Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Tahrir znowu protestuje

Egipcjanie znów wychodzą na plac Tahrir. Żądają, by armia oddała władzę cywilom. Egipcjanie znów wychodzą na plac Tahrir. Żądają, by armia oddała władzę cywilom. Amru Salahuddien/Xinhua/ZUMAPRESS / Forum
Na tydzień przed wyborami demonstranci wrócili na kairski plac Tahrir. Egipcjanie nie wierzą, że armia, która przejęła po Mubaraku władzę, odda ją dobrowolnie cywilom.

Przez 10 miesięcy nic się nie zmieniło – mówi jeden z demonstrantów, pokazując gumową kulę, którą w czasie zamieszek został trafiony w nogę. Zdaniem Khaleda Fahmy z Uniwersytetu Amerykańskiego w Kairze generałowie poświęcili Mubaraka, ale potem wystraszyli się, że może jednak nie utrzymają swoich wpływów i dlatego w ostatnich miesiącach aktywiści znów trafiają za kratki, a sądy wojskowe sądzą cywilów.

Rządzący wojskowi biernie przyglądają się chaosowi na ulicach, a nawet prowokują konflikty między muzułmanami a mniejszością koptyjską. Tak by zmęczeni rewolucją obywatele zatęsknili za stabilizacją. – Wojskowi nie zdają sobie jednak sprawy, że tak naprawdę wspierają islamistów – ostrzega Mohammed Elagati z think tanku Arab Forum for Alternatives. Jego zdaniem reprezentowani przez Bractwo Muzułmańskie i salafitów islamiści w nadchodzących wyborach mają szansę na ponad połowę głosów. Laicka opozycja jest podzielona i osłabiona.

Całe to zamieszanie nie napawa optymizmem przed mającym się zacząć w poniedziałek głosowaniem. Bo skomplikowane wybory parlamentarne, w turach, potrwają do marca. Potem Konstytuanta zacznie pisać nową ustawę zasadniczą i dopiero wtedy Egipcjanie mają wybrać prezydenta. Z sondaży wynika, że 66 proc. Egipcjan wciąż jest zadowolonych z rewolucji, ale odsetek tych, którzy uważają, że Egipt idzie w dobrym kierunku, spadł z 73 do 31 proc.

 

Polityka 48.2011 (2835) z dnia 23.11.2011; Flesz. Świat; s. 11
Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną