Świat

Pierwszy łowczy

Aleksandr Bastrykin – zaufany śledczy Putina

Szef Komitetu Śledczego nadzoruje wszystkie polityczne śledztwa w Rosji. Na fot. Aleksandr Bastrykin w mundurze prokuratorskim na posiedzeniu Dumy. Szef Komitetu Śledczego nadzoruje wszystkie polityczne śledztwa w Rosji. Na fot. Aleksandr Bastrykin w mundurze prokuratorskim na posiedzeniu Dumy. Belousov Vitaly/ITAR-TASS / Forum
Co łączy identyfikację ofiar katastrofy smoleńskiej i dochodzenie przeciwko Pussy Riot? Obie sprawy prowadził Aleksandr Bastrykin, zaufany śledczy Władimira Putina.
Protest dziennikarzy przeciwko Bastrykinowi pod siedzibą Komitetu śledczego w Moskwie.Andrey Stenin/RIA Novosti/EAST NEWS Protest dziennikarzy przeciwko Bastrykinowi pod siedzibą Komitetu śledczego w Moskwie.

Jest 11 kwietnia 2010 r., lotnisko Siewiernyj. Władimir Putin przybywa do Smoleńska na pożegnanie trumny z ciałem Lecha Kaczyńskiego. Witają go gubernator obwodu smoleńskiego Siergiej Antufjew, minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu i przewodniczący Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej Aleksandr Bastrykin. Ten ostatni, ubrany w niebieski mundur moro, zajmuje miejsce po prawej stronie rosyjskiego premiera. Wyższy o głowę od swojego pryncypała, musi się schylać w czasie rozmowy.

W namiocie sztabu operacyjnego rozpoczyna się narada powołanej dzień wcześniej komisji rządowej do zbadania przyczyn katastrofy. Na jej czele stoi Putin, Bastrykin raportuje: „Dziś kończymy w Moskwie badania sądowo-medyczne. 81 ludzi już zostało zbadanych. Pod koniec dnia będziemy gotowi do wydawania ciał naszym polskim kolegom, ale pod warunkiem, że powinniśmy wszystkie te ciała rozpoznać”. To jego Komitet Śledczy odpowiadał po stronie rosyjskiej za identyfikację ofiar.

Bastrykin mówi stanowczo i bez emocji. Kolega ze studiów Putina i jego równolatek, objął śledztwo w sprawie wypadku polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem. Jego podwładni sprawdzają, czy w trakcie feralnego lotu doszło do naruszenia zasad bezpieczeństwa ruchu w transporcie lotniczym. Śledztwo komitetu trwa do dziś, dlatego Rosjanie odmawiają Polsce zwrotu wraku Tupolewa.

Ludzie Bastrykina jako pierwsi odkryli też, że przy identyfikacjach ofiar doszło do pomyłek. W maju 2011 r. sam Bastrykin informował o tym prokuratora generalnego RP Andrzeja Seremeta podczas jego wizyty w Moskwie. „W toku prowadzonego śledztwa ustalono, że dokonana przez polskich przedstawicieli w kwietniu 2010 r. identyfikacja trzech ofiar katastrofy została podważona. (…) Oznacza to, iż zmarli zostali pochowani pod obcymi nazwiskami” – powiedział wówczas agencji ITAR-TASS rzecznik Komitetu. Dodał, że szczegółowa dokumentacja w tej sprawie została przekazana stronie polskiej.

To oświadczenie wywołało w Warszawie konsternację. „W przypadku trzech ofiar katastrofy doszło do błędnego rozpoznania przez osoby bliskie. Ale tożsamość tych ofiar została ustalona na podstawie badań DNA” – mówił wówczas rzecznik Seremeta w rozmowie z PAP. Sam prokurator generalny zapewniał, że pomyłki naprawiono przed pogrzebami. Dziś wiadomo, że co najmniej dwie osoby, a być może sześć, wśród nich Anna Walentynowicz, zostały pochowane w nie swoich grobach.

Strona polska mówi, że niedawne ekshumacje to sprawy nowe, odkryte dopiero dzięki dokumentacji przekazanej przez Rosjan w maju 2012 r. Ale podobnie jak przed rokiem i tym razem Seremet twierdzi, że błędnej identyfikacji Walentynowicz dokonały osoby bliskie. Czy działaczka Solidarności była jedną z trzech ofiar, o których mówili Rosjanie w 2011 r.? Rzecznik Seremeta temu zaprzecza, ale jeśli było inaczej, to strona polska wiedziała o pomyłce od dawna. Jak było, mógłby wyjaśnić jeden człowiek: Aleksandr Bastrykin.

Prawie jak FBI

Był starostą na roku Putina – mówi rosyjski politolog Stanisław Bielkowski. Działacz komsomołu, członek partii komunistycznej, Bastrykin mógł być dla niego wzorem. Tygodnik „Ogoniok” podaje, że przyszły śledczy w wolnym czasie grał na basie w zespole rockowym i był duszą towarzystwa. Po dyplomie został na uczelni. Zrobił doktorat, po rozpadzie ZSRR mianowano go rektorem petersburskiego Instytutu Prawa. Znany adwokat i obrońca praw człowieka Jurij Szmidt pamięta go z tamtych czasów: – Miał opinię antysemity i skrajnego nacjonalisty. Publikował artykuły w ultraprawicowych gazetach.

Kariera Bastrykina nabrała tempa w 2006 r., gdy stanowisko prokuratora generalnego Rosji objął Jurij Czajka. Ta nominacja nie spodobała się Igorowi Sieczinowi, przywódcy kremlowskiej frakcji siłowików, czyli ludzi związanych z resortami siłowymi. Dzięki jego wsparciu Bastrykin objął Komitet Śledczy. Rok później oddano mu prowadzenie najważniejszych dochodzeń, oddzielając je od czynności procesowych prowadzonych przez samych prokuratorów. Szef komitetu odpowiada dziś bezpośrednio przed prezydentem Rosji.

 

 

W 2010 r. resort Bastrykina poszerzył kompetencje i zwiększył zatrudnienie z 8 do ponad 20 tys. osób. A to i tak niewiele w porównaniu z planami na przyszły rok: zgodnie z postanowieniem Putina resort Bastrykina ma przekształcić się w Jednolity Komitet Śledczy. Potężna instytucja z blisko 60 tys. mundurowych przejmie kompetencje śledcze policji i Federalnej Służby Kontroli Obrotu Narkotykami. Zwolennicy mówią o komitecie, że to rosyjski odpowiednik FBI. Według przeciwników to raczej zalążek policji politycznej. W niespokojnych czasach prezydent kręci sobie bat na opozycję.

Komitet nie raz udowadniał swoją przydatność w przygotowywaniu spraw karnych na polityczne zamówienie. Bastrykin zbierał dowody do drugiego procesu Michaiła Chodorkowskiego, nadzorował też niedawne śledztwo przeciwko Pussy Riot. Śledczy z komitetu prowadzili też dochodzenie w głośnej sprawie Siergieja Magnickiego aresztowanego pod zarzutem malwersacji. Wcześniej prawnik oskarżył urzędników z MSW o korupcję na ogromną skalę. Zmarł w niejasnych okolicznościach w areszcie. Komitet uznał, że jego śmierć spowodowały zaniedbania więziennych lekarzy.

Teraz Bastrykin ostrzy sobie zęby na popularnego blogera. „Jest taki człowiek o nazwisku Nawalny” – zwrócił się w obecności kamer do podwładnych. „Mieliście sprawę karną przeciwko niemu i ją cichaczem zamknęliście. Nie będzie wybaczenia, nie będzie litości” – cedził przez zęby, a obecni na sali śledczy wbijali wzrok w podłogę. Tego samego dnia sprawa karna przeciwko opozycjoniście została wznowiona. Śledczy zarzucają Nawalnemu, że jako doradca gubernatora obwodu kirowskiego nakłonił szefa spółki handlującej drewnem do zawarcia niekorzystnego kontraktu. Grozi mu za to do 10 lat więzienia.

Sprawę z 2008 r. umarzano już kilkukrotnie, zawsze jednak wraca jak bumerang. – Zarzuty są wyssane z palca, mimo to spodziewamy się realnego wyroku – mówi adwokat Nawalnego Wadim Kobzew. Bastrykin jest osobiście zainteresowany uciszeniem blogera. Internetowy pogromca korupcji przypomniał o tzw. czeskim tropie. W 2008 r. media ujawniły, że Bastrykin jest współwłaścicielem firmy LAW Bohemia w Pradze, ma mieszkanie w czeskiej stolicy i prawo stałego pobytu nad Wełtawą.

Bastrykin wszystkiego się wyparł, bo jako urzędnik nie ma prawa prowadzić interesów. Po cichu pozbył się kłopotliwego majątku. Okazało się, że nie całkiem. Nawalny przedstawił dokumenty, z których wynika, że akt sprzedaży czeskiego majątku Bastrykina został sfałszowany. Po transakcji nie ma śladu w deklaracjach finansowych urzędnika. Prawnik Nawalnego nie ma złudzeń – opublikowane dokumenty, oprócz drwin, nie przyniosą śledczemu większej szkody. W Rosji nikt się specjalnie nie dziwi ukrywanym przez władzę majątkom.

Atak emocji nieopodal lasu

Większe oburzenie wywołała sprawa „leśnej rozmowy”. Szef Komitetu Śledczego Rosji zaprosił dziennikarza Siergieja Sokołowa z „Nowej Gazety” w służbową podróż do kaukaskiej Kabardo-Bałkarii. Na miejscu zrobił mu awanturę za krytyczne publikacje o jego resorcie. „Mój ojciec i matka walczyli na wojnie za naszą radziecką ojczyznę, a pan pozwala sobie na takie słowa o mnie w ogólnorosyjskiej gazecie! W carskich czasach wyzywali za to na pojedynek!” – wykrzyczał Bastrykin, wyrzucając dziennikarza za drzwi.

Nieprzyjemności, jakie spotkały Sokołowa, na tym się nie skończyły. W drodze powrotnej z podmoskiewskiego lotniska wywieziono go do lasu na pouczającą rozmowę. „Bastrykin, nie przebierając w słowach, groził mojemu zastępcy. Pozwolił sobie nawet na żart, że osobiście poprowadzi śledztwo w sprawie jego zabójstwa” – relacjonował incydent w liście otwartym redaktor naczelny „Nowej Gaziety” Dmitrij Muratow. Sokołow w obawie o własne bezpieczeństwo opuścił Rosję.

Bastrykin nazwał list Muratowa bezczelnym kłamstwem. „Od niepamiętnych czasów nie byłem w lesie” – tłumaczył w wywiadzie dla gazety „Izwiestia”. „Jestem zajęty, nie mam kiedy myśleć o wycieczkach na łono natury”. W końcu jednak przeprosił redakcję. Co prawda nie za groźby, lecz „atak emocji”, i nie w lesie, lecz „na bocznej drodze nieopodal lasu”. Sokołow wrócił do kraju. – Na kolegium podjęliśmy decyzję, że incydent zostanie zapomniany – mówi dziennikarz. – To oficjalne stanowisko redakcji i nie chcę go komentować.

 

 

Część mediów zarzuciła redakcji ustępliwość wobec kremlowskiego buldoga. – Obawiam się, że taki bandycki styl charakteryzuje naszą nomenklaturę – ubolewa były sędzia Siergiej Paszin z Moskiewskiej Grupy Helsińskiej. Nawalny powiadomił administrację prezydenta Putina i prokuraturę generalną o popełnieniu przestępstwa przez Bastrykina przeciwko dziennikarzowi „Nowej Gazety”. – Niestety nasze pisma zostały przekazane Komitetowi Śledczemu – mówi adwokat blogera. – Wniosek przeciwko Bastrykinowi będą rozpatrywać jego podwładni. Finał sprawy jest więc z góry przesądzony.

Główny śledczy Putina umacnia swoje wpływy kosztem prokuratora generalnego Czajki. Gdy w 2011 r. podwładni tego ostatniego zostali oskarżeni o krycie nielegalnych kasyn, aresztowania przeprowadzili funkcjonariusze Bastrykina. Śledztwo w sprawie tzw. afery hazardowej może pogrążyć prokuratora generalnego. Trup w tej historii ściele się gęsto, nie ma dobrych szeryfów i złych przestępców. Obie strony bezwzględnie bronią swoich interesów, każdy ma coś na sumieniu. Stawką jest podział wpływów w elicie rządzącej.

Ignatienko za wrak?

Jeden z głównych podejrzanych w sprawie, zastępca prokuratora okręgu Moskwy Aleksander Ignatienko, zbiegł z Rosji. Kilka miesięcy później ABW aresztowała go w Zakopanem, dziś czeka w tarnowskim areszcie na ekstradycję. Polska wyraźnie z nią zwleka. Ministerstwo Sprawiedliwości domaga się od Bastrykina gwarancji, że Ignatienko będzie miał sprawiedliwy proces, a to po sprawie Pussy Riot jest więcej niż wątpliwe. Odraczana ekstradycja może też komplikować rozmowy w sprawie identyfikacji ofiar smoleńskich i zwrotu wraku.

Eksperci zwracają uwagę, że komitet Bastrykina pozostaje bez zewnętrznej kontroli. – W 2007 r. zlikwidowano prokuratorski nadzór nad działalnością komitetu – wyjaśnia Paszin. – Uznano, że najlepszym kontrolerem jednostki będzie jej szef. To fatalny błąd. W praktyce oznacza to, że skargi na działania śledczych, jak ta od Nawalnego, są rozpatrywane wewnątrz resortu, a szefa komitetu zdymisjonować może tylko głowa państwa. – Bastrykin zachowuje się jak ktoś przekonany o własnej bezkarności – mówi Szmidt.

Powstanie Jednolitego Komitetu Śledczego, choć to wzmocnienie pozycji Bastrykina, nieoczekiwanie poparł Czajka. Nie jest to jednak gest kapitulacji, a krok taktyczny. – Prokuratura generalna chce przy okazji zmian w Kodeksie karnym wytargować dla siebie prawo kontroli śledczych z komitetu – wyjaśnia Biełkowski. Przywróciłoby to równowagę w rosyjskich organach ścigania, co postuluje liberalna część elity rządzącej, zaniepokojona wzrostem wpływów siłowej frakcji.

Wszystko zależy jednak od Władimira Putina. To on jest arbitrem w sporze między kremlowskimi liberałami a siłowikami. – W Rosji układ władzy jest wertykalny – przypomina Szmidt. – Doły mogą sobie gwizdać i tupać, najważniejsze jest zdanie pryncypała. Coraz więcej na to wskazuje, że na Kremlu zwyciężą zwolennicy dokręcania śruby. Bastrykin będzie Putinowi potrzebny, sezon procesów politycznych w Rosji dopiero się zaczyna.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną