Świat

Wygnanie z ziemi obiecanej

Beduini z wyrokiem na przesiedlenie

Jedno z domostw Beduinów Dżahalin. Jedno z domostw Beduinów Dżahalin. ABIR SULTAN/EPA / PAP
Żyją niczym zamknięci w pułapce, lecz już niedługo będą ją wspominać jako luksus. Izrael chce ich przesiedlić w pobliże wysypiska śmieci. Beduini czekają już tylko na wykonanie tego wyroku.
W samym Izraelu, na pustyni Negew, mieszka ok. 200 tys. Beduinów. Na terytoriach okupowanych (w części administrowanej przez armię izraelską) – 30 tys.Ammar Awad/Reuters/Forum W samym Izraelu, na pustyni Negew, mieszka ok. 200 tys. Beduinów. Na terytoriach okupowanych (w części administrowanej przez armię izraelską) – 30 tys.
Jak ktoś zachoruje albo zdarzy się wypadek, np. samochód na autostradzie potrąci dziecko, dzwonią do szpitala w Jerozolimie, ale szpital odpowiada, że nie ma karetek dla Beduinów.hoyasmeg/Flickr CC by 2.0 Jak ktoś zachoruje albo zdarzy się wypadek, np. samochód na autostradzie potrąci dziecko, dzwonią do szpitala w Jerozolimie, ale szpital odpowiada, że nie ma karetek dla Beduinów.
Beduini zazwyczaj źle tolerują miasto. Najważniejsze jest dla nich życie na otwartej przestrzeni.Physicians for Human Rights - Israel/Flickr CC by SA Beduini zazwyczaj źle tolerują miasto. Najważniejsze jest dla nich życie na otwartej przestrzeni.

Beduini to najbardziej cierpliwi ludzie na świecie. – Cierpliwości nauczyli się na pustyni i od pustyni. To ich dom. Gdy człowiek z miasta nie ma ognia albo nie ma co jeść, idzie do sklepu na sąsiedniej ulicy, zajmuje mu to pięć minut. Beduin, gdy nie miał ognia, musiał sto razy pomyśleć, jak go zdobyć, czym wykrzesać. Zdarzało się, że mijał dzień, nim zdołał to wymyślić, a potem ogrzać się i przygotować posiłek.

Tak właśnie Eid Abu Chamis, lat 45, przywódca obozowiska Beduinów z plemienia Dżahalin, 20 minut drogi samochodem od centrum Jerozolimy, puentuje opowieść o swoim ludzie. Potem zapada długa cisza. Bo i co po tym wszystkim powiedzieć? Abu Chamis dolewa z czajniczka wciąż ciepłą, słodką herbatę. Niech pan pyta, zachęca.

W pięciu obozowiskach między Jerozolimą a żydowską osadą Ma’ale Adumim na palestyńskich terytoriach okupowanych mieszka około 2,5 tys. Beduinów. W Chan el Ahmar – obozowisku Abu Chamisa – 160 osób, 22 rodziny. Mieszkają na obszarze objętym przez zakazy władz okupacyjnych. Osiedla żydowskie i autostrady nie są dla Palestyńczyków, czyli dla nich też nie, bo traktowani są tak samo.

Szałasy sklecone z desek, płacht i blach, platforma z desek, na której śpią w nocy strażnicy – żeby nie pokąsały ich pustynne węże i skorpiony. Meczet wyglądający gorzej niż wychodek. Nic więcej.

Żyją niczym w pułapce, przestrzennej i administracyjnej. Jak ktoś zachoruje albo zdarzy się wypadek, np. samochód na autostradzie potrąci dziecko, dzwonią do szpitala w Jerozolimie, ale szpital odpowiada, że nie ma karetek dla Beduinów. Zresztą, Beduini jako Palestyńczycy nie mogliby wjechać do Jerozolimy bez specjalnego pozwolenia. Niech dzwonią do szpitala zarządzanego przez Autonomię Palestyńską. Dzwonią. Szpital z Autonomii też nie przyśle karetki, nawet gdyby chciał. Autonomia jest bowiem podzielona na trzy strefy: A, B i C. Władzom palestyńskim podlega tylko strefa A (kilka miast), w strefie B władze Autonomii kontrolują życie cywilne, lecz kwestie bezpieczeństwa pozostają w gestii izraelskich władz okupacyjnych. Natomiast strefa C, czyli ponad 60 proc. terytorium Zachodniego Brzegu, znajduje się całkowicie pod kontrolą Izraela.

Beduini mieszkają w strefie C i palestyńska karetka ze stref A i B wjechać tu nie może. Chorego lub rannego bliscy sami muszą jakoś przetransportować ze strefy C do strefy A lub B – drogami dostępnymi dla Palestyńczyków, czyli dłuższymi, gorszej jakości i wolniejszymi, co w razie choroby lub wypadku ma znaczenie.

Kiedyś chodzili po wodę za wzgórze, ale od kiedy na wzgórzach rozsiedli się osadnicy i pobudowali osiedla, położyli również rękę na źródłach wody. Beduini zaczęli więc wodę kraść. Dziurawili nocą rury dostarczające wodę do żydowskiego osiedla i nosili wodę do obozowiska w dużych baniakach. Nie umieli zatkać przedziurawionych rur, więc woda wyciekała w ziemię; nim osadnicy znaleźli dziurę, minęły czasem 2–3 dni. Zaczęto tropić złodziei i złapanych na gorącym uczynku stawiać przed sądem. Abu Chamis powiedział do sędziego: „Nie mam wody dla siebie i swoich dzieci. Niech sąd powie, co mam zrobić”.

Sąd nakazał władzom okupacyjnym założenie kranu dostępnego dla Beduinów – z licznikiem. Beduini płacą cztery i pół szekli za metr sześcienny wody, trzy razy więcej niż żydowscy osadnicy. Ci ostatni dostali od władz okupacyjnych cenę subsydiowaną – żeby w osadzie były tereny zielone, a do utrzymania ich na pustyni potrzeba dużo wody.

Do sądu dotarła też inna batalia Beduinów: o szkołę. Dwie najbliższe znajdują się w odległości ponad 20 km każda – w Jerychu i Al-Azariah. Beduini poprosili władze okupacyjne o autobus szkolny. Odmówiono im. Zwrócili się więc o pozwolenie na budowę własnej szkoły w obozowisku. Odmowa. Władze Autonomii Palestyńskiej obiecały zorganizować autobus i dogadać się z okupantem, ale obietnicy nie dotrzymały. Raczej zlekceważyły sprawę.

Postanowili, że nie będą więcej nikogo prosić ani czekać: dzieci muszą się uczyć. Wiosną 2009 r. Beduini zaczęli budować szkołę na własną rękę – ze starych opon samochodowych i błota. Wzór zaczerpnęli z Brazylii, gdzie na obszarach biedy opatentowano taki właśnie budowlany know-how. Pracowali dniami i nocami, pomagali im izraelscy przyjaciele i zagraniczni ochotnicy.

W ostatnich dniach budowy przyjechało wojsko i nakazało ją wstrzymać. Beduini przyspieszyli prace. Władze okupacyjne przysłały nakaz rozbiórki. Beduini poszli do sądu – od tego czasu sprawa ślimaczy się, szkoła działa, ale nie można w jej konstrukcji niczego naprawiać, dołożyć nawet jednej opony, bo grozi to tym, że następnego dnia przyjedzie buldożer i zrówna szkołę z ziemią.

Beduini Dżahalin trafili niedawno na czołówki izraelskich gazet. Oto w styczniu władze okupacyjne mają ich przymusowo przesiedlić w miejsce sąsiadujące z wysypiskiem śmieci we wschodniej Jerozolimie. Celem operacji jest – jak pisał izraelski dziennik „Ha’aretz” – oczyszczenie terenu pod rozbudowę żydowskich osiedli na terytoriach okupowanych, a w przyszłości połączenie ich z Jerozolimą. Powiększanie Jerozolimy o terytoria, na których mieszkają Izraelczycy, ma też cel polityczny: więcej ludności żydowskiej oznacza, że w przyszłości nikt nie będzie bronił roszczeń Palestyńczyków do części miasta.

Najpierw Izraelczycy wygnali Beduinów Dżahalin z pustyni Negew (do dziś żyją tam tysiące Beduinów z innych plemion). Był 1950 r., nowe państwo żydowskie miało zaledwie dwa lata. Co im zostało? Rozproszyli się w różne strony świata: część powędrowała w stronę Ramallah, inni ku dolinie Jordanu. Rodzina Abu Chamisa osiedliła się między Jerozolimą a Jerychem. Ojciec i wujowie sprzedawali mleko i ser przy drodze łączącej oba miasta, jeździli na targ przy Bramie Damasceńskiej w palestyńskiej części Jerozolimy. Żyli spokojnie.

Niepewność wdarła się w ich życie na nowo w 1967 r. Po wojnie sześciodniowej Izraelczycy pozamykali wiele obszarów jako tzw. strefy wojskowe, co utrudniło, a czasem uniemożliwiło Palestyńczykom (i Beduinom) hodowlę zwierząt, z których żyją. Jednak Beduini ani myśleli przenosić się gdzieś indziej: to był teraz ich dom.

W 1978 r. pojawili się osadnicy. Zajęli wzgórza, zabrali ziemię i źródła wody. Już wtedy część Beduinów przesiedlono w okolice jednego z wysypisk śmieci (Abu Dis). Zaczęło powstawać żydowskie osiedle Ma’ale Adumin, w którym żyje dziś około 40 tys. ludzi – docelowo 70 tys. Ma’ale Adumim robi wrażenie: rozległe tereny zielone – palmy, drzewa oliwne, bujna trawa, cztery publiczne baseny, fontanna. Według raportu izraelskiej organizacji sprzeciwiającej się okupacji Pokój Teraz, 86 proc. osiedli zbudowano na prywatnej ziemi należącej do Palestyńczyków, zagarniętej po wojnie sześciodniowej. Kto tutaj mieszka? – Ludzie z Jerozolimy, których przyciągnęły niskie ceny domów, subsydia rządowe, ulgi podatkowe oraz spokój przedmieścia – wyjaśnia Angela Godfrey-Goldstein (która tłumaczy również rozmowę z Abu Chamisem; wprawdzie mówi tylko trochę po arabsku, za to Abu Chamis mówi płynnie po hebrajsku).

Ci spokojni w większości ludzie, wyjaśnia Angela, nie postrzegają siebie jako przeszkody na drodze do pokoju z Palestyńczykami. We własnym mniemaniu mieszkają po prostu na przedmieściu Jerozolimy, miasta, w którym pracują. Większości nie przychodzi do głowy np. to, że Ma’ale Adumim odcina wschodnią Jerozolimę od Zachodniego Brzegu – a to w Jerozolimie skupia się 40 proc. całej palestyńskiej gospodarki.

Kiedyś Beduini pracowali w żydowskich osiedlach. Budowali domy, pielęgnowali ogrody, sprzątali. W filmie dokumentalnym o Dżahalin pada pytanie do beduińskiego robotnika: „Dlaczego dla nich pracujesz?”. Odpowiedź: „Bo mam do wyboru solidarność albo głód. Musiałem zaakceptować realia”. Od trzech lat osadnicy nie dają pracy Beduinom, Abu Chamis nie ma wątpliwości, że to część polityki państwowej. To znaczy: rząd wywiera presję, by nie angażowali Beduinów do prac w osiedlu, to wtedy ci się wyniosą.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęły się najazdy osadników uzbrojonych w kije, pałki, karabiny, pistolety. Wygląda to tak: wpadają do obozowiska, krzyczą, zastraszają, biją. Nie rozróżniają ze względu na wiek ani płeć. Raz pobili żonę Abu Chamisa. Najeżdżają też szkołę: przerywają lekcje, ubliżają dzieciom i nauczycielom, walą kijami w ściany, demolują klasy. – Nasze dzieci żyją w poczuciu stałego zagrożenia, co rodzi agresję między nimi – mówi nauczycielka, która prosi, by nie podawać jej imienia. Skargi składane wojskowym nic nie dają, wojsko nie jest od rozsądzania sporów, ma chronić osadników.

Najsmutniejsze dla Abu Chamisa jest to, że osadnicy, dowódcy wojskowi i Beduini znają się osobiście. To nie anonimowi wojskowi i nie anonimowi osadnicy napadają na obozowisko lub skarżą do sądu anonimowych Beduinów. Jeszcze niedawno Beduini pielęgnowali ich ogrody, sprzątali domy, a teraz ci sami ludzie chcą ich wygnać. Wśród wojskowych też są tutejsi osadnicy. Wszyscy znają wszystkich.

„Żyliśmy w spokoju za Turków, Brytyjczyków i Jordańczyków. Tylko Izrael chce nas stąd wypędzić” – mówi stary Beduin w filmie dokumentalnym o Dżahalin.

Zamknięcie obozowiska z kilku stron i bieda zmusiły Beduinów do sprzedaży większości wielbłądów, owiec i kóz. Nie mają gdzie ich wypasać, nie stać ich na karmę. Jeszcze kilka lat temu obozowisko miało 1600 zwierząt, dzisiaj tym, którzy mieli po 100 sztuk, zostało najwyżej 10. Ale jak trafią w sąsiedztwo wysypiska śmieci, nie będą mieli nawet tego.

Abu Chamis nie okazuje otwarcie oburzenia, ale widać, że pytanie, czy Beduini Dżahalin to nomadzi, irytuje go. Sugeruje bowiem, że skoro są nomadami, to co im za różnica, gdzie będą mieszkać? Chamis mówi, że nie są nomadami, to stereotyp; różne tutejsze plemiona i społeczności mają różne kultury życia (np. Druzowie to wojownicy i wielu z nich służy w znienawidzonej przez Palestyńczyków izraelskiej straży granicznej). Wygląd Abu Chamisa też jest daleki od stereotypu człowieka pustyni, jaki mają ludzie Zachodu: nosi niebieskie dżinsy, biały T-shirt, sportowe buty i czarną czapkę z daszkiem. Beduini Dżahalin prowadzą osiadły tryb życia. Żyją na otwartej przestrzeni, w czym przypominają ludzi wsi, nie miasta. Mają własną ziemię – jeśli mają – trzodę, wodę. Żyją po swojemu, to prawda. Ale właśnie ta odrębność upodabnia ich do wszystkich innych, czyż nie?

Jaka więc jest kultura Beduinów Dżahalin? Najważniejsze jest życie na otwartej przestrzeni. Beduini zazwyczaj źle tolerują miasto. – Większość z nas ma czysty umysł, wolny od chaosu, jaki wprowadza do umysłu człowieka miasto. Nieraz zdarzało się, że ktoś z wioski jechał na studia i po miesiącu albo dwóch wracał na pustynię. Nie był w stanie przystosować się do miejskiego życia. Miasto to zamknięcie, duch beduiński nie ma czym oddychać.

Żyją w rodzinach. Rodzina jest jak świat sam dla siebie. Nikt spoza rodziny nie może z nią mieszkać. Spory w rodzinie i między rodzinami rozstrzyga sąd beduiński, nikt nie idzie ze skargą na policję. Sędziami są ludzie uważani za najmądrzejszych, niekoniecznie to najbogatsi w wiosce. Zasada sądu: wszyscy muszą wyjść z procesu względnie zadowoleni. Zasądza się grzywny, jakie rodzina sprawcy musi zapłacić poszkodowanym. Gdy przestępstwo jest poważne, sądzi trzech sędziów, a gdy doszło do gwałtu lub zabójstwa – siedmiu. Nie ma kary śmierci ani kar więzienia. Oprócz wysokich odszkodowań, nałożonych na sprawcę i jego rodzinę, sędziowie mogą zakazać przestępcy mieszkania z bliskimi, a tym ostatnim nie pozwalają rozmawiać ze skazanym. Ów może żyć latami bez zamienienia słowa z rodziną. Rodzina nie może mu pomagać, sam musi dźwigać skutki swojego występku.

Abu Chamis opowiada historię Beduina, który uciekł do miasta z kobietą z innego plemienia. Sąd beduiński obłożył rodzinę porywacza karą finansową. Skazany zdecydował się w końcu na rozejm. Oddał uprowadzoną kobietę (czy na pewno uprowadzoną, wedle naszych kategorii?), rodzina zapłaciła odszkodowanie, a na koniec porywacz został zobowiązany do ucałowania publicznie głów 120 członków rodziny porwanej.

– To stary, bardzo dobry system, który działa od wieków – zapewnia Abu Chamis. Angela mówi potem na stronie, że nie jest tego pewna, lecz nie ingeruje w stosunki wewnętrzne wspólnoty i rodzin; np. w oparte na męskiej dominacji relacje między mężem i żoną. Zajmuje się prawami politycznymi wspólnoty, pomocą prawną i humanitarną. Uważa, że stosunki w rodzinie, wiosce, plemieniu Beduini muszą układać sami między sobą.

Ja, moja żona i moje dzieci chcielibyśmy spać spokojnie, nie bać się wojska i osadników – mówi Abu Chamis. – Chciałbym, żeby moje dzieci chodziły do szkoły, w której nikt ich nie napada. Chciałbym, żebyśmy zawsze mieli co jeść. Czy to dużo? Wierzę, że kiedyś marzenie się spełni. Beduini Dżahalin będą czekać. Tu, w Khan el Ahmar, czy tam w Jerozolimie przy wysypisku śmieci. Gdziekolwiek. Czekać potrafią, to przecież najbardziej cierpliwi ludzie na świecie.

Polityka 03.2012 (2842) z dnia 18.01.2012; Świat; s. 47
Oryginalny tytuł tekstu: "Wygnanie z ziemi obiecanej"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną