Świat

Smoczki, czyli dzieci Roku Smoka

Chiński baby boom

Dzieci urodzone pod znakiem Smoka, według wierzeń chińskich, są wyjatkowo zdolne i waleczne. Dzieci urodzone pod znakiem Smoka, według wierzeń chińskich, są wyjatkowo zdolne i waleczne. Li Bo/Xinhua/WpN / Forum
Mleko w proszku zdrożeje za pół roku, gdy pierwsza fala dzieci urodzonych w Roku Smoka zostanie odstawiona od piersi. Na razie trwa boom na nianie, wózki i surogatki. Chiny opętało szaleństwo.
Młode chińskie mamy czekają na poród w szpitalu w Haikou.China Daily/Reuters/Forum Młode chińskie mamy czekają na poród w szpitalu w Haikou.
W Chinach równowaga płci już dawno została zachwiana. Dla rodziców liczy się bowiem tylko potomek męski, gdyż to on zapewnia spokojną starość i ciągłość rodu.aroid/Flickr CC by 2.0 W Chinach równowaga płci już dawno została zachwiana. Dla rodziców liczy się bowiem tylko potomek męski, gdyż to on zapewnia spokojną starość i ciągłość rodu.

Artykuł w wersji audio

Smok to dla Azjatów symbol szczęścia, potęgi, bogactwa, sprawiedliwej władzy i szlachetności charakteru. Tegoroczny Smok jest wyjątkowy – w chińskim horoskopie odpowiada mu żywioł wody. Tak doskonała kombinacja zdarza się raz na 60 lat. Smok z natury związany jest z ziemią, więc gdy światem włada wodny Smok, to woda i ziemia uzupełniają się wzajemnie, co przynosi szczęście wszelkim przedsięwzięciom. Dzieci urodzone pod tym znakiem mają zapewnioną pomyślną przyszłość. Dlatego w Roku Smoka urodzi się ich szczególnie dużo.

Nawet popularne przysłowie chińskie mówi: pragnieniem moim jest mieć Smoka, czyli syna urodzonego pod tym znakiem. Nic dziwnego, że każde małżeństwo chce mieć potomka urodzonego w tym roku. Z danych Chińskiego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2011 r. urodziło się 16 mln noworodków, a w tym ich liczba będzie wyższa co najmniej o milion. Tyle teoria. A w praktyce szczęśliwe smocze dzieci oraz ich zapobiegliwi rodzice już na starcie zderzają się z brutalną rzeczywistością.

Ojcem Smoka został kilka dni temu pan Fu z Pekinu. Patrząc na swego synka ważącego ponad 3,5 kg nie ukrywa radości. Zapytany o najbliższe plany, odpowiada jednak z kwaśną miną: – Nie licząc kosztu mleka w proszku i pampersów, niani na pierwszy miesiąc trzeba zapłacić aż 6800 juanów! Zarabia dużo więcej niż ja. Ale pan Fu wysupła równowartość tysiąca dolarów, bo niania na pierwszy miesiąc życia to w Chinach mus i tradycja. Wskutek polityki jednego dziecka dzisiejsi rodzice sami są w większości jedynakami, więc presja na jak najlepszy start dla jedynego potomka jest ogromna.

Nianie są drogie, bo chińscy rodzice mają wygórowane żądania. Opiekunka ma mieć prawo jazdy, mówić po angielsku i posiadać skończone specjalistyczne kursy opieki nad matką i dzieckiem. To w Chinach od dawna zawód szczególnie dobrze opłacany. W tej chwili wykwalifikowanej niani trzeba szukać z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem. 26-letnia pani Szen z Tiandżinu urodzi dziecko w maju, ale ostrzeżona przez znajomych już w grudniu ubiegłego roku zamówiła nianię. Przedstawiciel biura pośrednictwa pracy zapowiedział od razu, że za dobrą będzie musiała zapłacić ponad 6 tys. juanów. Sama zarabia 3 tys. miesięcznie.

Z pożyczonego łona

W Roku Smoka także za wyposażenie i odzianie dzieci trzeba zapłacić więcej. Pani Qu, będąca w szóstym miesiącu ciąży, od dłuższego czasu kompletuje wyprawkę dla dziecka i często korzysta z Internetu. Ma już prawie wszystko: ubranka, wózek, łóżeczko i wszelkie środki higieny. Cieszy się, że pomyślała o tym wcześniej, bo teraz jest drożej i nie zawsze można kupić to, co się chce. Z badań przeprowadzonych przez popularny portal Taobao wynika, że w miarę wzrostu fali urodzeń w górę idą też ceny artykułów przeznaczonych dla noworodków. Lawinowo rośnie sprzedaż tych towarów na portalach internetowych.

Po chińskim Nowym Roku sprzedaż artykułów dla matki i dziecka stale rośnie – największe zapotrzebowanie jest w tej chwili na pampersy i wyprawki dla noworodków. Ich obrót w ciągu roku wzrósł o 150 proc. W zeszłym miesiącu na Taobao sprzedano łącznie 1 mln pampersów, 500 tys. wózków niemowlęcych i 130 tys. łóżeczek dla niemowląt. Nie widać jeszcze wzmożonego zainteresowania mlekiem w proszku dla niemowląt – większość dzieci po urodzeniu jest karmiona piersią do szóstego miesiąca, więc większego zainteresowania mlekiem należy się spodziewać w drugiej połowie roku.

 

 

Zhang Kejun ma własny sklep internetowy z artykułami dla matki i dziecka na portalu Taobao. Obecnie sprzedaje ponad 500 artykułów dziennie, w tym ubranka dziecięce, mleko w proszku, butelki do mleka i wiele innych akcesoriów potrzebnych do opieki nad niemowlętami. Zdumiony był zainteresowaniem klientów. – Podczas świąt noworocznych, pomimo przerwania usług kurierskich, mój sklep przyjął ponad 700 zamówień. W jednym zamówieniu są średnio 34 towary. To 200-proc. wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym – mówi Zhang.

Trzecią branżą, przeżywającą teraz w Chinach złote czasy, jest noszenie ciąż w zastępstwie. Dla wielu chińskich kobiet nie tylko posiadanie dziecka, ale nawet zajście w ciążę i jej donoszenie jest warunkiem trudnym do spełnienia. Chodzi nie tylko o pracę, ale też o styl życia. W kulturze chińskiej przyjęło się uważać, że ciąża szczególnie nadweręża ciało, dlatego po porodzie matka i dziecko przez ponad miesiąc przebywają w domu pod specjalną opieką – stąd boom na nianie. Tradycja głosi, że podczas porodu następuje poluzowanie stawów, a połóg jest okresem regeneracji wycieńczonego organizmu matki.

Aby uniknąć wszelkich komplikacji, takich jak gorączka lub przeziębienie, matka i dziecko muszą być przez ten czas całkowicie odizolowani od świata zewnętrznego. Kobietom w połogu nie wolno się kąpać, myć włosów, otwierać okien, włączać klimatyzacji, pić zimnych napojów ani jeść zimnych dań. Nawet w lecie szczelnie zamyka się okna i drzwi, a matka nie powinna rozstawać się z ciepłą piżamą, szalikiem, skarpetami i rękawiczkami. Medycyna chińska głosi, że problemy zdrowotne kobiet w późniejszym wieku są wynikiem niewłaściwej regeneracji organizmu w okresie połogu.

Być może dlatego, jak nigdzie na świecie, w Chinach popularne są usługi surogatek, czyli kobiet, które za pieniądze podejmą się urodzenia dziecka, a potem wyleżą miesiąc w połogu. Jest to proceder nielegalny, ale władza jest w tym zakresie tolerancyjna. Nie ma dokładnej statystyki dotyczącej rozmiarów tego zjawiska, ale chińskie media szacują, że w minionych 10 latach 25 tys. dzieci przyszło na świat z „pożyczonego łona”. Wiek przeciętnej surogatki waha się w granicach 20–32 lat. Za swoje usługi każą sobie płacić od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy juanów.

Na przystanku autobusowym w Pekinie w dzielnicy Haidian, naprzeciw Uniwersytetu Ludowego, wisi ogłoszenie surogatki, która za podpisanie umowy żąda zaliczki 50 tys. juanów, a po porodzie 500 tys. Ze względu na atrakcyjny dochód coraz więcej studentek podejmuje się rodzenia dzieci na życzenie. Niektóre z nich zawierają umowy z cudzoziemcami. Proceder kwitnie, bo w Chinach wynajęcie surogatki jest dużo tańsze niż za granicą. Pod koniec 2011 r. pewne bogate małżeństwo w Kantonie wynajęło dwie surogatki, które w ciągu kilku lat urodziły im ośmioro dzieci. Wzięły za to milion juanów.

Faceci na starość

Na te wszystkie procesy nakłada się jeszcze jeden: brak równowagi płci. W Chinach już dawno została ona zachwiana, dla rodziców liczy się bowiem tylko potomek męski, gdyż to on zapewnia spokojną starość i ciągłość rodu. Nowoczesne badania USG pozwalają jednoznacznie ustalić płeć dziecka w łonie matki, więc płody żeńskie są bardzo często usuwane. Prawo chińskie zakazuje wprawdzie przekazywania rodzicom informacji o płci dziecka, jeżeli nie zachodzi taka konieczność z powodów medycznych, ale wielu lekarzy nie przestrzega tych zakazów. A badania płodu to kolejne, niezwykle intratne zajęcie.

W Chinach rośnie laboratoryjne podziemie. Urządzenie do badań USG to koszt 7–10 tys. juanów (3,5–5 tys. zł). Można je kupić bez żadnych formalności, a żeby przeprowadzać badanie, niepotrzebne jest żadne zaświadczenie ani licencja. Najniższa opłata za badanie wynosi około 500 juanów. W Hongkongu otwarto nawet klinikę oferującą usługi identyfikacji płci płodu za pomocą DNA, bez badania matki. – U nas to badanie jest zgodne z prawem. Można je przeprowadzić w ósmym tygodniu ciąży, a koszt wynosi 5 tys. juanów – zachwala szef tamtejszej kliniki o nazwie Gold Baby.

 

 

Selektywne aborcje spowodowały naruszenie równowagi płci w populacji już na początku lat 80. XX w. Według powszechnego spisu ludności z 2010 r. wśród chińskich noworodków jest wyraźna przewaga płci męskiej. Na 100 dziewczynek przypada 118 chłopców, podczas gdy norma światowa to 102–107. W wyniku tej nierównowagi za osiem lat około 40 mln młodych mężczyzn może mieć trudności ze znalezieniem jakiejkolwiek partnerki. Naukowcy obawiają się, że nadwyżka mężczyzn może prowadzić do wzrostu przestępczości i niepokojów społecznych.

To wszystko dzieje się w kraju, gdzie przyrost naturalny jest szczególnie niski. W ciągu 30 lat polityka jednego dziecka ograniczyła przyrost naturalny o 400 mln osób. Za posiadanie drugiego dziecka groziły wysokie kary finansowe, a przy trzecim dokonywano przymusowej sterylizacji. Do dzisiaj rząd prowadzi kontrolę urodzin, ale stopniowo złagodzono restrykcyjny system. Jeżeli oboje małżonkowie są w swoich rodzinach jedynakami, mogą mieć drugie dziecko bez żadnych konsekwencji. Mimo to niewiele małżeństw się na nie decyduje.

W dzieciach ratunek

Według badań Instytutu ds. Ludności przy Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, przeprowadzonych na grupie ponad 20 tys. kobiet w wieku 18–43 lat, tylko jedna trzecia uprawnionych do posiadania drugiego dziecka skorzystała z tego prawa, większość świadomie z niego zrezygnowała. Autorka badań prof. Zheng Zhenzen nie kryje zaskoczenia zmianami światopoglądu młodych ludzi na wsi: – Do tej pory dzieci były tam największym szczęściem, a obecnie, wzorem standardu miejskiego, również na wsi dominującą rolę odgrywają finanse i wygoda rodziców.

Ciekawe wnioski zawarte są w pracy porównawczej, gdzie prof. Zhen skonfrontowała obecne badania z wynikami wcześniejszej ankiety wykonanej w 2007 r. w tej samej prowincji. Zadano wtedy dwa pytania: „Ile chcesz mieć dzieci?” i „Ile dzieci chciałabyś mieć, gdyby cię było na to stać?”. 40,6 proc. ankietowanych w obu przypadkach zdeklarowało chęć posiadania dwójki dzieci, 35 proc. na oba pytania odpowiedziało, że chcą mieć jedno dziecko. Prawie 23 proc. kobiet powiedziało, że będą miały jedno dziecko, choć gdyby je było stać, wolałyby mieć dwójkę.

Przy ponownym badaniu w 2011 r. okazało się, że kobiety, które deklarowały chęć posiadania jednego dziecka, w większości dotrzymały słowa – tylko 2 proc. z nich zmieniło zdanie i urodziło drugie dziecko. Ale z tych, które chciały mieć drugie, swoją deklarację zrealizowało tylko 43,8 proc. – Obecnie koszty urodzenia i wychowania dziecka są za wysokie – wyjaśnia pan Jiang, pracujący w firmie z kapitałem zagranicznym. – Pensje moje i żony wynoszą kilka tysięcy juanów, ale musimy spłacać kredyt na zakup mieszkania i samochodów. Jedno dziecko jest już dla nas dużym obciążeniem, drugie nie wchodzi w grę.

Chińczycy, choć z dumą oceniają swoje gospodarcze osiągnięcia, z coraz większą obawą patrzą w przyszłość. Tradycyjny model rodziny został zburzony. Dawniej dzieci przejmowały opiekę nad swoimi starszymi rodzicami – obecnie jest ich za mało, a poza tym chcą żyć własnym życiem. Niewielkim pocieszeniem może być nagły zryw demograficzny, spowodowany szczęśliwym układem astrologicznym. Dzieci urodzone pod znakiem Smoka, według wierzeń chińskich, są wprawdzie wyjątkowe zdolne i waleczne, ale czy to wystarczy, żeby sprostać czekającym ich wyzwaniom?

Od chwili narodzin stają bowiem do konkurencji. Urodzinowy boom oznacza wyż demograficzny i wyścig od pierwszego momentu życia. Zaczyna się od znalezienia odpowiedniej niani, później dojdzie walka o miejsce w szkole, w czasie egzaminów na studia i w końcu o pracę. „Smoki” będą musiały zapłacić za wyjątkowy komfort urodzin w tym szczególnym roku. A to przecież nie koniec. Zgodnie z tradycją chińską powinny zapewnić opiekę swoim rodzicom. Nie będą miały wymówki. Ale kto się nimi zaopiekuje, gdy same wejdą w wiek emerytalny?

Polityka 14.2012 (2853) z dnia 04.04.2012; Świat; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Smoczki, czyli dzieci Roku Smoka"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną