Świat

Skandalista

Christopher Hitchens (1949 – 2011)

Bohaterem dwóch książek i licznych tekstów Hitchensa jest George Orwell, który potykał się i z prawicą, i ze „swoimi” z lewicy. Czy za postawą Hitcha kryje się ambicja bycia „współczesnym Orwellem”? Bohaterem dwóch książek i licznych tekstów Hitchensa jest George Orwell, który potykał się i z prawicą, i ze „swoimi” z lewicy. Czy za postawą Hitcha kryje się ambicja bycia „współczesnym Orwellem”? Brooks Kraft / Corbis
Portret zmarłego pisarza politycznego i publicysty–harcownika, zaciekłego wroga religii i demaskatora, który zmarł w czwartek po dwuletnich zmaganiach z rakiem.
brewbooks/Flickr CC by SA

Czy można być miłośnikiem dzieł Róży Luksemburg, Lwa Trockiego i popierać politykę prezydenta George’a W. Busha? Czy można nawoływać do inwazji na Irak i w tej samej chwili mówić: „Henry Kissinger to zbrodniarz wojenny”? Kto nie wierzy, niech poczyta książki i eseje Christophera Hitchensa.

Urodzony: rok 1949, Wielka Brytania

Narodowość: Anglik (z urodzenia), Amerykanin (z wyboru)

Zamieszkały: Washington D.C

Światopogląd: marksista-trockista-luksemburgista-... trochę-neokonserwatysta

Zawód: skandalista

Starzy przyjaciele dodaliby do kwestionariusza jeszcze jedną rubrykę - zmarły: 11 września 2001

- Nigdzie tego nie odnotowano, lecz wśród ofiar zamachu na WTC i Pentagon znalazł się osobnik w średnim wieku, znany publicysta Christopher Hitchens. Ohydna replika, jaka krąży teraz po świecie, to jego sobowtór. Tak o Hitchu - jak go nazywają znajomi - mówi ex-przyjaciel i weteran lewicy Tariq Ali.

Hitchens słucha z ironicznym uśmiechem. Pociąga spory łyk whisky (jest południe, lunch zjemy za dwie godziny), zapala kolejnego rothmansa. - Tariq, stary przyjaciel, dobry człowiek, marny umysł...

11 września 2001 r. Christopher Hitchens, pupil lewicowych radykałów całego świata, wściekły krytyk amerykańskiego imperializmu i sympatyk palestyńskich bojowników walczących z Izraelem wykonał woltę życia: poparł ogłoszoną przez prezydenta Busha „wojnę z terroryzmem”; a półtora roku później - nawoływał do inwazji USA na Irak.

- Oni [tzn. starzy przyjaciele z lewicy: Tariq Ali , Noam Chomsky, zmarły już Edward Said] nie rozumieją, że wojna z Saddamem i teokratycznymi faszystami, to ta sama wojna, którą prowadziliśmy wspólnie przeciwko Pinochetowi, Kissingerowi... Że tu chodzi o tę samą rewolucję demokratyczną, antytotalitarną. Że dżihad to współczesny faszyzm…

Mówi, że zagrożenie ze strony islamskich fanatyków odczuwa osobiście - to nie teoretyczne gadanie. Już raz uderzyli na Waszyngton, a tu są żona Carol i córka Antonia. Waszyngton to dom. - Gdy jeżdżę po świecie, drżę o rodzinę…

Z obaw osobistych znalazł się po stronie Busha, Cheneya, Wolfowitza? Z politycznej kalkulacji? Moralnego odruchu? A może dla hecy (jest w końcu skandalistą)?

Popielniczka petów rośnie, Hitch popija („spożywam whisky w ilościach, które zabiłyby muła”) i prowadzi długie monologi. Przez pięć bitych godzin spiera się to ze sobą, to z ex-przyjaciółmi. Czasem rzuci anegdotę („Czy Radek Sikorski to krewny gen. Sikorskiego? Nie? A w Waszyngtonie robi wrażenie, że jest” - rechocze).

ANI MOSKWA, ANI WASZYNGTON

Ci, którzy chcą myśleć niezależnie, zawsze będą w mniejszości.

Wielkanoc 1966 r. Ulicami Londynu maszerują przeciwnicy poparcia Wielkiej Brytanii dla amerykańskiej interwencji w Wietnamie. Jest wśród nich 17-letni młodzian, od niedawna członek Partii Pracy, Christopher Hitchens. Jeszcze chwilę temu robił kampanię przywódcy labourzystów, Haroldowi Wilsonowi, ale teraz premier Wilson udzielił „godnego potępienia poparcia dla wojny”, więc niech idzie precz, do diabła z nim!

Jednak to Wilson ma siłę - i to on posyła buntowników do diabła. Hitch wylatuje z hukiem z Partii Pracy.

Rozgoryczeni establishmentową lewicą młodzi szukają swojego miejsca. Hitch przyłącza się do post-trockistowskiej sekty (z której powstanie istniejąca do dziś Socialist Workers Party). Guru jest tam Trocki, choć bardziej Róża Luksemburg.

Bo: to ona najlepiej zdiagnozowała kryzys socjaldemokracji; bo miała odwagę potępić socjaldemokratów za poparcie dla rządu Niemiec w czasie I wojny światowej (a teraz socjaldemokrata Wilson poparł wojnę w Wietnamie!); to ona pisała do Lenina, że wolność jest wtedy, gdy jest prawem dla myślących inaczej. („Do dziś uważam, że ktoś, kto nie zna jej pism, jest politycznym analfabetą”.)

Zawołanie grupy: „Ani Waszyngton, ani Moskwa, tylko Międzynarodowy Socjalizm!”. Inaczej niż różne ultralewicowe sekty na świecie, grupa Hitcha nie uważa ZSRR za państwo robotnicze. - To państwowy kapitalizm - mówią.

(Jest jeszcze jeden guru - najważniejszy: George Orwell, sorry, „towarzysz Orwell” - jak pisze o nim Hitchens. Bo potępiał Imperium Brytyjskie za nędzę ludów. Bo smagał kapitalizm za wyzysk. Bo demaskował stalinowców za zbrodnie - te w ZSRR, i te w czasie hiszpańskiej wojny domowej, gdzie walczył po stronie republiki.)

Rok 1968: doświadczenie pokolenia. Wrze Paryż, Praga, Chicago... Hitch debatuje w Hawanie - sercu nadziei na inną rewolucję niż radziecka - z nestorem kina Santiago Alvarezem. W rozmowie wychodzi, że na wyspie panuje pełna wolność słowa. Ale jest pewien wyjątek: nie wolno żartować z wodza. Hitch zauważa: - Jeśli nie wolno śmiać się z Castro, to prawdziwa satyra i krytyka są niemożliwe. Na sali zapada grobowa cisza. Potem przeczyta o sobie: „Kontrrewolucjonista”.

- Dlaczego nigdy nie zostałem komunistą? - zastanawia się. - Chyba dlatego, że najpierw przeczytałem „Ciemność w południe” Arthura Koestlera [rozrachunek z radzieckim komunizmem], a dopiero potem „Manifest Komunistyczny”.

Czy wyrzeka się „dawnych czasów”? Skądże! - To ruch socjalistyczny wywalczył powszechne prawo wyborcze i nałożył kaganiec na kapitalizm. To ruch przyczynił się do rozpadu kolonializmu i niepodległości podbitych narodów.

Gdy mówi o „dawnych czasach”, używa liczby mnogiej. MieliśMY rację w sprawie Wietnamu. MieliśMY rację, mówiąc o pustce socjaldemokracji. MieliśMY rację co do stalinizmu, a to co się stało w Polsce i Czechosłowacji w 1968 - potwierdziło nasze oceny. [Radykalna lewica na Zachodzie jako stalinizm określa często całą epokę 1945-1989, a nie tylko okres do 1956 r. - A.D]

W czasach, gdy „mieliśMY rację” Hitch stawia pierwsze publicystyczne kroki. Szersza publiczność usłyszy o nim, gdy po studiach w Oxfordzie zaczynie słać recenzje książek dla lewicowego tygodnika „New Statesman” (ostatnio pisywał je dla „The Atlantic Monthly” i “Vanity Fair”). Lecz sławę przyniosą mu wściekłe polityczne filipiki - przeciwko władzy i religii. Opatruje je nagłówkiem „Raport Mniejszości”.

Cel numer jeden: amerykański imperializm: masakry cywilów w Wietnamie, poparcie USA dla junty Pinocheta, w latach 80. - nielegalne wojny Reagana w Nikaragui i Salwadorze. Jest uroczo zgryźliwy: „Przysiągłem sobie, że nie przeczytam już żadnej książki Henry'ego Kissingera do czasu opublikowania jego listów więziennych…”

Skoro krzyczy „ani Waszyngton, ani Moskwa”, powinien mieć otwarte oczy na to, co się dzieje za żelazną kurtyną. Sprawdzam.

„Regularnie dzwoni telefon ze »spontanicznymi«, anonimowymi pogróżkami… Są wśród nich pogróżki śmierci… Jego to nie rusza…” To o Jacku Kuroniu („mój nowy przyjaciel”) i jego żoliborskim mieszkaniu z czasów KOR-u. Spotyka się z Milovanem Dżilasem - z pierwszej ręki dowiaduje się, co to takiego stalinizm. „Gdy widziałem go po raz ostatni bynajmniej nie popadł w cynizm. Mówił o sobie: demokratyczny socjalista (- Tylko nie socjaldemokrata, proszę, ci chcą reformować kapitalizm; ja chcę reformować komunizm)”.

Wściekła go plotka, którą puścił kiedyś młodszy brat, Peter (też publicysta, tylko konserwatywny). Według niej, Hitch miał rzekomo żartować: “Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Armia Czerwona napoiła konie w Hendonie [na przedmieściach Londynu]”. Zaprzeczył. Doszło do wymiany wyzwisk i zerwania między braćmi na lata.

Gdzieś pod koniec lat 70., Hitchens czuje, że brytyjska scena za mała i zaczyna marzyć o przeprowadzce za ocean.

- Do „imperialistycznej Ameryki”?

- Chciałem być tam, gdzie decydują się losy wielu spraw, które mnie obchodzą.

W Nowym Jorku wylądował dokładnie wtedy, gdy nowo wybrany prezydent imperium Ronald Reagan rozpoczynał krucjatę przeciwko komunizmowi.

 

 

xxx

George Orwell pisał, że trzeba umieć mówić ludziom to, czego nie chcą słuchać.

- Wiesz, jak bardzo Polacy kochają Reagana?

- Nie rozśmieszaj mnie…

Dwa dni po śmierci Reagana, w czerwcu 2004 r., Hitchens napisał: - Niektórych z nas, na lewicy, uradował koniec zimnej wojny i rosyjskiego imperium. Nic jednak nie jest w stanie sprawić, żebym zapomniał, jakie w istocie były czasy Reagana. To Ronald Reagan twierdził, że w języku rosyjskim nie ma słowa „wolność” (A i owszem, 'swaboda', wcale często używane w rosyjskiej literaturze)… Ogłosił , że apartheid RPA „zawsze stał ramię w ramię z nami, gdy toczyliśmy wojny”… Sprzedawał broń irańskim mułłom, a potem kłamał, że nie sprzedawał… Zyski z tego kryminalnego handlu słał na nielegalną wojnę w Nikaragui i nieprzerwanie łgał także w tej sprawie… A potem gładko przeszedł do popierania Saddama Husajna przeciwko Iranowi… Był głupi jak pień. Mógł mieć na kolacji kogo tylko chciał i kiedy chciał, a jadał sam w pokoju telewizyjnym Białego Domu…

NA WOJNIE Z RELIGIĄ

Czyń sprawiedliwość, choćby zawalić miał się świat.

Czerwiec 2001 r.: Hitchens u bram Watykanu. Ostatnie miejsce, w którym można się spodziewać człowieka uważającego, że religia to trucizna - dla jednostek i ładu społecznego. Ma zeznawać w procesie beatyfikacji i kanonizacji Matki Teresy z Kalkutty. Jako adwokat diabła, rzecz jasna. Skandal wokół podziwianej jak świat szeroki misjonarki, jaki wywołał parę lat wcześniej, był jednym z trzech (nie licząc wolty 11 IX 2001 r.), które przyniosły mu międzynarodowy rozgłos.

W małej książeczce „Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce” Hitchens zebrał relacje naocznych świadków działań zakonnicy i prześwietlił jej poglądy.

Zdanie klucz: „Jest rzeczą bardzo piękną, gdy biedacy z pokorą przyjmują swój los, dzieląc go z cierpieniem Chrystusa. Świat odnosi wielkie korzyści z cierpienia biednych ludzi”.

W jaki sposób Matka Teresa wcielała tę maksymę w życie? Hitchens przywołuje m.in. świadectwo lekarza i redaktora naukowego pisma medycznego „The Lancet”, który odwiedził schronisko misjonarek w Kalkucie: „Widziałem pewnego młodego człowieka, którego przyjęto w złym stanie, z wysoką gorączką. Przepisano mu tetracyklinę i paracetamol. Później pojawił się lekarz, który uznał, że chory najprawdopodobniej cierpi na malarię i zaordynował mu chlorochinę. Wykonywanie badań , jak mi powiedziano, było w większości przypadków niedozwolone. Czemu jednak nie stosowano prostych algorytmów diagnostycznych, które pomogłyby zakonnicom i wolontariuszom odróżnić chorych, których można było wyleczyć, od tych, którym nie da się już pomóc? Znowu okazało się, że takich metod się nie stosuje. Takie podejście wydaje się sprzeczne z etosem tego domu. Matka Teresa nie planuje, lecz w pełni zdaje się na opatrzność. Obowiązujące w schronisku zasady mają przede wszystkim na celu zapobieżenie jakimkolwiek ustępstwom na rzecz materializmu…”

Lekarz ów nie mógł wyjść z oburzenia, że w schronisku zabronione było także stosowanie silnych środków przeciwbólowych. - Cierpisz jak Chrystus na krzyżu - mówi [Matka Teresa do umierającego w męczarniach na raka], po czym nie uświadamiając sobie ironii zawartej w słowach cierpiącego, przytacza jego odpowiedź: - Jeśli tak, to proszę poproś go, żeby przestał.

Hitchens: - Uprawiała kult cierpienia i „walczyła z materializmem”, a jej zgromadzenie tonęło w powodzi darów, na kontach zalegały miliony.

Bierze na celownik także poglądy misjonarki: AIDS - „sprawiedliwa zapłata za niewłaściwe zachowania seksualne”; oraz jej polityczną postawę: zabiegała o względy tyrana Etiopii Mengistu, który wykorzystywał klęskę głodu w walce z opozycją i zbuntowaną Erytreą (w myśl zasady “więcej głodu - więcej pracy dla misjonarek”). Rzeźnika z Haiti Jean-Claude'a Duvaliera zachwalała w czasie wizyty na wyspie: - Nigdy nie widziałam, by ubodzy byli w tak bliskich stosunkach z głową państwa jak tu. To była dla mnie piękna lekcja.

„Matka Teresa doskonale rozumie sens biblijnego nakazu, by cesarskie oddać cesarzowi” - ironizuje Hitchens.

„Jeśli istnieje piekło, Hitchens trafi tam za tę książkę” - pisała konserwatywna prasa.

Książka o Matce Teresie sprzed kilkunastu lat była ledwie rozgrzewką przed antyreligijną krucjatą, do której Hitchens przyłączył się na fali wojującego ateizmu ostatnich lat, którego sztandarem jest Richard Dawkins. W bestsellerze „Bóg nie jest wielki” Hitchens pisze tak: „Religia jest pełna przemocy, nielogiczna, nietolerancyjna nierozerwalnie złączona z takimi pojęciami jak rasizm, ustrój plemienny czy bigoteria; zakorzeniona w ignorancji i wrogo nastawiona do wszelkich prób poznawczych, pogardliwa wobec kobiet i narzucana dzieciom”.

- Zawsze byłem dzieckiem Oświecenia, wierzę w rozum.

Choć książka jest fundamentalną rozprawą z religią „w ogóle”, trudno nie dostrzec, że krucjata USA przeciw „islamofaszyzmowi” podwyższyła jeszcze temperaturę - i tak gorących - poglądów Hitcha o religii. Drwi w niej z papieży, mędrców chrześcijaństwa, judaizmu oraz fanatycznego przywódcy Iranu. Nowe Oświecenie, o które woła, nie będzie łatwe, bo „najpierw musimy wyjść poza naszą prehistorię i wyrwać się z kostropatych łapsk, które usiłują ciagnąć nas wstecz do katakumb i okopconych ołtarzy, ku grzesznej rozkoszy upokorzenia i służalczości”. - Trzeba poznać nieprzyjaciela i przygotować się do starcia z nim - takim wezwaniem kończy swoją rozprawę z religiią.

W czasie tournee po Ameryce spiera się z ludźmi różnych wyznań. Książka sprzedaje się nadzwyczaj dobrze na południu USA - w tzw. „pasie biblijnym”. Jej sukces właśnie tam prasa upatruje w zasadzie: „Poznaj poglądy wroga”. Gdy wierzący wieszali plakaty: „Hitchens nie ma pojęcia, o czym mówi”, odpowiadał z właściwą sobie skromnością: - Cóż, moja książka sprzedaje się lepiej niż książka papieża o Jezusie Chrystusie.

POLOWANIE NA CLINTONA

Nie bój się, że będą nazywać cię maniakiem.

Przez lata publicystycznych harców Hitchensowi przyświecała myśl przyjaciela, „najwybitniejszego intelektualisty i moralnego dysydenta” - jak o nim pisał - Noama Chomsky'ego: - Motto, że władzy trzeba walić prawdę w oczy jest przeceniane. Ludzie władzy znają prawdę. Należy raczej instruować tych, co władzy nie mają.

„Instruowanie” Hitchensa jest do dziś kolcem w bucie dwóch przywódców Ameryki.

Pierwszym był prezydent Bill Clinton. W książce „No one left to lie to” Hitchens zarzuca mu, że:

* Jako gubernator Arkansas dał rozkaz egzekucji nieświadomego czynów zabójcy, Rickeya Ray Rectora. - To popełnione z zimną krwią barbarzyństwo – pisał Hitchens. Przy okazji dostało się liberalnym mediom: - Gdyby egzekucję zarządził typowy republikanin kierujący się filozofią „prawa i porządku”, cała Ameryka pamiętałaby do dziś nazwisko skazańca.

* Zbombardowanie w 1998 r. fabryki lekarstw El Shifa w Sudanie to - według Hitchensa - zbrodnia wojenna. Rząd USA podejrzewał, że produkuje się tam broń chemiczną, a produkcję finansuje jeszcze nie tak znany wtedy saudyjski księgowy, Osama bin Laden. Szacuje się, że w następstwie bombardowań zmarło ok. 10 tys. ludzi, którym zabrakło leków (El Shifa pokrywała 60 proc. zapotrzebowania na leki w Sudanie).

* Wykorzystywał seksualnie kobiety, a potem kłamał na ten temat. Hitchens pyta: „Czy w Białym Domu mieszka gwałciciel?” I przytacza relacje kobiet uwikłanych w romanse z Clintonem. Jedna z nich oskarża Clintona, że ją zgwałcił. Hitchens wierzy jej relacji.

Po raz pierwszy znalazł się po tej samej stronie barykady, co prawica i choć motywy jego krytyki były inne niż prawicy, nabrał niechęci do liberalnych obrońców „gwałciciela” i „zbrodniarza”.

Wywiadujący Hitchensa dziennikarze nieraz wzdychali, gdy w koło Macieju przypominał a to egzekucję na niepoczytalnym, a to zbrodnię w Sudanie. - Pan ma obsesję…

Jednak czym naprawdę jest polowanie a la Hitchens, przekonał się dopiero Henry Kissinger, były sekretarz stanu USA i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracjach Nixona i Forda.

 

 

KISSINGER POD SĄD!

Satyra umarła - powiedział pewien komik w dniu, w którym Henry Kissinger dostał Pokojową Nagrodę Nobla.

Celował do niego od lat 70. Pisał wtedy: - W kraju Kissinger podsłuchiwał swoich oponentów; tych zagranicznych - unicestwiał. Albo: - To człowiek, który uważa, że wojna jądrowa może być usprawiedliwiona, zaś wojna partyzancka - nigdy.

Czas na szturm przyszedł, gdy policja brytyjska zatrzymała w Londynie byłego dyktatora Chile gen. Pinocheta. W centrum światowej debaty stanęła kwestia: czy liderzy państw mogą i powinni być stawiani przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości za łamanie praw człowieka, zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo? (Kissinger od razu napisał esej, że nie.)

Hitchens poczuł wiatr w żagle.

- Henry Kissinger to zbrodniarz wojenny.

- Zbrodniarz wojenny to nie metafora, to opis czynów Kissingera.

Wyniki śledztwa w National Security Archive ogłosił najpierw w „Harper's Magazine” (potem powstała z tego książka „The Trial of Henry Kissinger”).

Lista zarzucanych Kissingerowi zbrodni:

1. Storpedowanie rozmów pokojowych amerykańsko-wietnamskich w 1968 r. (żeby pogrążyć kandydata rządzących Demokratów). Dla celów polityki wewnętrznej Kissinger przedłużył wojnę o siedem lat. Zginęło o ponad pół miliona ludzi więcej, pokój zawarto na niemal identycznych warunkach, do jakich się zbliżono w ’68 r.

2. Rozkaz dywanowych nalotów na Hanoi w 1972 r., nie mających sensu militarnego („Masowa zbrodnia ludności cywilnej z powietrza w celach public relations”.)

3. Rozkaz nielegalnych w świetle i prawa USA, i międzynarodowego, bombardowań Kambodży (600 tys. ofiar cywilnych) i Laosu (350 tys. ofiar);

4. Zielone światło dla dyktatora Indonezji Suharto inwazji na Timor Wschodni (w czasie długoletniej okupacji Indonezyjczycy zamordowali 200 tys. mieszkańców Timoru).

5. Przyzwolenie dla ludobójstwa dokonanego przez sojuszniczy rząd Pakistanu na ludności wschodniej części kraju (w wyniku wojny powstał Bangladesz). Bilans: ok. 200 tys. ofiar.

6. Spisek na życie dowódcy chilijskiej armii gen. Rene Schneidera; potem - otwarte wspieranie zbrodniczych junt wojskowych w Chile (Pinocheta) i Argentynie (Videli).

Kissinger pytany w TV o zarzuty, od razu zmieniał temat: - Nie będę z nim dyskutował. Hitchens atakował Matkę Teresę i zaprzeczał Holocaustowi.

Pudło. Hitchens nigdy nie negował Holocaustu, co więcej – był niezwykle wrażliwy na antysemickie nuty u innych. Posłał do Kissingera adwokatów i Kissinger musiał kłamstwo odszczekać.

Hitchens pragnął publicznej konfrontacji, Kissinger uciekał jak łowna zwierzyna. Hitchens ścigał go po świecie w towarzystwie ekipy telewizyjnej. - Jak tylko dowiadywał się, że będę w pobliżu, odwoływał wyjazdy i występy – Hitchens pękał z dumy. I nie dawał za wygraną.

„…posługując się dziennikarską akredytacją [Hitchens] wślizgnął się niezauważony do ostatnich rzędów parteru [na wykładzie Kissingera w Pittsburgu] - wspominał francuski pisarz i filozof Bernard Henri-Levi w książce „American Vertigo”. - Przychodzi podpity, zataczając się, z konspiratora przemienił się teraz w prowokatora wyzywającego otaczających go widzów (»ropuchy… jesteście ropuchami, które przyszły słuchać innej ropuchy…«), aż w końcu zostaje wyrzucony przez ochroniarzy, którzy widząc, że jesteśmy razem, mnie także wyrzucają, zmuszając jednocześnie, abym na ich oczach skasował to, co do tej pory sfilmowałem z konferencji…”

Hitchens zainspirował nakręcenie dokumentu na kanwie swojej książki o Kissingerze. Wszędzie, gdzie zjawia się Kissinger, Hitchens organizuje jego projekcje.

„Ten film jest dla niego koszmarem, powtarza Hitchens, zachwycony - wspominał Henri-Levi. - Wszędzie, gdzie tylko ten łajdak się pojawia, mój film mu towarzyszy. Wszędzie, gdzie zabiera głos, zawsze znajdzie się ktoś, by w momencie przewidzianym na dyskusję zapytać o zbrodnie wojenne w Chile, w Indochinach czy w Timorze. Wiesz, że przez ten film nie może się już zupełnie swobodnie przemieszczać? Wiesz, że w Paryżu pewien sędzia przychodził do niego aż do jego apartamentu w hotelu Ritz? Ach, ten skurwysyn… Jeszcze się zmierzymy, ohydna ropucho… Zobaczysz…”

Nie zmierzyli się. Kissinger nigdy nie pozwał Hitchensa, ani wydawcy, ani tygodnika, który rozpętał mu piekło. Naczelny pisma nie obawiał się pozwu - ten otworzyłby prawnikom obrony dostęp do tajnych dokumentów. Ich ujawnienie było ostatnią rzeczą, na jakiej zależało „ściganemu”. Bronił się więc ogólnikami: - Ludzie myślą, że moralność, jaką stosuje się do jednostek można zastosować do działań państw. Polityk ma czasem do wyboru tylko mniejsze zło.

 

 

WIELKA WOLTA

Byłem z komunistami przeciw apartheidowi, z „zimnowojennymi wojownikami” broniłem Czechosłowacji. W Bośni byłem po stronie muzułmanów, którzy nie zgadzali się ze mną w sprawie Salmana Rushdiego. Innym razem z Żydami, dla których byłem podejrzany z powodu popieranie idei państwa palestyńskiego.

- Jak można ścigać Kissingera za zbrodnie wojenne i popierać inwazję na Irak? - pytam Hitchensa.

- To proste: idea neokonserwatystów krzewienia demokracji jest obca 'Realpolitik' Kissingera. Był on przeciwny interwencji na Bałkanach, w głębi ducha także przeciwko interwencji w Iraku. Dalej będę walczył o postawienie go przed sądem…

- Nie zmieniłeś zdania o interwencji USA w Wietnamie?

- Absolutnie nie! W Wietnamie toczyła się antykolonialna wojna narodowowyzwoleńcza, USA zdradziły tam ideały własnej rewolucji. W Iraku natomiast rządził dykator psychopata...

- „Szerzenie demokracji” za pomocą tortur w Abu Ghraib?

- Przed interwencją w Abu Ghraib był obóz koncentracyjny z izbami tortur. Teraz to symbol amerykańskiego imperializmu i sadyzmu. OK - ale i tak różnica jest jak między nocą i dniem.

Pytanie o setki tysięcy ofiar cywilnych (dane pisma „The Lancet”) w następstwie interwencji w Iraku Hitchens unieważnia. - Odmawiam przyjęcia takiego założenia. Nie my zabiliśmy tych ludzi, tylko terroryści.

Do wielkiej wolty dojrzewał kilkanaście lat. Pierwszy zwiastun: fatwa na przyjaciela Salmana Rushdiego i leniwa reakcja przyjaciół z lewicy. Po raz pierwszy użył wtedy słów „teokratyczny faszyzm”, choć nie on - co mu się przypisuje - wymyślił termin „islamofaszyzm”, który zrobił karierę po 11 września 2001.

W czasie wojny na Bałkanach zaczął zerkać w stronę neokonserwatystów, którzy domagali się zbrojnej interwencji i przerwania czystek etnicznych. - Tamta wojna mnie zmieniła. Nie mogłem uwierzyć, że w środku Europy możliwa jest polityka masowych mordów etnicznych. Myślałem: dlaczego destabilizacja faszystowskiego reżimu Miloszevicia miałaby być czymś niewłaściwym?

Podpisał petycję za interwencją w Bośni. Spogląda na listę - obok nazwiska „neokonsów”: Paul Wolfowitz, Richard Perle…

Zaprzyjaźnił się z Wolfowitzem. Stary przyjaciel Hitchensa, Mike Davis, historyk z Kalifornii i wydawca „The New Left Review", uważa, że ta nowa przyjaźń bardzo zmieniła Hitcha.

A potem był 11 września 2001…

- Ci teokratyczni faszyści to najbardziej reakcyjna siła na świecie! Nie chcą demokracji, praw kobiet, wolności słowa - wszystkiego, o co przez 200 lat walczyła lewica. Świat talibów i al-Kaidy to świat niewoli, irracjonalności, mroku…

W czasie debaty z politykiem irlandzkiej lewicy usłyszał: - Radykałowie islamscy mają poczucie krzywdy…

Odparował: - O, tak krzywdzimy ich, każąc im oglądać kobiety, które nie zakrywają twarzy, tolerując homoseksualistów i wolną prasę...

Polemista na to: - Chodzi o krzywdy ekonomiczne.

- Ależ oczywiście - ironizował Hitch. - Talibowie stworzyli doskonały system opieki zdrowotnej i redystrybucji, prawda? Co pan wygaduje?

Gdy w 2006 r. napisałem do Hitchensa prośbę o wywiad, w odpowiedzi padło zdanie: „Pozdrów Adama, który odegrał pewną rolę w mojej ewolucji”. Chodziło o Adama Michnika i jego uwagę, którą Hitchens zapamiętał ze spotkania w 1976 r.: zasadnicze różnice między systemami nie są ideologiczne; linia podziału biegnie między tymi, którzy uważają, że człowiek może lub powinien być „własnością państwa” a tymi, którzy to odrzucają.

Hitchens przypomniał sobie tę myśl, gdy w Ameryce zaczynała się debata o wojnie z Saddamem Husajnem.

Gdy rozpoczął swoją publicystyczną kampanię najazdu na Irak, przyjaciele z lewicowego „New Statesman” przypomnieli mu, co wcześniej pisał o Saddamie: „To przywódca, który z podziemnego rewolucyjnego bojownika wyrósł na pierwszego arabskiego wizjonera od czasów Nassera”.

Potem atakował wściekle prezydenta Busha seniora za I wojnę w Zatoce.

Przyjaciel z brytyjskiego „Independenta”, Johann Hari, uważa, że wiarę w rewolucję Marksa i Trockiego Hitch zastąpił wiarą w demokratyczną rewolucję Thomasa Jeffersona.

NA WIELU FRONTACH

Nie daj się zaszufladkować; spodziewaj się jednak, że nazwą cię „fanatykiem” i „rozrabiaką”.

- Obrzydliwe ścierwo. Tak potrafią rzec o nim dawni przyjaciele (Aleksander Cockburn z tygodnika „The Nation”).

Noam Chomsky zarzucił mu „rasistowską pogardę” dla ofiar bombardowań w Sudanie (Hitchens nie godził się na porównanie zamachu na WTC do nalotów na El Shifę.) W odpowiedzi zarzucił Chomsky'emu głoszenie „mniej niż pół-prawd”. Wymienili ciosy - i zamilkli. Dwie dekady temu Hitchens pisał esej „Chór i Kassandra”, w którym chłostał krytyków Chomsky'ego.

- Lewica usprawiedliwia islamskich terrorystów. Uważają, że John Ashcroft [fanatyczny prokurator generalny w I kadencji Busha – A.D.] był większym zagrożeniem od Osamy ben Ladena. To zatracenie zmysłu moralnego.

- Co robisz u boku amerykańskich fanatyków religijnych?

- Podzielam idee neokonserwatystów, nie religijne majaki ewangelikanów.

Choć popierał Busha w wyborach 2004 r., odrzucał zarazem jego sprzeciw wobec badań nad komórkami macierzystymi. Podpisał też zbiorowy pozew przeciwko podsłuchiwaniu przez tajne służby obywateli USA w ramach „wojny z terroryzmem”.

W 2004 r. - trzy lata po wielkiej wolcie - ogłosił esej o wielkości Trockiego. I nadal mówił: „moje poglądy kształtują się według kategorii marksistowskich”, mimo że nie wierzył już w istnienie projektu konkurencyjnego dla kapitalizmu. Alterglobalistów nie trawił, choć ideę redystrybucji uważał za słuszną.

Walczył na kilku frontach: z częścią amerykańskiej prawicy klepiącej po plecach tyranów, z religijnymi fanatykami i częścią lewicy, która „szerzenie demokracji” drogą wojny uważa za zbrodnię.

Bernard Henri-Levi: - Ryzykuje porażkę na obu frontach.

Bohaterem dwóch książek i licznych tekstów Hitchensa jest George Orwell, który potykał się i z prawicą, i ze „swoimi” z lewicy. Czy za postawą Hitcha kryje się ambicja bycia „współczesnym Orwellem”?

W ostatnich latach nikt nie uważał Hitchensa za „swojego”. (Z wzajemnością.) Neokonserwatyści bynajmniej go nie pokochali. - To wariat - powiedział mi Norman Podhoretz, „ojciec chrzestny” neokonserwatystów. - W czasie wojny irackiej był w porządku, ale w sprawie Kissingera to szaleniec.

Aleksander Haig (dawny asystent Kissingera, później sekretarz stanu): - To połykacz ścieków.

Hitchens nie zawsze znosi ataki z uśmiechem. Gdy publiczność w telewizyjnym show wyklaskała go, pokazał jej środkowy palec: - Fuck you! Odpowiedziało mu buczenie. Byłem świadkiem jak w czasie odczytu na Uniwersytecie Stanforda zmiażdżył starszego człowieka, który błędnie zacytował jego pogląd na temat użycia przez Amerykę broni nuklearnej w Japonii (Hitchens potępiał ten akt).

Gdy pewien brytyjski polityk nazwał go „pijanym ex-trockistą, modnisiem, który nie jest w stanie utrzymać drinka”, odrzekł: - Tylko niektóre z tych oskarżeń mają podstawy. Były trockista - owszem. Modniś - może i tak. Nie mogę utrzymać drinka? O, tu muszę zaprotestować. (Ze swojego picia sam zrobił temat publicznych rozważań: - Nuda mnie przeraża. Piję, żeby nie nudzić się w towarzystwie innych ludzi.)

Dawny przyjaciel, Mike Davis smuci się: - Jak to możliwe, by w tym samym ciele mieszkał tak błyskotliwy i radykalny prowokator (sprawa Kissingera), ironista i sceptyk (wojna z religią) i zarazem ktoś tak naiwny (iracka krucjata)? Sami neokonsi porzucają swoje dyrdymały, tymczasem Christopher wydaje się ostatnim człowiekiem, który w nie wierzy. Nieprzenikniona tajemnica.

Hari, przyjaciel i dawny uczeń, pisze natomiast tak: - Rozkoszując się siłą jego charyzmy, czuję, że chciałbym nieomal siłą przeciągnąć go z powrotem na naszą stronę. Dla ludzi takich jak Tariq Ali Hitchens być może już nie żyje, lecz na lewicy nadal istnieje spora grupa ludzi, którzy rozumieją, jak potworną rzeczą jest islamski fundamentalizm. Dlaczego Hitch nas opuszcza?

- Nie sądzę - pisze dalej Hari - by lewica już bez reszty straciła Hitchensa. Nigdy nie przestanie walczyć o to, by postawiono przed sądem seryjnego mordercę Henry'ego Kissingera, a jego nienawiść do islamskiego fundamentalizmu opiera się na solidnych, lewicowych podstawach. Lecz na koniec naszego trzygodzinnego lunchu pozostaję z poczuciem, że rozmawiałem z człowiekiem osuwającym się w konserwatyzm. Wróć do domu Hitch. Potrzebujemy cię.

 

* Cytaty pod śródtytułami pochodzą z “Listów do młodego buntownika” Christophera Hitchensa.
* Skrócona wersja tego tekstu ukazała się w “Niezbędniku inteligenta” POLITYKI w 2008 r.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną