Świat

Moskwa bez czapki

Dlaczego upadł mer Moskwy

Burmistrz Łużkow. pewny swej pozycji, świetnie się bawił w 2005 r. podczas konkursu na królową grubasek. Burmistrz Łużkow. pewny swej pozycji, świetnie się bawił w 2005 r. podczas konkursu na królową grubasek. Ivan Buslayev/Reuters / Forum
Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin obalili potężnego mera Moskwy. Ale bunt Jurija Łużkowa obnażył niechęć rosyjskiej biurokracji do dwugłowej władzy i wzbudził niepokój, kto będzie kandydował na prezydenta w 2012 r.?
Prezydent Miedwiediew i mer Łużkow jeszcze w kwietniu 2010 r. wspólnie podziwiali dziecięce budowle z klocków.Ria Novosti/REUTERS/Forum Prezydent Miedwiediew i mer Łużkow jeszcze w kwietniu 2010 r. wspólnie podziwiali dziecięce budowle z klocków.

Najwyraźniejszy ślad po 18-letnim panowaniu Jurija Łużkowa to centra handlowe w miejscu zrównanych z ziemią pozostałości historycznej Moskwy. – Pod pozorem rekonstrukcji stare budynki burzono całkowicie lub częściowo. W efekcie zamiast zabytku mamy kolejną nowobogacką restaurację – opowiada Siergiej Łoszak, twórca filmu „Teraz tu jest biuro”. Dokument powstał w 2007 r., ale długo nie miał szans na emisję w rosyjskiej telewizji. Teraz ma. – Władza dała nam zielone światło – cieszy się dziennikarz.

Dmitrij Miedwiediew podpisał 28 września dekret odwołujący Łużkowa ze stanowiska, gdyż „utracił on zaufanie prezydenta”. To prezydent powołuje bowiem w Rosji gubernatorów regionów i mera stolicy.

Pierwsza armata wystrzeliła w stronę Łużkowa 10 września, gdy należąca do Gazpromu telewizja NTW wyemitowała reportaż „Sprawa w czapce”, nawiązujący tytułem do robotniczego nakrycia głowy mera Moskwy. Wzorem „telekillerów” z lat 90., którzy na zlecenie władz wykańczali wskazanych polityków, autorzy filmu wymienili całą litanię grzechów 74-letniego Łużkowa. Zarzucono mu, że oddychał górskim powietrzem w Austrii, gdy Moskwa dusiła się od dymu, a po powrocie zajął się ratowaniem własnej pasieki. Przypomniano o korupcyjnych oskarżeniach wobec jego zastępcy, który w tłustych latach urzędowania nosił zegarki warte milion dolarów, wytknięto niszczenie zabytków. Przede wszystkim jednak prześwietlono związki mera z gigantem moskiewskiego rynku nieruchomości holdingiem Inteko.

Właścicielką firmy jest Jelena Baturina, najbogatsza kobieta w Rosji, a prywatnie żona Łużkowa. Para wzięła ślub w 1991 r., w tym samym roku powstało też Inteko. Początkowo firma zajmowała się wyrobami z plastiku, ale szybko zaczęła dostawać zlecenia od miasta, m.in. na 80 tys. krzesełek na stadion Łużniki, a potem weszła w branżę budowlaną. W 2004 r. Baturina trafiła na listę „Forbesa” z pierwszym miliardem (dziś jej majątek wycenia się na 2,9 mld dol.), ale Łużkow twierdzi, że nie dawał żonie kontraktów. – Gdyby za mnie nie wyszła, byłaby jeszcze bogatsza – oznajmił po emisji filmu zdumionym dziennikarzom. Przez lata wszyscy, którzy odważyli się publicznie wątpić w słuszność tych słów, lądowali na sali rozpraw i przegrywali. Stołeczne sądy wiedziały, komu przyznać rację.

Pan na Moskwie

Tym razem za chórem potępienia stanął jednak Kreml. – Władza nie zmuszała nikogo do krytyki – wyjaśnia Siergiej Dorenko, w latach 90. naczelny krytyk Łużkowa, dziś szef radia Russkaja Służba Nowostej. – Po prostu dała przyzwolenie i dziennikarze, którzy od dawna chcieli dobrać się merowi się do skóry, wzięli się do pracy. Kampania wrześniowa była tylko ostatnią odsłoną konfliktu z władzami centralnymi, który zaogniał się przynajmniej od wiosny. – Szerokie kompetencje Łużkowa, które otrzymał w latach 90., nie przystają do nowych porządków ani do zmienionego prawa – tłumaczy Dmitrij Orłow, dyrektor generalny Agencji Komunikacji Politycznej i Ekonomicznej w Moskwie.

Łużkow został merem Moskwy w 1992 r., jeszcze z nadania Borysa Jelcyna. Po upadku ZSRR miasto było w opłakanym stanie, ludność ubożała z dnia na dzień, brakowało żywności, a na ulicach rządzili bandyci. Łużkow opanował sytuację, przywrócił zaopatrzenie w sklepach i jaki taki porządek. Gdy w 1993 r. Jelcynowi zbuntował się parlament, mer odciął mu wszystkie media, a prezydent w podzięce zakazał służbom antykorupcyjnym kontrolowania stolicy. – Tak powstał filar moskiewskiej korupcji – twierdzi Jurij Zagrabnoj, w latach 90. rzecznik prasowy Łużkowa. – Pojawiły się przeróżne fundacje, które za bezcen dostawały nieruchomości w centrum miasta. Nieprzypadkowo Łużkow powiedział kiedyś, że Rosja ma dwa bogactwa: syberyjskie surowce i moskiewską ziemię.

W jego feudalnym księstwie nie istniało pojęcie łapówki, bo było kormlenije – przywilej bojarów i urzędników do pobierania opłat od ludności. W rezultacie Moskwa jest dziś nie tylko jednym z najdroższych, ale także najbardziej skorumpowanych miast świata: do przekupywania urzędników przyznaje się 60 proc. mieszkańców, ceny usług kilkakrotnie przewyższają ich jakość, a korki są w Moskwie nawet nocą. Mimo to mer od lat cieszył się popularnością. „Kradnie jak wszyscy, ale i ludziom nie skąpi” – tłumaczyli jego zwolennicy. Łużkow przez lata umiejętnie troszczył się o swój najwierniejszy elektorat: emerytom zapewnił dotacje i darmowe przejazdy, a najbiedniejszym dożywianie. Pod koniec lat 90. sława dobrego gospodarza rozeszła się na cały kraj, a mer zamarzył nawet o prezydenturze.

Za dużo dosypał

Gdy w 1998 r. Jelcyn odwołał rząd Wiktora Czernomyrdina, Łużkow chciał zostać premierem. – Gdyby mu się wtedy udało, droga na Kreml stałaby otworem – twierdzi politolog Stanisław Biełkowskij. Jego nominacji sprzeciwił się jednak klan Jelcyna, urodzony trybun i populista był oczywistym zagrożeniem. Obrażony Łużkow założył ruch Otczestwo, chciał w następnych wyborach zawojować Dumę Państwową, a potem sam Kreml. W odpowiedzi klan Jelcyna rozpętał nagonkę medialną, której twarzą został Siergiej Dorenko. Moskwiczanie z niedowierzaniem patrzyli, jak dziennikarz oczernia ich wszechmocnego szeryfa. – Walczyłem z Łużkowem z moralnego obowiązku, a nie na polityczne zamówienie – broni się dziś Dorenko, który skrytykował go sromotnie również w filmie „Sprawa w czapce”.

Premierem został Władimir Putin, a Łużkow przegrał wybory parlamentarne. Na otarcie łez została mu Moskwa, gdzie wierny elektorat kolejny raz wybrał go na mera (wtedy jeszcze ten urząd pochodził z wyboru). W 2000 r. złożył przysięgę wierności nowemu prezydentowi, pakt z Putinem obowiązywał 10 lat. – On długo był wygodny dla Kremla, bo zabezpieczał wyniki wyborów w stolicy – wyjaśnia Biełkowskij. Ale rok temu Łużkow przesadził z dosypywaniem głosów – putinowska Jedna Rosja zdobyła w Moskwie aż 92 proc. miejsc w radzie miejskiej, ok. 20 proc. więcej, niż wskazywali niezależni eksperci. W obwodzie, gdzie głosował członek partii Jabłoko Siergiej Mitrochin, jego ugrupowanie nie dostało ani jednego głosu. Prezydent Miedwiediew obiecał przyjrzeć się sprawie z bliska.

Łużkowa chciał pozbyć się już Putin, ale zanim opanował chaos po rządach Jelcyna, mer wszedł w symbiozę z nową ekipą. W zamian za wolną rękę w stolicy gwarantował zwycięstwa wyborcze namaszczonym przez Kreml kandydatom i dusił w zarodku wszelkie antyrządowe demonstracje. To za rządów prezydenckich Putina holding Baturiny wyrósł na największego gracza na moskiewskim rynku nieruchomości. Przez pewien czas układ zadowalał obie strony, ale z biegiem lat władza centralna umocniła się na tyle, że mogła zabrać się za czyszczenie regionalnych kadr. Kiedy wiosną tego roku Miedwiediew bez większych problemów pozbył się niewygodnych gubernatorów, przyszła kolej na najtwardszy orzech. Ale Łużkow zamiast podkulić ogon, pokazał zęby.

 

 

Klinem w tandem

W lipcu ludzie Łużkowa proponowali moskiewskim reżyserom nakręcenie filmu pod tezę o „niezatapialności” swojego szefa. Z braku chętnych użyto prasy – 1 września „Moskowskij Komsomolec” wydrukował tekst anonimowego autora, który twierdził, że „stabilność państwa mogą naruszyć dwa wydarzenia: zwolnienie z więzienia oligarchy Michaiła Chodorkowskiego i zdymisjonowanie mera Moskwy”. Tydzień później głos zabrał sam Łużkow – na łamach „Rossijskoj Gazety” skrytykował wstrzymanie przez Miedwiediewa budowy autostrady Moskwa–Petersburg, sugerując jednocześnie, że Putin podjąłby lepszą decyzję. Na Kremlu uznano to za próbę wbicia klina między prezydenta a premiera, państwowa telewizja otrzymała sygnał do zmasowanego ataku. „Sprawę w czapce” zmontowano w jedną dobę.

Atakując Miedwiediewa i stając po stronie Putina, Łużkow uderzył w najdelikatniejszy punkt ich współpracy: kwestię kandydatury w wyborach prezydenckich w 2012 r., w których obaj mają ochotę wystartować. Próbując rozstrzygnąć ten spór na korzyść premiera, nie tylko pozwolił sobie na zuchwałość, ale podważył dogmat o trwałości tandemu Miedwiediew–Putin. – Na to jeszcze nikt się nie odważył. Specyfika rosyjskiego systemu polega na tym, że nikt ani elita, ani biurokracja nie wie, kto tak naprawdę rządzi państwem – tłumaczy Dorenko. – Co więcej, nie wolno o tym nawet publicznie dyskutować. To powoduje nerwowość urzędników, nie wiedzą, co będzie dalej ani komu składać przysięgę wierności.

Tandem przydaje się nie tylko za granicą – dzięki niemu Miedwiediew może na Zachodzie pielęgnować swój wizerunek demokraty, autorytarne decyzje przypisując Putinowi – ale też w samej Rosji – dla konserwatywnej części elektoratu, której nie podoba się prozachodni styl Miedwiediewa, Putin jest gwarantem starych porządków.

Dwugłowej władzy nie lubi jednak spora część elit i biurokracji – ta tęskni do czasów, gdy rządy jednego przywódcy gwarantowały jasne zasady gry. Rozrośnięta kasta rosyjskich urzędników nie ufa Miedwiediewowi, który inwestuje w młode kadry, na dodatek zapowiedział zmniejszenie o 20 proc. etatów w administracji państwowej. Łużkow zagrał na ich niezadowoleniu, a to niebezpieczne dla władzy.

iPhone kontra bojarzy

Miedwiediew, posądzany dotychczas o bycie figurantem, dał rzadki pokaz siły. Gdy Putin powiedział, że „pomoże w wyborze nowego mera”, prezydent zaznaczył, że to on podejmie decyzję, i ogłosił, że nie wyklucza kolejnych dymisji gubernatorów. – Miedwiediew pozbywa się urzędników z sowiecką mentalnością, zasiedziałych na swoich stołkach. On ze swoim iPhonem nienawidzi ich tak samo jak Piotr I brodatych bojarów – mówi Dorenko. Skąd ta nagła stanowczość? Albo Miedwiediew jest znacznie silniejszy, niż na to wygląda, albo, co bardziej prawdopodobne, decyzja w sprawie kandydata w 2012 r. już zapadła. – To Miedwiediew wystartuje w najbliższych wyborach – twierdzi Biełkowskij. – Jednak nie przeciw Putinowi, a dlatego, że tak będzie wygodniej grupie, która rządzi Rosją.

W całej rozgrywce to właśnie zachowanie Putina rodzi najwięcej domysłów. Premier nie dał się wciągnąć w intrygę Łużkowa – po hołdzie złożonym mu przez mera Putin zachował milczenie, choć część obserwatorów odczytała jego postawę jako ciche sprzyjanie Łużkowowi. W rzeczywistości premier zabezpieczał tyły prezydentowi: osierocony przez mera aparat urzędniczy stolicy potrzebuje nowego protektora, a ekipa rządząca nie chce stracić kontroli nad Moskwą przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Bunt stołecznych urzędników i dosypanie głosów nie tym, co trzeba (np. komunistom), sprawiłoby władzy niemałe kłopoty. Moskwa to najważniejszy, a zarazem najbardziej niepewny punkt na mapie wyborczej Rosji.

Dlatego dwaj najczęściej wymieniani następcy Łużkowa to ludzie Putina: wicepremierzy Igor Szuwałow i Siergiej Sobianin. Taka sukcesja stworzy wrażenie kompromisu – oto neutralny w sporze premier studzi zbyt ekspansywnego prezydenta. Oficjalnie spór o kandydaturę prezydencką pozostanie wciąż nierozstrzygnięty, napięcie będzie dalej rosło, tymczasem partia rządząca przejmie kontrolę nad machiną wyborczą, a przy okazji zmiecie feudalne porządki po Łużkowie.

Strącony mer odgraża się, że będzie walczył o przywrócenie bezpośrednich wyborów gubernatorów, ale Kreml daje mu już do zrozumienia, że powinien przejść na emeryturę, jeśli nie chce, by prokuratura zajęła się interesami jego żony.

Polityka 41.2010 (2777) z dnia 09.10.2010; Świat; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Moskwa bez czapki"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Historia

Marian Turski: Przeżyłem dwa marsze śmierci. Po wojnie nic nie pamiętałem

Najpierw miałem trwającą 20 lat amnezję. A potem nie chciałem. Dopiero kiedy w 2001 r. otwarto dla zwiedzających saunę (łaźnię), zgodziłem się coś powiedzieć publicznie.

Jacek Żakowski
27.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną