Świat

Pierwsza z siedmiorga

Rozmowa z prezydent Szwajcarii

W Szwajcarii nie ma programu rządów tak jak w innych rządach koalicyjnych. To polityka robiona w miarę pojawiających się potrzeb - mówi prezydent Szwajcarii. W Szwajcarii nie ma programu rządów tak jak w innych rządach koalicyjnych. To polityka robiona w miarę pojawiających się potrzeb - mówi prezydent Szwajcarii. Grzegorz Press / Polityka
Rozmowa z prezydent Szwajcarii Micheline Calmy-Rey o kolegialnym rządzeniu i sile obywateli
Szwajcarska kampania wyborcza.Simon Aughton/Flickr CC by SA Szwajcarska kampania wyborcza.
Micheline Calmy-Rey: Szwajcaria jest bardzo aktywna w instytucjach międzynarodowych. Można wręcz powiedzieć, że międzynarodowe prawo humanitarne jest szwajcarskie – zaczęło się przecież od konwencji genewskich.Julien Carnot/Flickr CC by SA Micheline Calmy-Rey: Szwajcaria jest bardzo aktywna w instytucjach międzynarodowych. Można wręcz powiedzieć, że międzynarodowe prawo humanitarne jest szwajcarskie – zaczęło się przecież od konwencji genewskich.

Marek Ostrowski: – Połowa wszystkich Polaków, którzy zaciągnęli kredyty, wybrała franka szwajcarskiego. Są dziś bardzo zaniepokojeni wzrostem jego kursu…
Micheline Calmy-Rey: – Ale my też! Obecny kurs wymienny franka do euro stwarza nam trudną sytuację. Do czerwca 2010 r. interweniowaliśmy na rynku i kupowaliśmy euro w celu zmniejszenia różnicy kursów. Jednak takiej polityki nie można ciągnąć w nieskończoność. Szwajcaria tradycyjnie jest eksporterem, dla firm eksportujących dzisiejszy kurs jest bardzo niekorzystny. Ale też jesteśmy w pewnym stopniu nawykli do takich sytuacji, gdyż przeżywaliśmy podobne rzeczy.

Szwajcaria przyciąga rekordową liczbę prywatnych inwestorów, którzy wam powierzają swoje oszczędności.
Nasze banki przez lata nabrały ogromnego doświadczenia i umiejętności. To jeden z największych atutów kraju.

Na pewno inwestorom też chodzi o pewność i stabilność. Od tego zacznijmy. Jak czytelnikowi wytłumaczyć szwajcarską harmonię, zwłaszcza funkcjonowanie rządu Szwajcarii: cztery główne partie, na które głosuje około 80 proc. elektoratu, są zawsze reprezentowane w rządzie. Rząd liczy zawsze siedmiu ministrów. Jeden z nich jest rotacyjnie prezydentem. Właściwie nie ma opozycji. Jak to wszystko działa?
To przede wszystkim demokracja uczestnicząca. Główne instrumenty całego mechanizmu należą do obywateli: inicjatywa ustawodawcza i prawo do referendum. Wystarczy w kraju zebrać 50 tys. podpisów, by poddać pod głosowanie ustawy przyjęte już przez rząd i uchwalone przez parlament. Od tego, a nie od rządu trzeba zacząć całe objaśnienie szwajcarskiego systemu politycznego. A w rządzie integrujemy główne nurty, główne wrażliwości polityczne w kraju. Próbują one osiągnąć rozwiązania kompromisowe, aby zdobyć większość umożliwiającą osiągnięcie aprobaty nie w parlamencie, ale w całym kraju. Oto logika systemu.

Nadal nie rozumiem, dlaczego przy tak ogromnym zróżnicowaniu – języków, religii, społeczności – nie ma u was wojen politycznych?
Nie żyjemy w systemie alternatywnych rządów: raz rządzą jedni, raz drudzy. Nasz system jest inny – to system rządów kolegialnych, nikt nie ma głosu rozstrzygającego. W systemie alternatywnym przegrani są wykluczeni, nawet odrzuceni do opozycji, również gdy stanowią ważną siłę polityczną. U nas każda ważna siła polityczna po prostu jest w rządzie i musi tam współpracować z innymi. Szukanie dominacji nie służy porozumieniu.

Czy to nie ograniczenie dla programu rządowego?
Nie. W Szwajcarii nie ma programu rządów tak jak w innych rządach koalicyjnych. To polityka robiona w miarę pojawiających się potrzeb.

Weźmy jakiś przykład, powiedzmy, że jedna z partii ma w programie…
Po pierwsze, członkowie rządu nie są reprezentantami partii w rządzie. Każde z nas należy do jakiejś partii, ale kiedy parlament wybiera nas do rządu – działamy autonomicznie. Jeśli powstaje problem do rozwiązania, każdy z członków rządu coś proponuje, sprawdzamy, czy osiągamy konsens i kolegium decyduje.

A jeśli w rządzie nie ma współpracy?
Tak się nie zdarza. Problem leży na stole, przed nami – rząd decyduje. Albo jednomyślnie, albo w głosowaniu, poprzez większość. Rząd podejmuje decyzje autonomicznie, jako gremium, ma własną dynamikę, własną logikę i wolę. Oczywiście nie może podejmować decyzji zupełnie mijających się z oczekiwaniami parlamentu czy ludności, to jasne. Przykład: przed trzema tygodniami podjęliśmy decyzję, by zrezygnować z elektrowni jądrowych. I zaproponujemy program wyjścia według pewnego kalendarza, który będzie rozpatrywany w parlamencie. A potem ewentualnie referendum zadecyduje.

Wiadomo kto z ministrów ma jakie opinie i jak głosował w rządzie?
Nie ujawniamy tego. Decyzje są odpersonalizowane, taka jest logika systemu. Owszem zdarza się, że prasa przypisuje poszczególnym ministrom jakieś stanowiska, ale staramy się unikać takich sytuacji. Rząd jest określonym kolegium i cały stoi za decyzją [ujawnianie kto jak głosował, jest w Szwajcarii przestępstwem – przyp. red.]. W waszym kraju jest premier, do którego należy synteza, podsumowanie. U nas nie ma premiera, wszyscy członkowie rządu są równi.

 

 

I ci, którzy zostali przegłosowani, nie skarżą się mediom?
Tylko wyjątkowo. Nie taka jest logika naszego systemu.

Na przykład w sprawie minaretów zdanie partii prawicowej musiało być inne.
Rząd sprzeciwiał się zakazowi budowy minaretów i członkowie rządu – niezależnie od indywidualnych opinii – publicznie podtrzymywali to stanowisko w całej kampanii referendalnej.

Szwajcarię podziwiają w świecie za stabilizację i harmonię rządów, ale też nie szczędzi się jej krytyki: że historia kraju, dobrobyt odsuwa was od innych, że nie chcecie się mieszać w konflikty międzynarodowe…
Nie, nie. Jako minister spraw zagranicznych starałam się, by kraj był blisko świata. Szwajcaria jest bardzo aktywna w instytucjach międzynarodowych. Można wręcz powiedzieć, że międzynarodowe prawo humanitarne jest szwajcarskie – zaczęło się przecież od konwencji genewskich. Uczestniczymy aktywnie w rozwoju międzynarodowego prawa publicznego, bo taki kraj jak nasz potrzebuje standardów międzynarodowych. Ponadto starałam się, by Szwajcaria odgrywała tradycyjną rolę mediatora i pośrednika, świadczyła tzw. dobre usługi, na przykład reprezentujemy interesy amerykańskie w Iranie i na Kubie, interesy gruzińskie w Rosji i rosyjskie w Gruzji, byliśmy mediatorami między Turcją i Armenią.

Na przykład zawsze rozmawialiśmy też z Hamasem [w UE i USA uznawany za organizację terrorystyczną – przyp. red.]. Postrzegamy siebie jako budowniczych mostów. Wykluczanie kogokolwiek uważamy za błąd, zwłaszcza wykluczanie stron, aktorów sprawy. Każdego trzeba włączyć w poszukiwanie rozwiązania problemu, tak jak uważamy, że w kraju wszyscy obywatele powinni być włączeni w proces podejmowania decyzji.

Ale jest wielu aktorów agresywnych, przepojonych nienawiścią do drugich…
Nie może pan osiągnąć pokoju, jeśli wykluczy z dyskusji głównych aktorów. To filozofia, której hołdujemy od dawna.

Można powiedzieć, że taka polityka przynosi czasem bardzo mizerne rezultaty.
Odbiję piłeczkę: rezultaty polityki wykluczenia są mizerne na pewno. Prowadzić rozmowę jest czasem trudniej, niż wziąć karabin i zabić sąsiada. Dialog jest trudny, ale wart wysiłku.

Konflikty jednak są i będą nieuniknione. Jakie zajmujecie stanowisko w konflikcie libijskim?
Popieramy rezolucję 1973 Rady Bezpieczeństwa. Zezwoliliśmy na loty i tranzyt sił koalicyjnych nad swoim terytorium. Nie uznaliśmy Rady Narodowej w Bengazi, bo nie uznajemy rządów, tylko państwa. Ale otworzyliśmy tam biuro pomocy humanitarnej, bo – według nas – główną dziś sprawą jest pomoc ludności, liczba uchodźców do Egiptu i Tunezji jest ogromna. Oferujemy pomoc humanitarną na granicach i w samej Libii, ponadto Międzynarodowy Czerwony Krzyż utrzymuje placówkę dla tej części ludności, która popiera Kadafiego. Poza aktywnością humanitarną zablokowaliśmy też aktywa Kadafiego i Ben Alego [b. prezydenta Tunezji], Mubaraka i ich otoczenia, a także konta przywódców syryjskich. Chcemy pomóc w odpowiednich postępowaniach prawnych, aby nielegalnie zgromadzone pieniądze zwrócić narodom. Procedury są już wszczęte.

Kiedy Kadafi był u szczytu powodzenia, jego syn tu w Szwajcarii maltretował służącą. Mówi się, że zwolniliście go po interwencji wysłanników Trypolisu.
To nie było tak. Został zatrzymany i zwolniony za kaucją. Szwajcaria była jedynym krajem na świecie, który miał odwagę go aresztować. Kosztowało to nas półtora roku poważnych problemów i więzienie w Libii dwóch szwajcarskich zakładników. Ostatecznie ofiara wycofała skargę w nadziei, że jej bliscy, pozostali w Libii, nie poniosą negatywnych konsekwencji całej sprawy.

Dzisiaj, w okresie transformacji krajów arabskich mówi się o planach pomocy temu regionowi, w tym również poprzez przekazywanie doświadczeń demokracji w działaniu.
Jesteśmy aktywni ze wsparciem humanitarnym w Egipcie i Tunezji. Firmy szwajcarskie są na miejscu, tworzą tam miejsca pracy. Chcemy też pomóc na płaszczyźnie prawnej, gdyż – jak powiedziałam – chcemy rozwiązać problem funduszów nielegalnie zgromadzonych.

Transformacja w krajach arabskich to dla Polski nowe wyzwanie. Dotychczas koncentrowaliśmy uwagę na naszych wschodnich sąsiadach.
Choć Szwajcaria nie jest członkiem Unii Europejskiej, to prowadzi aktywną europejską politykę. Wyasygnowaliśmy, tak jak UE, fundusze spójnościowe. Realizujemy program współpracy z Polską i innymi nowymi członkami UE, ale także z krajami nienależącymi do Unii, m.in. z Ukrainą i Mołdową. Mamy programy współpracy na Wschodzie – także z Rosją. Wyasygnujemy 20 mld franków na zbudowanie nowej transalpejskiej magistrali kolejowej (będzie to najdłuższy tunel w Europie – przyp. red.), by ułatwić wymianę gospodarczą Północ – Południe. Jesteśmy zainteresowani stabilizacją i dobrobytem w całej Europie.

 

Micheline Calmy-Rey ukończyła politologię na Uniwersytecie Genewskim. Przez 20 lat prowadziła firmę dystrybuującą książki. Będąc członkiem partii socjalistycznej, od 1979 r. zasiadała w rządzie kantonu genewskiego, w którym była ministrem finansów, potem szefem. Od 2003 r. jest ministrem spraw zagranicznych Konfederacji; obecnie po raz wtóry pełni (roczną) funkcję prezydenta Szwajcarii.

Polityka 25.2011 (2812) z dnia 14.06.2011; Świat; s. 58
Oryginalny tytuł tekstu: "Pierwsza z siedmiorga"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Dzieci osób uzależnionych

Jakie piętno na dzieciach odciskają uzależnienia rodziców.

Ryszarda Socha
25.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną