Światełko w afgańskim tunelu

Wojna z konieczności
"A war of necessity", wojną z konieczności, nazwał prezydent Obama operację prowadzoną przez NATO w Afganistanie.

Obama w miniony weekend gościł w Waszyngtonie swego afgańskiego odpowiednika Hamida Karzaja. To był wyjątkowo ważny weekend w historii stosunków amerykańsko-afgańskich.

Przywódcy rozmawiali o konsekwencjach wycofania wojsk USA z Afganistanu, które ma się dokonać do końca przyszłego roku. Czyli rozmawiali o tym, jak ma wyglądać koniec wojny rozpoczętej w Afganistanie po ataku bojówek Osamy ibn Ladena na Nowy Jork i Waszyngton w 2001 r.
Wizytę Karzaja w USA poprzedziła fala sceptycyzmu. Dotyczył przede wszystkim tego, czy obecny reżim jest w stanie przetrwać po wyjściu Amerykanów. A także warunków niezbędnych do tego, by tę „wojnę z konieczności” można było wiarygodnie uznać za udaną. Mimo oficjalnego (umiarkowanego) optymizmu obu polityków, zwłaszcza Obamy, o sukcesie trudno mówić.

Cele wojny afgańskiej zmieniały się z latami. Najpierw chodziło o rozbicie i przepędzenie z Afganistanu sił mułły Omara, chroniącego bojowników Osamy ibn Ladena. Ten cel został osiągnięty, choć Omar do dziś ukrywa się gdzieś na pograniczu afgańsko-pakistańskim lub w Pakistanie, a sam Osama został zabity dopiero niedawno w tymże Pakistanie. Drugim celem było rozbicie insurekcji talibów wymierzonej w siły NATO i w reżim Karzaja. Ten cel nie został osiągnięty. Trzecim celem było zbudowanie w Afganistanie przyczółków społeczeństwa obywatelskiego, w tym obrona praw kobiet. Ten cel też nie został osiągnięty, choć nastąpiła pewna poprawa.

Czy w tej sytuacji po wyjściu Amerykanów (choć zostanie ich prawdopodobnie kilka tysięcy, chyba że nie dostaną od władz afgańskich immunitetu, wtedy wyjdą co do ostatniego żołnierza) można liczyć, że cel drugi (rozbicie talibów) i trzeci (społeczeństwo obywatelskie) będą bliższe urzeczywistnienia? Tego dziś nie wie nikt. Wiadomo natomiast, choćby z niedawnej historii Afganistanu, iż póki powody konfliktu nie zostaną usunięte, wojna będzie dalej wyniszczała ten piękny kraj o bogatej kulturze.

Ale jest światło w tunelu. Po wyjściu Amerykanów i przy umiejętnej polityce Karzaja może wzrosnąć szansa uregulowania konfliktu drogą polityczną (bo militarną prawie na pewno nie). Niedawno w Paryżu toczyły się już nieformalne rozmowy na ten temat z udziałem różnych stron konfliktu, włącznie z talibami. Porozumienie nie jest niemożliwe. Niestety, najprawdopodobniej za cenę rezygnacji z praw człowieka, w tym z praw kobiet, w zachodnim rozumieniu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj