Świat

Olimpiada po rosyjsku

Przygotowania do zimowych igrzysk olimpijskich w 2014 r. w Soczi

W tej sprawie nie ma róznicy zdań między Miedwiediewem a Putinem. Igrzyska w Soczi muszą być sukcesem. W tej sprawie nie ma róznicy zdań między Miedwiediewem a Putinem. Igrzyska w Soczi muszą być sukcesem. Dmitry Astakhov/ITAR-TASS / AFP
Traktorzysta, komsomolec, biznesmen, w końcu burmistrz Soczi. Na barkach Anatolija Pachomowa spoczywa dziś odpowiedzialność za rosyjski sukces – zimowe igrzyska olimpijskie w 2014 r.
Przyszła trasa zjazdowa na Krasnej Polanie dopiero wyłania się z błota.Gennady Fyodorov/Reuters/Forum Przyszła trasa zjazdowa na Krasnej Polanie dopiero wyłania się z błota.
W sumie Rosja ma wydać na olimpiadę 30 mld dol. Vancouver kosztował 10 razy mniej. Na zdjęciu pawilon rosyjski na igrzyskach w Vancouver.smilygrl/Flickr CC by SA W sumie Rosja ma wydać na olimpiadę 30 mld dol. Vancouver kosztował 10 razy mniej. Na zdjęciu pawilon rosyjski na igrzyskach w Vancouver.
Na barkach burmistrza Soczi Anatolija Pachomowa spoczywa dziś sukces organizacji igrzysk. Na zdjęciu pierwszy po prawej w towarzystwie medalistów olimpijskich.Mikhail Klimentyev/ITAR-TASS/Forum Na barkach burmistrza Soczi Anatolija Pachomowa spoczywa dziś sukces organizacji igrzysk. Na zdjęciu pierwszy po prawej w towarzystwie medalistów olimpijskich.

Mer czarnomorskiego kurortu zapewnia: – O Soczi usłyszy cały świat. Władza rzuciła go na odpowiedzialny odcinek: jako burmistrz będzie gospodarzem pierwszych zimowych igrzysk w Rosji i na dokładkę wyścigów Formuły 1. Do 2014 r. z prowincjonalnego kurortu Soczi ma przekształcić się w nowoczesne miasto, gotowe do przyjęcia milionów turystów, setek głów państw i oficjeli. Trzeba wybudować obiekty sportowe, hotele, drogi, podłączyć nie tylko elektryczność, która często tu szwankuje, ale i szybki Internet. Soczi przypomina wielki plac budowy, na którym wyrastają nie tylko nowe obiekty sportowe, ale także hotele i pensjonaty. Obecna infrastruktura nie udźwignęłaby olimpijskiego najazdu turystów. Ze względu na subtropikalny klimat Soczi to miejsce unikalne, ale nadmorskie miasteczko zbudowano tak naprawdę wokół jednej ulicy, biegnącej wzdłuż morza. W lecie zamienia się w jeden wielki zator.

Olimpiada to oczywiście nie tylko Soczi, ale rozległe tereny w okolicy: malownicza Dolina Imeretyńska, Krasnaja Polana w górach. Dlatego budowlaną gorączką ogarnięty jest praktycznie cały, mocno zacofany region. Nad budową obiektów olimpijskich czuwa utworzona specjalnie państwowa korporacja Olimpstroj. Początkowo władze zapowiadały, że olimpiada będzie kosztować ponad 6 mld dol., ale z czasem okazało się, że chodziło tylko o obiekty stricte olimpijskie. – W sumie Rosja ma wydać na olimpiadę 30 mld dol. Vancouver kosztował 10 razy mniej. To festiwal korupcji i złodziejstwa – uważa opozycjonista Borys Niemcow, który kandydował na mera Soczi.

– Nie tylko gigantyczne okradanie państwa, ale i śmierć kurortu. Skończy się zohydzeniem miasta, paraliżem komunikacyjnym, katastrofą ekologiczną – ponuro wylicza. – Czy ktoś kiedyś widział tam choćby jedną łyżwiarkę figurową? Większość obiektów po olimpiadzie trzeba będzie rozebrać. To będzie najdroższy w historii i największy pomnik głupoty Putina. Wizje, które roztacza Moskwa, są dokładnie odwrotne: ze wszystkim zdążymy, miasto rozkwitnie i rozsławi się na cały świat, a igrzyska będą lepsze niż jakiekolwiek dotychczas. Większość komentatorów przyznaje – Moskwa zrealizuje swój plan niezależnie od kosztów. W końcu to oczko w głowie samego Putina.

Potrzebny człowiek

Przed wielką olimpiadą Soczi trzeba ucywilizować – z tym zgadzają się wszyscy. Pytanie tylko jak. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że pomogą wybory burmistrza. Z niewiadomych powodów – może w imię dobrego PR, by pokazać „nowoczesność” Soczi – do wyborów mera wiosną 2009 r. dopuszczono kandydatów spoza politycznego rozdania. Było ich wielu – od opozycjonisty Niemcowa po baletnicę Anastasiję Wołoczkową. W trakcie przygotowań władze zdecydowały jednak, że nawet pozorne uwolnienie wyborów to zbyt duże ryzyko. Niemcow przegrał z kretesem, a kandydat Kremla dostał blisko 80 proc. poparcia. Pomagali mu wszyscy, począwszy od miejscowej administracji po Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa, który osobiście przyjechał do Soczi, by palcem wskazać, kto jest jego faworytem.

Pachomow, wówczas burmistrz innego kurortu, Anapy, nie miał reputacji przyjaciela Kremla, nie był znajomym Putina z Petersburga ani z klubu judo. Jest jednak człowiekiem dobrze umocowanego gubernatora Kraju Krasnodarskiego Aleksandra Tkaczowa. Ten zdołał przekonać Moskwę, że Pachomow urządzi wszystkich: Kreml, rząd, korporacje, oligarchów. Jego były rywal Niemcow nie jest o nim jednak najlepszego zdania. – Wyraźnie ma problemy z głową. Nie zna wielu rosyjskich słów – mówi opozycjonista. – To człowiek bez mózgu, którego jedyną zaletą jest stuprocentowa lojalność wobec Tkaczowa i Putina – przekonuje.

Pachomow demonstruje maksymalne zaangażowanie, stara się być wszędzie jednocześnie, na wszystko rzucić gospodarskim okiem. Ma opinię „brutalnego menedżera”, a pomysłami zaskakuje – mieszkańców Soczi planuje przymusem nauczyć miłości do sportu i zachęca ich do udziału w nagonkach na palaczy w miejscach publicznych. „Brudnych ciężarówek do miasta nie wpuszczę” – zapowiada. „Mógłby być kierownikiem na komunistycznej budowie” – napisała o nim miejscowa dziennikarka.

Z traktorzysty burmistrz

Pachomow w Soczi tylko sprząta. Od ważnych decyzji jest Putin i wicepremier „od igrzysk” Dmitrij Kozak. Ponieważ na miasto skierują się oczy całego świata, burmistrz próbuje wypracować politykę informacyjną, która pozwoli zachować wrażenie otwartości, a jednocześnie utrzymać ciekawskich dziennikarzy z dala od spraw dla nich nieprzeznaczonych. Podczas wyborów kandydat na mera otworzył w Soczi kilkadziesiąt sztabów wyborczych. Mimo to zagraniczni dziennikarze, którzy polowali na niego przed elekcją, skarżyli się, że był nieuchwytny. – Poszedłem raz na spotkanie z wyborcami w miejscowej szkole. Ale ochroniarz, gdy usłyszał, że jestem z prasy, przepędził mnie na cztery wiatry – opowiada jeden z niemieckich dziennikarzy.

Dzisiaj Pachomow stara się dorosnąć do „międzynarodowego” poziomu. – Rozmawia z dziennikarzami bardziej otwarcie, nawet nieoficjalnie – mówi Jewgienij Titow, korespondent „Nowej Gazety” na południu Rosji. Ale wciąż nie może się pozbyć autorytarnych nawyków. Podczas niedawnej narady w ratuszu mer skrytykował blogerów, którzy piszą o nim nieprzychylnie. „Przecież ci ludzie nawet nie są z Soczi. Nie mają prawa do krytyki” – oświadczył. Choć sam mer jest w Soczi przyjezdnym.

Urodził się w stanicy Nowoarchangielskiej w Kraju Krasnodarskim. Po szkole – czytamy w oficjalnej biografii – przez rok jeździł na traktorze, później poszedł na studia. Rzucił się w wir komsomolskiej i partyjnej roboty. Gdy ZSRR upadł, jak wielu byłych aparatczyków zajął się biznesem. – W latach 90. działał głównie w branży spożywczej, wszędzie szalał rekiet. Pachomow, wówczas szef firmy Apix, znalazł oryginalne rozwiązanie problemu: zaproponował pracę dagestańskiemu mafiosowi, który chciał od niego wymusić haracz – mówi Titow. – To zresztą drobiazgi. Mówię tylko o rzeczach, za które raczej nie zostanę pozwany do sądu – dodaje. Później Pachomow pełnił różne funkcje w regionie, w końcu trafił do Soczi. Niedawno zaczął się intensywnie uczyć angielskiego. – Stara się zmienić swoją kołchozową naturę na bardziej kosmopolityczny tryb bycia – ocenia Titow.

 

 

Polana Putina

W Adlerze już wybudowano nowy terminal międzynarodowego lotniska, chociaż prowadzi do niego wciąż jedna nitka drogi. Dalej trasa wiedzie do Krasnej Polany. Rosyjskie Koleje, odpowiedzialne za budowę sieci transportowej dla olimpiady, już wydrążyły w górach sześć tuneli, ale na razie do Krasnej Polany można przejechać tylko ciasną jednopasmówką – rozbudowa dróg to sprawa następnych lat.

Najbardziej widowiskowe konkurencje narciarskie zostaną rozegrane właśnie w Krasnej Polanie, w pobliżu ukochanych stoków premiera. To miejscowość na końcu górskiej doliny, 40 km od Soczi. Mieszkańcy kurortu i jego apologeci za największą zaletę regionu uważają wyjątkowe połączenie morza i gór. Bliskość dwóch zupełnie odmiennych krajobrazów i klimatów. – Zimą, gdy w Krasnej Polanie leży kilka metrów śniegu, na dole w Soczi można chodzić w swetrze, a śniegu przez cały sezon można w ogóle nie zaznać – chwalą się miejscowi. Krasnaja Polana przypomina alpejską dolinę, z jedną różnicą: praktycznie nie ma tam drzew iglastych. Choinki zaczynają się dopiero na wysokości 1500 m n.p.m. I to właśnie tam odbędzie się slalom gigant i zjazd na nartach.

W Krasnej Polanie, podobnie zresztą jak w Soczi, bez wytchnienia pracują budowlańcy. Buldożery wytyczają trasy zjazdowe, a technika bezlitośnie wgryza się w góry. Na trzecim poziomie, do którego dociera nowiutka kolejka linowa Gornaja Karusel (Karuzela Górska), oblepiona reklamą państwowego Sbierbanku, pracuje ciężki sprzęt. Dopiero spojrzenie w dół zbocza uświadamia, że wszystko to dzieje się na wysokości 2200 m. Robotnicy zapewniają, że na tej wysokości zimą jest ponad dwa metry śniegu. Zresztą nikt nie ma wątpliwości, że nawet jeśli śnieg nie spadnie z nieba, to zostanie na miejsce dostarczony innymi sposobami. Latem, w czasie rekordowych upałów, mówił o tym Dmitrij Miedwiediew: „Trzeba pomyśleć o wariantach zapasowych”.

O wiele większym wyzwaniem zarówno dla Kremla, jak i dla Pachomowa będzie zapewnienie bezpieczeństwa podczas olimpiady. Styczniowy zamach na moskiewskim lotnisku Domodiedowo boleśnie przypomniał o kluczowym problemie władz Federacji Rosyjskiej: kotłującym się Kaukazie Północnym. Z tamtejszych republik pochodzą sprawcy coraz śmielszych zamachów terrorystycznych w Rosji. Samozwańczy Emir Kaukazu Doku Umarow, który wziął niedawno odpowiedzialność za atak na lotnisku, zapowiedział Kremlowi „rok krwi i łez”. Kaukaz Północny leży z soczińskim kurortem praktycznie po sąsiedzku, a zamach w  czasie igrzysk byłby ostatecznym dowodem, że władze rosyjskie przegrywają walkę z terroryzmem.

Nie dla zwykłych ludzi

Najważniejsze – lubi mawiać mer Soczi – by wszystkie zmiany obróciły się na korzyść naszych obywateli. W teorii olimpijskie ucywilizowanie miasta ma poprawić poziom życia mieszkańców. Ale ci na razie są wobec obietnic sceptyczni. Na olimpijskich budowach pracują głównie przyjezdni, na masowe zatrudnienie w czasie samych igrzysk też nie ma co liczyć. – Na razie nikt z władz o tym oczywiście nie mówi, ale już teraz można odnieść wrażenie, że miejscowi będą w tym gigantycznym projekcie tylko przeszkadzać – mówi Titow.

Podczas olimpiady w Moskwie w 1980 r. władze masowo wywoziły dorosłych do hufców pracy, a dzieci na obozy pionierskie – żeby nie plątali się pod nogami. – Tym razem też może się pojawić taka pokusa. Soczi już dzisiaj jest przeładowane, a co będzie, kiedy zjadą ci wszyscy goście? Wielu ludzi pewnie wyjedzie dobrowolnie, żeby uniknąć drastycznych ograniczeń związanych ze środkami bezpieczeństwa – przewiduje Titow. I przypomina niedawny pomysł burmistrza, by bezdomnych i Cyganów przymusowo wysłać na budowy. Pragmatyzm Pachomowa nie przewiduje ograniczeń związanych z poprawnością polityczną, cel uświęca środki.

– To jest impreza dla Moskwy, Kremla, dla zaprzyjaźnionego biznesu – zwierzał mi się budowlaniec Władimir w pociągu z Soczi do rodzinnego Rostowa nad Donem. – Nasza firma próbowała się podłączyć pod jeden z projektów. Dostaliśmy jednoznaczny sygnał, że „dla obcych wstęp wzbroniony” – wspominał. Sceptycznie ocenił też przydatność całej olimpijskiej infrastruktury. – Igrzyska się skończą i nikt z niej więcej nie skorzysta. Już dzisiaj Soczi jest cenowo poza zasięgiem zwykłego Rosjanina, a co będzie później?

Polityka 08.2011 (2795) z dnia 19.02.2011; Świat; s. 44
Oryginalny tytuł tekstu: "Olimpiada po rosyjsku"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną