Świat

Nieliczni, ale groźni

Niemcy na celowniku fundamentalistów islamskich

W Sehitliku muzułmanie modlą się za ofiary 11 września. W tym meczecie trudno spotkać radykałów, oni raczej odwiedzają mniej rzucające się w oczy świątynie. W Sehitliku muzułmanie modlą się za ofiary 11 września. W tym meczecie trudno spotkać radykałów, oni raczej odwiedzają mniej rzucające się w oczy świątynie. Fabrizio Bensch/Reuters / Forum
Rządy Niemiec przez lata, w imię demokracji, przymykały oko na fundamentalistów islamskich. Teraz za ten błąd mogą drogo zapłacić.
Sehitlik, biały meczet z minaretem. Tu organizuje się zwiedzanie dla turystów i akcje przeciw przemocy.onnola/Flickr CC by SA Sehitlik, biały meczet z minaretem. Tu organizuje się zwiedzanie dla turystów i akcje przeciw przemocy.
Corocznie na islam przechodzi w Niemczech około czterech tysięcy osób.Libertinus/Flickr CC by SA Corocznie na islam przechodzi w Niemczech około czterech tysięcy osób.

Kiedy na początku września Ibrahim wracał z nocnej zmiany, na Heinrich-Schlusnus-Strasse w berlińskiej dzielnicy Neukoelln pełno było karetek i wozów policyjnych. Przed blokiem kręciło się mnóstwo policjantów i zamaskowanych antyterrorystów z karabinami, przypomina sobie Ibrahim. Na dole stało kilku sąsiadów. Ktoś puścił plotkę, że policja szuka terrorysty. Ibrahim nie uwierzył. Niby kto? Potem policjanci wyprowadzili panią N., żonę Haniego. Ibrahim rozpoznał ją z daleka, bo jedyna w klatce nosiła nikab, tak, że było jej widać tylko oczy. Pani N. przed sobą pchała wózek z bliźniakami. Haniego nie było widać. Kiedy już Ibrahim dostał się do mieszkania, z telewizji dowiedział się, że policja w Berlinie ujęła dwóch islamskich zamachowców.

Cztery dni przed dziesiątą rocznicą ataku na WTC, Niemcy znowu poczuli, że we własnym kraju nie są bezpieczni. Pod zarzutem przygotowania zamachu bombowego, policja zatrzymała w stolicy 28-letniego Haniego N., mieszkającego tu od lat Palestyńczyka i 24-letniego Samira M., Niemca z libańskimi korzeniami. Od miesięcy gromadzili duże ilości substancji chemicznych, które miały posłużyć do budowy bomby. Podobnie jak zrobił to skandynawski zamachowiec, prawicowy ekstremista Anders Breivik. Policja obserwowała ich od dawna. Aresztowanie przyspieszyła zbliżająca się wizyta papieża Benedykta w Niemczech i wybory w Berlinie. Do ich ochrony trzeba było oddelegować dodatkowych policjanów, też część tych, którzy do tej pory przez całą dobę śledzili Haniego i Samira. 7 września 230 funkcjonariuszy wkroczyło do mieszkań obu mężczyzn, meczetu, który często odwiedzali oraz pobliskiego towarzystwa islamskiego. Znaleziono kilkanaście kilogramów chemikaliów. - Służby bezpieczeństwa potrafiły w odpowiednim momencie dostrzec zagrożenie dla obywateli i je unieszkodliwić - pochwaliła policję Angela Merkel.

Na celowniku terrorystów

„Niemcom znowu udało się uniknąć tragedii”, skomentowały krajowe media. Zagrożenie terrorystyczne w Niemczech jest cały czas poważne, potwierdzają służby specjalne. W ciągu ostatnich dziesięciu lat kraj kilkanaście razy był na celowniku terrorystów. Federalny Urząd Kryminalny oficjalnie podaje liczbę ośmiu, udaremnionych przez niemieckie służby, zamachów. Największym echem odbiło się rozbicie tzw. grupy z Sauerlandu, która przygotowywała serię ataków bombowych na amerykańskie cele w Niemczech i rozbicie niemieckiej komórki Al Kaidy, na wiosnę tego roku. Ale służby nie były bezbłędne.

W 2006 r. tylko przez przypadek udało się uniknąć wielu ofiar śmiertelnych. Przez wadę konstrukcyjną nie wybuchły bomby podłożone przez dwóch Libańczyków w pociągach regionalnych w Nadrenii. W marcu tego roku, na lotnisku we Frankfurcie, młody Kosowar zastrzelił dwóch amerykańskich żołnierzy, a kilku ranił. Wszyscy zamachowcy byli islamskimi fundamentalistami. Większość mieszkała legalnie w Niemczech, spora część miała niemieckie obywatelstwo.

Do 2001 r. Niemcy były jedną z głównych baz dżihadzistów na Zachodzie. To tu, nie niepokojeni przez policję, planowali zamachy. W Hamburgu, w mieszkaniu Mohammeda Atty, powstał plan ataków z 11 września. Atta, student architektury z Egiptu, był członkiem tzw. hamburskiej komórki terrorystycznej Al Kaidy i przywódcą pilotów-samobójców. Co ciekawe, dopiero w Niemczech, pod wpływem nauk w hamburskim meczecie Al-Quds, Atta stał się radykalnym islamistą. Władze niemieckie dopiero po ataku na WTC zainteresowały się komórką. Nie biorący bezpośrednio udziału w ataku dżihadżiści zdążyli uciec do Afganistanu. Meczet, w którym się spotykali, pod zmienioną nazwą, istniał nadal, obserwowany przez policję. Władze zamknęły go dopiero w 2010 r., po tym, jak grupa trzydziestu związanych z nim radykalnych wyznawców islamu, wyjechała do talibskich obozów szkoleniowych na pograniczu Afganistanu i Pakistaniu.

Nieliczni, ale groźni

Od dnia, kiedy policja aresztowała Haniego N., na osiedlu wszyscy mówią tylko o jednym. Co tak naprawdę było w jego mieszkaniu i w jego głowie. Kiedy zbliża się obcy, milkną. – Boją się, że sie, że piętno Haniego przejdzie na całe osiedle - mówi Ibrahim. Jest jednym z nielicznych, którzy z obcymi jeszcze rozmawiają. Jak teraz pomyśli, to rzeczywiście Hani był dziwny. - Jego żona nigdy nie rozmawiała z sąsiadkami, nawet muzułmankami. A Hani nakłaniał chłopaków z podwórka, żeby nie nosili koszulek piłkarskich z napisem Ronaldo. To grzech, mówił, taki podziw dla piłkarza i to niewiernego. A chłopcy tak grali nawet na festynie w gminie muzułmańskiej przy meczecie Sehitlik i tam nikt nic nie mówił.

Ale Hani nie chodził do Sehitlika, pięknego białego meczetu z minaretem, gdzie organizuje się zwiedzanie dla turystów i akcje przeciw przemocy, gdzie także w 10. rocznicę zamachu na WTC modlono się za ofiary terroryzmu z Nowego Jorku.

W Niemczech mieszkają cztery miliony muzułmanów. Ponad 70 proc. z nich to umiarkowani sunnici, druga największa grupa to 14 proc. uznających się za muzułmanów postępowych alewitów. Przeważająca większość muzułmanów w Niemczech nie stanowi zagrożenia dla społeczeństwa. Ale jest też mniejszość, podobni do Haniego N. i Samira M., którzy chodzą do meczetów, takich jak Al-Rahman, czy Al-Nur. Nie rzucających się w oczy, bez minaretów, w halach, czy biurowcach. Meczetów znajdujących się pod obserwacją służb specjalnych, jako miejsce spotkań salafitów. To jeden z najbardziej radykalnych odłamów islamu.

 

 

Musimy być czujni

Koran czytają dosłownie. Oficjalnie wzywają do dżihadu wobec niewiernych. Nie tylko chrześcijan, czy żydów, ale też zbyt liberalnych muzułmanów, którzy akceptują modernizację islamu po śmierci Mohameta i istnienie świeckiego państwa.W kwietniu tego roku niemieckie władze ogłosiły, że monitorują ok. 1100 osób podejrzewanych o „sprzyjanie islamskiemu terroryzmowi”. Około 130 z nich uznano się za szczególnie niebezpieczne, „zdolne do przeprowadzenia zamachów na dużą skalę”.

- Musimy być czujni - apelowała kanclerz Merkel po akcji antyterrorystycznej w Berlinie. Bezpieczeństwu ma pomóc obywatelska postawa, nie państwo policyjne. Wbrew stereotypom, Niemcy alergicznie reagują na przejawy ograniczania demokratycznych praw. Powszechny monitoring, wzorem Londynu, w Berlinie by nie przeszedł. Po 2001 r. rząd uchwalił pakiet ustaw wspomagających służby specjalne w walce z terroryzmem. Podejrzani o terroryzm, lub nawoływanie do niego, mogą być obserwowani, cudzoziemcy wydaleni. Podejrzanym o nawiązanie kontaktu z siatką terrorystyczną za granicą można odebrać paszport.
W praktyce tylko jeden meczet, Al-Quds w Hamburgu, został w 2010 r.zamknięty, jeden kaznodzieja wydalony, a liczbę osób, które w ostatnich latach wyjechały na szkolenia terrorystyczne do obozów talibów w Afganistanie, czy Pakistanie, Federalny Urząd Kryminalny szacuje na ponad 250. W samym Berlinie są przynajmniej trzy meczety, w których rządzą salafici. Jeden z imamów, bez konsekwencji, groził w internecie Angeli Merkel za zaangażowanie Niemców w Afganistanie.

Terrorysta własnego chowu

„Szejku Osama, największy męczenniku naszych czasów, jesteś dzis gwiazdą na dalekim niebie. Do końca świata będziemy wypełniać nasz obowiązek świętej wojny”, śpiewa Abou Maleeq na spotkaniach z młodymi muzułmanami i na YouTube. Maleeq to Denis Cuspert, Niemiec z kryminalna przeszłością. Jeszcze rok temu występował jako raper pod pseudonimem Deso Dogg. Skłócony w branży, zapowiadał odejście. Ale zamiast tego przeszedł na islam i wspólnie z z salafickimi kaznodziejami pojawia się w internecie, z utworami wzywającymi do świetej wojny. Łatwo jest sobie wychować dżihadystę.

W 2009 r., po następnej fali ostrzeżeń o możliwej fali zamachów, niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maizière wezwał ludność do informowania, gdyby zauważyli podejrzane osoby, unikające kontaktu i mówiące po arabsku, lub w innym języku, którego Niemcy nie rozumieją. Tyle, że grupą Sauerland dowodziło dwóch rodowitych Niemców i urodzony w Niemczech potomek imigrantów. Stało się jasne, że zamachowiec nie musi się wyróżniać. Służby specjalne podkreślają, że największym zagrożeniem są tzw. „home grown terrorists” – terroryści własnego chowu, miejscowi, przeszkoleni do zamachów na własnej ziemi. Brunet, szatyn, czy blondyn, mówiący bez akcentu po niemiecku. Młody mężczyzna, albo kobieta. Nie wyróżniający się z tłumu. I dlatego zamachowca doskonały.

Zbuntowani, wyobcowani, podatni

Corocznie na islam przechodzi w Niemczech około czterech tysięcy osób. W większości to drugie lub trzecie pokolenie muzułmańskich imigrantów, które poszukuje korzeni. Ale są też rodowici Niemcy. Łączy ich jedno – brak stabilizacji życiowej, sukcesów, wyobcowanie. Są zbuntowani, czują sie oszukani, albo mało warci. I podatni na radykalizm. Wcześniej taka młodzież trafiała do anarchistów, teraz do fundamentalnych islamistów. Docierają do niej skuteczniej, niż pracownicy społeczni. Wyciągają rękę, dają wsparcie, a przy okazji indoktrynują.

Mimo ultra konserwatywnego nastawienia do życia, używają w pracy misyjnej nowoczesnych środków przekazu: są na YouTube, Facebooku, prowadzą blogi, na których cierpliwie odpowiadają na pytania wiernych i niewiernych. Młodzi salaficcy immamowie oferują to, o czym w większości meczetów się nie myśli. Naukę Koranu po niemiecku i znajomość problemów niemieckiego społeczeństwa.

- W życiu nie chodzi o to, by wygrać w hokeja, by mieć świetną pracą. Nie chodzi o to, by być cool, by inni cię lubili. Chodzi o to, by wejść do raju - tłumaczy zebranym na spotkaniu we Frankfurcie młodym ludziom, bezbłędną niemczyzną i z przyjaznym uśmiechem, Abu Hamza. Koszula w kratę, biała czapeczka, rudawa broda. Gdyby nie ta staromodna broda, wygladałby jak zwykły Niemiec. Bo nim jest. Hamza to Pierre Vogel, były mistrz bokserski juniorów. Z boksem zerwał po przejściu na islam. Dziś to - zdaniem niemieckich władz -jeden z najbardziej groźnych kaznodziejów salafickich. Jest pod obserwacją służb specjalnych, ale nigdy nie został zatrzymany.

Vogel działa na granicy prawa. Oficjalnie nie namawia do przemocy, ale na spotkaniu o islamie chwali pamięć Osamy Bin Ladena. Nie występuje przeciwko państwu, ale naucza, że szariat jest jedynym obowiązującym prawem. To on groził Angeli Merkel piekielnym ogniem, a swoim słuchaczom oferuje broszurkę, która wyjaśnia, jak bić żonę, by nie zostały ślady i nie podpaść policji. Jego słuchacze wiedzą, o co chodzi.

- To nie koniec. Będzie więcej prób zamachów w Niemczech - uprzedzał w mediach Ehrhart Körting, minister spraw wewnętrznych Berlina, po ostatniej akcji. Angela Merkel prosi obywateli o czujność.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Sarmata, hipis, mundurowy? Polskie wzorce męskości

Dr hab. Wojciech Śmieja o tym, jak ukształtował się osobliwy, polski wzorzec tak zwanego prawdziwego mężczyzny.

Ewa Wilk
30.09.2020
Reklama