Druga Grecja?

Kto uratuje Japonię
Rządząca koalicja traci większość. Czy nowej ekipie uda się wydobyć kraj z głębokiego kryzysu?

„Japonia ma olbrzymi dług publiczny, a nasza gospodarka jest 20-30 razy większa niż grecka, więc nie ma na świecie kraju, który by nas wybawił” – ostrzegał niedawno premier tego kraju, Naoto Kan. Zresztą już w swoim pierwszym przemówieniu twierdził, że jeśli Japonia nie chce być drugą Grecją musi jak najszybciej uporać się z rosnącym długiem publicznym i przeprowadzić reformę podatkową. Proponował, aby w najbliższych latach podatek od sprzedaży wzrósł z 5 do 10 proc. I przegrał. W niedzielnych wyborach do wyższej izby parlamentu zdobył, razem ze swoją Partią  Demokratyczną (PD), zaledwie 44 mandatów, a ich partner koalicyjny Nowa Partia Ludowa (NPL) – żadnego. W ten sposób stracili większość.

W zeszłym roku Japończycy oddając stery w ręce Partii Demokratycznej, przerwali trwające ponad pół wieku rządy Partii Liberalno Demokratycznej (PLD). Chcieli zmiany i ożywienia. I władzy, która rozwiązałaby ich kłopoty: najwyższe od 40 lat bezrobocie i rozdęty, bo sięgającym aż 218 proc. PKB dług publiczny. Początek Partii Demokratycznej i premiera Yukio Hatoyamy był obiecujący. W planach było zmniejszenie armii urzędników i większa przejrzystość ich działania. Dalej miało iść uzdrawianie gospodarki. Jednak po dobrym początku demokraci stracili impet. W dziewiątym miesiącu od wyborów rozsypała się koalicja. Współrządzący socjaldemokraci oskarżyli premiera, że nie dotrzymał obietnicy uregulowania sprawy amerykańskich baz na Okinawie i złożyli mandat. Do tego doszły skandale finansowe we własnej partii. I w rezultacie, pod koniec maja, Hatoyama podał się do dymisji. Nie udało mu się uzdrowić japońskiej gospodarki. Ale komu przez tak krótki czas by się udało? Zdążył zaledwie przyjrzeć się skali kłopotów. Kan, który go zastąpi , jako były minister finansów, jeszcze lepiej zdaje sobie sprawę, że bez wyrzeczeń japońska gospodarka z impasu nie wyjdzie. Chciał więc ruszyć z kopyta, ale swoimi zapowiedziami tylko przyczynił się do osłabienia swojej partii.

„Źle dla Partii Demokratycznej, ale gorzej dla Japonii” – tak komentuje wyniki wyborów tygodnik „The Economist”. Rzeczywiście nad PD, której przez ostatnie 50 lat udało się dojść do władzy tylko raz, w 1993 r. i rządzić zaledwie przez 11 miesięcy, znowu zbierają się czarne chmury. Partia ma mniej miejsc w wyższej izbie niż opozycyjna PLD (51). Poza tym opozycja też opowiada się za podniesieniem podatku. Tyle że kara spotkała tylko partię rządzącą, której niepowodzenie można odczytywać jako powszechną niechęć do reform. A to już nie tylko źle dla partii, ale i dla całego kraju. Niezależnie pod czyimi rządami.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj