Świat

Długie nogi Kremla

Rosja: Seksizm na szczytach władzy

Jeden z happeningów kobiet stowarzyszonych w Armii Putina, które manifestacyjnie wspierają swego patrona. Jeden z happeningów kobiet stowarzyszonych w Armii Putina, które manifestacyjnie wspierają swego patrona. SERGEI ILNITSKY/EPA / PAP
Feminizm brzmi w Rosji jak brzydkie słowo, a rola kobiet w polityce sprowadza się do wykonywania prac administracyjnych i rozbierania się podczas kampanii.
Walentina Matwijenko – zawsze lojalna wobec Putina przewodnicząca Rady Federacji.Yana Lapikova/RIA Novosti/Reuters/Forum Walentina Matwijenko – zawsze lojalna wobec Putina przewodnicząca Rady Federacji.
Jedna z najważniejszych urzędniczek Federacji: Tatiana Golikowa – obecnie minister zdrowia i polityki socjalnej.Dmitry Astakhov/ITAR-TASS/Forum Jedna z najważniejszych urzędniczek Federacji: Tatiana Golikowa – obecnie minister zdrowia i polityki socjalnej.
Wydalona z USA agentka Anna Chapman jest gwiazdą partii Putina i męskich magazynów, dla których pozowała.EAST NEWS Wydalona z USA agentka Anna Chapman jest gwiazdą partii Putina i męskich magazynów, dla których pozowała.

Rosyjska konstytucja gwarantuje równość płci, mimo to polityka w Rosji jest niemal wyłącznie domeną mężczyzn. – Polityka na najwyższym szczeblu tradycyjnie opierała się na nieformalnych powiązaniach, załatwianiu spraw w wąskim kręgu zaufanych ludzi. W ZSRR robiło się to na polowaniu albo w saunie, nierzadko przy alkoholu – tłumaczy politolog Aleksiej Makarkin. We współczesnej Rosji jest więcej procedur, formalizmu. Narady odbywają się nie na daczy, ale w siedzibie rządu czy na Kremlu. – Ale kobieta ciągle nie jest postrzegana jako partner w stu procentach – dodaje.

Przed grudniowymi wyborami do Dumy politycy postanowili wykorzystać kobiety, by mężczyznom uatrakcyjniły politykę. Faktem jest, że pojawiają się nowe inicjatywy, jak np. armie Putina i Miedwiediewa, czyli tabuny młodych skąpo odzianych panienek, które próbują rozbudzać świadomość obywatelską, odwołując się do niższych instynktów. Tak więc żołnierki z Armii Putina dla premiera rozdzierają na sobie szaty albo w zmysłowych pozach myją samochody, naturalnie tylko rodzimej produkcji. Z kolei zwolenniczki Miedwiediewa zachęcają np. do rezygnacji z picia alkoholu w miejscach publicznych.

W 2018 r. kobieta będzie prezydentem Rosji – przekonują z kolei Otlicznice, czyli wzorowe uczennice. Nowa organizacja kobieca w szeregach partii władzy przekonuje, że jeśli za politykę wezmą się kobiety sukcesu, Rosja zmieni się nie do poznania. Udział kobiet w polityce wzrośnie z obecnych 6 do 50 proc., a równouprawnieniem zajmie się specjalnie do tego celu powołany rzecznik praw kobiet. Oprócz znanej socjolog Olgi Krysztanowskiej jako kobieta sukcesu wystąpić ma m.in. Anna Chapman, bohaterka skandalu szpiegowskiego między Rosją a USA. Swoją działalność panie planują rozpocząć od wstąpienia do założonego przez Putina Frontu Narodowego, czyli ruchu poparcia dla niego samego.

„Chapman pchają do działalności społecznej jak niegdyś kosmonautkę Walentinę Tierieszkową” – kpi na łamach „Nowej Gazety” Andrzej Kolesnikow. Nawiązanie do Tierieszkowej nie jest przypadkowe: w 1962 r. ta nikomu nieznana robotnica z kombinatu tekstylnego, spadochroniarka amatorka, została kandydatką na kosmonautkę. Po roku i pierwszym w historii locie kobiety w kosmos była już bohaterką ZSRR. Błyszczała przed kamerami, gdy na Kreml przybywały zachodnie delegacje, w pewnym sensie pełniła rolę pierwszej damy w czasach, kiedy żony sekretarzy generalnych były dyskretnie zamykane w domu.

Przewodnicząca za karę

Walentina Matwijenko, do niedawna gubernator Petersburga, właśnie została przewodniczącą Rady Federacji, czyli de facto trzecią osobą w państwie. W rosyjskim rządzie kobiety kierują trzema resortami, a w Dumie zasiada 65 przedstawicielek płci pięknej. To może nie zatrzęsienie, ale nikt nie powie, że kobiet w rosyjskiej polityce nie ma. Tym bardziej że panie z parlamentu zapadają w pamięć, jak mistrzyni olimpijska Alina Kabajewa. Nie znaczy to jednak, że w życiu publicznym mają cokolwiek do powiedzenia.

By Matwijenko mogła zostać szefową wyższej izby parlamentu, gubernator Petersburga musiała najpierw zostać wybrana na deputowaną do rady miejskiej. A ponieważ wyborów lokalnych przed zimą nie planowano, konieczne było wykonanie skomplikowanej politycznej roszady: radni w dwóch dzielnicach Petersburga złożyli mandaty, by gubernator mogła ubiegać się o oba i to w wyborach uzupełniających, o których nikt nie wiedział. Gdy opozycja zaczęła protestować, było już po wszystkim, a uwieńczeniem całej operacji było wrześniowe głosowanie w Radzie Federacji, w którym nową deputowaną wybrano na szefową izby.

To nie pierwsza taka akcja wsparcia dla Matwijenko. W 2003 r. w nie mniej kunsztowny sposób Kreml pomógł jej wygrać wybory na gubernatora Petersburga. Walentina Iwanowna ma rękę do polityki – jej kariera trwa nieprzerwanie od 1972 r., kiedy rozpoczęła swoją działalność jako sekretarz organizacji komsomolskiej w Leningradzie. Stamtąd trafiła do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a później do ministerstwa spraw zagranicznych, gdzie przetrwała zawieruchę transformacji. Pod koniec lat 90. wróciła do Moskwy, by zostać wicepremierem, a stamtąd już z kremlowską pomocą przeniosła się nad Newę.

Matwijenko umie okazać lojalność. Media relacjonowały jej entuzjastyczne dziękczynienia kierowane do Najwyższego za to, że dał Rosji Putina, a także wezwania do samego prezydenta, by pozostał na stanowisku na trzecią kadencję, nawet kosztem zmian w konstytucji. Skierowanie Matwijenko na wysokie stanowisko w Dumie jest tym bardziej niezwykłe, że, jak twierdzą niektórzy, to tak naprawdę kara za kiepskie notowania partii władzy w północnej stolicy. Gubernator została zawezwana do Moskwy, by nie drażniła dłużej zmęczonych jej rządami mieszkańców Petersburga.

 

 

Królowa budżetu

„Dla mnie herbatę i Golikową” – podobno od tych słów odwołany niedawno minister finansów Aleksiej Kudrin miał rozpoczynać dzień pracy nad budżetem, gdy obecna minister zdrowia i polityki socjalnej pracowała jeszcze w resorcie finansów. A spędziła tam 18 lat, przy czym kilka z nich na stanowisku wiceministra. Jak donosi tygodnik „Ogoniok”, ze względu na wysoki profesjonalizm i świetną znajomość tematu, była w poprzednim ministerstwie nazywana miss budżetu.

Na odcinek zdrowia i polityki socjalnej została rzucona w 2007 r., według niektórych komentarzy po to, by swoją kobiecością i wrażliwością załagodzić złe wrażenie, jakie zostawił po sobie jej poprzednik Michaił Zurabow, który naraził się rosyjskim emerytom, odbierając im ulgi.

Tatiana Golikowa nie jest osobą szczególnie publiczną, ale przełamała pewien stereotyp milczącego i nieobecnego ministra, między innymi zaczęła się pojawiać w sztabach na miejscach wypadków, co jest próbą podreperowania wizerunku rządu wśród Rosjan.

Polacy mogą ją pamiętać przede wszystkim z kwietnia ubiegłego roku, kiedy zaangażowała się w pomoc Polsce po katastrofie prezydenckiego Tupolewa. Brała udział w pracach identyfikacyjnych w Zakładzie Medycyny Sądowej w Moskwie, sprawowała opiekę nad krewnymi ofiar, którzy przyjechali z Polski do rosyjskiej stolicy. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” minister zdrowia Ewa Kopacz chwaliła jej profesjonalne przygotowanie.

Golikowa jest jedną z trzech i najbardziej chyba widoczną kobietą w rosyjskim rządzie. Minister ds. rozwoju gospodarczego Elwira Nabiullina, mimo wysokich i zachwalanych nawet przez opozycyjnych specjalistów kompetencji, zajmuje o wiele bardziej wycofaną pozycję. Dyskretna i oszczędna w słowach, przypomina raczej doktorantkę uczelni ekonomicznej niż polityka. Minister rolnictwa Jelena Skrynnik wsławiła się jak dotąd głównie walką z rzekomo zarażonym wrogą bakterią ogórkiem z terytorium UE.

Kto kochał Raisę

Kobiety, które przebiły się do polityki, to rekompensata, konsekwencja sowieckiego stereotypu, że musi być żeńska reprezentacja, żeby nikt nam nie zarzucił, że panuje szowinizm. Podobnie jak muszą istnieć tzw. partie opozycyjne – mówi politolog Lilia Szewcowa. Najpierw jest rozdzielnik, a potem talenty, zdolności. – Kobiety w rosyjskim parlamencie podlegają ścisłej dyscyplinie partyjnej i, szczerze mówiąc, często są bardziej szowinistyczne niż ich koledzy – ocenia wieloletnia działaczka na rzecz praw kobiet Jelena Jerszowa.

Przez niedługi okres na fali zmian w latach 90. wydawało się, że sytuacja może się zmienić. W polityce pojawiły się takie kobiety jak Galina Starowojtowa, demokratka i aktywna obrończyni praw człowieka, która była deputowaną do Dumy i doradczynią Borysa Jelcyna. W 1998 r. została zamordowana. Kilka lat później Irina Hakamada, także w barwach demokratycznych, wystartowała nawet w wyborach prezydenckich, jednak wkrótce po porażce odeszła z polityki na dobre.

W najnowszej historii symbolem aktywnej politycznie kobiety była Raisa Gorbaczowa. Nigdy wcześniej, ale niestety także nigdy później żadna pierwsza dama nie zajmowała tak eksponowanego miejsca w Rosji. Pokochał ją przede wszystkim Zachód: była „sowiecką damą z paryskim szykiem” i „jedyną kremlowską żoną, która waży mniej od swojego męża”. W Rosji, podobnie jak małżonek, wywoływała raczej mieszane uczucia. – Właśnie dlatego jej nienawidzili, bo była „poza formatem” – twierdzi Szewcowa. Ani Ludmiła Putina, ani Swietłana Miedwiediewa nie zyskały takiego statusu.

W przypadku żony Putina był to raczej świadomy wybór, ale żona Miedwiediewa miała wszelkie zadatki na to, by zostać nową Raisą. W przeddzień objęcia przez męża funkcji prezydenta media rozpisywały się o jej charyzmie, salonowych manierach i słabości do modnych kreacji. Szybko okazało się jednak, że model aktywnej pierwszej damy nie wchodzi w grę – Miedwiediewa, owszem, pokazuje się publicznie, ale jej rola ogranicza się głównie do wizytowania cerkwi i wygłaszania bon motów o tradycyjnych wartościach prawosławnych.

Feminizm dla lesbijek

O ile dyskusja o zwiększeniu roli kobiet w życiu publicznym Rosji jakoś się toczy, nawet jeśli działaczki kobiece twierdzą, że to zaledwie imitacja realnych procesów, o tyle feminizm brzmi tutaj raczej jak brzydkie słowo. – Feminizm nie jest dzisiaj aktualny – mówiła przy okazji powstania ruchu Otlicznic senator Ludmiła Narusowa. A Olga Krysztanowska kategorycznie odżegnywała się od feministycznych idei. – U nas pod pojęciem feministek widzi się lesbijki, które nienawidzą mężczyzn. A my przecież ich kochamy – przekonywała.

Jeśli spojrzeć na reprezentantki partii politycznych, trudno oprzeć się wrażeniu, że bliższe od feminizmu jest im myślenie Krysztanowskiej. Spory z mężczyznami nie mają sensu, są lepsze sposoby, by dojść do głosu. W Internecie można znaleźć niejedną sesję zdjęciową obecnych lub byłych działaczek partyjnych i bynajmniej nie są to pokazy mody. Gimnastyczka Alina Kabajewa, Anastasija Wołoczkowa czy w końcu nowa niegasnąca gwiazda Jednej Rosji Anna Chapman śmiało prezentują swe wdzięki, m.in. na łamach pism dla panów.

W ZSRR równouprawnienie sprowadzało się do zrównania obowiązków, ale nie praw kobiet i mężczyzn. Kobieta mogła jeździć na traktorze lub pracować w fabryce, ale było to raczej równanie w dół – mężczyzna nie przejmował kobiecych obowiązków. Za to, przy odrobinie dobrej woli, mógł się czuć coraz bardziej rozluźniony. – Na skutek sowieckiego „równouprawnienia” pod koniec ZSRR mężczyzna nie musiał już nawet więcej zarabiać – wspomina Makarkin. – W ZSRR kobiety często robiły karierę nawet w męskich zawodach, ale raczej nie były dopuszczane do kierowniczych stanowisk. Niemniej jednak nierzadko to one stawały się głową rodziny.

Do dziś częstym widokiem w Moskwie i innych rosyjskich miastach są kobiece brygady remontowe: panie w roboczych waciakach i chustkach na głowach szpachlują, murują, dźwigają wiadra z zaprawą. „Konia w biegu zatrzyma, do płonącej izby wejdzie” – pisał o rosyjskiej kobiecie jeszcze w XIX w. poeta Nikołaj Niekrasow. Ten wizerunek jest na dobre utrwalony w rosyjskiej świadomości – kobieta powinna być twarda, zaradna, odporna na życiowe niewygody, ale to bynajmniej nie oznacza zmiany w podziale ról społecznych.

Według współczesnych socjologów kobiety lepiej radziły sobie w czasie pierestrojki, brutalnego przejścia do gospodarki rynkowej. Mimo to w większości rosyjskich rodzin utrzymuje się tradycyjny podział ról, w którym formalnie głową rodziny jest mężczyzna. – To się zmienia, ale bardzo powoli – mówi Jerszowa. – Coraz więcej jest rodziców, którzy uważają, że dla ich córki najważniejsze jest zdobycie wykształcenia, a nie – jak dotąd – dobre wyjście za mąż. Powoli rośnie grupa mężczyzn deklarujących gotowość pójścia na urlop wychowawczy. Był nawet przypadek, że pewien oficer zaskarżył swoich pracodawców, bo odmawiali mu prawa do takiego urlopu – wspomina.

Polityka 45.2011 (2832) z dnia 01.11.2011; Świat; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Długie nogi Kremla"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną