Ursula von der Leyen. Matka Niemka
Uchodzi za najlepszą minister i bliską przyjaciółkę Angeli Merkel. Niebawem może zacząć przygotowania do przejęcia sterów chadecji.
Reforma świadczeń rodzicielskich nadała von der Leyen tytuł matki narodu. Sama jest matką siedmiorga dzieci.
BEW

Reforma świadczeń rodzicielskich nadała von der Leyen tytuł matki narodu. Sama jest matką siedmiorga dzieci.

Fizycznie Ursula von der Leyen jest przeciwieństwem Angeli Merkel. Politycznie jej uzupełnieniem.
BERND WEISSBROD/DPA/Forum

Fizycznie Ursula von der Leyen jest przeciwieństwem Angeli Merkel. Politycznie jej uzupełnieniem.

Zdolność autokreacji tłumaczy sondażową popularność von der Leyen, ale nie wyjaśnia jej sukcesów w rządzie.
Tobias Schwarz/Reuters/Forum

Zdolność autokreacji tłumaczy sondażową popularność von der Leyen, ale nie wyjaśnia jej sukcesów w rządzie.

Listopadowy zjazd niemieckiej chadecji odbył się w Karlsruhe. Jak przystało na parteitag, Angela Merkel wygłosiła płomienną mowę w obronie konserwatyzmu, po czym delegaci większością 90 proc. głosów ponownie wybrali ją na szefową CDU. Ciekawsze było to, co stało się potem: Merkel uroczyście pożegnała dwóch ostatnich rywali ze starej gwardii – Jürgena Rüttgersa, który w majowych wyborach utracił władzę w Nadrenii Północnej-Westfalii, i Rolanda Kocha, który w sierpniu sam złożył urząd premiera Hesji. Na zwolnione fotele wiceszefów CDU delegaci powołali dwie wschodzące gwiazdy chadecji – ministra środowiska Norberta Röttgena i minister pracy Ursulę von der Leyen. Oboje uchodzą za ludzi Merkel, ale to von der Leyen jest typowana na jej następczynię.

Pół roku temu o mało nie została prezydentem Niemiec. Gdy 31 maja Horst Köhler podał się do dymisji, media z miejsca okrzyknęły Ursulę von der Leyen jego następczynią – prezydenta wybiera w Niemczech parlament, a najpopularniejsza minister w rządzie wydawała się idealną kandydatką, sama nie kryła zresztą prezydenckich ambicji. Tłumaczono, że Merkel chce skończyć z tradycją wybierania na najwyższy urząd partyjnych grandów, spekulacje na temat prezydent von der Leyen karmiło najbliższe otoczenie pani kanclerz.

Ostatecznie kalkulacja polityczna przeważyła jednak nad solidarnością płci – do zamku Bellevue Merkel wysłała Christiana Wulffa, ostatniego, trzeciego rywala o przywództwo w partii. Von der Leyen przegrała, ale dostała też jasny sygnał, że kanclerz ma wobec niej poważniejsze plany.

Niemiecki paradoks

Urodziła się 52 lata temu pod Brukselą, gdzie jej ojciec Ernst Albrecht pracował jako dyrektor generalny we Wspólnocie Europejskiej. Do Niemiec wróciła dopiero w wieku 12 lat, rodzina osiadła pod Hanowerem, a kilka lat później Albrecht został premierem Dolnej Saksonii z ramienia CDU. Ojciec sześciorga dzieci nie krył się ze swoją liczną rodziną – Ursula i jej pięciu braci od małego pozowali do partyjnych folderów. Córka zamiast polityki wybrała jednak rodzinę – wyszła za lekarza i przedsiębiorcę Heiko von der Leyena, z którym mają siedmioro dzieci. Równolegle skończyła medycynę, napisała doktorat i zaczęła pracę w szpitalu, ale musiała ją szybko przerwać, gdy mąż otrzymał profesurę na Stanfordzie.

Do polityki von der Leyen weszła dopiero w 2001 r., pięć lat po powrocie ze Stanów. Miała 43 lata, gdy wystartowała na radną w dawnym okręgu wyborczym swojego ojca pod Hanowerem. Dwa lata później weszła do landtagu Dolnej Saksonii, a nowy premier landu Christian Wulff – ten sam, który został później prezydentem Niemiec – mianował ją ministrem do spraw społecznych. I tu jednak długo nie zagrzała miejsca. Gdy w 2005 r. chadecja wygrała wybory federalne, nowa kanclerz ściągnęła von der Leyen do rządu wielkiej koalicji. Została ministrem do spraw tego, na czym zna się najlepiej – rodziny, seniorów, kobiet i młodzieży. Ze strony Merkel było to mistrzowskie posunięcie: doświadczona matka wypełniła lukę w kompetencjach bezdzietnej kanclerz i zabezpieczyła socjalną flankę chadecji przed zakusami współrządzącej SPD.

Życiorys von der Leyen to niemiecki paradoks: z jednej strony tradycjonalizm matki siedmiorga dzieci, z drugiej postępowość kobiety, która dzięki własnemu samozaparciu wędruje na szczyty władzy. Von der Leyen wiele zawdzięcza ojcu – to on uruchomił lokalne struktury CDU, dzięki którym zrobiła błyskawiczną karierę – ale co najmniej tyle samo własnym umiejętnościom. Swobodna i błyskotliwa, od pierwszych dni w rządzie jest ulubienicą mediów i przekleństwem oponentów, którzy trafią na nią w telewizji. Korzysta z życiowego doświadczenia, a nie argumentów wojującego feminizmu, jak wiele koleżanek z lewicy. W kraju, gdzie klasa polityczna uchodzi za oderwaną od życia, wyborcy prędzej uwierzą matce siedmiorga dzieci niż partyjnemu technokracie pod krawatem. Poza tym, gdy odwiedza żłobki, widać, że naprawdę bawi się z dziećmi.

Matka narodu

Zdolność autokreacji tłumaczy sondażową popularność von der Leyen, ale nie wyjaśnia jej sukcesów w rządzie. A te są imponujące: w czasie czteroletnich rządów wielkiej koalicji wprowadziła pensje rodzicielskie i urlopy tacierzyńskie, uruchomiła też szeroko zakrojony program rozbudowy żłobków. Rząd zobowiązał się przez rok po porodzie wypłacać matkom 67 proc. ostatniej płacy (do kwoty 1,8 tys. euro), a okres ten można wydłużyć nawet do 14 miesięcy, jeśli ojciec również weźmie dwumiesięczny urlop opiekuńczy. Pierwsze ma zachęcić do rodzicielstwa młode karierowiczki z klasy średniej, drugie – skłonić młodych ojców do angażowania się w wychowanie dzieci. Powrót do pracy ma im z kolei ułatwić gęstsza sieć żłobków.

Reforma świadczeń rodzicielskich nadała von der Leyen tytuł matki narodu, ale nie wszystkie jej posunięcia budzą podobny entuzjazm. Gdy zażądała blokady dostępu do stron z pornografią dziecięcą, aktywiści internetowi okrzyknęli ją Cenzursulą, ostatnio naraziła się długotrwale bezrobotnym, proponując, by w zamian za zasiłki sprzątali ulice i parki. Po wyborach w 2009 r., gdy wielką koalicję zastąpił rząd chadecko-liberalny, chciała być ministrem zdrowia, ale Merkel przydzieliła jej resort pracy – ministerstwo z największym budżetem i miejsce w rządzie tuż obok wicekanclerza. W parze z zaszczytami przyszły nowe obowiązki: w grudniu musiała bronić w Bundestagu podwyżki zasiłków dla bezrobotnych o marne 5 euro. Gdy szef SPD osobiście ją atakował, świeżo upieczona posłanka bez wahania usadziła go ciętą ripostą.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną