Świat

Czekając na deszcz

Głód w Rogu Afryki

Już jesienią zeszłego roku wiedzieliśmy, że tego lata w Rogu Afryki wybuchnie wielki kryzys humanitarny – mówią europejscy urzędnicy. Teraz Komisja Europejska, państwa członkowskie, USA i ich obywatele, bombardowani zdjęciami przerażająco wychudzonych dzieci, wysupłują setki milionów euro. I bardzo dobrze, choć dramat nie sprowadza się wyłącznie do braku pieniędzy.

Długoterminowe prognozy się sprawdziły. Wiosną deszcze nie spadły i od Kenii, przez Etiopię i Somalię po Dżibuti zaczęły ginąć stada bydła i kóz, jedyny majątek i źródło żywności milionów mieszkańców tamtejszej wsi, utrzymującej się niemal wyłącznie z pasterstwa. Sytuacja jest zła w całym regionie, choć Kenijczycy i Etiopczycy nie są jeszcze w najgorszej sytuacji. Owszem zamieszkują regiony zaniedbane przez Nairobi i Addis Abebę, susza wybiła ich stada, tradycyjne źródła wody wyschły (do niektórych i bez suszy trzeba wędrować kilka kilometrów w jedną stronę), ale akurat w Kenii i Etiopii międzynarodowa pomoc do potrzebujących prędzej czy później powinna trafić. Rozdystrybuują ją lokalni urzędnicy, dziesiątki organizacji pozarządowych i kościołów, których wysłannicy docierają do najbardziej oddalonych osad. Miejscowi też świetnie wiedzą, do której szkoły czy kaplicy muszą iść, by dostać mąkę, oliwę i lekarstwa dla dzieci.

Tragicznie jest za to w podzielonej dwoma dekadami wojny domowej 10-milionowej Somalii, gdzie rząd nie kontroluje nawet całej stolicy. Upadłe państwo to zdecydowanie najgorsze miejsce do życia, czego dowodem uchodźcy nieprzerwanie uciekający z kraju, mimo że kontrolujący somalijskie południe, powiązani z Al-Kaidą rebelianci z Al-Szabab zamknęli granicę z Kenią. Jednak jak to w Afryce granice nie są zbyt szczelne i co noc do kenijskich obozów dla uchodźców docierają tysiące nowych przybyszów. Do granicy dojeżdżają autobusami, wozami zaprzężonymi w osły, łapią okazję, by później całymi rodzinami wędrować kilkadziesiąt kilometrów przez busz. Dopiero ci którzy przetrwali morderczą wędrówkę mogą liczyć na pomoc. Jest jednocześnie paradoksem, że Somalijczycy dostają w obozach warunki lepsze nie tylko od tych, które mieli u siebie, ale także od tych, jakie ma okoliczna kenijska ludność, co budzi oczywistą zawiść kenijskich sąsiadów.

Tymczasem w samej Somalii działają tylko niektóre organizacje, między innymi Czerwony Krzyż. Póki co innych Al-Szabab nie chce widzieć, a odruchy serca ewentualnych wolontariuszy skutecznie chłodzą statystki: spośród pracowników organizacji humanitarnych, którzy zginęli w zeszłym roku, dwie trzecie straciło życie właśnie w Somalii. Rzecz jednak w tym, że pogłębiającego się kryzysu nie rozwiążą pieniądze, współczucie i najsprawniejsze organizacje pomocowe. Somalia – z obecnym dramatem głodu, a także piratami i terrorystami z Al-Szababu, to pilne zadanie czekające na europejskich, amerykańskich i afrykańskich polityków. Nie rozwiąże go także deszcz, który przecież w końcu spadnie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Fiat 126p. Polski Volkswagen, tylko trochę mniejszy

Gdyby szukać materialnego symbolu gierkowskiej dekady, Polski Fiat 126p byłby jak znalazł. To za sprawą tego małego autka zaczęła się w PRL era masowej motoryzacji. Bo samochód – obok własnego mieszkania – miał być najbardziej widomym znakiem dobrobytu Polaków.

Adam Grzeszak
12.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną