„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Drużyna zabójców

Marion Doss / Flickr CC by SA
Sześć lat po skandalu z torturami w irackim więzieniu Abu Ghraib amerykańscy żołnierze znowu stoją przed sądem. Są oskarżeni o zabijanie spokojnych Afgańczyków dla sportu i pozowanie przy ich trupach do drastycznych zdjęć.
Zdjęcia z wyczynami amerykańskich żołnierzy w Afganistanie opublikował m. in. magazyn 'Rolling Stone' Zdjęcia z wyczynami amerykańskich żołnierzy w Afganistanie opublikował m. in. magazyn "Rolling Stone"
Artykuł pochodzi z 13 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 28 marca.Polityka Artykuł pochodzi z 13 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 28 marca.

W Cape Coral na Florydzie jest trzecia po południu, gdy Christopher Winfield dostaje esemesa od syna z Afganistanu. Idzie do gabinetu, siada przy komputerze i otwiera swoje konto na Facebooku. W Afganistanie wtedy dochodzi północ. Syn dał mu znać, że chce się skontaktować na Facebooku, dyskretnie, nie przez telefon, żeby nikt w obozie go nie usłyszał. Czy to powód do niepokoju? Adam Winfield, lat 21, najstarszy syn Christophera, jest kierowcą wozu bojowego typu Stryker w bazie Ramrod, jednej z najdalej położonych i najniebezpieczniejszych amerykańskich placówek wojskowych w Afganistanie. Ale ojciec cieszy się, że syn się odezwał: to znaczy, że żyje. Od trzech tygodni nie było od niego żadnych wiadomości. Teraz o 15.18 zaczyna czytać na czacie.

Adam: „Jestem w niebezpieczeństwie”.

Christopher: „Co ci grozi?”.

Adam: „Chłopcy z mojej jednostki zabili niewinnego Afgańczyka. Miał tyle lat co ja. Wiedziałem o tym wcześniej, ale nie wierzyłem, że naprawdę to zrobią. Prawie wszyscy w jednostce o tym wiedzą, ale uważają, że nie ma sprawy. Tylko ja tak nie uważam. Chciałbym coś z tym zrobić, ale boję się”.

Kilka minut trwa milczenie.

Adam: „Zrozumiałeś, co napisałem?”.

Christopher: „Tak. Morderstwo“.

Te słowa zostaną zacytowane rok później, gdy Adam Winfield stanie przed sądem wojskowym. Mają posłużyć jako dowód w dramacie, który najwidoczniej przeistoczył młodych żołnierzy w potwory. Tamta rozmowa z ojcem zdaje się świadczyć, że jego syn został wbrew woli wciągnięty w proceder, który doprowadził do zbrodni wojennych. Adam staje przed sądem jako jeden z 12 młodych mężczyzn, których wojna połączyła w zwarty zespół – Kill Team, Drużynę Zabójców, jak sami się nazywali. Teraz piszą o nich gazety, bo dokonywali egzekucji na cywilach – po prostu tak sobie, dla zgrywy. To niewiarygodna zbrodnia i skandal tego samego kalibru co Abu Ghraib – owo irackie więzienie, gdzie amerykańscy żołnierze torturowali więźniów dla zabawy.

I tu, i tam sprawcy upamiętniali swoje czyny na zdjęciach. Kill Team fotografował swoje ofiary, jakby żołnierze przybyli do Afganistanu w poszukiwaniu trofeów. Jakby ich upiorne suweniry miały służyć później za dowód, jacy to byli z nich twardziele w Afganistanie. Te zdjęcia są może nawet bardziej odrażające niż fotki z Abu Ghraib. Tamte były świadectwem pogardy dla godności uwięzionych Irakijczyków, te są świadectwem pogardy dla życia mieszkańców Afganistanu.

W dobrej sprawie

Dla młodego żołnierza Adama Winfielda wojna w Afganistanie była z początku dobrą, słuszną wojną – nigdy w to nie wątpił. Przybył do Afganistanu w lipcu 2009 r., gdy prezydent Barack Obama zgodził się poważnie zwiększyć liczebność stacjonujących tam amerykańskich wojsk. Także dla Obamy Afganistan był „potrzebną wojną” – w odróżnieniu od wojny w Iraku, którą jego poprzednik George W. Bush wszczął wbrew protestom połowy świata.

Christopher Winfield wpatruje się znowu w protokół tamtego czatu. Nie mógł wtedy uwierzyć w to, co napisał mu syn, gdy spytał o tego zabitego chłopca. „Tak po prostu zaatakowali go i zabili?”. Musi długo czekać na odpowiedź, bo połączenie z Afganistanem w sieci jest marne. Co chwila pojawia się komunikat, że Adam jest „offline”. W końcu przeczytał: „Upozorowali, że to tamten chłopak rzucił w nich granatem i wtedy go załatwili”.

Christopher: „Nie rozmawiaj o tym z nikim, bo nie wiesz, komu możesz zaufać”.

Adam: „Muszę coś postanowić. Czy mam postąpić jak należy i samemu się narazić, czy po prostu siedzieć cicho? Armia zostawiła mnie tu na pastwę losu. Myślałem, że jestem tutaj, by służyć dobrej sprawie. Ale to wszystko kłamstwo. Tutaj nikogo dobrego nie ma”.

Christopher: „Powiedz im, że nie powiesz nikomu ani słowa. Upewnij ich. Oni muszą myśleć, że wszystko jest OK, że jesteś po ich stronie. Udawaj, że nic się nie stało”.

Christopher Winfield obiecuje synowi zorganizować pomoc, ale dyskretnie, włączyć w to wyższe władze. Dodaje jeszcze: „Bądź ostrożny”. Nie ufaj nikomu! Zaraz potem Adam znowu jest offline.

Teraz ojciec chwyta za telefon. Najpierw dzwoni do biura inspektora generalnego armii, potem do prokuratury wojskowej, potem do Billa Nelsona, senatora z Florydy. Wszędzie nagrywa swoją wiadomość. W końcu wybiera numer Fort Lewis, macierzystej bazy brygady, w której służy jego syn. Tam wreszcie ktoś odbiera telefon: dyżurny sierżant James Beck. Christopher Winfield rozmawia z nim 12 minut. Opowiada, że w Afganistanie został zabity niewinny cywil i że zapewne nie jest to jedyny taki mord. Że ktoś musi położyć temu kres. Sierżant mówi, że zapisuje jego numer i że przekaże informację wyżej. Gdy ojciec Adama odkłada słuchawkę, jest 16.18. Potem czeka – mijają godziny, dni, tygodnie. Nigdy więcej nie usłyszy o sierżancie Becku.

Pluton, kryć się!

Zbrodnia, o której Adam opowiedział ojcu, miała miejsce – jak ustalili śledczy – miesiąc wcześniej, 15 stycznia 2010 r. Pluton Adama patrolował wówczas okolice na zachód od Kandaharu. W skład patrolu wchodzili sierżant Calvin Gibbs, lat 25, dowódca, kapral Jeremy Morlock, lat 22, jego prawa ręka, i 19-letni starszy szeregowy Andrew Holmes. Kierowcą jednego ze strykerów był Adam Winfield – dumny, że to on prowadzi ciężki pojazd po usianych minami drogach.

Między wzgórzami a polem maku leży wioska La Mohamed Kalaj, licząca około dwóch tysięcy mieszkańców. Uważano, że w tym rejonie znaczne są wpływy talibów. Żołnierze w wozach bojowych mieli za zadanie zapewnić bezpieczeństwo podczas spotkania amerykańskich oficerów z wioskową starszyzną. Na miejscu Gibbs i inni wyskoczyli z pojazdów. Adam został, by pilnować pojazdu.

Ludzie Gibbsa najwidoczniej już wcześniej planowali w tym dniu kogoś zabić. Według akt sprawy Gibbs dał swemu podwładnemu Morlockowi granat, który tamten miał rzucić. Chodziło o to, by upozorować atak Afgańczyków na amerykańskich żołnierzy, którzy mieli wówczas prawo strzelać – rzekomo w obronie własnej. Winfield przypominał sobie później, że Gibbs i Morlock planowali to przez cały tydzień.

O 9.30 tego ranka pojawia się młody Gul Mudin, syn miejscowego chłopa. Morlock widzi go i daje znak ręką, by chłopak podszedł. Tamten myśli zapewne, że żołnierz chce go o coś spytać. Podchodzi, w odległości pięciu metrów podnosi poły kurtki, aby było widać, że nie ma przy sobie ładunków wybuchowych ani broni. Morlock w tym momencie odbezpiecza granat i jednocześnie krzyczy: Pluton, kryć się! Jakby to był napad. Holmesowi wydaje rozkaz przygotowania broni do strzału, a sam rzuca granat, który wybucha obok chłopca. Pada osiem strzałów, Afgańczyk leży martwy. Zbiegają się żołnierze, rozcinają jego odzież. Morlock staje nad trupem, unosi jego głowę i pozuje do fotografii. Potem każe Holmesowi także się sfotografować. Gibbs wydaje rozkaz wycofania się. Później – jak wynika z protokołów – miał pokazywać odcięty mały palec zabitego.

Gdy żołnierze wsiadają z powrotem do wozu, panuje szczególna atmosfera. Są podnieceni, każdy jak pijany opowiada własną wersję tego, co się stało, klepią się po plecach, jak po wygranym meczu. Adam Winfield stopniowo uświadamia sobie, że na tym makowym polu naprawdę stało się coś, co wydawało mu się nie do pomyślenia. Sprawcy pokazują mu teraz zdjęcia z martwym Afgańczykiem jak swoje trofea, a on pośród tych nieznośnych przechwałek uświadamia sobie, że i na nim ciąży część winy. Zna już bowiem śmiertelną tajemnicę swego plutonu i przeczuwa, że ta wiedza również dla niego może okazać się zgubna.

Czuje się potem fatalnie. Boi się, przez trzy dni zmaga się z wyrzutami sumienia, potem wysyła do ojca e-mail: „Tu się dzieją straszne rzeczy, ale nie mogę o tym mówić”. Będzie jednak musiał mówić. Obecnie już cały Kill Team przebywa w areszcie. Oskarżonych jest w sumie 12 żołnierzy, w tym pięciu o umyślne morderstwo. Inne punkty oskarżenia to profanacja zwłok, używanie narkotyków, pobicie kolegi. Cała sprawa budzi duże poruszenie w Stanach Zjednoczonych. Prawie dwie trzecie Amerykanów nie może już pojąć, jaki jest sens tej wojny. Dla wielu zaś ta historia nienagannych żołnierzy, którzy w Afganistanie stali się potworami, jest jeszcze jednym argumentem za jak najszybszym powrotem amerykańskich żołnierzy do domu.

Niewidzialny wróg

Dla Adama Winfielda przybycie do Afganistanu było spełnieniem marzeń. Miał poczucie udziału w doniosłej misji. Jego ojciec służył w marines, stryj – w marynarce wojennej. Obaj byli zdania, że Adam nie pasuje do wojska. – Nieśmiały, uduchowiony, miękki – mówi matka. Pamięta, że jeszcze jako chłopiec zagłębiał się w książkach, że sprawdzał w trzech, czterech encyklopediach, gdy nie rozumiał jakiegoś wyrazu. Jako uczeń śpiewał w chórze kościelnym. Potem udał się z chrześcijańską grupą młodzieżową do Boliwii, zobaczył tamtejszą nędzę i po powrocie obiecał: Tato, nigdy już nie będę się na nic skarżył.

Chciał sprawdzić się jako mężczyzna – mówi dziś ojciec.

W Afganistanie brygada Winfielda ponosiła ciężkie straty. Od czasu jego przybycia w lipcu 2009 r. zginęło 36 kolegów, z których 33 poległo w potyczce albo od wybuchu miny. Adam był świadkiem rozmów o ciałach kolegów rozerwanych na strzępy, słyszał, że niekiedy udawało się znaleźć tylko poszczególne części ciała – ręce, ramiona, głowy, palce – dosyć, by ustalić tożsamość poległego, ale za mało na godny pogrzeb. Nagle się okazało, że Afganistan jest o wiele niebezpieczniejszy, niż to sobie wyobrażał Winfield. Ramrod leży w kulturowym centrum kraju, tu w Kandaharze przechowywany jest płaszcz proroka Mahometa. To jedna z najświętszych miejscowości w Afganistanie – a zarazem ostoja talibów.

Wroga Adam Winfield widywał rzadko. Jego koledzy, podobnie jak on sam, jeśli widują talibów i ich pomocników, to tylko nocą przez noktowizor. Nocą pomocnicy talibów zakopują w terenie miny, w dzień przebywają w kryjówkach. Amerykanie zaś w dzień jeżdżą na bezsensowne patrole, są sfrustrowani i znudzeni. Wróg – jak mówi ojciec Adama – pozostaje niewidzialny do czasu, aż któryś z kolegów nagle zostaje wysadzony w powietrze. – Oni walczą z widmem – komentuje Christopher.

Rambo z Montany

Adamowi wszystko wydaje się teraz wrogie, brudne, godne politowania. Pośród 3,5 tys. żołnierzy czuje się osamotniony. Wszystko budzi w nim wstręt: sąsiad, chrapanie; każdy wydaje mu się podejrzany. Śmierdzi tu kałem i moczem – jak relacjonuje rodzicom – kwatera nie jest taka wygodna, jak się spodziewał, i do tego jeszcze pojawił się ten nowy sierżant – Calvin Gibbs.

Gibbs stacjonuje w Ramrod od listopada 2009 r. (jego poprzednik wskutek wybuchu miny stracił obie nogi). To wytrenowany olbrzym z Billings w górzystym stanie Montana. Ma krótkie jasne włosy i niebieskie oczy, 1,95 m wzrostu, waży 100 kg – dwa razy tyle co Winfield. – Typ onieśmielający samą swoją posturą – mówi ojciec Adama. Sam Adam nazywał Gibbsa „Rambo” i uważał za kogoś, kto jest w stanie mordować bez oporów.

Poczynając od dnia, w którym Gibbs pojawił się w obozie, zasadniczo zmienił się nastrój Winfielda i całej jednostki. Nagle zapanował inny, brutalniejszy ton. Gibbs ma doświadczenie w akcjach bojowych, w jednej z takich akcji w Iraku brał udział już w 2004 r. Od początku wprowadza rządy strachu. Jeśli mówi, to przeplata słowa bluzgami. Wobec podwładnych bywa bezlitosny. Dla niego nie istnieje żadna różnica między dobrą a złą wojną. Wojna to wojna. Nie ma zamiaru troszczyć się o Afgańczyków. – On ich wszystkich nienawidzi – zezna później Morlock. Z początku udaje się przywrócić po części spokój w jednostce. Liczba rannych się zmniejsza. Jednak Gibbs od początku nie kryje, że wprost nie może patrzeć na Winfielda. Gdy Winfield któregoś dnia zapomina zamknąć wóz, Gibbs każe mu robić pompki. Przepada za upokarzaniem Winfielda na oczach wszystkich.

Gibbs pochodzi z prostej rodziny. Jego ojciec pracował jako dozorca w kościele mormonów. Dla Calvina szkoła była swego rodzaju karą albo czymś dla karierowiczów. Sam wyleciał ze szkoły w Billings, gdy miał 15 lat. Gdy tylko osiągnął wymagany wiek, zgłosił się do wojska. Chętnie służyłby w marines, ale jak na tę formację przerwał naukę za wcześnie. Tym bardziej nienawidził więc tych małych mądrali razem z ich książkami – właśnie takich gości jak Winfield. Kapral Winfield w oczach Gibbsa był nieudacznikiem. Nie tylko z powodu książek. Winfield, podobnie jak wielu młodych żołnierzy, odczuwał lęk na myśl o chwili, gdy po raz pierwszy przyjdzie mu zabić. Jego ojciec mówi: Miał ataki strachu, bo nie wiedział, czy naprawdę byłby w stanie kogoś zabić, nawet gdyby wrogowie strzelali do niego.

 

 

O tym w armii mówi się niechętnie, jakby ze wstydem, bo ktoś, kto nie umie zabijać, nie uchodzi za prawdziwego żołnierza. Jednak Gibbs o tym mówił, zarzucał podwładnym tchórzostwo i lubił ich poniżać. Jednemu z kolegów powiedział, że szuka ludzi, którzy „bez skrupułów zabiją każdego”. Sam również nie miał w tym względzie żadnych oporów. Winfield zeznał potem o swoim przełożonym: On lubił zabijać. W aktach można przeczytać, że jeden z żołnierzy pytał Gibbsa, czemu obcina palce zabitym wrogom. Sierżant odparł: To dla zgrywy, bo można potem fajnie straszyć ludzi. Można na przykład wsunąć odcięty palec do paczki z darami dla Afgańczyków.

Gibbsowi sprawiało też przyjemność zabijanie zwierząt. – Gdy Calvin miał okazję zabić psa, obojętne czy stanowił dla nas zagrożenie czy nie, robił to – wyjawił Morlock przesłuchującym go oficerom. Żołnierz Alexander Christy zeznał, że to upodobanie zagroziło nawet bezpieczeństwu oddziału. – Raz Gibbs zastrzelił dwa psy i mieszkańcy wioski się poskarżyli. Oświadczyli, że od tej pory nie będą nam już pomagać. Demonstracyjnie spalili też paczkę z darami. – Calvin nienawidził wszystkich Afgańczyków i zawsze mówił o nich „dzicy” – zeznaje Morlock.

Podwładni Gibbsa zeznawali zgodnie, że ich dowódca był sadystą, „wcieleniem szatana” – jak później powiedział Winfield. Gibbs miał na lewej łydce sześć tatuaży. Opowiadał, że każdy z nich oznacza jednego zabitego: trzy niebieskie to pamiątka po trzech Afgańczykach, trzy czerwone – po trzech Irakijczykach. Brutalnym zachowaniem i przechwałkami umiał jednak też zaimponować młodym żołnierzom swojego oddziału. Wkrótce stal się przywódcą Kill Teamu. Jeśli prawdą jest, co opowiadają członkowie tej drużyny, to opracowywali oni prawdziwe scenariusze realizacji swego perwersyjnego upodobania do mordowania ludzi bez żadnego powodu. Stwarzali pretekst, by móc później tłumaczyć, że musieli się bronić.

Gibbs był najbardziej pomysłowy w wymyślaniu takich scenariuszy – i w ich realizacji. Przy zabijaniu nie pozostawiał po sobie żadnych śladów. Podczas gdy inni beztrosko pozowali do zdjęć, on sam unikał kompromitujących fotografii. Udało się jednak ustalić, że oferował afgańskim żołnierzom pornosy w zamian za kałasznikowy. W jego szafce znaleziono cały arsenał takich nieprzyjacielskich broni. Najwidoczniej chciał je podrzucać swoim ofiarom, by móc przedstawić swe morderstwo jako czyn dokonany w obronie własnej.

Zagubiony mułła

22 lutego 2010 r., tydzień po rozmowie Adama z ojcem na Facebooku, Kill Team znowu wyrusza w teren – tym razem bez Winfielda. Sprawcami są Gibbs, Morlock i 30-letni Michael Wagnon z Puyallup w stanie Waszyngton – najstarszy z całej grupy. Ofiarą pada Afgańczyk Marach Agha. Z akt wynika, że drużyna działa według tego samego planu – rosyjska broń ma posłużyć jako dowód niewinności drużyny kilerów. Marach Agha siedzi pod murem, Amerykanie rozglądają się, czy nie ma świadków. Gibbs najpierw oddaje kilka strzałów z kałasznikowa w powietrze, po czym ze swojego M4 zabija Afgańczyka. Następnie rzuca mu kałasznikowa pod nogi.

Winfield, który dowiedział się o tej zbrodni, po raz pierwszy myśli o samobójstwie. Dręczą go wyrzuty sumienia na zmianę z uczuciem bezsilnej agresji. Raz mówi, że najchętniej sam wyleciałby w powietrze na minie, to znów, że wolałby najpierw zastrzelić Calvina. Winfield staje się zagrożeniem dla siebie i dla całej Drużyny Zabójców. Gibbs bez trudu może śledzić jego wahania nastrojów. Ten nie wie, co robić. Z jednej strony jest przeciwny tym zbrodniom, z drugiej chce przynajmniej stwarzać wrażenie, że należy do grupy. – Winnie miał ze sobą jakieś problemy – przypomina sobie Morlock. – Nieustannie zmieniał zdanie.

Mniej więcej od tej pory Winfield miał uczucie, że Gibbs podejrzliwie go obserwuje. Zeznał potem, że uważano go wtedy za zdrajcę. – Każdy myślał, że to ja się wygadałem. Jeden z kolegów ostrzegał go. – Calvin rozmawiał o tym, jak cię wyeliminować – wspomina też Morlock. Odpowiedź Winfielda: Wyczułem to. Wiedziałem, że mnie dopadnie. Próbuje więc ułagodzić Gibbsa. Kolegów prosił podobno, by powtórzyli Calvinovi, że nigdy go nie wyda. – Wiem przecież, że inaczej by mnie zabił.

Gibbs natomiast, zdaniem kolegów, już wtedy rozumiał, że jest tylko jeden sposób, by wyeliminować ryzyko w osobie Winfielda: sprawić, aby on sam dokonał mordu. To właśnie wtedy Morlock, najbliższy zaufany Gibbsa, zaczyna interesować się Winfieldem. Morlock jest w Afganistanie od 2009 r. Trener jego drużyny hokejowej potwierdza, że jest on agresywny i ma niepohamowany temperament. Opowiada, że zdarzyło mu się w przebieralni pobić kolegę z drużyny. Inny trener opisuje go jako człowieka „nieco szalonego”.

Morlock opowiada później śledczym, co Gibbs sądził o Winfieldzie. Ponoć miał powiedzieć: Hej, ty, myślę, że Winnie nas zdradzi. Groził też: Zajmę się nim. Pójdziemy do hali treningowej i zrzucimy mu na klatę jakiś pieprzony ciężar. 2 maja 2010 r., gdy Kill Team wyrusza na kolejny rutynowy patrol, Adam Winfield przekracza granicę i ściąga na siebie nieszczęście. Gibbs znów ma przy sobie granat.

We wsi Kalagi mułła Allah Dad pije tego ranka w domu zieloną herbatę. Razem z nim w pokoju jest jego żona Mora, gdy nagle wpada jedno z ich siedmiorga dzieci z wiadomością, że we wsi są amerykańscy żołnierze. Allah Dad jest wiejskim duchownym, akurat jednym z tych Afgańczyków, jakich Ameryka potrzebuje jako sprzymierzeńców w walce z talibami. Wychodzi z domu, żeby porozmawiać z Amerykanami, ale ci od razu go zatrzymują.

Winfield wspominał potem, jak jechali przez tę wieś. Dostrzegli człowieka, który stał przed swoim domem i patrzył w ich stronę z zupełnym spokojem. – No może jakby był trochę zagubiony. Wyglądał przyjaźnie. – Zdawało się, że nie ma nic przeciwko nam. Ale Gibbs wydał rozkaz, by go zabrać. – Sprowadźcie go do rowu i każcie mu klęczeć! Winfieldowi nie wydaje się, żeby to był talib. Mułła sprawia wrażenie pokojowo nastawionego i nieuzbrojonego. Ale wtedy Gibbs krzyczy nagle: Granat! Ten moment Adam Winfield będzie pamiętać do końca życia. Później zezna, że Calvin rzucił granat, a potem ułożył metalowe odłamki obok ciała mułły. Zaraz potem Morlock kazał mu strzelać. Wykonał rozkaz. – Zacząłem strzelać. I tyle.

Po śmierci mułły Gibbs, Morlock i Winfield pochylili się nad jego ciałem. W raporcie wojskowych śledczych znalazła się informacja, iż jeden z żołnierzy twierdzi, że widział, jak Gibbs użył „chirurgicznego skalpela, żeby odciąć zmarłemu palec lewej dłoni”. Następnie – jak zeznał świadek – w rękawiczkach używanych do operacji wyrwał trupowi ząb, po czym wręczył go Winfieldowi. Ten powiedział później śledczym: Sierżant Gibbs wyrwał zabitemu ząb i powiedział mi, że mogę zatrzymać go w charakterze trofeum. Nie wziąłem go, tylko rzuciłem na ziemię. Gibbsowi powiedziałem, że chcę, żeby trochę obsechł.

Żeby zatuszować prawdę, członkowie patrolu zeznali później, że Allah Dad chciał ich zaatakować granatem. Ten jednak wybuchł mu w rękach. Gdy trzy dni później grupa dochodzeniowa armii dotarła do wioski, jeden z amerykańskich żołnierzy tłumaczył jej mieszkańcom: Ten człowiek został zastrzelony, bo zaatakował amerykańskie siły koalicyjne. Przecież nie pojawiliśmy się tutaj znienacka i nie zastrzeliliśmy go bez powodu. Nie robimy takich rzeczy. Tego rodzaju plotki opowiadają o nas talibowie, żeby zwabić ludzi do siebie.

Po tej zbrodni Winfield nie miał już żadnych problemów z Gibbsem. – Gibbs powiedział mi potem tylko, że teraz należę już do klubu – powiedział Winfield śledczym. Czy Winfield jest więc mordercą – czy ofiarą wojny? A może był po prostu za słaby albo zbyt tchórzliwy, aby przeciwstawić się systemowi bezwzględnych kolesi? Czy rację ma jego ojciec twierdząc, że Adam nie miał żadnej szansy, żeby się komukolwiek poskarżyć? – Gdyby się poskarżył, od razu dotarłoby to do Gibbsa, a Gibbs już by się postarał, żeby zabić Adama.

Utajnić przed wyjaśnieniem

Dzień po trzecim morderstwie z tygodniowego urlopu wraca przyjaciel Winfielda – Justin Stoner. Gdy wchodzi do pokoju, czuje, że koledzy pod jego nieobecność palili haszysz. Ponieważ nie chce zostać pociągnięty do odpowiedzialności, melduje o tym dowódcy kompanii. Zaraz potem dowiaduje się o tym Gibbs. Zwołuje swoich ludzi i najwyraźniej uzgadniają, że zemszczą się za donos. – Postanowili wspólnie spuścić mi łomot – zezna później Stoner.

Jest wczesne popołudnie 5 maja, gdy wchodzą do pokoju Stonera – siedmiu żołnierzy, wśród nich Gibbs, Morlock, Quintal i David Bram. Brakuje tylko Winfielda. Gibbs zaczyna bardzo uprzejmie, mówi, iż jest mu nad wyraz przykro, że musiało do tego dojść. Twierdzi, że chce tylko jednego: żeby kapral Stoner przestał paplać. Potem razem go biją i kopią. Gibbs wychodzi i wraca jeszcze po chwili. Wyciąga z torby zmumifikowany palec. Morlock mówi: Jeśli nie chcesz skończyć jak ten tutaj, to trzymaj język za zębami.

Po pobiciu Stoner idzie jednak do przełożonego Gibbsa ze skargą. Ten przyjmuje ją i rozkazuje mu udać się do swojego pokoju. Stoner odpowiada, że dla niego nie ma już powrotu: Nie chcę umrzeć tak, jak ci niewinni Afgańczycy. To zdanie wyznacza kres Drużyny Zabójców. 7 maja Stoner zostaje przewieziony z Ramrod do Kandaharu, gdzie przez trzy dni jest przesłuchiwany. Mówi tam: Lękam się o swoje życie, bo moja jednostka znana jest z tego, że na patrolach zawsze znajduje sobie jakiegoś człowieka, którego bez powodu morduje. Tego samego dnia Gibbs tłumaczy swojej drużynie, że przeszedł już niejedno przesłuchanie i że jeśli wszyscy będą trzymali język za zębami, nic się nie stanie.

11 maja po godzinnym przesłuchaniu Morlock przyznaje się do trzech morderstw. Decyduje się zeznawać i zostać świadkiem koronnym w zamian za łagodniejszy wyrok (zamiast dożywocia otrzymał wyrok 24 lat więzienia z prawem do ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie po 7 latach – przypis Forum). Jeszcze tego samego dnia Gibbs zostaje aresztowany. Wojsko zarządza dalsze dochodzenie, przesłuchanych zostaje ponad 20 żołnierzy. Podejrzanym skonfiskowano laptopy, aparaty fotograficzne i inne nośniki informacji.

Cyfrowe dane ukazują szaleństwo Gibbsa i jego przyjaciół. Śledczy zabezpieczają około czterech tysięcy fotografii, na których zostały uwiecznione ich paskudne czyny i okropności wojny. Nie jest jeszcze pewne, ilu ludzi ma na sumieniu Kill Team. W dochodzeniu przeciw Morlockowi mowa była z początku tylko o trzech morderstwach, do których przyznali się Morlock i Winfield. Ale akt oskarżenia składał się aż z 76 punktów – pośrednio wskazują one, jak ogromną rolę w poczynaniach Drużyny Zabójców odgrywały zdjęcia trofeów. Na fotografiach uwieczniano zebrane czaszki i fragmenty ciał ofiar, a także sprofanowane, wystawione na pokaz ludzkie zwłoki. W 5 Brygadzie Zmechanizowanej takie zdjęcia wymieniano między sobą niczym karty kolekcjonerskie z wizerunkami znanych futbolistów.

Nie jest jasne, kiedy rozpocznie się proces przeciwko Gibbsowi. Milczy on jak grób podczas przesłuchań i nie odniósł się na razie do żadnego z punktów oskarżenia. Rodziny ofiar nie otrzymały dotychczas żadnego zadośćuczynienia. Generałowie Stanley McChrystal i jego następca David Petraeus zamierzali dokonać przełomu w wojnie w Afganistanie: wojska miały przede wszystkim chronić ludność, rozdzielać paczki z darami, rozmawiać z Afgańczykami i mieszkać w ich wioskach. Każdy sukces miał zwiększać zaufanie Afgańczyków do „amerykańskich sojuszników”.

Gibbs i ludzie z jego Drużyny Zabójców przyczynili się do tego, że owo zaufanie stało się niepodobieństwem. Aby szkody, jakie wyrządzili, nie stały się jeszcze większe, Pentagon robi wszystko, by nie ujawniać zdjęć wykonanych przez Kill Team. Daniel Conway, adwokat Andrew Holmesa, twierdzi: Armia amerykańska poświęciła więcej czasu na to, by utajnić zdjęcia, niż na to, by wyjaśnić te zbrodnie.

Całkiem inna wojna

Najbardziej boi się tego procesu Pentagon. Wojskowych niepokoi szczególnie dokumentacja fotograficzna okrucieństwa wojny afgańskiej. Chodzi nie tylko o zdjęcia zbrodniczych poczynań Kill Teamu, niektórzy z oskarżonych mieli bowiem prawdziwe kolekcje zdjęć innych ofiar tej wojny. Na pytanie „Spiegla”, czemu resort obrony koniecznie chce te materiały utajnić, rzeczniczka Pentagonu odpowiedziała: Niektóre z tych zdjęć są drastyczne. Nie powinno się ich publikować.

Oficerowie z Pentagonu przeczuwają, że zdjęcia tych okrucieństw mogą wywołać nową falę oburzenia na świecie – tak jak zdjęcia z irackiego Abu Ghraib. Obawiają się też, że to może pogorszyć i tak już napięte stosunki między amerykańskimi żołnierzami a afgańską ludnością cywilną; lękają się odwetowych ataków na żołnierzy stacjonujących w Afganistanie lub zamachów terrorystycznych na amerykańskie obiekty.

Reporterzy tygodnika „Der Spiegel” i Spiegel TV przez pięć miesięcy badali historię Kill Teamu – od Cape Coral na Florydzie po Wasillę na Alasce. Byli także w Afganistanie, mieli wgląd w akta śledztwa, rozmawiali z rodzinami i przyjaciółmi oskarżonych, czytali ich listy i e-maile. Dostali zdjęcia i filmy, wykonane nieraz przez samych oskarżonych. Wojna zaczęta w dobrych intencjach i z mandatem ONZ, która miała wygnać z Afganistanu terrorystów z Al-Kaidy, przeistoczyła się w zupełnie inną wojnę.

Adam Winfield zostaje przesłuchany 12 maja w Kandaharze. Przyznaje, że był zamieszany w trzecie morderstwo: Nie wiem, czy zabiły go moje strzały czy wybuch granatu, ale na pewno brałem udział w tym, co się stało. To, co wyrządziłem temu człowiekowi i jego rodzinie, to z całą pewnością najgorsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu. W połowie czerwca w domu Emmy i Christophera Winfieldów w Cape Coral dzwoni telefon. Melduje się major Cornado z Fort Lewis, czyli z bazy brygady Adama. Mówi: Wasz syn został oskarżony o umyślne morderstwo. Oficerom śledczym Adam powiedział: Gdy po raz pierwszy spotkałem Gibbsa, od razu nie przypadliśmy sobie do gustu. Najwyraźniej byłem zbyt miękki jak na jego małą Drużynę Zabójców.

Śledczy: Czy powiedział pan właśnie: „Drużynę Zabójców”?

Winfield: Tak. Tak to nazywał Gibbs.

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną