Świat

Policja w szkole

W 2010 r. policjanci wypisali 300 tys. mandatów za czyny zabronione, w szkole i poza jej murami. W 2010 r. policjanci wypisali 300 tys. mandatów za czyny zabronione, w szkole i poza jej murami. oddharmonic / Flickr CC by SA
Coraz więcej jest amerykańskich szkół, w których korytarze patroluje policja. Uczniów aresztuje się za puszczanie papierowych samolocików, lub niesprzątniecie okruchów jedzenia z podłogi w stołówce. Dlaczego kryminalizuje się normalne dziecięce zachowania?
Artykuł pochodzi z 5 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 30 stycznia 2012 r.Polityka Artykuł pochodzi z 5 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 30 stycznia 2012 r.

Policyjny zarzut brzmiał: „przeszkadza w prowadzeniu lekcji”. Jednak 12-letnia Sarah Bustamantes inaczej przedstawia swoje aresztowanie za spryskanie się perfumami w klasie, gdy koledzy dokuczali jej, że brzydko pachnie. – Jestem dziwna. Inni mnie nie lubią – mówi cierpiąca na nadwagę Sarah, u której lekarz stwierdził ADHD i chorobę afektywną dwubiegunową. – Odzywali się do mnie po chamsku. Czepiali się. Więc się poperfumowałam. A oni na to: „Strasznie śmierdzą te perfumy”. No i nauczyciel wezwał policję.

Policjant był pod ręką. Patroluje korytarze szkoły Sarah, Fulmore Middle w teksańskim Austin. Podobnie jak setki szkół w tym stanie i w całej Ameryce Fulmore Middle ma własną policję, umundurowaną i uzbrojoną, by utrzymać porządek w stołówkach, na boiskach i w czasie lekcji. Sarah została wyprowadzona z zajęć, oskarżona o czyn zabroniony i ma się stawić w sądzie.

Każdego dnia setki dzieci stają przed sądem w Teksasie pod takimi zarzutami jak przeklinanie, złe zachowanie w szkolnym autobusie lub bójki na boisku. Na porządku dziennym są aresztowania za posiadanie papierosów, nieodpowiedni strój czy spóźnianie się do szkoły.

W 2010 r. policjanci wypisali 300 tys. mandatów za czyny zabronione, w szkole i poza jej murami, kategorii „C” (według amerykańskiego prawa to najmniej poważne wykroczenie – przyp. FORUM). Niektórzy przestępcy mieli po sześć lat. Kary za szkolne występki obejmują jednak nie tylko mandaty, ale i obowiązek prac społecznych, a nawet więzienie.

To, co dawniej pociągało za sobą reprymendę nauczyciela lub telefon do rodziców, dziś może oznaczać aresztowanie i „kryminalną przeszłość”, która dla młodego człowieka może wiele lat później oznaczać gorsze szanse w rywalizacji o miejsce w college’u czy w pracy.

– Kryminalizujemy dziecięce zachowania – mówi Kady Simpkins, prawniczka reprezentująca Sarah Bustamantes. – To przecież tylko dzieci. Przeszkadzają w zajęciach? Moj Boże, za każdym razem, gdy słyszę o tym przepisie, myślę sobie, że w życiu bym nie skończyła szkoły w Stanach. Dorastałam w Australii, a tam dzieci robią niezłą zadymę. Nie mam pojęcia, jak tutejsi uczniowie są w stanie chodzić do szkoły i nie łamać prawa na każdym kroku.

 

Wzór do naśladowania?

Po zamieszkach na Wyspach brytyjski rząd analizuje amerykańskie doświadczenia z młodzieżowymi gangami i wymiarem sprawiedliwości dla nieletnich. Minister sprawiedliwości Crispin Blunt nawet odwiedził Teksas we wrześniu, by bliżej przyjrzeć się tamtejszym sądom, więzieniom dla nieletnich i działaniom policji w szkołach. W Teksasie jednak zaczęto się zastanawiać, czy dobrym pomysłem było stworzenie młodzieży – jak mówia krytycy – szybkiej ścieżki ze szkoły wprost do więzienia. Prezes teksańskiego sądu najwyższego Wallace Jefferson ostrzega: Stawianie uczniom zarzutów kryminalnych za złe zachowanie w szkole może dla wielu z nich oznaczać wstęp do życia, spędzonego w więzieniu.

W Teksasie już w wieku 10 lat ponosi się odpowiedzialność karną za własne czyny. Tamtejsi prawodawcy zmienili w ubiegłym roku prawo tak, by uniemożliwić wystawianie mandatów 11- i 12-latkom za złe zachowanie w klasie. Jednak ustawa, która całkowicie znosiłaby te praktyki – popierana przez teksańskiego senatora Johna Whitmire’a, który nazywa obecny system „śmiesznym” – nie uzyskała poparcia i przez dwa lata nie będzie mogła ponownie wejść pod obrady legislatury.

Do sprawy włączyły się nawet władze federalne, a prokurator generalny Eric Holder powiedział, że „trzeba położyć kres” utrzymywaniu dyscypliny w szkołach za pomocą paragrafów kodeksu karnego.

Nacisk na przestrzeganie dyscypliny w klasach szkolnych to jeden z elementów trwającego od dwudziestu lat w Teksasie forsowania ładu i porządku przy pomocy policyjnych metod. To skutek przesadnych – jak się miało okazać - obaw powstałych na fali alarmistycznych prognoz i ostrzeżeń mediów w latach 80. na temat fali przestępczości, która miała przyjść w wyniku szerzącej się narkomanii.

– Wiąże się to z przesadzonymi doniesieniami o wzroście przestępczości młodocianych na początku lat 90. – mówi Deborah Fowler z teksańskiej organizacji praw obywatelskich Texas Appleseed, zajmująca się badaniem konsekwencji wprowadzenia policji do szkół. – Zainicjowano bezwzględną, represyjną politykę, która była konsekwencją przyjęcia twardej postawy wobec przestępczości.

W rezultacie USA są jedynym krajem rozwiniętym, gdzie zamyka się w więzieniach 13-letnie dzieci, bez możliwości warunkowego zwolnienia, np. jako współwinne morderstwa popełnionego przez osobę pełnoletnią.

Gdy karząca ręka sprawiedliwości i porządku w Teksasie stawała się coraz cięższa, sięgnęła także szkół. Liczba placówek objętych dozorem policyjnym wzrosła w tym stanie w ciągu ostatnich 20 lat ponad 20-krotnie. – „Zero tolerancji” było początkowo terminem dotyczącym walki z handlem narkotykami, a dziś jest powszechnie używane w kontekście represyjnej polityki dyscyplinarnej w szkołach. Te dwa światy zlały się ze sobą – mówi Fowler.

Gdy zaciskała się obręcz dyscypliny, w 1999 r. miała miejsce masakra w szkole średniej w Columbine w Kolorado, podczas której dwóch uczniów zamordowało 12 osób, a następnie popełniło samobójstwo. Rodzice rozpaczliwie pragnęli zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, dla wielu rozwiązaniem była obecność policji w szkole.

Większość szkół jednak nie jest zagrożona tego typu przemocą i patrole policyjne na korytarzach i w stołówkach napotykają jedynie wybryki niesfornych dzieci. – Często mamy do czynienia z przesadną reakcją na zachowanie, które normalnie byłoby traktowane jako nieszkodliwy brak dyscypliny, a nie łamanie prawa – tłumaczy Fowler.

Grzywna za przeszkadzanie

Mandaty są najczęściej wypisywane za „przeszkadzanie w lekcji”, które może dosłownie oznaczać zakłócanie toku lekcji, ale także innego rodzaju wybryki w promieniu 150 metrów od szkoły, takie jak na przykład krzyki, zdefiniowane jako „robienie hałasu bez powodu”.

Wśród bardziej ekstremalnych przykładów udokumentowanych przez Appleseed jest przypadek nauczyciela, który doprowadził do aresztowania ucznia za to, że na pytanie, gdzie znajduje się w tekście określone słowo, chłopiec odpowiedział: W dupie, rozśmieszając inne dzieci. Inny uczeń został aresztowany za puszczanie papierowych samolocików.

Mandatem często kończy się również „niegrzeczne zachowanie”, które może oznaczać potyczki na boisku, nie na tyle poważne, by uznać je za napaść, a także przeklinanie lub nieprzyzwoite gesty. Pewien nastolatek został aresztowany i postawiony przez sądem w Houston za to, że po zerwaniu z dziewczyną wylewali na siebie nawzajem mleko. Jedna trzecia mandatów wiąże się z narkotykami lub alkoholem. Spora część z nich dotyczy użycia broni – w niektórych okręgach nawet do 20 proc. – ale w zdecydowanej większości przypadków jedyną bronią są pięści.

Najmłodsi nie mogą liczyć na ulgowe traktowanie. Według Appleseed ponad tysiąc mandatów w ostatnich sześciu latach w Teksasie wystawiono uczniom szkół podstawowych (choć w tym wieku nie ponoszą oni jeszcze odpowiedzialności karnej za własne czyny).

Kary sięgają nawet 500 dolarów, co dla niezamożnych rodziców stanowi duże wyzwanie. Niektórzy ich nie płacą, ale może to mieć konsekwencje po latach. Uczniowie mający na koncie niezapłacone mandaty są osadzani za długi w więzieniu dla dorosłych, gdy skończą 17 lat. Sumienne opłacenie mandatu też zresztą nie kończy sprawy. Czyn zabroniony „C” jest przestępstwem kryminalnym, a poniesienie kary jest jednoznaczne z przyznaniem się do winy, więc ślad w kartotece pozostaje. – W Stanach mamy bardzo drogie uniwersytety i gdy wypełnia się aplikację o pomoc finansową ze środków federalnych, trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy kiedykolwiek było się aresztowanym. No i o stypendium można zapomnieć – tłumaczy Kady Simpkins.

W mieście Austin około trzech procent spośród 80 tys. uczniów otrzymało w roku szkolnym 2008–2009 wezwania do sądu. Mandatów musiało być więcej, bo dotyczą one również młodszych dzieci w szkołach podstawowych.

W rezultacie, według raportu Appleseed, powstaje „ścieżka ze szkoły do więzienia”, na którą wkracza wysoki odsetek dzieci ukaranych początkowo mandatem. Są one one bowiem już zarejestrowane jako sprawiające trudności, bywają wielokrotnie aresztowane, a nad ich przyszłością zawisa stygmat notowania w kartotece kryminalnej.

 

Eskalacja problemów

Sędzia Jeanne Meurer spędziła prawie 30 lat, orzekając w sprawach nieletnich - zarówno błahych, jak i poważnych. Nauczyła się zmieniać własną postawę z matczynej na groźną w zależności od zachowania podsądnego. – Niektóre z tych dzieci to twardziele – mówi. – Od 30 lat orzekam i kiedyś dzieci nie zachowywały się tak ordynarnie jak teraz. Rozumiem frustracje dorosłych, którzy mają do czynienia z dziećmi bez żadnych manier czy szacunku. Ale one są naszą przyszłością. Czy nie powinniśmy starać się zmienić tej dynamiki, zamiast aresztować je w szkole i używać wobec nich młota w postaci paragrafów kodeksu karnego?

Wielu nieletnich, którzy trafiają na sędzię Meurer, ma kłopoty z nauką. Dzieci z zaburzeniami są szczególnie podatne na konsekwencje obecności policji w szkołach. Kady Simpkins opowiada historię chłopca z ADHD, który w wieku 12 lat przewrócił w złości ławkę. Został oskarżony o groźne zachowanie i osadzony w więzieniu dla nieletnich, skąd miał wyjść pod warunkiem osiągnięcia pewnych standardów edukacyjnych i wychowawczych. – Ale on nie jest w stanie ich osiągnąć. Dlatego jako 18-latek nadal tkwi w więzieniu za coś, co zdarzyło się, gdy miał 12 lat. To prawdziwa pułapka. Wiele z tych dzieci ma trudności w nauce i właśnie przez to trafiają do więzienia i nie mogą z niego wyjść. Zamiast radzić sobie z tego typu problemami w szkole, jak dawniej, wprowadziliśmy do szkoły policję, której obecność eskaluje problemy.

Czasem eskalacja oznacza użycie siły. – Mieliśmy przypadek młodego człowieka z IQ poniżej 70, którego policjanci potraktowali w holu gazem pieprzowym, bo nie rozumiał, co do niego mówią – opowiada Kady Simpkins. –Zaczął machać rękami z bólu i niechcący trafił jednego z policjantów – na wideo widać, że ma w tym momencie zamknięte oczy. Oskarżono go o napaść na funkcjonariusza. Ma 16 lat i wciąż czeka na rozprawę. Może skończyć w więzieniu.

 

 

Orgia policyjnej przemocy

Oddziały policji szkolnej w Austin są wyposażone w broń i gaz pieprzowy, mają też psy szkolone do wykrywania narkotyków i materiałów wybuchowych. Według danych policyjnych w ciągu pięciu lat przed 2008 r. członkowie tych oddziałów użyli siły 400 razy, w tym np. zastosowali gaz pieprzowy, by położyć kres stołówkowej bójce o jedzenie, a broń palną wyjmowali, by uciszyć pyskatych uczniów.

W ostatnich miesiącach wśród kontrowersyjnych interwencji było użycie paralizatora wobec 16-letniego chłopca, który „odmówił współpracy”, gdy zapytano go, dlaczego nie nosi swojego szkolnego identyfikatora. Użył następnie „obraźliwego języka”. Według policjantów podczas aresztowania próbował ugryźć stróża prawa. Oskarżono go o czynny opór i nielegalne wtargnięcie na teren szkoły, mimo że szkoła potwierdza, że jest na liście uczniów i na terenie placówki przebywał legalnie.

Tego typu przypadki nie ograniczają się tylko do stanu Teksas. W Kalifornii pracownik szkolnej ochrony złamał dziewczynie rękę w czasie aresztowania – za to, że nie pozbierała okruszków z podłogi stołówki, gdy upadło jej ciastko. Na Uniwersytecie Florydy tamtejsza policja użyła paralizatora wobec studenta, który zadał Johnowi Kerry’emu kłopotliwe pytanie w czasie dyskusji, wcześniej kazano mu się przymknąć.

Bywa, że interwencje policji kończą się tragicznie. Na początku stycznia policjant w Teksasie został oskarżony o niewspółmierną reakcję gdy zastrzelił 15-letniego ucznia Jaime Gonzaleza w szkole w Brownsville po tym, jak chłopak wymierzył do niego z pistoletu zabawki pod gabinetem dyrektora szkoły. Ojciec chłopca podkreśla, że policja niepotrzebnie zastrzeliła syna, zamiast go ranić lub obezwładnić. – Gdyby użyli paralizatora, nie doszłoby do tego – powiedział gazecie „Brownsville Herald”.

Meurer nie jest przeciwna obecności policji w szkołach, lecz uważa, że nie należy traktować występków na szkolnym boisku tak samo jak przestępczości na ulicy. – Gdy zaczynamy przesadzać i używamy paragrafów kodeksu karnego by kontrolować zachowanie, które nie jest niezgodne z prawem – mam na myśli czyny, które nie byłyby uznane za pogwałcenie prawa ze strony osoby dorosłej – to mamy prawdziwy problem – mówi. – Można prześledzić proces zmiany w szkołach, które dawniej same dbały o porządek na swoim terenie. Teraz przerzuciły tę odpowiedzialność na siły porządkowe.

Brian Allen, szef departamentu policji szkolnej w okręgu Aldine i przewodniczący stowarzyszenia szefów szkolnych oddziałów policji w Teksasie, nie zgadza się z tym. – Wielu uczniów łamie prawo. W Teksasie i w ogóle w Stanach to, że dostajesz mandat, nie oznacza, że jesteś winny. Możesz w sądzie wykazać swoją niewinność. Wyobraźmy sobie nauczycielkę, którą dwa razy wyższy od niej uczeń uderzy w twarz. Co ona ma zrobić? Użyć wiedzy z dziedziny metodyki nauczania czy wezwać policjanta?

Allen zgadza się jednak, że znaczna większość wykroczeń, z którymi mają do czynienia policjanci w szkołach, to niewiele więcej niż niesforne zachowanie. – Wszyscy popełniamy błędy – tłumaczy. – Każde okoliczności są inne i nie ma ścisłej procedury działania. Wiele zostawia się do oceny własnej policjanta. Jeśli spytamy pięciu mechaników o o przyczynę kłopotów z samochodem, otrzymamy pięć różnych opinii. Pięciu różnych lekarzy również może postawić różne diagnozy. To samo jest z pięcioma policjantami i jednym wykroczeniem. Jedni dadzą mandat, inni nie.

 

Uczniowskie nauczki

Rodzice, których dzieci odczuły to na własnej skórze, tacy jak Jennifer Rambo, matka Sarah Bustamantes, zachodzą w głowę, gdzie się podziała odpowiedzialność nauczycieli za dyscyplinę szkolną. – Mam pretensje do nauczycielki, która mogła położyć temu kres. Mogła powiedzieć: „Przestańcie!”. Mogła odebrać Sarah perfumy i powiedzieć jej, że to nieodpowiednie zachowanie w klasie. Ale nic takiego nie zrobiła. Po prostu wezwała policję.

Politycy i grupy obrony praw obywatelskich zadają to samo pytanie. Mają wątpliwości, czy szkoły nie przerzuciły całej odpowiedzialności za dyscyplinę na policję. – Nauczyciele polegają w kwestii dyscypliny na policjantach – ocenia Kady Simpkins. – Częściowo chodzi o odpowiedzialność. Żaden rodzic nie przyjdzie już do nich z pretensjami. Mogą przecież powiedzieć: „To nie ja, to policja”.

Poglądu tego nie podziela nauczyciel z Austin, który chciał pozostać anonimowy: To iluzja, że tylko niektóre dzieci są niesforne. Że to po prostu wybryki dzieci. To nie są lata 50. Zbyt wielu rodziców w dzisiejszych czasach nie kontroluje dzieci. Nie mają one ojców. Przystają do gangów. Przychodzą do klasy i nie mają żadnego szacunku ani dyscypliny. Nie chcą się uczyć, chcą tylko rozrabiać. Uczniowie mogą być bardzo groźni. Policję wzywamy po to, by móc dalej prowadzić lekcję, zamiast marnować połowę lekcji na jednego ucznia. Poza tym inni dostają przy tej okazji nauczkę.

Teksańskie Stowarzyszenie Nauczycieli, ich główny związek zawodowy w tym stanie, nie zajęło stanowiska na temat szkolnych mandatów w czasie niedawnej debaty w legislaturze stanowej. Przedstawiciel związku Clay Robinson twierdzi jednak, że większość nauczycieli przyjęłą obecność policji w szkole z ulgą. – Oczywiście niektórzy policjanci reagują przesadnie. Sam jestem ojcem i nie chciałbym, żeby mój 17-letni syn trafił do sądu w wyniku kłótni z kolegą w szkolnej kawiarence. Policjanci powinni bardziej odwoływać się do własnego zdrowego rozsądku. Ale są jacy są. Pilnują przestrzegania prawa – mówi. – Nie zapominajmy, że w jednej ze szkół w Austin kilka lat temu uczeń zastrzelił nauczyciela. To się zdarza rzadko, ale jednak. Zwiększenie bezpieczeństwa nauczycieli jest zawsze pożądane, by mogli się koncentrować na nauczaniu. Niektórzy nauczyciele uważają, że policja nie jest wystarczająco agresywna wobec starszych uczniów, którzy stanowią zagrożenie dla personelu szkoły i kolegów.

W związku z zaburzeniami Sarah Bustamantes jej przypadkiem zajęła się grupa obrony praw osób niepełnosprawnych. Po miesiącach starań doprowadziła do umorzenia sprawy. Teraz dziewczyna waha się z jednoznaczną odpowiedzią na pytanie o sens obecności policji w szkole: Policja w szkole jest potrzebna. W mojej szkole zdarzają się rękoczyny i bywa niewesoło. Nie powinni jednak wystawiać mandatów. Chyba że za przemoc fizyczną. A nie za to, co normalnie się dzieje w klasie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną