Świat

Zjednoczone kolory Kosowa

REPORTAŻ: Kosowo szuka mitu

Flaga Kosowa Flaga Kosowa iGenc / Flickr CC by SA
Albańczyk Avni ma 26 lat i dużo szczęścia: rozkręca warsztat samochodowy. Ma wielu klientów Serbów. Kiedyś myślał, co robili na wojnie w Kosowie. Dziś już się nad tym nie zastanawia. Ale wokół niego aż kipi od nacjonalizmu: młoda republika szuka swego mitu założycielskiego.
Pierwsza rocznica niepodległościDavid Bailey MBE/Flickr CC by SA Pierwsza rocznica niepodległości

Jugosłowiański przewodnik turystyczny z 1965 r. z dumą ogłaszał: „Dziś Prisztina porzuca swe dawne wspomnienia i, porzucając stare, zamienia się w nowoczesne miasto – miasto socjalistyczne”. Slogan tamtych czasów: „Niszczymy stare, budujemy nowe”, został zrealizowany totalnie – nie oszczędzono, jak miało to miejsce z handlowymi dzielnicami Skopje czy Sarajewa, niczego. Nowoczesna Prisztina była niechcianym darem przywódcy Jugosławii Josipa Broz-Tity dla kosowskich Albańczyków, a slogan budowniczych przetrwał ich samych i – ma się wrażenie – stał się klątwą rzuconą na region: wciąż się tu buduje, żeby zburzyć, i burzy, żeby budować. Od momentu ogłoszenia niepodległości w 2008 r. najwięcej zbudowano pomników i mauzoleów.

Bo raczkująca państwowość potrzebuje symboli i mitów. W ich poszukiwaniu nie sięga się w daleką przeszłość – Kosowe Pole zostawia się Serbom, a Skanderbega Albańczykom z Albanii. Mitem założycielskim nowego państwa jest Wyzwoleńcza Armia Kosowa – UÇK. Mit ma więc w zasadzie jakieś 15 lat. UÇK i jej przywódcy – tacy jak kosowski Che Guevara, Bac (Wujek) Adem Jashari – nadają się na pomniki zdecydowanie lepiej niż ugodowy Ibrahim Rugova (nieżyjący od 2006 r. prezydent Kosowa, jeszcze w składzie Jugosławii/Serbii) i jego niewyraźna polityka biernego oporu. Nawet jeśli to partia Rugovy pobiła w pierwszych po wojnach bałkańskich wyborach w 2000 r. rywali z UÇK (58 proc. wobec 27 proc.), którymi wszyscy byli już zmęczeni, masową wyobraźnią rządzi właśnie UÇK. Jej dzisiejsza polityczna mutacja w postaci Demokratycznej Partii Kosowa premiera Hashima Thaciego zawłaszcza całą przestrzeń symboliczną najmłodszego państwa w Europie. (Ogłosiło jednostronnie niepodległość 18 lutego 2008 r. jako Republika Kosowa; jest ona uznawana przez 69 państw, inne – Rosja i Chiny, ale też np. Hiszpania, Słowacja i Rumunia – popierają stanowisko Serbii, dla której jest to nadal jej Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia. Niejednogłośny był też wyrok wydany 22 lipca 2010 r. przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, że niepodległość Kosowa jest zgodna z prawem międzynarodowym).

Bohaterowie mimo woli

Raçak to maleńka, spalona słońcem wioska, położona 20 km od Prisztiny. W 1999 r. usłyszał o niej cały świat. 15 stycznia nad ranem serbskie wojsko rozpoczęło ostrzał wsi, która uchodziła za silny punkt UÇK; po ostrzale weszły do niej oddziały policji. Zginęło 45 osób. Mimo licznych kontrowersji i niejasności dotyczących tego, czy była to walka, czy też zwykła masakra, a także kto ginął, dlaczego i w jakich okolicznościach, mord w Raçaku uruchomił lawinę wojenną. Jako casus belli przedstawiali go światowej opinii publicznej Bill Clinton, Madeleine Albright, Gerhard Schröder. Dwa miesiące później NATO rozpoczęło trwające 78 dni bombardowania Jugosławii.

Dziś życie w Raçaku biegnie znowu swoim niespiesznym trybem: muezin wzywa pięć razy w ciągu dnia na modlitwę, starcy siedzą na ławeczce pod sklepem, dzieci się bawią. Tym, co wyróżnia Raçak, jest otwarty z wielką pompą w 2009 r. potężny, lśniący w tym zakurzonym pejzażu nieoczekiwaną nowością, cmentarz-monument upamiętniający ofiary masakry.

Według władz jugosłowiańskich, ofiarami byli terroryści UÇK. Albańczycy i zachodni eksperci stwierdzili, że ofiary były niewinnymi cywilami. W pewnym sensie obie strony mają rację. Kontrowersję tłumaczy Avni: – W tamtym czasie wszyscy byli w UÇK. Tak czy inaczej, bezpośrednio albo nie, ale wszyscy. My byliśmy za młodzi do walki, inni za starzy, ale wspierali wszyscy. Ja byłem gońcem, donosiłem jedzenie i takie tam, różne... Więc dla Serbów byłem terrorystą.

Ofiary raçackiej masakry, bez względu na ich rzeczywistą rolę i zaangażowanie, dziś są czczone oficjalnie – nagrobki mają quasi-wojskowy charakter, na każdym widnieje albański orzeł, a napis na pamiątkowej tablicy głosi – po albańsku i po angielsku – że spoczywają tu męczennicy narodu, którzy zginęli z rąk „serbo-czetnickich wściekłych bestii z oddziałów paramilitarnych”.

Wielki Wujek

Raçak to ważne dla Kosowian miejsce, ale na narodowy panteon raczej się nie nadaje – za dużo tu ofiar przypadkowych, za mało heroizmu, wokół masakry narosło zbyt wiele niejasności. Tych problemów nie ma z Prekazem. W Prekazie bowiem mieszkał i walczył Adem Jashari.

Dotychczasowa prowizorka w stukocie kamieniarskich młotków ustępuje miejsca bieli szlachetnych marmurów. Przyjeżdżają wycieczki szkolne i młode pary, by oddać hołd temu, który do walki stanął już w 1991 r. Powstający panteon już dziś odwiedza około tysiąca osób dziennie, głównie z kosowskiej diaspory; każdemu trzeba wytłumaczyć nie tylko, co się tu stało, ale także zawiłe stosunki rodzinne w klanie Jasharich. (Nawet najcierpliwsi zagraniczni turyści tracą wątek mniej więcej po minucie wykładu klanowych subtelności).

Żyjące na garnuszku zagranicy Kosowo na uczczenie Jashariego, jego rodziny i współpracowników wyda 4 mln euro, ale dzięki temu mit znajdzie wreszcie właściwą oprawę; cmentarz już powstał – w kilkudziesięciu amfiteatralnie ułożonych białych sarkofagach spoczywają ci, którzy zginęli w położonym opodal domu 5 marca 1998 r. Przy grobie Adema wartę pełnią żołnierze. Zabudowania Jasharich pozostawiono w stanie, w jakim były po serbskim ataku – obudowano je tylko rusztowaniami i zadaszono, żeby je było można zwiedzić. Pozostał nawet ostrzelany traktor na sparciałych gumach, dziś relikwia. Dotychczasowa izba pamięci, pełniąca zarazem funkcję sklepu z pamiątkami, mieści się w małym drewnianym baraku, co w żaden sposób nie licuje z powagą mitu. Na ukończeniu jest już jednak Piramida – budynek w kształcie ostrosłupa, do którego przeniesie się muzeum i gdzie będzie można wpisać się do księgi pamiątkowej.

Prekaz znajduje się w dolinie Drenicy w samym sercu Kosowa. Tradycja oporu wobec centralnej władzy jest tu szczególnie silna i sięga czasów otomańskich. Dolina Drenicy to matecznik UÇK. Klan Jasharich należy zaś do najważniejszych tutaj. Adem, zwalisty chłop z brodą, na najsłynniejszym zdjęciu trzyma w ręku AK-47; w skórzanym płaszczu i z lornetką na szyi wygląda jak model partyzanta. Ta twarz stała się motywem pamiątkowych T-shirtów, a zdjęcie – powiększone do kilkumetrowych rozmiarów – zawisło w samym środku stołecznej Prisztiny, nad Centrum Młodzieży. Potęga tego wszechobecnego obrazu jest zniewalająca: nie pyta się już, czy Jashari był dobrym dowódcą, skoro straty jego oddziału podczas ataku na serbską policję, 28 lutego 1998 r., były czterokrotnie większe niż zaatakowanych. Ani czy cywilne ofiary z rodziny Adema, kobiety i dzieci, które zginęły podczas ataku sił serbskich na dom komendanta, były potrzebne, czy były dobrowolne, czy miały sens?

Dziś Bac jest kosowskim Wielkim Bratem: patrzy na wywalczone państwo i pilnuje jego obywateli z muralów, graffiti, portretów i pomników.

 

 

Czerwony i czarny

Monumentalne mauzolea Raçaku, Prekazu czy Kosowskiej Mitrowicy nie zapełniają szczelnie symbolicznej przestrzeni. Codziennym przypomnieniem wygnańczej epopei, bitewnych potyczek i nocnych wypraw do Albanii po broń są przydrożne pomniki, uświęcające pamięć UÇK i jej członków. Z nimi mieszkaniec Kosowa obcuje na co dzień. Niektóre potężne, inne raczej niewielkie, stoją przy drogach, najczęściej w miejscach, gdzie partyzantów trafiały serbskie kule. Są ich dziesiątki – z każdego patrzy na nas podobizna zmarłego. Czasem twarz, częściej umundurowana sylwetka z bronią. Dominuje czarny marmur i dosadna patriotyczna symbolika: czarny albański orzeł, obrys politycznych granic Kosowa z dłońmi, które wyrwały go Serbii itd. Nad każdym powiewa albańska flaga. U stóp każdego z nich wiązanki plastikowych – tylko takie wytrzymują upał – kwiatów.

Jeden z takich pomniejszych pomników znajduje się przy drodze z Prisztiny do Pei/Peciu, we wsi Lapushnik. Przejeżdżający natkną się na monument upamiętniający Albańczyków z UÇK, ale nikt nie będzie tu upamiętniał obozu-więzienia, w którym torturowano i zabito 23 Serbów i uznanych za zdrajców Albańczyków. Na konkurencyjne cierpienie, przynajmniej na razie, nie ma miejsca.

W Pei/Peciu nawet sklep United Colors of Benetton eksponuje dwa kolory: czerwony tła i czarny albańskiego orła; podobnie sklep z ubrankami dla niemowląt. Nawet dzieciaki gonią w T-shirtach z motywami albańskiej albo kosowskiej flagi.

Bashkim Qerkini miłość swojego życia poznał w Szwajcarii. Tam spotkał dziewczynę z Nowego Targu. Dlatego, jeśli się wsłuchać, jego polszczyzna jest ciut podhalańska. Pracuje jako tłumacz dla KFOR (Kosovo Force, siły międzynarodowe pod auspicjami NATO) w Ferizaj/Uroševacu na południe od Prisztiny. – Polacy dziwią się, kiedy widzą, jak piję kawę z moim serbskim przyjacielem Miszą – opowiada. – Ale żaden z nas nie jest winien tej wojny. My, Albańczycy, jesteśmy jak żmije, tak nas wychowują, musimy się odgryźć, ale też jesteśmy słabi. Naszym politykom szło o pieniądze i władzę, ale mecz rozegrali tu Ruscy i Amerykanie.

Trudno ocenić, na ile opinia Bashkima jest uproszczeniem, ale wyraźnie widać, że poplecznicy i patroni są symbolicznie obecni po obu stronach konfliktu. Bill Clinton doczekał się pomnika i nazwy ulicy w Prisztinie, a wjeżdżających do stolicy od południa wita miniatura Statui Wolności, umieszczona na dachu hotelu Victory. Po drugiej stronie Ibaru, w Kosowskiej Mitrowicy, będącej serbską enklawą, cześć oddaje się wizerunkom Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa.

Gazimestan i monastyry

Wieża Gazimestan powstała w 1953 r. 28 czerwca 1989 r. u jej stóp Slobodan Milošević wygłosił słynną nacjonalistyczną mowę, w której analogia między hufcami kniazia Lazara, pobitymi w 1389 r. przez Turków, a sytuacją Serbów w Jugosławii i Kosowie 600 lat później, dała mu rząd serbskich dusz.

Avni, widząc fotografię wieży, albo udaje, albo naprawdę nie wie, co to jest, choć mieszka jakieś 15 km od Gazimestanu. Dzisiejsze Kosowo nie potrzebuje takich symboli, robi wszystko, żeby je zmazać. Gazimestan, co prawda, stoi, ale żeby go zwiedzić, musisz okazać dowód tożsamości, a twoje dane zostają natychmiast spisane przez kosowskiego policjanta. Nie za bardzo możesz robić zdjęcia (budowli tak, otoczenia już nie), a napis na tablicy przed budynkiem jest prośbą – po angielsku i po serbsku – byś rozładował broń. Dlaczego nie ma napisu po albańsku? Założenie jest takie, że Albańczycy tu nie zaglądają.

Serbskie zabytki Kosowa i Metochii, a więc przede wszystkim wpisane na listę UNESCO monastyry Gračanica, Visoki Dečani, Peć i zniszczona w 2004 r. cerkiew Matki Boskiej Ljeviškiej w Prizrenie, nie są dziś zagrożone, gdyż strzegą ich siły KFOR, ale stanowią sól w oku miejscowych: pancerne szyby w budkach strażniczych przed monastyrami są całe poobijane od ciskanych w nie kamieni. Bez KFOR długo by nie przetrwały – znaleźliby się bowiem z łatwością tacy, którzy za nic mieliby fakt, że dotknięcie grobu króla Stefana Deczańskiego miało w cudowny sposób leczyć bez względu na wyznanie: chrześcijan, jak i wyznawców Proroka. Mało kto bierze też sobie do serca legendę o tym, że kiedy w czasach tureckich monastyr w Dečani miał zostać zamieniony w meczet, modlący się o to imam został zabity przez spadający z dachu kamień, co odczytano jako wyraz woli Allaha, by monastyr pozostawić bez zmian.

Młodzi brodaci

Avni ze swym starszym o kilka lat przyjacielem, też Avnim, zakładają warsztat samochodowy Opel Plus. Na razie mają wynajęty jeden z tych pustych parterów w domu przy trasie Prisztina–Podujevo, parę kluczy i złote ręce. Wolą mówić o przyszłości i o wyposażeniu warsztatu, w które zainwestowali 4 tys. euro i które ma lada dzień zjechać z Niemiec, ale o przeszłości też opowiedzą, jak trzeba. – Serbów się bałem – opowiada starszy Avni. – Wieczorne wyjście na miasto było od razu podejrzane. Sprawdzali cię co krok, tarmosili, parę razy ja i koledzy oberwaliśmy. Tak, byliśmy gorsi. Teraz już tak nie jest i z tego się cieszę.

Dzisiejsze Kosowo w opowieści Avniego to kraj młodych, którzy tak jak on próbują ułożyć sobie życie. Konflikt z Serbami to już historia, zresztą Serbowie to też ofiary tej wojny. – Starszy brat, który był w UÇK, opowiedział mi taką historię. Nie wiem, czy jest prawdziwa, ale się jej trzymam. Serbowie złapali jednego chłopaka z ich oddziału. Dali mu kałasza i postawili przed czołgiem. „Strzelaj”, „Nie!”, „Strzelaj!”, „Nie strzelę, bo będzie, że to ja was zaatakowałem i mnie zabijecie!”. „Zabijemy cię, jak nie strzelisz”, powiedzieli mu i przyłożyli lufę do czoła. Puścił serię po czołgu. „Widzisz – powiedzieli – nic nam nie zrobiłeś tym strzelaniem. Nie macie szans w tej wojnie. Wracaj do swoich i kończcie ten teatr. My też chcemy żyć”.

Kształt ustrojowy Kosowa czyni zeń państwo jak najbardziej europejskie: trójpodział władzy, poszanowanie praw mniejszości (symbolizowane sześcioma gwiazdkami na fladze narodowej), świeckie szkolnictwo itd. A jednak państwo to – poza sferą ideologii – działa rachitycznie i opieszale, nawet niechętnie. Jak zachowa się wobec islamizacji? 18 czerwca 2010 r. Ambasada USA w Prisztinie ostrzegała Amerykanów przebywających w tym mieście przed demonstracją przeciw polityce rządu w Kosowie zabraniającej dziewczynkom noszenia w szkole hidżabów. Przewidywano udział około 200 osób. W rzeczywistości było ich 5 tys. Gdyby przenieść te proporcje na polski grunt, demonstracja musiałaby liczyć ok. 100 tys. uczestników. Była pokojowa, ale jej rozmiary zaskoczyły wszystkich. Większość protestujących to pokolenie Avniego: młodzi mężczyźni, modnie ubrani chłopcy, często w stylowych okularach przeciwsłonecznych. Od innych różni ich może jedynie to, że noszą brody i mają wolne w środku tygodnia przed godz. 14. W czasie wojny byli jeszcze pętakami, ale ich kolej na burzenie i budowanie właśnie nadchodzi.

Polityka 33.2010 (2769) z dnia 14.08.2010; Na własne oczy; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Zjednoczone kolory Kosowa"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną