Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Świat

Sarkostan

Maxppp / Forum
Francuzi walczą nie tyle o emeryturę od 60 roku życia, co przeciw demontażowi ich Republiki. I przeciw prezydentowi Sarkozy’emu.
Artykuł pochodzi z 47 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 22 listopada.Polityka Artykuł pochodzi z 47 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 22 listopada.

Podczas pełnych przygód podróży przez dalekie lądy i oceany Obelixa, wiernego przyjaciela Asterixa, często dziwią zwyczaje mieszkańców obcych krain. Gruby, odziany w spodnie w niebiesko-białe pasy Gal robi wówczas zdumioną minę, łapie się za rudą czuprynę i mruczy, w zależności od odwiedzanego kraju: „Ale głupi ci Brytyjczycy”, „Ale głupi ci Rzymianie!”, czy kogo tam innego właśnie ma przed sobą. Dzisiaj, kiedy to na lewym brzegu Renu lud ponownie wkracza na barykady przeciwko zdecydowanie niezbędnej reformie systemu emerytalnego, pytanie to wydaje się brzmieć inaczej: czy przypadkiem głupi nie są Galowie? Oszaleli ci Francuzi?

I. Pospolite ruszenie à la française

W Marsylii w ubiegłym tygodniu strajkowały zakłady oczyszczania miasta, przez Nanterre przemaszerowali pokrzykujący uczniowie. Autobusy i pociągi pozostały w swych zajezdniach w Calais i Dijon, w Tuluzie i Nicei, gdzie lokalna komunikacja publiczna na całe dnie praktycznie zamarła. W Rennes i Caen, Montpellier i Grenoble, łącznie w 24 miastach uniwersyteckich studenci opuścili sale wykładowe i ruszyli ochoczo na ulice i centra miast. W Poitiers nie działała poczta, w Paryżu nie było gazet. Ze względu na blokady rafinerii i magazynów paliwowych w ponad 3000 stacji benzynowych zabrakło benzyny. Funkcjonowanie lotnisk w Paryżu i innych miastach zostało na dłuższy czas zakłócone, z rozkładów jazdy w całym kraju wypadło mnóstwo pociągów dalekobieżnych, kierowcy ciężarówek prowokowali korki na autostradach, a zdjęcia tego wszystkiego, włącznie z fotografiami niewielkich pożarów, obiegły świat.

Kto wydarzenia te śledzi tylko pobieżnie, kto opiera się na pospiesznych, krótkich komunikatach, musi dojść do wniosku, że w tych dniach Francuzi wbrew wszelkiemu rozsądkowi walczą o dalsze utrzymanie prawa do pójścia na emeryturę w wieku 60 lat, a nie dopiero 62, jak chce przeforsować rząd. Gdyby to była prawda, to rzeczywiście trzeba by było uznać Francuzów za szalonych, a Francję póki co skreślić jako poważnego partnera w Europie. Prawda na szczęście wygląda nieco inaczej.

Zgadza się, we Francji trwają obecnie protesty przeciwko błędnej, niesprawiedliwej, źle realizowanej reformie systemu emerytalnego, i nie chodzi przy tym tylko i wyłącznie o śmiesznie drobne zmiany, które się teraz wszędzie propaguje. Równocześnie sprzeciw owego bardzo szerokiego, luźno tylko ze sobą powiązanego ruchu protestacyjnego wobec tego konkretnego projektu reform niesie z sobą dogodną okazję do wyładowania wreszcie od dawna już narastającej wściekłości wobec stosunków ogólnie panujących w państwie. We Francji obserwujemy właśnie istne narodowe powstanie przeciwko wstrząsanemu skandalami rządowi, którego skład został pod presją opinii w znacznej części wymieniony już po upływie połowy kadencji. Ale prawdziwym adresatem niezadowolenia jest Nicolas Sarkozy, najbardziej niepopularny prezydent Francji w ciągu ostatnich 30 lat.

II. Władze ani myślą przepraszać

Przegląd mniejszych lub większych wpadek i afer z ostatniego lata pozwala zrozumieć, skąd może brać się ta wielka wściekłość w społeczeństwie i co składa się na dzisiejsze zniechęcenie do polityków we Francji. Na przykład podczas mistrzostw świata w piłce nożnej w Republice Południowej Afryki piękna i zarozumiała sekretarz stanu ds. sportu Rama Yade skrytykowała Francuski Związek Piłki Nożnej za wybór zbyt luksusowych kwater dla drużyny narodowej - po czym opinia publiczna dowiedziała się, że sama na swój pobyt w RPA zarezerwowała sobie jeden z najdroższych hoteli. Krótko po tym rozeszła się wiadomość, że Christian Blanc, sekretarz stanu ds. rozwoju regionu aglomeracji paryskiej, w przeciągu dziesięciu miesięcy wydał ze swojego budżetu 12000 euro na kubańskie cygara - po czym w żaden sposób nie mógł pojąć, wywołało to publiczne oburzenie. Inni członkowie rządu, w tym minister przemysłu Christian Estrosi, przekazywali opłacane z państwowej kasy „mieszkania funkcyjne” w Paryżu swym studiującym córkom i innym członkom rodziny. Poczucie winy? Żadne. Przeprosiny? Ależ za co?

Fakt, że minister pracy Eric Woerth, odpowiedzialny za reformę emerytalną, o którą właśnie toczy się spór, w ogóle jeszcze jest na swoim stanowisku a nie siedzi od dawna w areszcie śledczym, graniczy z cudem. Woerth w czasach, gdy był jeszcze ministrem ds. budżetu, nie był w stanie dostrzec konfliktu interesów, gdy jego żona pracowała w administracji majątku Liliane Bettencourt, arcyzamożnej spadkobierczyni imperium L'Oréal, i do dziś nie potrafił wiarygodnie odeprzeć nawet podejrzenia, że celowo przeforsował swoją żonę na to stanowisko. Nadal tez aktualny jest zarzut, że Woerth podczas sprawowania funkcji skarbnika rządzącej partii UMP otrzymywał od wspomnianej madame Bettencourt nielegalne darowizny na rzecz partii, gotówką i w kopercie. Woerth wszystkiemu zaprzecza.

Problemem jest, że w tego typu sprawach niewielka jest w dzisiejszej Francji nadzieja na wyjaśnienie, czy nawet na ukaranie winnych. W erze Sarkozy’ego sędziowie i prokuratorzy rozważają ostatnio dość dokładnie, jakie postępowania na siebie biorą; nieskuteczną instytucją stał się również parlament. Należałoby ogłosić, że pod rządami Sarkozy’ego wszędzie następuje upadek tak niegdyś dumnej Republiki i jej wartości. W latach przed tym omniprezydentem nie do pomyślenia było, by francuska głowa państwa wygłosiła mowę o „braku poczucia bezpieczeństwa” w państwie, jak uczynił to latem Sarkozy. Nie do pomyślenia również, by poprzedni rząd poprowadził podobną politykę wysiedleńczą, jaką realizuje Sarkozy wobec Romów.

Lista uchybień rządu Sarkozy’ego jest długa. Ich polityczne konsekwencje stają się z każdym kolejnym badaniem opinii publicznej coraz bardziej widoczne. W poważnym, nowym badaniu przeprowadzonym w ubiegłym tygodniu, zaledwie 6 procent ankietowanych potwierdziło, że prezydent wykonuje swe zadania „bardzo dobrze”, 69 procent Francuzów natomiast uważa Sarkozy’ego za „złego” lub „bardzo złego” prezydenta. Większości rzędu dwóch trzecich gromadzą się również wtedy, gdy chodzi o poparcie dla strajków i akcji protestacyjnych przeciwko reformie emerytalnej. Ale nawet w tej kwestii w efekcie końcowym winę ponosi sam prezydent.

 

 

III. Obywatele, nikt was nie pyta o zdanie

We Francji mówi się także, że solidarne systemy emerytalne tylko wtedy pozostaną skuteczne, jeżeli zostaną dostosowane do warunków demograficznych i finansowych. Obecna sytuacja jest, ogólnie rzecz ujmując, w pewnym stopniu porównywalna do tej z Niemiec sprzed reform z ostatnich lat. Ustawowy wiek przejścia na emeryturę wynosi 65 lat (i ma teraz wzrosnąć do 67), okres płacenia obowiązkowych składek emerytalnych wynosi 40,5 roku (ma wzrosnąć do 41,5 roku). Że w doniesieniach ciągle pojawiają się liczby 60 i 62 wynika z zagmatwanych definicji, różnic kulturowych a także z prób ośmieszenia stanowisk związków zawodowych i socjalistów.

W rzeczywistości owe 60 lat to tylko najwcześniejszy możliwy wiek przejścia na emeryturę dla pracowników, którzy do tego czasu już przez 40 lat i dłużej opłacali składki. Kto we Francji idzie na emeryturę w wieku 60 lat nie mając za sobą pełnego okresu płacenia obowiązkowych składek, musi liczyć się ze sporymi obniżkami świadczenia. Problemem jest tylko, że Sarkozy nigdy nie okazał zauważalnego zainteresowania wprowadzeniem reformy akceptowanej przez społeczeństwo, popartej przez związki zawodowe - praktycznie w ogóle nie było dyskusji na ten temat. W gruncie rzeczy wynik ogłoszono jeszcze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek debaty, reforma została uchwalona na posiedzeniu gabinetu 13 lipca – w środku wakacji – i przedstawiona jako w swych najważniejszych punktach nie podlegająca żadnym dalszym negocjacjom.

Innymi słowy: rząd – a to w końcu sam Sarkozy stanowi w tych miesiącach rząd we Francji – nigdy nie szukał możliwości znalezienia możliwego do przyjęcia, powszechnie akceptowanego rozwiązania. Reformę emerytalną wykorzystywał raczej jako wyzwanie do walki pod adresem związków zawodowych, socjalistów i pozostałej częścią opozycji. Przesłanie od samego początku miało brzmieć: Z wami i tak się nie da rządzić tym państwem. Zrealizujemy nasze plany sami, nie pozwalając, by cokolwiek i ktokolwiek je rozwodnił. A z pewnością kryła się za tym również nadzieja, że lewica się zradykalizuje i potem gorzej wypadnie w nadchodzących kampaniach wyborczych.

Wynik tego okazał się obecnie jednostronny, chybiony i niesprawiedliwy. Pracownicy – a szczególnie urzędnicy – poniosą praktycznie wszystkie ciężary reformy, pracodawcy wyjdą z tego w znacznym stopniu bez szwanku. Robotnicy z ekstremalnie długim okresem płacenia składek zostaną za to jeszcze ukarani, kobiety będą dyskryminowane a trudne przypadki losowe zamierza się w sensowny sposób uwzględnić. Będzie to więc, krótko mówiąc, reforma aspołeczna. Sposób, w jaki nad nią (nie) negocjowano, jest z politycznego punktu widzenia być może największym skandalem, a zamieszki w tych dniach są logiczną tego konsekwencją.

François Mitterrand powiedział kiedyś, że piastowanie urzędu prezydenta Francji jest równoznaczne z „permanentnym zamachem stanu”. Sarkozy słowa swego poprzednika traktuje dosłownie. Z uporem rozszerza on zakres swojej władzy. Drużyna ministrów to już od dawna jedynie poddostawca obsługujący Pałac Elizejski, większościowa frakcja Sarkozy’ego w parlamencie zdegradowała się do klubu prezydialnych potakiwaczy. Szef portalu informacyjnego Mediapart Edwy Plenel nazywa Sarkozy’ego ostatnio nie inaczej jak tylko „cezariańskim hiperprezydentem”, który forsuje swoją wolę „za wszelką cenę; tak szybko, jak to możliwe; nawet przemocą”.

IV. Gdy prezydent jątrzy

Obecna fala strajków i protestów rozpoczęła się 7 września. Od tamtego dnia, podczas sześciu, siedmiu dni ogólnonarodowego protestu, na ulice wyszły już miliony, i nie wszyscy demonstranci byli sterowani przez związki zawodowe, partie opozycyjne czy inne organizacje. Obecnie maszerują z nimi ludzie, których wcześniej na demonstracjach nie widziano, świeżo zainteresowani polityką, niezrzeszeni, którzy obawiają się przebudowy francuskiej demokracji w złym kierunku oraz tego rzekomego zdrowego rozsądku, na który francuski rząd powołuje się dziś chętniej, niż na konstytucję.

Do szerokiej większości tej pokojowej opozycji przyłączają się teraz także regularnie przedstawiciele zdezorientowanej młodzieży z przedmieść, która przez niegdysiejszego ministra spraw wewnętrznych Sarkozy’ego została określona mianem „hołoty” i tak przez obecnego prezydenta jest traktowana. Wszystko, co im obiecywał, „plan Marshalla dla przedmieść”, trzeba to sobie wyobrazić, rozwiało się w powietrzu i kłamstwach. Teraz młodzież ta szuka, co już więcej nie dziwi, awantur na ulicach, okazji, by podpalać auta, plądrować sklepy, wybijać szyby. I nie byłoby zaskoczeniem, gdyby w najbliższym czasie powtórzyły się sceny, jakie rozgrywały się już podczas stanu wyjątkowego w 2005 r.

Niemiłą rzeczywistością w dzisiejszej Francji jest fakt, że w zasadzie ciągle czeka się na nowe erupcje, i że Sarkozy nigdy, ale to naprawdę nigdy nie znajduje słów pojednawczych, że nigdy nawet nie próbuje uspokajać wzburzonych nastrojów, lecz zawsze dąży do dalszej eskalacji. Po czym każdy przypadek przemocy wykorzystywany jest do łajania protestującego społeczeństwa.

Minister spraw wewnętrznych Brice Hortefeux, który od rozpoczęcia akcji przeciwko Romom sprawia wrażenie, jakby przeżywał właśnie najpiękniejsze tygodnie swojego życia, komentował zamieszki w Lyonie w ubiegłym tygodniu słowami: „Francja nie należy do chuliganów, rabusiów i rzucających kamieniami”, przy czym nie do końca było jasne, czy słowa te nie odnoszą się także do pokojowych demonstrantów. Premier François Fillon powiedział o przedłużających się strajkach: „Nikt nie ma prawa brać kraju jako zakładnika.” Możliwe. Dzisiaj we Francji nasuwa się jednak pytanie, kto tu właściwie jest zakładnikiem, a kto zakładników bierze.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Przeklęta ewolucja! Chodzenie to kontrolowane upadanie

O tym, dlaczego stanęliśmy na nogach, co dzięki temu zyskaliśmy, a co straciliśmy, opowiada prof. Jeremy DeSilva, paleoantropolog z Dartmouth College.

Tomasz Targański
19.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną