w marcu 2003 r., razem z 75 innymi opozycjonistami. Po kilku tygodniach wyszedł, ale chwilę później znowu go zamknęli. Tym razem za obrazę autorytetu. Wyrok, który rozpoczął jego ostatni etap życia, brzmiał: trzy lata.

W styczniu 2005 r. w więzieniu Taco-Taco w Pinar del Rio Orlando ogłosił swoją pierwszą głodówkę. Dostał kolejne lata do wyroku. Cztery lata później, będąc już w więzieniu w Holguin, oskarżono go o zniewagę i zakłócanie porządku w instytucjach penitencjarnych. Kara: dodatkowe 10 lat. Do odsiadki zebrało się w sumie 36 lat.

W Holguin Zapata był ulubionym celem presos-sicarios, czyli więźniów, którzy w zamian za dodatkowe odwiedziny czy lepszą celę znęcali się nad więźniami politycznymi. Ale pod koniec zeszłego roku, kiedy trafił na stół operacyjny z krwiakiem mózgu, skopali go nie presos-sicarios, tylko strażnicy, których drażniło, że Zapata jest czarny. Oficjalnie rasizm na Kubie nie istnieje. Wypleniono go w 1961 r. jako kapitalistyczne dziedzictwo. Ale mimo postępu Afrokubańczycy do dziś dostają osiem razy mniej przekazów z zagranicy, mieszkają w gorszych warunkach, zarabiają mniej i stanowią 75 proc. więźniów. Jednak według ideologicznych wykładni czarny Kubańczyk nie ma prawa skarżyć się na rewolucję, bo to ona uczyniła go wolnym.

Wróg publiczny

W grudniu 2009 r. Zapata rozpoczął ostatnią głodówkę w więzieniu w Camaguey, żądając tych samych przywilejów, które prezydent Fulgencio Batista przyznał Fidelowi Castro, gdy ten był więźniem w La Modelo. W odpowiedzi osadzono go w izolatce. Po blisko trzech miesiącach i ponad siedemdziesięciu dniach głodówki wycieńczonego Zapatę przeniesiono do szpitala więziennego. Ponieważ jednak nie było warunków do odratowania go, 22 lutego przewieziono go do szpitala w centrum Hawany. Niestety za późno. Następnego dnia Orlando Zapata zmarł.

Trzy dni po jego śmierci rządowy dziennik „Granma” napisał, że chodziło o „pospolitego więźnia, który rozpoczął swoją działalność przestępczą w 1988 r. i został skazany za naruszenie prawa meldunkowego, spowodowanie obrażeń cielesnych, oszustwo i posiadanie broni białej”. W 2000 r. skazano go za „zakłócanie porządku publicznego”.

W dzień pochówku Banes, w którym się urodził Zapata, stało się miastem oblężonym. Pogrzeb odbył się spokojnie. Inaczej być nie mogło: wszystkie drogi wjazdowe obstawiło ponad tysiąc policjantów w mundurach i w cywilu, którzy pilnowali, aby ciekawscy – a tym bardziej dysydenci – nie dotarli na uroczystość. Pogrzeb to niebezpieczne wydarzenie, może stać się detonatorem społecznych frustracji. Dlatego reżim tuż po zgonie Zapaty chciał zająć się jego zwłokami. Przewieziono je z Hawany w eskorcie sześciu radiowozów. A policja, mimo przebytej właśnie dwunastogodzinnej podróży, naciskała, aby pogrzeb odbył się natychmiast. Rodzina nie dała się przekonać. Dlatego władze ustąpiły i pogrzeb odbył się następnego dnia o siódmej rano. Nie pozwolono jednak, aby niesiono trumnę na ramionach, a w całym kraju zatrzymano na czas pogrzebu ponad sześćdziesięciu dysydentów.

Biznes ponad trupami

Kilka godzin po śmierci Zapaty w Hawanie wylądował prezydent Brazylii Ignacio Lula da Silva. Brazylia podpisała kontrakty z Kubą na prawie pół miliarda dolarów i jednocześnie zignorowała wołania kubańskich dysydentów o interwencję w sprawie Zapaty. To już czwarta wizyta prezydencka Luli na Kubie i nigdy nie spotkał się on z opozycją. „Lula robi biznes ponad trupami” – pisał brazylijski dziennik „O Estado de Saő Paulo”. Największy z projektów dotyczy rozszerzenia i unowocześnienia portu Mariel niedaleko Hawany. Tego samego portu, z którego w 1980 r. 125 tys. Kubańczyków uciekło na Florydę.

W 2005 r. francuski deputowany Thierry Mariani zwrócił się do ówczesnego prezydenta Francji Jacques’a Chiraca i do Rene Mujicy, attaché do spraw gospodarczych kubańskiej ambasady w Paryżu, wyrażając swoje zaniepokojenie stanem zdrowia Zapaty. To był pierwszy publiczny komunikat o jego sprawie. Pozostał bez echa.

Hiszpania również bardziej skupia się na robieniu interesów z Kubą. Kraj braci Castro jest bowiem dla niej trzecim rynkiem zbytu w Ameryce Łacińskiej. To dlatego José Zapatero (jako premier kraju przewodniczącego UE) zwlekał całą dobę z oficjalną odpowiedzią na wiadomość o śmierci Zapaty. W przeciwieństwie do Białego Domu, który zażądał natychmiastowego uwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Według Philipa Crawleya, rzecznika Departamentu Stanu, Ameryka zainteresowała się Orlandem podczas zebrania komisji obydwu krajów 19 marca 2010 r. w Hawanie, na którym planowano omówić kwestie imigracyjne. Rozmowy zerwano po tym, jak reżim kubański pozostał głuchy na pytania delegacji amerykańskiej o stan zdrowia Zapaty i o wcześniejsze aresztowanie obywatela USA za rzekome szpiegostwo. Prawica w Miami krytykuje jednak Obamę za próby zbliżenia z wyspą i coraz częściej zwraca się ku Unii Europejskiej. Od kilku miesięcy Hiszpania ubiega się o zniesienie Wspólnego Stanowiska UE wobec Kuby, czyli umowy między członkami Unii, iż jakiekolwiek ocieplenie w stosunkach z Hawaną zależeć będzie od polepszenia się sytuacji praw człowieka. Teraz hiszpański plan jest niewykonalny.

Opozycję na Kubie można podzielić na kilka obozów. Pierwsza to dysydenci historyczni, tacy jak Oswaldo Paya czy Vladimiro Roca. Czasem nazywani też Opozycją z Malecón (gdzie mieści się Biuro Interesów Stanów Zjednoczonych). Chcieliby utrzymać embargo, bo uważają, że to jedyny sposób nacisku na kubański rząd, aby ten przestrzegał praw człowieka czy liberalizował gospodarkę. Druga to dysydenci umiarkowani, przystający na dialog z władzami. A trzecia to powstały w 2003 r. ruch Kobiet w Bieli, będący pod wpływem opozycji z Malecón i składający się z żon i matek 70 opozycjonistów aresztowanych podczas Czarnej Wiosny.

Nowym pokoleniem opozycjonistów są też blogerzy. Ludzie, którzy urodzili się już po rewolucji i biegle posługują się nowymi technologiami, jak na przykład Yoani Sanchez (autorka blogu Generacja Y) czy Ernesto Hernandez Busto (mieszkający obecnie w Barcelonie założyciel blogu Przedostatnie Dni). Rząd krytykują również niezależni dziennikarze, muzycy oraz lewicujący intelektualiści. A ponieważ na Kubie zorganizowana opozycja jest nielegalna, wiele osób skupia się nie w partiach, ale komisjach praw człowieka, niezależnych stowarzyszeniach adwokatów, ekonomistów, lekarzy i dziennikarzy. A dysydenci starają się, aby nie postrzegano ich jako opozycjonistów politycznych, tylko jako działaczy społecznych.

Według Elizarda Sancheza, opozycjonisty i przewodniczącego Komisji Praw Człowieka i Porozumienia Krajowego, ruch dysydencki na Kubie to 5–8 tys. aktywistów, nie licząc sympatyków. Trudno ocenić liczbę organizacji. Mówi się o stu lub dwustu, w większości małych i podzielonych, które reprezentują cały wachlarz opcji politycznych. Dopiero śmierć Zapaty zjednoczyła dysydentów. Oczywiście nie wiadomo, na jak długo. Psycholog i niezależny dziennikarz Guillermo Farińas głoduje po raz dwudziesty trzeci w ciągu kilku lat. Ostatnią głodówkę przeprowadził w 2007 r., żądając wolnego dostępu do Internetu na Kubie. Był już na krawędzi śmierci. Teraz chce, aby wypuszczono 26 więźniów sumienia, z których większość jest skrajnie wyczerpana. Strajk podjął zaraz po tym, jak aresztowali go agenci, aby nie mógł uczestniczyć w pogrzebie Zapaty. W więzieniach przesiedział w sumie 11 lat. Farińas jest gotowy umrzeć: „Nadszedł czas, aby świat zdał sobie sprawę, że ten rząd jest okrutny i są takie momenty w historii, w których ktoś musi się poświęcić” – zapowiedział.

Kto się kogo boi?

Kubańska nomenklatura nie chce się zmienić. W grę wchodzi nie ideologia, lecz pieniądze. Prawie wszystkimi państwowymi przedsiębiorstwami zarządzają emerytowani generałowie i pułkownicy. A według danych Międzynarodowego Uniwersytetu na Florydzie, 60 proc. krajowej gospodarki kontrolują kubańskie Siły Zbrojne Rewolucji (FAR), na czele których stoi Raul Castro.

System kubański jest raczej wojskową dyktaturą rodzinną niż dyktaturą komunistyczną. Jeszcze w latach 90. Fidel Castro oferując wojskowym przywileje zapewnił sobie ich lojalność. Potem doszło do tzw. wewnętrznej prywatyzacji, instytucje publiczne (w tym przedsiębiorstwa) zostały rozdzielone między wojskowych, tworząc w ten sposób elitę „socjalistycznych przedsiębiorców”. Dziś FAR jest najbardziej stabilną i najlepiej zorganizowaną instytucją na Kubie. A wysocy rangą oficerowie, chcąc uniknąć oskarżeń o burżuazyjny styl życia, posyłają swoje dzieci do Europy, aby te inwestowały pieniądze z dala od kraju.

Nigdy wcześniej Kubańczycy nie byli tak zgodni co do konieczności zmian. Oczywiście dla większości ludzi najważniejsze jest, aby mieli co jeść, żeby można było kupić proszek do prania, szampon czy olej. Ale są i tacy, którzy marzą, aby w ich kraju nie było więźniów politycznych i aby dano im wolność słowa i podróżowania.

O ruchu dysydenckim Kubańczycy wiedzą niewiele. Dostęp do zagranicznych mediów i do Internetu jest ograniczony, a w kraju każdy, kto krytykuje oficjalne stanowisko, przedstawiany jest jako amerykański szpieg i wichrzyciel. Dlatego większość dysydentów znana jest bardziej za granicą niż na wyspie. O Zapacie przed jego głodówką nie słyszano ani na Kubie, ani za granicą. Ale ponieważ ostatni raz władze pozwoliły umrzeć więźniowi politycznemu w latach 70., to kiedy zdarzyło się to po raz drugi, rząd musiał przedstawić swoją wersję wydarzeń. Bo, jak zauważa hiszpański politolog José Ignacio Torreblanca: – Na Kubie władza boi się swoich obywateli w takim samym stopniu jak oni jej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną