Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Jak uciec z Libii

Do niektórych terenów ogarniętych rebelią wraca spokój. Do niektórych terenów ogarniętych rebelią wraca spokój. Ben Curtis/AP/Fotolink / EAST NEWS
Muammar Kadafi jest politycznym bankrutem.

Potępiła go Afryka i świat arabski, a Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych jednogłośnie zatroszczyła się, by nie miał dokąd uciec: udzielanie mu gościny byłoby złamaniem prawa międzynarodowego, zamrożono fundusze dyktatora zgromadzone w zagranicznych bankach, sankcje rozciągnięto również na jego kamarylę. Jednocześnie Rada zakazała sprzedaży broni do Libii i poleciła Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu, by wyjaśnił, jakimi sposobami reżim tłumił cywilne demonstracje. Na te rygory, co prawda nie bez sprzeciwów, przystały nawet Rosja i Chiny, które zwyczajowo stoją murem za inkryminowanymi przywódcami. Ich opór osłabł, gdyż do końca lutego przeciwko Kadafiemu zbuntowała się już większość libijskich miast, rebelianci nie dotarli tylko do silnie umocnionego Trypolisu, gdzie okopały się oddziały armii i najemników wierne dyktatorowi – w ostatnich rozpaczliwych przemówieniach Kadafi zapowiadał, że stolica albo będzie jego męczeńskim szańcem, albo przyczółkiem, skąd wyruszy na zdławienie buntu.

Zgodnie z przewidywaniami ruszyła fala uchodźców uciekających przed powszechnym chaosem ogarniającym kraj, w którym przebywało prawie 2 mln cudzoziemców (w tym 1,5 mln z Egiptu, 60 tys. z Bangladeszu, po 30 tys. Chińczyków, Filipińczyków i Tunezyjczyków, 25 tys. Turków, 23 tys. Tajów, 18 tys. Hindusów, 10 tys. Wietnamczyków i wielu innych). Nic dziwnego, że na lotnisku w Trypolisie działy się dantejskie sceny, do portów na wschodzie kraju zawijały okręty azjatyckie i europejskie, a brytyjskie i niemieckie służby specjalne w brawurowych akcjach ewakuowały z pustyń swoich nafciarzy. ONZ ocenia, że na razie Libię opuściło niewiele ponad 100 tys. osób.

Ale są i lepsze wiadomości – do niektórych terenów ogarniętych rebelią wraca spokój, komitety ludowe przejmują lokalną władzę. W Bengazi znów zaczyna działać policja, niebawem mają być otwarte szkoły i uniwersytet. Według różnych szacunków przez dwa tygodnie w Libii zginęło 1–2 tys. osób. A to jeszcze nie koniec rewolucji.

Polityka 10.2011 (2797) z dnia 04.03.2011; Flesz. Świat; s. 10
Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Marek Kondrat dla „Polityki”: Już nie noszę ojczyźnianego plecaka

Rozmowa z Markiem Kondratem o potrzebie ucieczki z klatki ocen, roli czystego zachwytu w życiu i biznesie i o tym, dlaczego nie chodzi już do teatru.

Martyna Bunda
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną