Świat

Murdochowie

Potęga klanu Murdochów

Rupert z dziećmi Jamesem, Elisabeth i Lachlanem. Cała trójka pracowała w korporacji ojca. Rupert z dziećmi Jamesem, Elisabeth i Lachlanem. Cała trójka pracowała w korporacji ojca. Tom Stoddart / Getty Images/Flash Press Media
To jeden z najpotężniejszych biznesowych klanów na świecie. Co się teraz z nim stanie?
Rupert Murdoch z drugą żoną Anne i dziećmi, lata 70.Rex Features/EAST NEWS Rupert Murdoch z drugą żoną Anne i dziećmi, lata 70.
Siedziba News Corporation w Nowym Jorku.Mike Knell/Flickr CC by SA Siedziba News Corporation w Nowym Jorku.

Na początku był Rupert. Syn Australii, który prawie z niczego stworzył drugie co do wielkości, po koncernie Disneya, globalne imperium mediowe. 53 tys. zatrudnionych, roczne przychody na poziomie 33 mld dol., wartość firmy szacowana na 60 mld. Dziś Murdoch ma osiemdziesiątkę, majątek osobisty wart około 8 mld dol., sześcioro dzieci i poważne kłopoty. Te ostatnie na tle afery hakerskiej w jednym z jego tabloidów, „The News of the World” („NoW”). Zaczęło się od brudnych newsów, a zmierza do tego, co niektórzy nie wahają się już nazywać Murdochgate. To oczywiście aluzja do Watergate, najsłynniejszej afery politycznej naszych czasów, która w 1974 r. doprowadziła do dymisji urzędującego prezydenta USA Richarda Nixona.

Jak Watergate

Aferę „NoW” do skandalu Watergate porównał sam Carl Bernstein, jeden z tych amerykańskich dziennikarzy śledczych, którzy podnieśli wtedy alarm, że demokracja jest w niebezpieczeństwie. Według niego w obu skandalach istota sprawy polega na masowym nadużywaniu władzy przez polityków i media.

Że żarty się kończą, było widać podczas transmitowanych na żywo na cały świat przesłuchań Murdocha, jego syna Jamesa i bliskiej współpracownicy Rebeki Brooks. Brytyjscy posłowie grillowali także byłych wysokich funkcjonariuszy policji londyńskiej na okoliczność ewentualnej korupcji. Dzień później zebrała się cała Izba Gmin, by wysłuchać wyjaśnień premiera i pytań lidera opozycji. Robiło to wrażenie, niekiedy może trochę teatralne, jednak nie umniejsza to znaczenia wydarzeń i ich konsekwencji.

Chodzi o powiązania mediów Murdocha z elitą polityczną na Wyspach, a może i w USA, gdzie Murdoch, obywatel amerykański, ma kwaterę główną. Zbyt bliskie związki biznesu, mediów i polityki są zagrożeniem dla demokracji. I to jest w skandalu najważniejsze. Na szczęście ruszyła machina jego wyjaśniania, choć na wyniki przyjdzie poczekać. I to raczej długie miesiące. Na razie więc koncern Murdocha, News Corporation, nie schodzi z celownika.

Następca Murdocha

Prasa spekuluje na potęgę o jego przyszłości. Kto może przejąć stery, gdyby Murdoch senior się usunął (albo został usunięty) w cień? Z sześciorga dzieci Ruperta w grę wchodzi trójka: James (ur. 1972), Lachlan (1971) i Elisabeth (1968). Wszystkie z jego drugiego małżeństwa. Druga żona Ruperta jest katoliczką, rozeszli się po prawie 30 latach w 1997 r. Niedługo przed rozwodem Rupert Murdoch otrzymał wysokie watykańskie odznaczenie, Order św. Grzegorza Wielkiego, przyznawane zwykle za zasługi dla Kościoła rzymskokatolickiego (nie jest jasne jakie). Ale nie przeszkodziło mu to miesiąc po rozwodzie ożenić się po raz trzeci. Tym razem z młodszą od siebie ponad dwa razy Chinką, dziennikarką Wendi Deng, świeżo wtedy mianowaną wiceszefową azjatyckiej telewizji Murdocha Star TV. To ona z determinacją zawodniczki kung-fu broniła męża przed intruzem, który wtargnął na wspomniane wcześniej przesłuchanie parlamentarne Murdochów.

James, Lachlan i Elisabeth pracowali w korporacji ojca. Lachlan do niedawna uważany był w kręgach biznesowych za następcę Ruperta. Ale w 2005 r. zrezygnował, ku zaskoczeniu taty, z doskonale płatnej (1,8 mln dol. pensji plus 2,3 mln premii) posady w jego firmie. Kontakty i doświadczenie z czasów, gdy pracował w korporacji, posłużyły mu w dalszej karierze. Ożeniony z modelką i zaprzyjaźniony z słynną aktorką Nicole Kidman, robi interesy głównie w Australii i Azji, między innymi w branży biotechnicznej. Wspiera charytatywną fundację Murdochów na rzecz dzieci (sam ma dwóch synów), ale do gry o sukcesję raczej nie wejdzie. W Australii pozostała też dorosła córka Murdocha z pierwszego małżeństwa, Prudence (1958). Jako jedyna z dorosłych potomków magnata nie pracowała w jego firmie na żadnym wysokim stanowisku.

Więc może James? Analitycy rynku mediowego po odejściu Lachlana dość zgodnie stawiali na Jamesa. James ma doświadczenie, intuicję i wizję. Pracuje w korporacji od 15 lat, rozkręcał jej przedsięwzięcia w Europie i Azji, zwłaszcza telewizyjne: walczył o miejsce na rynku dla satelitarnej telewizji Star, tej samej, w której pracowała przed laty jego chińska macocha. Na początku lat 2000 stacja przynosiła straty. James wyprowadził ją na prostą. Ponad 20-letnia historia Star TV (dziś Star Greater China) jest wymowna, jeśli chodzi o metody robienia interesów w News Corp.

Rupert początkowo chwalił się publicznie, że jego telewizja, nadająca z Hongkongu, będzie promowała wartości demokratyczne. Władzom Chin Ludowych się to nie spodobało, bo w ofercie Star miała programy BBC, a BBC informowała o łamaniu praw człowieka pod rządami chińskich komunistów. Rupertowi zależało na rynku ChRL. Zdjął z oferty BBC, sfinansował publikację marnej książki córki ówczesnego premiera Denga (zbieżność nazwisk z obecną żoną Ruperta przypadkowa). Przychylność władz komunistycznych okazała się priorytetem apostoła wolnego rynku i wolności mediów.

 

Śpiący tygrys

James swoje azjatyckie plany wiąże, co ciekawe, z Indiami. W jego kalkulacji mają lepsze biznesowe widoki na przyszłość niż Chiny. W maju tego roku, na konferencji biznesmenów indyjskich (FICCI) w Bombaju, snuł marzenia o stworzeniu w Indiach mediów, których będzie im zazdrościła reszta świata i których zyski nie będą eksportowane za granicę. Potencjał Indii porównał do śpiącego tygrysa, który się jeszcze nie obudził.

Apelował o liberalizację rynku mediów, zwłaszcza cyfrowego. „W takim kraju jak Indie, ogromnym i zróżnicowanym, nie ma mowy, żeby każdy kanał telewizyjny zaspokajał potrzeby wszystkich, dlatego trzeba odejść od jednego, scentralizowanego modelu biznesowego w tej dziedzinie”. Przekonywał, że światowe sukcesy filmów „Slumdog. Milioner z ulicy” i „Nazywam się Khan” potwierdzają słuszność słów jego ojca: „Ojciec zawsze mówił, że żaden kraj nie ma monopolu na kreatywność – masz do opowiedzenia dobrą historię, to ludzie jej posłuchają”.

A zatem do dzieła! Niech odwrócą się tradycyjne role, niech studia filmowe i telewizyjne w Mombaju eksportują nowe formaty do stacji telewizyjnych w Monachium, niech organizacje produkujące newsy w Delhi ukazują indyjski punkt widzenia na sprawy Indii i regionu odbiorcom w Chicago, Kapsztadzie i Cancun.

Jest w tym apelu Jamesa coś z misjonarskiego zacięcia jego ojca, który swój projekt biznesowy lubi podlewać innowacyjnym sosem. Nie bez racji. Murdoch senior rozpala emocje. Pokonał – jak czysto, to inny temat – takich potentatów mediów, jak Robert Maxwell i Ted Turner. Turner stworzył CNN, stację matkę wszystkich telewizji informacyjnych świata, ale przegrał z Rupertem, kiedy ten wszedł do gry na, zdawałoby się, całkowicie zabetonowanym rynku amerykańskim, podzielonym między trzy wielkie sieci telewizyjne.

Murdochowa Fox TV przełamała ten trójmonopol; Fox News, prawicowy, konfrontacyjny kanał informacyjno-publicystyczny dociera dziś do 100 mln amerykańskich gospodarstw domowych. Ta liczba przekłada się na wpływ polityczny kanału i jego właściciela w USA. Rupert zrewolucjonizował też rynek telewizyjny w Wielkiej Brytanii, zakładając tam Sky News TV. To na tle tych gigantycznych sukcesów trzeba patrzeć na obecne kłopoty Murdocha.

Anulowana transakcja

Rupert musiał wycofać się z swego największego przedsięwzięcia: wykupienia całości udziałów w satelitarnej telewizji BSkyB, za co gotów był zapłacić 12 mld dol., a do czego potrzebna była zgoda państwowego regulatora rynku mediowego. Rupert wolał nie igrać z ogniem, choć miał już tę zgodę prawie w kieszeni. Ale to było przed wybuchem afery hakerskiej – w innym świecie, który zniknął raptem miesiąc temu.

Za ambitnym planem przejęcia BSkyB stał James, biznesowy szef stacji w latach 2003–07. Był wściekły, gdy dowiedział się, już po fakcie, że szefowie korporacji na czele z ojcem zdecydowali odstąpić od transakcji ze względu na zdecydowanie negatywne nastawienie opinii publicznej. Tymczasem James stawia właśnie na media elektroniczne, gazety go nigdy biznesowo nie interesowały, choć dowodził jako wydawca perłami w brytyjskim oddziale imperium: londyńskim „Timesem” i sprzedającymi się codziennie w milionach egzemplarzy tabloidami „The Sun” i hakerskiej pamięci „The News of the World” (dla poprawy wizerunku firmy tabloid trzeba było z dnia na dzień zatopić). Rupert, pomny na australijskie początki swej kariery, kiedy rozkręcił sprzedaż odziedziczonego po ojcu dziennika z kilku do kilkuset tysięcy egzemplarzy, nie przestaje wierzyć w znaczenie prasy papierowej. Ponad pół wieku temu bronił w popołudniówce „Adelaida News” Aborygena oskarżonego, bez mocnych dowodów winy, o gwałt i zabójstwo dziewczynki. W końcu powołano specjalną komisję śledczą i karę śmierci zamieniono na dożywocie. Wiele lat później zwolniony z więzienia Aborygen witał u boku władz Australii królową Elżbietę II.

Siła prasy

To wtedy Rupert poczuł, jaką siłę może mieć prasa. I jak można zarobić pisząc o sprawach emocjonujących masowego odbiorcę. I to się stało jego pomysłem na media, wszystko jedno, z wysokiej czy niskiej półki. Tropiący od lat poczynania ludzi Murdocha lewicowy londyński dziennik „The Guardian” przyznaje Rupertowi miejsce w historii właśnie za stworzenie globalnego modelu mediów do masowego i szybkiego spożycia.

Tak, to Rupert swym brutalnym działaniem uratował ikonę prasy brytyjskiej, londyńskiego „Timesa”. Żeby go uratować przed zejściem z ówczesnej sceny, zdławił wszechmocny związek zawodowy drukarzy, wprowadził do powszechnego użytku redakcyjnego komputery, stworzył własną sieć dystrybucji. Dlatego wybitny brytyjski publicysta Simon Jenkins wzywa dziś do opamiętania totalnych krytyków Murdocha i przypomina: „Po śmierci księżny Diany każdy polityk i komentator lamentował, że świat nie będzie już nigdy taki sam, ale świat zwykle pozostaje taki sam. Sprawa Murdocha to nie jest obalenie muru berlińskiego ani trybunał norymberski. Hakowanie było poważnym błędem, lecz branża mediowa byłaby w innym, gorszym miejscu bez nowatorstwa Murdocha”. Pewnie Jenkins ma rację, ale za to nowatorstwo branża też słono zapłaciła. „Times” ocalał za cenę tabloidyzacji.

To był zwiastun nadchodzącej epoki, w której dziś żyjemy. Rozmywa się w niej gruba czerwona linia, której nie powinni przekraczać dziennikarze, politycy i biznesmeni w swych wzajemnych kontaktach. Zwykłym zjadaczom newsów może się to wydawać kłopotem środowiskowym, przekazem z jakiegoś Marsa, lecz to złudzenie. Bo np. akurat w naszej części Europy, która tyle korzysta na integracji w ramach UE, wulgarnie prawicowe, antyeuropejskie nastawienie Murdocha nie powinno ujść na sucho.

Jamesowi gazetowe sentymenty ojca wydają się anachroniczne. To przedstawiciel generacji wczesnego wstawania i chodzenia na siłownię przed pracą. Po odejściu Lachlana starał się jednak zasłużyć w oczach patriarchy rodu. Wiedział, że Rupert chce, by interes, jaki zbudował, został w rękach rodziny. James ma dziś spore szanse na sukcesję, ale ma też rywali. Wśród nich własną siostrę Elisabeth, która wraz z Prudence włączyła się w rodzinne spory, jak zapanować nad hakerskim kryzysem w firmie. Obie naciskały na odsunięcie Rebeki Brooks, zamieszanej w aferę „NoW”, młodzi Murdochowie byli przeciw. Rebeka odeszła, co oznacza, że wygrała linia Elisabeth. Na jak długo? Warto pamiętać, że klan Murdochów ma tylko 40 proc. udziałów w interesie.

Może się okazać, że w obecnej sytuacji ostatnie słowo należeć będzie do akcjonariuszy, tych spoza klanu. Choć i wśród nich układ sił i interesów jest mocno skomplikowany. Wielu życzyłoby sobie, by następcą Ruperta został Chase Carey, drugi po bogu w korporacji, w branży uważany za gracza wagi ciężkiej. Ale z kolei saudyjski książę Alwalid bin Talal, kluczowy akcjonariusz News Corp., trzyma z klanem. Czyżby James zapomniał o słowach własnej matki, która już 10 lat temu wyznała, że wolałaby, by żadne z jej trojga dzieci nie przejmowało schedy po ojcu?

Polityka 31.2011 (2818) z dnia 26.07.2011; Świat; s. 41
Oryginalny tytuł tekstu: "Murdochowie"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Szamani i inni szatani. Polska religijność zabobonna

Magiczna, zabobonna religijność staje się coraz bardziej powszechna w polskim Kościele. A pandemia jeszcze nasiliła te tendencje.

Joanna Podgórska
21.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną