Świat

Sześć kucharek

Czy unijne prezydencje są potrzebne

Bilans hiszpańskiej prezydencji, pierwszej po wejściu w życie traktatu z Lizbony, nie prezentuje się okazale.

Premier Jose Zapatero, przez całą sześciomiesięczną prezydencję, stał w drugim rzędzie, daleko za unijnym prezydentem Hermanem von Rompuy'em i szefową unijnej dyplomacji, Catherine Ashton. Nie był już, jak jego poprzednicy, gospodarzem posiedzeń Rady Europejskiej, ani twarzą Wspólnoty. Postronny obserwator mógł odnieść wrażenie, że wszyscy mają te same zadania i wzajemnie wchodzą sobie w drogę. A czasami nawet mogło się wydawać, że gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść. Tak jak np. podczas pierwszego, po wejściu w życie traktatu, spotkania ministrów obrony NATO, na którym nie pojawił się ani Van Rompuy, ani pani Ashton.

Po co więc te prezydencje? I czy przywódca kraju przewodzącego rotacyjnie Unii ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Wbrew pozorom tak. Bo mimo słabej prezydencji Hiszpanii i niewiele lepiej zapowiadającej się prezydencji Belgii, to unijny ambasador kraju, który sprawuje akurat przewodnictwo wciąż jest mistrzem ceremonii i gospodarzem spotkań ambasadorów (COREPER). A warto pamiętać, że jest to robocze i bardzo ważne forum Unii, na którym toczą się bieżące negocjacje, wszystkie które nie wymagają przeniesienia na szczebel ministerialny. Poza tym czas prezydencji to przedłużenie więzi z Unią; doskonała okazja dla przywódcy kraju przewodzącego żeby wytłumaczyć społeczeństwu, że również dany kraj ma konkretną rolę do odegrania w Unii. Kraje mają też okazję pokazywać swoich polityków, zaprezentować jak prowadzą spotkania i posiedzenia, jak przedstawiają inicjatywy i czy nie są tylko biernymi uczestnikami wielkiej polityki.

Każda zmiana jest trudna, tym bardziej w tak różnorodnym organizmie jak UE, a Hiszpania trafiła na sam początek tej zmiany i dlatego każde zdarzenie powodowało precedens. Niekoniecznie dobry, bo pozorna prezydencja niczego nie wnosi. Także mimo zmian i reflektorów skierowanych na Van Rompuy’a i panią Ashton nie warto dobrowolnie oddawać sceny. Lepiej szukać kompromisu, który pogodziłby wizje prezydenta Unii, szefowej dyplomacji i wkład kraju przewodzącego. To czas, kiedy kraj przewodzący ma okazję wydać wystawną kolację, wyciągnąć srebrną zastawę i przedstawić pozostałym pomysł na wsparcie Unii, a nie chwila kłótni o gotowanie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną