Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Wyblakłe Euro 2012

Maskotki Euro 2012. Maskotki Euro 2012. Wojciech Figurski / Newspix.pl
Euro 2012 nie załatwia już ani Polsce, ani Ukrainie żadnego z pierwotnych celów politycznych.
Artykuł pochodzi z 12 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 19 marca 2012 r.Polityka Artykuł pochodzi z 12 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 19 marca 2012 r.

Każdemu ważnemu wydarzeniu sportowemu przyświeca jakaś idea. Zwykle taka impreza odbywa się pod dewizą zademonstrowania osiągniętej siły i znaczenia, albo wytrwania w trudnych czasach. Tę ideę przywódcy spodziewają się sprzedać społeczeństwom – w kraju i za granicą.

Niekiedy takie idee mają charakter uniwersalny i są łatwo dostrzegalne. Na przykład przyjęło się uważać, że sens Igrzysk Olimpijskich w 2008 r. w Pekinie polegał na symbolicznym zaprezentowaniu się Chin w roli światowego supermocarstwa. Ta idea była akceptowana – z większym lub mniejszym entuzjazmem – zarówno w samych Chinach, jak za granicą.

W innych przypadkach idea przyświecająca imprezie adresowana jest raczej do lokalnych odbiorców. Tak było w 2006 r., gdy MŚ w piłce nożnej decyzją FIFA odbyły się w Niemczech: entuzjastyczny pokaz niemieckiej narodowej dumy przełamał tabu, jakie po II wojnie światowej obowiązywało przez półwiecze.

Sens Euro 2012, odbywających się tego lata w Polsce i na Ukrainie, jest bardziej zagmatwany. Mimo, że ta impreza to pierwsze wydarzenie tej rangi po zakończeniu zimnej wojny, jakie będzie miało miejsce w Europie Wschodniej, to oczywisty przekaz – o tym, że społeczeństwa postkomunistyczne coraz bardziej włączają się w zachodni główny nurt – nie odpowiada już rzeczywistości, zwłaszcza odkąd była premier Ukrainy Julia Tymoszenko została skazana na 7 lat więzienia, co w UE uznano za wyrok na tle politycznym.

Jak powiedział jesienią Timothy Garton Ash, kontrast miedzy kursem obranym przez Polskę i Ukrainę nie mógłby być bardziej jaskrawy. Z początku tak jednak nie było. Z inicjatywą wspólnej organizacji Euro 2012 wystąpił najpierw wiosną 2003 Hrihorij Surkis, szef Ukraińskiej Federacji Piłki Nożnej. Było to na krótko po tym, jak prezydent Ukrainy Leonid Kuczma postanowił odejść od „wielowektorowej polityki zagranicznej” i zgłosił akces do NATO, gdyż Ukraina poczuła się zaniepokojona rozwijającą się kooperacją między USA i Rosją.

 

 

Polskie władze piłkarskie przyłączyły się niemal natychmiast, a prezydenci – zarówno Kuczma, jak Aleksander Kwaśniewski, konsekwentny rzecznik rozszerzenia NATO i dalszej ekspansji UE – skwapliwie poparli wniosek. Pasował on idealnie do szerszego geopolitycznego celu, jakim było umocnienie więzi między oboma sąsiednimi krajami i wprowadzenie Ukrainy do euroatlantyckich struktur.

Gdy UEFA umieściła tę ofertę w listopadzie 2005 na krótkiej liście wybranych wniosków, Polska już należała do UE, a Ukraina jaśniała w blasku pomarańczowej rewolucji. Nowy prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko gorąco popierał Euro 2012 – zaś nowy prezydent Polski Lech Kaczyński gorąco popierał Juszczenkę i pomarańczową rewolucję. Obaj przywódcy przybyli do Cardiff w kwietniu 2007 r. , by zaprezentować ostateczną wersję wniosku. Oba kraje też radośnie fetowały sukces, gdy udało im się pokonać ofertę Włoch już w pierwszej rundzie.

Mimo tego sukcesu jednak wizja Euro 2012 zaczęła już rok później blaknąć, gdy aspiracje Ukrainy do członkostwa w NATO zostały - po kontrowersjach na szczycie w Bukareszcie - bezterminowo odłożone na później.

Polskie elity polityczne i dyplomatyczne podtrzymywały swój romans z Juszczenką, ale w miarę jak poparcie dla ukraińskiego prezydenta topniało, a pomarańczowa rewolucja traciła impet, oba kraje zaczęły się od siebie oddalać. Polityczny i kulturalny wymiar Euro 2012 zszedł w cień, a na pierwszy plan wysunęła się modernizacja komunikacyjnej infrastruktury i obiektów, na których miały być rozgrywane mecze podczas mistrzostw. Realizację tych planów skomplikował głęboki kryzys finansowy na Ukrainie - oraz trudności organizacyjne po obu stronach granicy.

Gdy na Ukrainie przyszedł czas na kolejne wybory prezydenckie w styczniu 2010 r., Juszczenko już się nie liczył, a orientacja dyplomatyczna kraju pod rządami nowego prezydenta, Wiktora Janukowycza, znów się upodobniła do „wielowektorowej polityki zagranicznej” Kuczmy. Ukraina wycofała swój wniosek o przyjęcie do NATO, a aresztowanie Tymoszenko wywołało konflikt dyplomatyczny, w wyniku którego aspiracje Ukrainy do członkostwa w UE uległy zamrożeniu.

Dziś, gdy Euro 2012 się zbliża, Ukraina znowu balansuje pomiędzy Rosją i UE, między obietnicą a rozczarowaniem pomarańczowej rewolucji, a także pomiędzy „kierowaną demokracją” w rosyjskim stylu - a systemem politycznym, bardziej przypominającym kraj aspirujący do UE. Również w relacji Polski do jej wschodniego sąsiada kierunek polityki staje się mniej klarowny i wyrazisty, odzwierciedlając pogłębiający się kryzys tożsamości Ukrainy.

W grudniu, kilka dni po szczycie UE-Ukraina w Kijowie, na stronie internetowej Julii Tymoszenko ukazał się zuchwały „list do dyktatora”, wysłany do Janukowycza z więzienia. „Nie jestem pewna, na ile się pan orientuje w sprawach międzynarodowych i geopolitycznych, ale mam dla pana złą wiadomość: Euro 2012 nie jest porozumieniem w sprawie integracji europejskiej. Ktoś pana oszukał. Tam chodzi o piłkę nożną”. Tymoszenko miała tu rację, ale tylko częściowo. Przez jakiś czas chodziło tu jednak istotnie o coś dużo ważniejszego niż piłka nożna – ale ten czas już minął.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną