W Afryce wrze. Będzie rewolucja?

Jesień chłodnych głów
Iskra arabskich rewolucji przeskoczyła Saharę i rozpala kolejne kraje Czarnej Afryki. Oznaki buntu widać od Senegalu po Sudan, ale wybuch będzie wyglądał inaczej niż w Tunezji czy Egipcie.
RPA, Marikana, wrzesień 2012 r. Protest górników w kopalni platyny.
Siphiwe Sibeko/Reuters/Forum

RPA, Marikana, wrzesień 2012 r. Protest górników w kopalni platyny.

Żołnierz prorządowej brygady w Somalii nie odkłada broni nawet podczas strżyżenia.
AU-UN IST PHOTO/Reuters/Forum

Żołnierz prorządowej brygady w Somalii nie odkłada broni nawet podczas strżyżenia.

Bojownicy islamscy, którzy przybyli do Mali z Nigru, by wspomagać miejscowych separatystów.
Adama Diarra/Reuters/Forum

Bojownicy islamscy, którzy przybyli do Mali z Nigru, by wspomagać miejscowych separatystów.

Maiduguri, miasto założone przez Brytyjczyków w północno-wschodniej Nigerii, przez dziesięciolecia było nazywane Domem Spokoju. W poniedziałek 8 października ta dobra reputacja legła w gruzach. Żołnierze armii rządowej z pełnym impetem wjechali do miasta, dziurawiąc z ciężkich karabinów maszynowych samochody i domy, a w końcu podpalając pół setki budynków. Nim opadł dym, na ulicach można było naliczyć ponad 30 trupów. Wojsko twierdzi, że zabici to członkowie islamskiej partyzantki, którzy kilka godzin wcześniej zamordowali oficera. Zaraz po ataku dziennikarze nie znaleźli jednak przy ofiarach broni. Zakazano im również robić zdjęcia, żeby „nie podgrzewać emocji”.

Afryka Zachodnia gotowała się całe lato. W stolicach Gabonu, Togo i Gwinei ulice opanowali demonstranci, brutalnie atakowani przez siły porządkowe – w tym ostatnim kraju policja strzelała do tłumów z ostrej amunicji. Setki osób trafiło do aresztów. Nad Wybrzeżem Kości Słoniowej wisi groźba ponownego wybuchu dopiero co zakończonej wojny domowej – tylko w sierpniu przeciwnicy urzędującego prezydenta zabili kilkadziesiąt osób, a władze zawiesiły sześć opozycyjnych gazet za „drukowanie treści sprzecznych z narodowym pojednaniem”. W Mali separatyści oderwali od reszty kraju terytorium wielkości Francji, a w stolicy kraju – przy powszechnej akceptacji jej mieszkańców – żołnierze obalili rząd, który do tego dopuścił.

Siła tłumu

To wszystko pokłosie arabskiej wiosny. W Mali związki z sytuacją w krajach arabskich są najbardziej oczywiste, bo uzbrojeni po zęby rebelianci wrócili do ojczyzny z Libii, gdzie nie udało im się obronić Muammara Kadafiego, ale od stycznia protesty podobne do tych zza Sahary przetoczyły się już między innymi przez Senegal, Mauretanię, Sudan, Nigerię, Kenię i Republikę Południowej Afryki, a w kolejnych państwach – jak chociażby w Angoli – nie doszło do nich tylko dlatego, że władze błyskawicznie aresztowały organizatorów. W najbliższych miesiącach gorąco może być jeszcze między innymi w Suazi, Zimbabwe oraz na Madagaskarze.

Wydarzenia w krajach arabskich uświadomiły wielu Afrykanom, jaką siłę ma rozemocjonowany i niezadowolony tłum. A region na południe od Sahary tonie dziś w dokładnie tych samych problemach, które w 2011 r. wywołały gniew Arabów – wszystkie procesy, które na Bliskim Wschodzie doprowadziły w końcu do ulicznych rewolucji, można z łatwością odnaleźć w krajach subsaharyjskich. Wielu analityków uważa, że Afryka Subsaharyjska nie pójdzie drogą krajów arabskich i nie zaleje jej gwałtowna fala rewolucji. Ale zmiany czekające region mogą być równie fundamentalne.

Siłą napędową arabskiej wiosny byli młodzi ludzie – najlepiej wykształcone pokolenie w historii regionu, pozbawione nie tylko pracy na miarę swoich kwalifikacji, ale często w ogóle jakiegokolwiek zajęcia. W Tunezji, od której wszystko się zaczęło, czytać i pisać potrafi ośmiu na dziesięciu obywateli, więcej niż w jakimkolwiek innym kraju Afryki Północnej. To jednak nie uratowało Tunezyjczyków przed bezrobociem. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego w trakcie rewolucji bez pracy był co czwarty młody Arab.

W Afryce Subsaharyjskiej powyższe wskaźniki są jeszcze bardziej alarmujące. To najmłodszy region świata – 70 proc. jego mieszkańców nie skończyło jeszcze trzydziestki. Dziś zaledwie co trzeci z nich może pochwalić się ukończeniem średniej szkoły, ale do końca obecnej dekady takie wykształcenie będzie miał już co drugi Afrykanin, choć wciąż bez większych szans na dobrą pracę. Oficjalnie tylko jeden na dziesięciu Afrykanów jest bezrobotny, ale w rzeczywistości aż dwie trzecie z nich nie może liczyć na stabilną i przyzwoicie płatną posadę. Utrzymują się z niepewnych prac dorywczych i nie są w stanie oszczędzać. W najgorszej sytuacji są młodzi w RPA, jedynym państwie kontynentu, zaliczanym do „krajów rozwiniętych”. Tam aż połowa z nich jest bezrobotna.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną