20 prezydentów w Warszawie - po co?

Europa Środkowa urosła
W pierwszym szczycie brało udział zaledwie czterech prezydentów, teraz w Warszawie spotyka się ich dwudziestu. Oto krótki przegląd prezydenckich szczytów.
Spotkanie prezydentów w Łańcucie w 1996 r. Na pierwszym planie Vaclav Havel i Aleksander Kwaśniewski.
PAWEL KOPCZYŃSKI/Reuters/Forum

Spotkanie prezydentów w Łańcucie w 1996 r. Na pierwszym planie Vaclav Havel i Aleksander Kwaśniewski.

Choć to prezydent Barack Obama zdominował przekaz medialny, do Warszawy zjeżdżają prezydenci większości krajów tzw. Europy Środkowo-Wschodniej. Zaproszono przedstawicielkę Kosowa (jak przyznał minister Radosław Sikorski – na wyraźną prośbę Stanów Zjednoczonych), nie ma jednak prezydenta Rumunii ani Serbii, którzy w ten sposób przeciwko obecności Kosowa protestują. Dlaczego szczyt państw naszego regionu ma już rangę międzynarodową?

Początki

Zaczęło się w Salzburgu w 1993 r., gdzie z okazji festiwalu mozartowskiego spotkali się prezydenci Austrii, Czech, Niemiec i Węgier. Było pożytecznie i miło więc uznano, że warto kontakty na tym szczeblu podtrzymywać. Rok później do Litomyśla zaproszono również prezydentów Polski, Słowacji i Słowenii. To właśnie na spotkaniu w Czechach prezydent Lech Wałęsa powiedział, że „wkrótce na tych terenach powinny powstać Stany Zjednoczone Europy”. Zaproponował też stworzenie harmonogramu zjednoczenia Europy, swoistej listy pokazującej, co zrobiono, co należy zrobić za rok, co za dwa lata. Wtedy mówiono, że trzeba przekonać Europejczyków – tych z Zachodu – o naszej europejskości. Wszyscy uczestnicy określili się jako zwolennicy integracji choć strasznie było do niej daleko. Uwierzyli jednak, że nadchodzą lepsze czasy, że dobre osobiste stosunki, a nawet przyjaźń odgrywają w polityce ważną rolę.

Wtedy o integracji mówiło się wciąż ostrożnie, w wielu wypowiedziach pobrzmiewał sceptycyzm i pewnie nie wszyscy wierzyli, że to się uda. Ale zastanawiano się nad ideą Europy Środkowej w nowej sytuacji geopolitycznej. Nie tworzono oficjalnych dokumentów, ważne było samo spotkanie i nowy powiew, jaki szedł przez Europę.

Wielkie sprawy

Do Kesztheli nad Balatonem w 1995 r. przyjechał nowy gość, prezydent Włoch Oskar Luigi Scalfaro. Bo przyjęła się zasada, że gospodarz może doprosić kogoś z ważnych sąsiadów. Dyskutowano wtedy o ludzkim wymiarze integracji. Warto pamiętać, że trwała wciąż jeszcze wojna na Bałkanach i prezydenci przyjęli nawet wspólny apel w sprawie Bośni.

No i wtedy Lech Wałęsa zaprosił niespodziewanie do Łańcuta. A jego następca Aleksander Kwaśniewski zaproszenie podtrzymał i honory gospodarza pełnił w 1996 r. Skorzystał też z okazji i rozszerzył zacne grono o prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmę. To była wielka sprawa i  szansa dla Ukrainy, swego rodzaju wprowadzenie na salony. Cały obszar postradziecki i także Ukraina kojarzyła się wtedy z nędzą i kłopotami i nikt nie miał ochoty pochylać się nad jej przyszłością. Dziś na spotkanie przyjeżdża prezydent Wiktor Janukowycz i wydaje się to całkiem normalne, bo Ukraina negocjuje z Bruksela umowę stowarzyszeniową. To pokazuje ile zrobiliśmy przez te lata, ale też zaświadcza, że prezydenckie spotkania swoją rolę spełniły.

Wspólne deklaracje

W 1998 r. w Lewoczy wspierano demokrację w Słowacji gdzie trwał konflikt między prezydentem Kovaczem i premierem Wladimirem Mecziarem. Prezydentów było już jedenastu. Rok później spotkali się we Lwowie, trwała jeszcze wojna w Kosowie, samoloty NATO dopiero co zbombardowały Belgrad, więc tematów do rozmowy nie zabrakło. Wydano wspólną deklarację prezydentów potępiającą terror i czystki etniczne do jakich kosowski konflikt doprowadził. Wzywano Belgrad i Prisztinę do przyjęcia pokojowych rozwiązań, demokratyzacji, zaproponowano Pakt Stabilizacyjny dla regionu Południowo – Wschodniej Europy, włączenie regionu w europejskie i euroatlantyckie struktury.

A 10 lat później w Serbii, w Nowym Sadzie, mówiono o rozszerzeniu, energii i kryzysie na rynkach finansowych. To było XVI spotkanie. Prezydent Lech Kaczyński zaproponował, by kolejny szczyt regionu odbył się w Polsce.

Przytomny twór

Spotkania prezydentów Europy Środkowej i Wschodniej to dziś już tradycja, a może nawet rutyna. Każdego roku, w innym kraju rozmawiają o ważnych dla Europy sprawach. Tematów nie brakuje, bo stary kontynent – jak się okazuje – wcale nie jest syty, senny ani nudny i wciąż się przemeblowuje. Zmienia się też u europejskich sąsiadów, co musi nas obchodzić i czego nie wolno przegapić.

Sam fakt spotkania prezydentów, jak mówił prezydent Vaclav Havel goszcząc szczyt w czeskim Litomyślu w 1994 r. świadczy o tym, że fenomen Europy Środkowej jest żywy choć nie da się go ściśle określić geograficznie, a uczestnicy spotkań przyznają się do środkowoeuropejskości. Jej wyznacznikiem jest pokrewna tradycja historyczna, kulturalna i społeczna.

Wspólne cele udało się osiągnąć, rozszerzenie NATO i UE, pokój na Bałkanach, ściślejsza współpracę w regionie. Europa jest dziś bardziej zintegrowana, lepiej się pewnie rozumie, ale wiele problemów wciąż ją dotyka. Mają więc prezydenci o czym rozmawiać. Wprawdzie schwytano Ratko Mladicia, szykuje się ekstradycja do Trybunału w Hadze, Serbia zrobiła krok ku integracji z UE, ale na Białorusi sądzi się i wtrąca do więzień opozycję, na prześladowania narzeka też ukraińska opozycja. Europa drży przed falą uchodźców z północnej Afryki, których szlak wiedzie przez Włochy i Bałkany. Nie można postawić muru, ale warto mieć pomysł jak reagować. Wciąż ważnym tematem pozostaje gospodarka i energetyka.

Prezydent Havel miał rację, Europa Środkowa okazała się tworem całkiem przytomnym, a wspólna tradycja historyczna i społeczna – zupełnie mocnym spoiwem.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj