Świat

Rozum i uśmiech

Havel: wielki, choć nierozumiany

W ostatnich latach przydarzyło się Havlowi - podobnie jak wielu innym byłym opozycjonistom już po wywalczeniu wolności - to, że we własnym kraju przestał być rozumiany.

Jeśli można ryzykować twierdzenie, ze przez lata walki z dyktaturą Lech Wałęsa stanowił dla świata twarz Europy Wschodniej, to lider czechosłowackiej opozycji Vaclav Havel był tego regionu rozumem. Z jego sztuk, z jego esejów, listów i publicznych wypowiedzi, przez ponad 20 lat zachodni czytelnik poznawał dziwny, kompletnie mu nieznany świat „demokracji ludowej”, z jej tajną policją, gospodarką niedoborów, cenzurą, stłamszonym społeczeństwem i prześladowaną opozycją.

Co ciekawe – Havel opisywał ten świat nie w tonacji grozy, ale groteski. Życie jego bohaterów jest nie tyle niszczone przez brutalną przemoc, co raczej zatruwane przez codzienny absurd. W niezapomnianej scenie ze znanej w Polsce sztuki „Audiencja” pracujący dla ubeków majster w browarze magluje pisarza, zesłanego za karę przez władzę do prac fizycznych. I składa mu ofertę, aby – jako biegły w języku pisanym  – wyręczył niedouczonego majstra i sam na siebie sporządzał donosy. Ten zadziwiający wywód kończy dobrodusznym: „No przecież nie musimy sobie robić z życia piekła!”

Absurdalne skomplikowanie relacji między katem a ofiarą jest jednym ze znaków rozpoznawczych twórczości Havla. Już po końcu dyktatury okazało się, że ten poziom komplikacji, który zjednał mu podziw całego świata, jest zbyt duży jak na debatę publiczną w warunkach demokracji w budowie. Prym wieść zaczęli zwolennicy dużo mniej skomplikowanych opowieści, z jednoznacznym podziałem na dobrych i złych.

To była jedna z przyczyn tego, co przydarzyło się Havlowi, podobnie, jak wielu innym byłym opozycjonistom już po wywalczeniu wolności: przestał być rozumiany. Choć parlament nadal pragmatycznie, dla dobra kraju wybierał go na głowę państwa, choć rytualnie wypadało podkreślać jego wielkość, to wyznacznik realnej siły w demokracji - popularność w sondażach – zaczęła spadać dość szybko. Havel, za granicami wielbiony jak prorok, we własnym kraju padał często ofiarą nagonek brukowców, bywał chłopcem do bicia w politycznych przepychankach, od których próbował trzymać się z dala. To zrodziło jeszcze jeden absurd tej niezwykłej formacji, jaką była demokratyczna opozycja całego bloku wschodniego: jeśli o Havla pytano we Francji, Australii czy USA, dzieci wymieniały go jednym tchem z Nelsonem Mandelą czy Ghandim. W Czechach odpowiedzią często był niepewny uśmiech i rozłożenie rąk, jak zwykle przy pytaniach o osoby kontrowersyjne.

Jego śmierć pewnie wywoła kolejną falę zainteresowania tym zyciem, tą twórczością i tym światem, w imieniu którego mówił. Pytanie, czy pomoże w jego lepszym rozumieniu, pozostaje otwarte.

***

SYLWETKA: Vaclav Havel 1936 - 2011 >>

CZYTAJ TAKŻE: Recenzja fascynującego filmu o Havlu >>

O KSIĄŻCE: Wywiad-rzeka z Havlem >> TAKŻE: Fragment książki >>

HISTORIA: Jak Słowacy rozwiedli się z Czechami >>

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Tata Maty: Młodzi ludzie są mądrzejsi, niż my myślimy, że są

Z prof. Marcinem Matczakiem o tym, dlaczego nie warto być zbyt posłusznym.

Martyna Bunda
07.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną