Świat

William i Kate na odtrutkę

Dlaczego tak bardzo interesuje nas ślub w Londynie

W oczekiwaniu na ślub Williama i Kate. W oczekiwaniu na ślub Williama i Kate. Phil Noble/Reuters / Forum
Rozmowa z dr Lucyną Kirwil o tym, dlaczego tak bardzo interesuje nas ślub brytyjskiego księcia.
20 listopada 1947 r. w Opactwie Westministerskim odbył się ślub Elżbiety z dynastii Windor z greckim księciem Filipem Mountbattenem. Wybranek po ślubie ujawnił wielki talent do gaf.Popperfoto/Getty Images/Flash Press Media 20 listopada 1947 r. w Opactwie Westministerskim odbył się ślub Elżbiety z dynastii Windor z greckim księciem Filipem Mountbattenem. Wybranek po ślubie ujawnił wielki talent do gaf.
Ślub księżnej Diany i Karola w 1981 r,  podobnie  jak teraz ich syna Williama z Kate śledziło wiele milionów telewidzów. Medialna bajka porwała wiele serc.Princess Diana Archive/Getty Images/Flash Press Media Ślub księżnej Diany i Karola w 1981 r, podobnie jak teraz ich syna Williama z Kate śledziło wiele milionów telewidzów. Medialna bajka porwała wiele serc.

Joanna Cieśla: Zaskakuje panią ogólnoświatowe szaleństwo wokół ślubu księcia Williama i Kate Middleton?
Dr Lucyna Kirwil: Przyznam, że trochę mnie zaskakuje. Gdy żenili się następcy tronu Hiszpanii czy Danii, gdy szwedzka księżniczka Wiktoria wychodziła za mąż, też mówiło się o tym dużo. Ale dziś widać, że te wydarzenia trudno w ogóle porównywać.

Są opinie, że to kwestia fenomenalnego talentu Brytyjczyków do robienia PR-u.
W jakimś stopniu jest to na pewno efekt profesjonalnych zabiegów, a także wielowiekowego ogromnego znaczenia brytyjskiego imperium. Z drugiej strony jednak życie uczuciowe członków brytyjskich rodów królewskich przyciąga uwagę od czasów Henryka VIII, który przez swoją miłość wywrócił do góry nogami cały ówczesny świat. Istotne jest też to, że znaczenie kobiet w monarchii brytyjskiej od setek lat jest większe niż w innych zachodnich monarchiach. Elżbieta I, Wiktoria to królowe sprawujące silną władzę, utrzymujące mocno konserwatywne zasady na dworze. Później też wokół kobiet dochodziło do zawirowań: król Edward VIII abdykował z powodu kobiety, inna kobieta, księżna Diana, nie została żoną następcy tronu. A teraz pojawia się nowa intrygująca postać, żona kolejnego przyszłego króla. To wszystko sprawia, że brytyjski ślub jest uroczystością jedyną w swoim rodzaju. Ale zainteresowanie tym wydarzeniem wyjaśniają też bardziej ogólne psychologiczne motywy.

Jakie one są?
Najprostszy jest motyw estetyczny. Książę i jego narzeczona są niezwykle urodziwi, wyglądają dobrze nawet sfotografowani z ukrycia. Nie widać też w nich negatywnych cech kojarzonych z władzą – dystansu, buty. A na ludzi przystojnych, pięknych, uśmiechniętych i kontaktowych z przyjemnością się patrzy. Zamiast prezentów poprosili o datki charytatywne, jak to jest przedstawiane - z inicjatywy Kate. To kolejny motyw, który sprawia, że chcemy z nimi być, uważamy, że na to zasługują. Do takich ludzi lgniemy, chcemy być blisko ich ciepła. A media chętnie tę potrzebę zaspokajają, bo Kate i William to bohaterowie łatwo rozpoznawalni. Dzięki temu nie trzeba przebijać się do telewidzów i czytelników, głowić się nad tym, jak utrzymać ich uwagę, by mieli czas na ich rozpoznanie i zbudowanie pozytywnego stosunku do nich.

Dlaczego im bliżej ślubu, tym więcej informacji na jego temat się pojawia?
Bo im bliżej celu jesteśmy, tym bardziej narasta w nas motywacja, żeby go osiągnąć. Mówi się, że media podsycają zainteresowanie uroczystością, ale ono z czasem rzeczywiście rośnie. Inna prawidłowość jest taka, że im częściej ktoś lub coś - jakiś obiekt - początkowo nawet neutralny, jest pokazywany, tym bardziej nam się on podoba. Nazywa się to efektem samej ekspozycji. A więc nawet osoby, które nie były szczególnie zainteresowane królewskim ślubem, natrafiając na informacje o nim, zaczynają się wciągać w ten temat. A kiedy już się wciągną, to i ich ciekawość z czasem narasta.

To dlatego zdjęcia księcia i przyszłej księżnej pojawiają się nawet w opiniotwórczych mediach, które zwykle omijają podobne tematy?
Tak. Wiernych czytelników, nawet tych, którzy na co dzień interesują się raczej takimi zagadnieniami jak polityka czy ekonomia, zaciekawi dobra, pogłębiona, bezpośrednia relacja korespondenta z miejsca wydarzeń. Choć właściwie należałoby powiedzieć „wierne czytelniczki”, bo będzie to jednak przede wszystkim kobieca część publiczności. Ale redaktorzy liczą też zapewne na to, że dzięki ładnemu zdjęciu na okładce po tytuł sięgną osoby, które zwykle go nie kupują, bo wybierają tabloidy.

Dlaczego kobiety ten temat interesuje bardziej niż mężczyzn?
Bo kobiety znacznie częściej oglądają seriale i historie z życia gwiazd chcąc uciec od rzeczywistości. Uciekają w atrakcyjniejszy według nich świat innych ludzi - znanych lub ważnych - gdy mają stresujące życie, wiele trudnych ról do pogodzenia. A w Polsce kobiety wciąż zmagają się z niedostatkiem pieniędzy, z tradycyjnością społeczeństwa, z odrzuceniem. Śledzenie historii, w których świat jest piękny, poukładany, pozbawiony wulgarności, w których mężczyzna dba o kobietę i adoruje ją oraz jej piękno, pozwala zapomnieć o własnym stresującym życiu. Znaczenie ma też motyw Kopciuszka. Przez to, że Kate Middleton nie jest arystokratką, można o niej myśleć jako o zwyczajnej dziewczynie, która właśnie zostaje żoną przyszłego króla (choć to nie całkiem prawda, bo gdyby nie była dziedziczką fortuny, książę William raczej nie mógłby się z nią ożenić). A zostaje żoną przyszłego króla nie tylko w efekcie wielkiej miłości, ale też własnego rozsądku – w każdym razie tak to jest przedstawiane. Nie wiemy nic na temat tego, jaka Kate jest psychologicznie, ale kreuje się ją na osobę, która czeka cierpliwe, aż książę ją znajdzie.

…albo zrozumie, że już ją znalazł. Chcemy słuchać historii o Kopciuszku, bo wierzymy, że nam też coś takiego się przydarzy?
Nie wiem, czy aż tak. Ale lubimy wierzyć, że takie rzeczy się zdarzają. Mamy na przykład amerykański mit, że pucybut może stać się milionerem. Buckingham Palace teraz próbuje się w to wpisać, pokazując, że jeśli ktoś jest moralny, to może wejść do rodziny królewskiej. Widząc, że coś takiego się dzieje, zdobywamy potwierdzenie tego, że świat jest sprawiedliwy. A bardzo byśmy chcieli, żeby taki był. Poza tym lubimy historie, które rozwijają się dynamicznie, w których są zwroty akcji. Według oficjalnego przekazu w miłości Kate i Williama były dwa rozstania. Jest więc dramatyzm, dzięki któremu też ta historia świetnie się sprzedaje, jak dobry film. I dzięki któremu znajdujemy potwierdzenie, że nawet jeśli w naszym życiu coś się sypie, to zawsze jest szansa na happy end.

Ale przecież chyba każdy dorosły człowiek wie, że ślub to bynajmniej nie happy end, tylko zwykle początek poważnego życiowego wyzwania. Dlaczego więc większość z nas niezależnie od wieku tak lubi te ceremonie?
Z perspektywy teorii socjolobiologicznej można powiedzieć, że to rodzaj znaku – zapowiedzi prokreacji. Tego, że będą się rozprzestrzeniały geny naszej rodziny. Ale w przypadku ślubu odległych od nas osób chyba bardziej trafne jest odwołanie się do teorii emocji. Od wczesnego dzieciństwa jesteśmy uczeni, że kobieta powinna znaleźć męża, a mężczyzna – żonę, że każdy powinien żyć w parze. Kiedy tę parę udaje się stworzyć, mamy sukces. I cieszymy się z niego, nawet do wzruszenia – gdy radość jest bardzo duża, przechodzi w łzy. Od dzieciństwa jesteśmy też uczeni, że z pewnymi atrybutami, symbolami wiążą się pozytywne emocje. O obrączce nigdy pani nie myśli źle. Dwie obrączki – to jeszcze lepiej. Przy okazji ślubów takich pozytywnych symboli nagle pojawia się bardzo dużo. Przez to ta emocja rośnie, osiąga pewien szczyt, najczęściej w okolicach przysięgi małżeńskiej. A potem opada.  

 

 

Ślub Williama i Kate też nas wzruszy?
Niektóre osoby tak. Na przykład kobiety, które mogą w jakiś sposób zidentyfikować się z Kate lub jej matką.

A kto może się z nimi zidentyfikować?
Ktoś podobny, na przykład zewnętrznie. Młode dziewczyny, ciemnowłose, szczupłe będą mogły odnaleźć siebie w tej sytuacji. Albo matki, które niedawno wydawały za mąż lub żeniły dzieci, a kiedyś same stawały na ślubnym kobiercu. Bo identyfikacja i skojarzenia powstają również przez podobieństwo wydarzenia. Wzruszenie wywołuje nie tylko to, co zobaczymy na ekranie telewizorów, ale też to, co pamięć nam przywiedzie, jakie skojarzenia odświeża.

Wspomnienie o królewskim ślubie mają odświeżać setki oficjalnych i nieoficjalnych gadżetów, które pojawiły się na rynku. Po co kupuje się  okolicznościowe kubki, proporczyki, talerze?
Posiadanie takiej pamiątki utwierdza nas po jakimś czasie w poczuciu, że uczestniczyliśmy w tym wydarzeniu. Ludzie, którzy będą oglądać ślub w telewizji lub w Internecie, a nawet ci, którzy w Londynie będą stali w szóstym rzędzie wzdłuż trasy przejazdu weselników, będą patrzeć na taki kubek i myśleć, że Kate i William wyglądają na nim dokładnie tak, jak w rzeczywistości, bo przecież oni ich na własne oczy widzieli. Z czasem ślady w pamięci trochę się wycierają i ten, kto stał w szóstym rzędzie, nie będzie myślał o tym, że to był szósty rząd i prawie nic nie było widać, tylko, że był tak blisko, o kilka metrów, że niemal dotknął książęcego samochodu. Albo, że rzucił kwiat i ten kwiat zahaczył się o błotnik i jechał z młodą parą do końca, do opactwa westminsterskiego. Nikt nie wydaje obserwatorom zaświadczenia, że byli wśród wiwatującego tłumu. Więc razem z takim kubkiem sami kupujemy sobie rodzaj certyfikatu, że uczestniczyliśmy w tym wydarzeniu.

Dlaczego w ślubie obcych osób tak bardzo chcemy uczestniczyć, a kiedy koledzy w pracy robią za duże zamieszanie wokół przygotowań do swojego wesela dość szybko zaczyna nas to denerwować?
Właśnie dlatego, że tamten ślub jest odległy i zawsze możemy przełączyć informacje o nim, nie przeczytać artykułu. Kolegom trudniej przerwać, nawet, gdy odrywają nas od pracy, zabierają nasz wspólny czas albo, gdy sami nie pracują, bo są zbyt pochłonięci innymi sprawami. Myślimy w kategoriach rywalizacyjnych, że odbywa się to kosztem nas. 

Czy jest jakaś granica, za którą zaczyna się przesyt informacjami o królewskim ślubie?
Część widowni, zwłaszcza codziennych odbiorców tzw. opiniotwórczych mediów, może to znużyć, choć trudno dokładnie ustalić, jaka ilość czasu antenowego, czy miejsca w gazetach, jest krytyczna. Ale odbiorcom tabloidów i prasy kobiecej nigdy nie będzie za dużo. Trzeba jednak zaznaczyć, że przejęcie tą ceremonią, przynajmniej w naszym kraju, nie jest jakoś ekstremalnie silne. Zainteresowane osoby chętnie zapoznają się z każdą wiadomością na ten temat, ale nie będą wykonywać wielkiego wysiłku, żeby tę wiadomość zdobyć. Na przykład ludzie, którzy pojadą na urlop, raczej nie wyskoczą na czas ślubu z kajaka, by obejrzeć na żywo ceremonię. Obejrzą retransmisję. To nie angażuje naszych osobistych potrzeb aż do tego stopnia.

Co będzie po ślubie? Zamieszanie wokół książęcej pary ucichnie?
Trochę osłabnie, ale nie skończy się ostatecznie. Najpierw będziemy długo opowiadać o uroczystości, sprawdzać, czy inni to samo zobaczyli. Oczywiście, media będą też wypatrywać u księżnej oznak ciąży. Ale późniejszy przekaz mediów, jak się spodziewam, będzie dotyczył stosunku żony księcia Williama do zwyczajów. Kate Middleton pojawia się jako osoba, która z jednej strony wchodzi do rodziny królewskiej z uznawanymi w niej wartościami – jest elegancka, subtelna, poważna. Ale z drugiej strony w świadomości odbiorców przeciwstawia się niektórym z tych wartości, np. wartościom konserwatywnym. Łamie pewne konwencje - na przykład tabu dotyczące zakazu seksu przedmałżeńskiego, a przynajmniej jego ujawniania. Publicznie wiadomo, że para mieszkała razem nie tylko przed ślubem, ale i przed zaręczynami. Kate wyłamuje się też z tradycji przez to, że nie chce prezentów – jak to było w  starym zwyczaju, tylko datki charytatywne. Wydaje mi się też, że świadomie podejmuje rywalizację z księżną Dianą. To nie może być przypadek, że na tylu zdjęciach jest do niej tak podobnie ubrana. Będzie więc z nią porównywana, będą rozważania, czy jest równie serdeczna, czy ma równie dobry kontakt z ludźmi i czy jest następczynią „królowej ludzkich serc”. Ale też media będą ją śledzić pod kątem tego, czy w małżeństwie nie przydarzy jej się podobne nieszczęście jak Dianie.

Serial będzie trwał, ale nie będzie to już bajka?
Tak, w tej chwili polityczna poprawność nie pozwala pisać wiele więcej niż tyle, ile dozuje Buckingham Palace. W związku z tym po ślubie na pewno pojawią się inne materiały. Trzeba będzie sobie odsłodzić ten obraz, pokazać słabości. Paparazzi będą tkwić dzień i noc przed domem młodych małżonków. Przypuszczam zresztą, że wbrew temu, co się zapowiada, przeniosą się z obecnego miejsca zamieszkania. Ale pewnie na długo to nie pomoże.

I znów, jako odbiorcy znajdziemy w tej historii pociechę: że książęca para ma pieniądze, miłość i urodę, a nie zazna spokoju.
Tak, mają wszystko, a nie mają prywatności.

 

Dr Lucyna Kirwil pracuje w Katedrze Psychologii Społecznej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.  Zajmuje się psychologią mediów i psychologią agresji. Reprezentuje Polskę w projekcie badawczym EU Kids Online.

Polityka 18.2011 (2805) z dnia 29.04.2011; Świat; s. ${issuePage}
Oryginalny tytuł tekstu: "William i Kate na odtrutkę"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Koniec miłości?

Świat, jaki znaliśmy, dobiega końca. Coraz mniej potrzebna staje się choćby miłość. Uległa współczesnemu kapitalizmowi, który postawił na wolność obyczajową, a z seksualności uczynił siłę napędową gospodarki.

Edwin Bendyk
14.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną