Miedwiediew Dmitrij
Od początku urzędowania na Kremlu Dimitrij Miedwiediew musi zmagać się opinią bycia numerem dwa w rosyjskiej polityce i cieniem uważanego za głównego rozgrywającego premiera Władimira Putina.
Mikhail Metzel/Reuters/Forum

Artykuł jest obszernym fragmentem tekstu ze specjalnego wydania LUDZIE ROKU 2009.

 

Mało kto z interesantów magistratu w Petersburgu z początku lat 90. pamięta Dmitrija Miedwiediewa, doradcę prawnego w wydziale kontaktów międzynarodowych miasta. Taki niepozorny, cichy, typowa szara myszka – wspominają go ówcześni współpracownicy.

Siłą Miedwiediewa, dzięki której wygrał casting na prezydenta Rosji, jest jego ostrożność i umiejętność czekania. Władimir Putin, kiedy jeszcze był małym Wową, wodził rej w kompanii sobie podobnych ulicznych urwisów z robotniczych dzielnic Leningradu. Dima Miedwiediew, jedyny syn profesora fizyki, miał dzień wypełniony po brzegi książkami i zajęciami w kółkach zainteresowań. – Rzadko można było go spotkać na ulicy w towarzystwie rówieśników. Przypominał małego staruszka – mówi o nim jego nauczycielka z podstawówki Wiera Smirnowa.

Chodził do szkoły w dzielnicy Kupczino. To peryferyjna część Petersburga. Potem chciał dostać się na prawo, ale mimo że był bardzo pilnym uczniem, nie zdał egzaminów. Przez rok studiował wieczorowo, zanim zarówno dzięki dobrym ocenom jak i, zapewne, protekcji ojca przeniósł się na studia dzienne. Wydział prawa uniwersytetu w Petersburgu wykształcił w minionym stuleciu czterech przywódców Rosji: Kiereńskiego, Lenina, Putina i Miedwiediewa. Dima był dobrze zorganizowanym, wzorowym studentem, słuchał ciężkiego rocka grupy Black Sabbath, chętnie uczestniczył w życiu towarzyskim wydziału, ale duszą towarzystwa nikt by go nie nazwał.

Dziekanem wydziału prawa był Anatolij Sobczak – jedna z kluczowych postaci obozu demokratycznego epoki pierestrojki. Dobry prawnik i świetny mówca, Sobczak stał się bohaterem pierwszego radzieckiego parlamentu wybranego w częściowo wolnych wyborach. W drukowaniu ulotek na prymitywnym powielaczu, rozwieszaniu plakatów pomagali Sobczakowi jego studenci. Wśród nich Miedwiediew. Kiedy Sobczak wygrał wybory na stanowisko mera Petersburga, kilku swoich studentów zabrał ze sobą do Smolnego. Jednym z nich był Dima. „Nikt go wówczas nie traktował serio. Bardzo przeciętny 25-letni chłopak odbierał u Sobczaka telefony” – pisze we wspomnieniach politolog Boris Wiszniewski.

Nazwisko Miedwiediewa nie widniało nawet w książce adresowej petersburskiego magistratu. Ambitnemu prawnikowi szybko znudziła się funkcja sekretarza-telefonisty i przeniósł się do wydziału kontaktów zewnętrznych, którym kierował Władimir Putin. Teraz Miedwiediewa brano za osobistego sekretarza Putina.

Prawnik z inicjatywą

Doradzanie Putinowi łączył Miedwiediew z zajęciami dydaktycznymi na uczelni. Pracę doktorską „Problemy realizacji podmiotowości prawnej przedsiębiorstwa państwowego” obronił w 1990 r., jeszcze w czasach ZSRR. Zajęło to aż cztery godziny (zamiast standardowych 90 minut). Jedni twierdzą, że dlatego, gdyż doktorat był niezwykle odkrywczy; inni – że był niedopracowany metodologicznie. Zgodnie z obowiązującą wówczas terminologią i zwyczajami Miedwiediew rozwijał twórczo marksizm-leninizm (inkrustując rozprawę cytatami zarówno z klasyków marksizmu, jak i z przemówień Gorbaczowa), pisząc o tym, jak – nie naruszając prawa radzieckiego – prywatyzować państwowe przedsiębiorstwa.

Teorię prywatyzacji Miedwiediew umiejętnie weryfikował praktyką. Tuż po obronie doktoratu założył swoją pierwszą firmę Uran, a trochę później następną – Fincełł. Ta z kolei była jednym ze współzałożycieli rosyjsko-szwajcarskiej Ilim Pulp Enetrprise, która z czasem – po wykupieniu akcji kilku zakładów papierniczo-celulozowych w Rosji – stała się gigantem w branży, o wartości 1,5 mld dol. Miedwiediew miał w niej podobno jedną piątą udziałów. Według innych źródeł nie był współwłaścicielem firmy, lecz dyrektorem ds. prawnych. W 2008 r., podczas kampanii wyborczej, poseł komunistycznej opozycji Nikołaj Kołomiejcew usiłował wyjaśnić, gdzie się podziały pieniądze z udziałów w tej firmie, skoro kandydat na stanowisko prezydenta Rosji wykazał w swojej deklaracji jedynie niespełna 3 mln rubli oszczędności (ok. 100 tys. dol.). Być może za pieniądze z firmy Miedwiediew kupił któreś ze swoich mieszkań. Ma dwa: mniejsze, o powierzchni 174 m kw. w moskiewskim apartamentowcu przy ul. Tichwińskiej, i większe, o powierzchni 364 m kw. – przy ul. Mińskiej. Dziennikarze ustalili, że za to drugie zapłacił jak za 35-metrową kawalerkę, pozostałą część kwoty pokryła kancelaria prezydenta.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną