Świat

Ostateczne scenariusze

Kiedy koniec świata - rozmowa z naukowcem

Nawiedzeni kaznodzieje o planetoidach uderzających ziemię pewnie słyszeli, ale o kalderach nie. Nawiedzeni kaznodzieje o planetoidach uderzających ziemię pewnie słyszeli, ale o kalderach nie. Wikipedia
Kto wie, że jutro ma być koniec świata? Znowu... Rozmowa z prof. Michałem Różyczką, astronomem z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Warszawie o tym czy świat może się skończyć i co ten koniec tak naprawdę oznacza.
Trzęsienia ziemi, tsunami, pożary - różni naukowcy rozwijali różne scenariusze końca świata.sanbeiji/Fisheries and Oceans Canada Trzęsienia ziemi, tsunami, pożary - różni naukowcy rozwijali różne scenariusze końca świata.
Prof. Michał Różyczka, astronom z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Warszawie.Archiwum prywatne Prof. Michał Różyczka, astronom z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Warszawie.

Kiedy zadzwoniłam do mojego znajomego profesora fizyki i powiedziałam mu, że podobno w sobotę 21 maja ma być koniec świata on tylko jęknął i zapytał czy nie można tego przenieść na przyszły weekend, bo w ten wyjeżdża do Portugalii.
Na wieść o końcu świata naukowcy najczęściej reagują pytaniem „znowu”?    

Koniec świata tym razem przepowiada amerykański kaznodzieja, Harold Camping. Twierdzi, że udało mu się opracować formułę matematyczną, która pozwala zinterpretować proroctwo ukryte w Piśmie Świętym.
Camping nie ma żadnych dowodów, które można przetestować i sprawdzić. A matematycznie można z Biblii wyliczyć wszystko także to, że żadnego końca świata nie będzie. Kiedyś ktoś powiedział, że ludzkość dzieli się na głupich i tych którzy potrafią tę głupotę wykorzystać. Wiadomości o końcu świata są szerzone przez głupich, czy lepiej powiedzieć niewykształconych, którzy naprawdę w to wierzą oraz przez tych, którzy korzystają na takiej przepowiedni. Jak np. Patrick Geryl, który rozpowszechnia informacje o czekających nas w 2012 r. katastrofach. Przy okazji zarobił już na tym niezłą fortunę, bo ogłosił, że kataklizm mają szansę przetrwać ci, którzy za kilkanaście tysięcy euro wykupią sobie miejsce w budowanej przez niego farmie położonej w południowoafrykańskich Górach Smoczych. Geryl twierdzi, że jest astrofizykiem. Sprawdziłem to. Okazało się, że jako astrofizyk opublikował tylko jedną pracę popularnonaukową. I to w dodatku napisaną po holendersku.

Camping nie mówi, że jest naukowcem, ale podpiera swoją przepowiednię wyliczeniami matematycznymi.
Zajrzałem do komentarzy na stronie internetowej, na której jest opisana przepowiednia Campinga. I bardzo mnie to podbudowało. Bo komentarzy jest kilkadziesiąt, ale nie znalazłem ani jednej wzmianki pisanej przez rozsądnego człowieka. Wśród komentatorów przeważali fanatycy religijni, którzy albo wykazywali, że Camping zrobił błąd w swoich obliczeniach, bo to w Biblii inaczej wygląda albo zgadzali się z nim i pisali, że niestety trzeba będzie się z tą przepowiednią pogodzić. Rozsądni ludzie, mówiąc kolokwialnie, olali tę przepowiednię. I to jest chyba najlepsza rzecz, którą można zrobić z wiadomościami o końcu świata. Co nie znaczy żeby nam katastrofy w ogóle nie groziły. Oczywiście zdarzały się bardzo poważne katastrofy w historii Ziemi.

Czy z punktu widzenia astronoma możemy w ogóle mówić o takim zjawisku jak koniec świata?
Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że Ziemia nie będzie trwała wiecznie. Wiemy, że za 5 miliardów lat słońce wypali się i zamieni w mały, biały i bardzo słabo świecący punkcik. Życie na Ziemi, takie jakim dzisiaj je znamy, stanie się wówczas niemożliwe. Ale to jest perspektywa, która dla nas nic nie znaczy.W naszej perspektywie możemy raczej mówić o zjawiskach groźnych dla naszej planety, takich jak np. kolizje Ziemi z jednym z drobnych ciał układu słonecznego. Stany Zjednoczone i Europa myślą o tym zagrożeniu już bardzo poważnie. Do tego stopnia, że od blisko 20 lat działają wyspecjalizowane służby astronomiczne, których zadaniem jest wyszukiwanie potencjalnie groźnych dla Ziemi drobnych obiektów. Zniszczenia na skalę globalną może wywołać obiekt o średnicy kilku kilometrów. W układzie słonecznym to jest drobiazg, niewart nawet wzmianki, ale w zderzeniu z Ziemią taki obiekt jest groźny. Podobno takiej wielkości obiekt wybił dinozaury.

A jeśli już coś takiego zdarzyłoby się to jak wyglądałby ten koniec świata?
Byłaby to gigantyczna eksplozja związana z wybiciem dużego krateru w miejscu uderzenia i wyrzuceniem tego, co było przedtem w tym miejscu, do atmosfery. Trzęsienia ziemi, tsunami, pożary - różni naukowcy rozwijali różne scenariusze. Najbardziej prawdopodobnym zdaje się być scenariusz zimy nuklearnej. Po wojnie nuklearnej wiele pyłów z pożarów może dostać się do atmosfery i zablokować światło słoneczne. Podobne zjawisko miałoby miejsce po zderzeniu Ziemi z asteroidą.

Jakieś inne realne zagrożenia?
Wiadomo że w historii Ziemi zdarzały się gigantyczne wybuchy wulkanów. Np. na Syberii była epoka, w której wielkie wulkany wybuchały jeden po drugim. Była też epoka, w której na Dekanie działy się podobne rzeczy. Kilka razy wybuchł olbrzymi wulkan pod Parkiem Narodowym Yellowstone. Pokrywając produktami wybuchu większą część dzisiejszego terytorium Stanów Zjednoczonych. Gdyby coś takiego zdarzyło się dzisiaj oznaczałoby to koniec Ameryki. Z tym że w przewidywalnym czasie, pewnie co najmniej kilkudziesięciu lat w 100 proc., a potem w 99 proc. przez następne kilkaset lat taki wybuch nam nie grozi. Zagrożenie jednak istnieje i jest realne. 

Skoro mówi Pan, że takie zagrożenie jest realne. To dlaczego naukowcy nie głoszą, że zbliża się koniec świata?
Bo tego nie da się przewidzieć. Nie da się określić kiedy coś wybuchnie. Można podać prawdopodobieństwo, że w ciągu iluś setek lat takie wydarzenie będzie miało miejsce. Daty i godziny - nie.

Czy jak słyszy Pan o końcu świata to uśmiecha się Pan z pobłażaniem?
Nie, ręce mi opadają. Nie ma się z czego śmiać. To jest smutne. Trafiają się tacy zimni szarlatani, który w dodatku nabijają sobie kabzę na naiwności ludzkiej. Oczywiście są też tacy, którzy wierzą w to co głoszą, ale oni są chyba trochę chorzy. A do czego to może doprowadzić, pokazuje przykład z Jimem Jonesem, który założył sektę religijną „Świątynia Ludu” i w 1978 r. przekonał jej członków, żeby przeprowadzili się do Gujany. Tam obwieścił koniec świata i ponad 900 osób, które były z nim w tym kraju, popełniło wówczas samobójstwo.

Dlaczego ludzie w ogóle wierzą w takie przepowiednie?
Na pierwszym miejscu stawiałbym fanatyzm religijny, bo on najsilniej popycha ludzi do wiary w tego typu historie. Na drugim miejscu brak wykształcenia w naukach ścisłych i brak czegoś, co nazwałbym minimalnie naukowym podejściem. Jak słyszę wiadomość, która mnie niepokoi to nie kupuję jej od razu, tylko sprawdzam. Wyobrażam też sobie, że ten strach to są jakieś pozostałości po bardzo wczesnych etapach rozwoju ludzkości, kiedy byle co nas przerażało i byle czemu byliśmy gotowi oddawać pokłony. Wszędzie widzieliśmy wówczas boskie tajemnice. Może nawet pojecie Boga nie było ugruntowane, tylko jakiejś siły, która rządzi nami wszystkimi, której się należy bać i którą trzeba w jakiś sposób przebłagać.

Czy naukowcy ulegają jakimś strachom albo przesądom?
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że każdy jest trochę przesądny. Jest taka anegdotka o Nielsie Bohrze, duńskim fizyku, który badał strukturę atomu. Podobno nad drzwiami jego pracowni wisiała podkowa i ktoś zapytał kiedyś Bohra: czy pan, jako taki wspaniały naukowiec, naprawdę wierzy w coś takiego? - Nie, nie wierzę – odparł Bohr - ale to pomaga nawet niewierzącym. Jest w nas jakaś pozostałość, która sprawia, że jesteśmy podatni na tego typu przepowiednie. Ale przed tą podatnością można się bronić wiedzą.

W jaki sposób naukowiec może walczyć z tego typu przepowiedniami?
Nie może. W zetknięciu z fanatyzmem i głupotą jest rozłożony na łopatki. Niestety. Jestem tutaj absolutnym pesymistą. Ja nie jestem w stanie tej wiary zmienić. Wiedza i wiara to są kompletnie dwie różne sprawy. Mogę się jedynie założyć o 10 tys. dolarów, że końca świata w sobotę nie będzie. Skasuję wygraną w poniedziałek, rozgłoszę to medialnie. I może to przekona wątpiących.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Prof. Łętowska kontra syndyk spółdzielni. Szykuje się ciekawy i ważny proces

Prof. Łętowska: Tu nie chodzi o tych 550 zł, których domaga się ode mnie syndyk. Chętniej dam trzy razy tyle na cele dobroczynne, niż pójdę jak baran ciągnięty na rzeź w procederze ułatwiającym różnym cwaniakom wzbogacanie się.

Violetta Krasnowska
20.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną