Prekariat: młodzi, bez perspektyw. Nowa klasa społeczna

Prekariusze wszystkich krajów
Seryjni stażyści, pracownicy tymczasowi, młodzi bezrobotni. W Europie rośnie nowa klasa społeczna bez perspektyw na dobrobyt i awans. Istnieje także w Polsce i ma już swoją nazwę: prekariat.
Greccy studenci na ulicach Aten podczas antyrządowej demonstracji.
ARIS MESSINIS/AFP/EAST NEWS

Greccy studenci na ulicach Aten podczas antyrządowej demonstracji.

Europejski prekariat składa się z trzech grup. W Londynie szalała pierwsza – skłonny do przemocy odpowiednik lumpenproletariatu.
WENN.com/BEW

Europejski prekariat składa się z trzech grup. W Londynie szalała pierwsza – skłonny do przemocy odpowiednik lumpenproletariatu.

Młodzi są największymi ofiarami kryzysu gospodarczego.
Stephen Barnes/Law and Order / Alamy/BEW

Młodzi są największymi ofiarami kryzysu gospodarczego.

Jeśli młodzi znajdą pracę, coraz częściej jest ona czasowa.
spamdangler/Flickr CC by SA

Jeśli młodzi znajdą pracę, coraz częściej jest ona czasowa.

Polsce wyrosło pierwsze syte pokolenie. Jak wynika z rządowego raportu „Młodzi 2011”, Polacy między 15 a 34 rokiem życia upodobniają się do rówieśników z Europy Zachodniej: są otwartymi hedonistami i namiętnymi konsumentami dóbr, mają luźny stosunek do instytucji małżeństwa, pielęgnują swój indywidualizm, ale chcą też być użyteczni dla ogółu. Relacje z ludźmi cenią na równi z wysokim poziomem życia. Mają wielkie ambicje: chcą mieć dużo pieniędzy, dobre wykształcenie i wysoki prestiż, ale też ciekawą pracę, wartościowe przyjaźnie, barwne życie, a z czasem udaną rodzinę. Już teraz młodzi czerpią z życia pełnymi garściami, a oczekują od niego znacznie więcej.

Za filar przyszłego dobrobytu i szczęścia uznają pracę, ale ze znalezieniem zatrudnienia i zdobyciem dobrej posady mają rosnący kłopot. Młodzi Polacy między 18 a 34 rokiem życia stanowią ponad połowę zarejestrowanych bezrobotnych, a bezrobocie wśród młodzieży jest dwukrotnie wyższe od średniej. Połowa zatrudnionych nie pracuje w wyuczonym zawodzie, a studia wyższe nie gwarantują już etatu ani dobrej pozycji społecznej. 62 proc. młodych chałturzy na umowach tymczasowych, nowicjusze na rynku pracy zaczynają od darmowych staży, często przypominających pracę etatową. Jak pisze autorka raportu prof. Krystyna Szafraniec, „młodzi ludzie zostali złapani w pułapkę tymczasowych form zatrudnienia”.

Czym to grozi, pokazuje przykład Europy Zachodniej. Podczas gdy młodzi Polacy wciąż mają nadzieję na dobrobyt i awans, ich rówieśnicy we Francji, Hiszpanii i Grecji powoli ją tracą. Nad krajami rozwiniętymi zawisła groźba straconego pokolenia, pierwszego od II wojny światowej, któremu może powieść się gorzej niż poprzedniemu. Zwiastunem kryzysu społecznego są wybuchające od kilku lat niepokoje z udziałem młodych: płonące przedmieścia Paryża, bitwy uliczne w centrum Aten, masowe demonstracje w Madrycie, a ostatnio zamieszki w Londynie. Warszawie takie sceny jeszcze nie grożą, ale Polska wchodzi w tę samą ślepą uliczkę.

Niepewni jutra

Młodzi są największymi ofiarami kryzysu gospodarczego. Bez pracy jest dziś 20,4 proc. Europejczyków między 15 a 24 rokiem życia, którzy chcieliby podjąć zatrudnienie, o jedną trzecią więcej niż w 2008 r. Ponad 5 mln młodych ludzi nie jest w stanie nawet wejść na rynek pracy, a bezrobocie w tej grupie utrzymuje się na rekordowym poziomie pomimo trwającego drugi rok ożywienia gospodarczego. Unijna średnia jest i tak optymistyczna, bo maskuje skrajne wskaźniki dla poszczególnych krajów: w Hiszpanii bez pracy jest 42 proc. młodych, w krajach nadbałtyckich, Grecji i Słowacji – ponad 30 proc., w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech i Szwecji – ponad 20.

Jeśli młodzi znajdą pracę, coraz częściej jest ona czasowa. Tutaj prym wiodą Słowenia i Polska, gdzie na umowach tymczasowych pracuje ponad 60 proc. zatrudnionych poniżej 25 roku życia. Niewiele lepiej jest we Francji, Niemczech, Szwecji, Hiszpanii i Portugalii, gdzie ten odsetek przekracza 50 proc. Praca czasowa jest zrozumiała na początku kariery zawodowej, ale ta forma zatrudnienia staje się normą dla młodych, niezależnie od stażu. Po upływie jednej umowy pracodawca oferuje kolejną, wymuszając przyjęcie niskiej pensji w zamian za mglistą obietnicę stałego zatrudnienia. Wydłużają się staże i praktyki, będące formą pracy darmowej.

Zaniżanie płac młodych jest powszechne w Hiszpanii, Francji i Portugalii. Pracujący Hiszpanie między 16 a 19 rokiem życia otrzymują 45,5 proc. płacy dorosłych, ci między 20 a 24 rokiem – 60,7 proc. Wypadkową niskich płac jest rosnący odsetek tzw. pracujących biednych, którzy mimo zatrudnienia nie są w stanie się utrzymać. Najwyższy jest w Rumunii (17,9 proc.) i Grecji (13,8 proc.), dalej w Hiszpanii (11,4 proc.), na Łotwie (11,1 proc.) i w Polsce (11 proc.). Wszędzie wzrasta udział zatrudnionych czasowo lub na niepełny etat. 27,6 proc. młodych Europejczyków pracuje w niepełnym wymiarze, gdyż nie mogli znaleźć pełnego etatu.

Tę różnorodną grupę ludzi łączy niepewność jutra, która nie pozwala niczego planować, i płaca tak marna, że nie stać ich na godne życie. Precarius znaczy po łacinie „zdany na prośbę, łaskę” (patrz ramka), a prekariusz to w dzisiejszej socjologii człowiek zawieszony między dobrobytem a biedą, pozbawiony bezpieczeństwa materialnego i stale zagrożony upadkiem społecznym. – Na naszych oczach rodzi się nowa globalna klasa społeczna – mówi Guy Standing, profesor bezpieczeństwa ekonomicznego na uniwersytecie w Bath i autor książki „Prekariat”.

Pięć lat temu niemiecka lewica zamówiła badanie demograficzne, mające pomóc uchwycić jej elektorat. – Stare podziały na klasy i warstwy przestały precyzyjnie opisywać rzeczywistość, więc zaczęliśmy grupować respondentów według wyznawanych wartości i postaw życiowych – mówi Rita Müller-Hilmer z instytutu TNS Infratest w Berlinie. Owocem badania był raport, którego wyniki trafiły na pierwsze strony gazet: badacze odkryli szeroką grupę, która doświadczyła już bezrobocia, czuje się zmarginalizowana i boi się dalszego upadku. Nazwali ją oderwanym prekariatem i oszacowali na 8 proc. społeczeństwa. A wszystko w najbogatszym kraju Europy.

W Niemczech trwała akurat debata o „nowej podklasie”, jak określano wówczas osoby żerujące na zasiłkach i prowadzące bezczynny styl życia. Raport z jednej strony potwierdził istnienie nowej grupy, czemu lewica wolała zaprzeczać, z drugiej pokazał, że jest zbyt duża jak na podklasę, w domyśle lumpenproletariat, do którego usiłowała ją sprowadzić prawica. Badacze dowiedli tego, co szeregowi obywatele zdążyli już sami zauważyć: że bieda przestała dotykać wyłącznie klasę niższą, a bezrobocie podmywa klasę średnią. 63 proc. Niemców boi się trwających przemian, a 61 proc. uważa, że nie ma już społecznego środka, został tylko dół i góra.

Tę diagnozę potwierdzają częściowo badania ekonomiczne. W 2008 r. Niemiecki Instytut Badań Gospodarczych po raz pierwszy ogłosił, że klasa średnia się kurczy: w ciągu dekady stopniała o 8 proc., z czego prawie 7 proc. spadło do klasy niższej, a niespełna 2 proc. przeszło do wyższej. Klasa średnia stanowi wciąż ponad połowę społeczeństwa, ale w grupie zagrożonej biedą jest już ponad 25 proc. obywateli. – Kiedyś w społeczeństwie niemieckim szło się zawsze do góry. Nawet jeśli aktualnemu pokoleniu wiodło się gorzej, dzieciom miało być lepiej – mówi MüllerHilmer. – Dziś ta obietnica już nie obowiązuje, przynajmniej nie w klasie niższej.

Dobrobyt dla wszystkich

Przypadek RFN jest symboliczny dla całej Europy. To Niemcom Ludwig Erhard obiecał w latach 50. „dobrobyt dla wszystkich” oraz pełne zatrudnienie w ramach uspołecznionej gospodarki rynkowej, godzącej wolność ekonomiczną ze sprawiedliwością socjalną. I słowa dotrzymał: naoliwione planem Marshalla i rozpędzone powojenną odbudową Niemcy doświadczyły cudu gospodarczego. Po niemieckim Wirtschaftswunder przyszły francuskie Les Trente Glorieuses, chwalebne trzydziestolecie powojennego rozwoju. W całej Europie Zachodniej gospodarki przeszły drugie uprzemysłowienie, które zapewniło im 30 lat nieprzerwanego wzrostu.

Największym cudem epoki powojennej było powstanie klasy średniej. W kilka dekad wyrosła szeroka grupa społeczna, która najpierw zasiliła fabryki odradzającej się Europy, a potem wydała armię konsumentów, masowo kupujących samochody, pralki i telewizory. Praca pozwalała się nie tylko utrzymać, ale także zadbać o zdrowie, opłacić edukację dzieci i zabezpieczyć starość. We Francji średnia płaca wzrosła w latach 1945–75 aż trzykrotnie, po raz pierwszy w historii Europy nierówności społeczne spadały, zamiast rosnąć, mówiono wręcz o moyenizacji, czyli uśrednianiu się społeczeństwa.

Ale klasa średnia była czymś więcej niż zbiorowością sytych i zadowolonych z siebie. Była windą społeczną, wyciągającą nowe pokolenia klas niższych do góry. Społeczeństwa epoki przemysłowej były nad wyraz przepuszczalne, a kto chciał się uczyć, awans miał w kieszeni. Na potrzeby klasy średniej powstało nowoczesne państwo opiekuńcze, oferujące już nie tylko ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne, ale cały asortyment świadczeń, wyrównujących szanse osób gorzej sytuowanych. To sukces klas średnich zapewnił Europie pół wieku stabilności, a zadaniem polityków było pilnować, by machina pełnego zatrudnienia i nieustannego awansu nigdy nie stanęła.

Zacięła się już w 1973 r., kiedy kryzys naftowy wywołał pierwszą powojenną recesję w świecie rozwiniętym. Wybuch masowego bezrobocia i stagflacji spowodował przewrót w teorii ekonomicznej: w ciągu dekady keynesowską wiarę w państwo zastąpił friedmanowski kult rynku. Receptą na reanimację gospodarek miało być uwolnienie przedsiębiorstw od ciężaru nadmiernej regulacji i podatków, a nowym celem rządzących stała się pogoń za wzrostem gospodarczym. Liberalizacja lat 80. utorowała drogę globalizacji lat 90., ta z kolei prekaryzacji, najbardziej brzemiennemu w skutkach zjawisku społecznemu minionej dekady.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną