Netanjahu o włos wygrał wybory

Król jest nagi
We wtorek późnym wieczorem, gdy telewizja izraelska emitowała przypuszczalne wyniki wyborów parlamentarnych, okazało się, że król jest nagi.

Polityczna, bogato haftowana hasłami narodowymi szata premiera Beniamina Netanjahu zawisła na kołku i przypuszczalnie będzie tam wisiała długie tygodnie, aż uda mu się zmontować nową koalicję rządową i stanąć na jej czele. Połączone siły Likud-Nasz Dom oraz tradycyjnie prowadzone na holu partie religijne uzyskały 61 mandatów poselskich; wszystkie inne – 59 mandatów. Nie jest to większość, która umożliwia utworzenie spodziewanej przez Netanjahu „dyktatury w demokracji”.

Szczęściem w nieszczęściu Beniamina Netanjahu jest fakt, że nie musi się zmierzyć z dobrze zorganizowaną opozycją. 59 mandatami dzieli się co najmniej sześć partii o bardzo zróżnicowanym światopoglądzie. Obok prawdziwej lewicy (7 mandatów) możemy tam znaleźć skrajnie prawicowy Żydowski Dom, który uzyskał 12 mandatów. Twórcą tego stosunkowo nowego tworu politycznego jest 40-letni Naftali Bennet, były oficer doborowej jednostki wojskowej, który oświadczył publicznie, iż odmówiłby wykonania rozkazu, gdyby kazano mu likwidować żydowskie osiedla na Zachodnim Brzegu. Podobnie jak Netanjahu, Naftali Bennet sprzeciwia się utworzeniu państwa palestyńskiego. Wydawałoby się, że jego naturalne miejsce jest w obozie rządzącej dotychczas koalicji. Ale Bennet zna swoją wartość i nie zamierza być piątym kołem u wozu. Zaś Netanjahu nie chce jeszcze jednego kierowcy w swoim wehikule.

Można zapytać, dlaczego izraelski wyborca – wbrew przewidywaniom wszystkich niemal analityków – pozbawił Beniamina Netanjahu spodziewanej absolutnej większości w parlamencie. Na pewno nie z powodu jego antypalestyńskiej polityki. Dla przeciętnego Izraelczyka sprawy bytu codziennego są znacznie bardziej istotne od powstania niepodległej Palestyny. W swoim zacietrzewieniu Netanjahu nie docenił tego problemu.

Nie odczytał także znaków ostrzegawczych wyrażonych w zeszłorocznych masowych demonstracjach młodych, wykształconych ludzi, dla których własne mieszkanie stało się nieosiągalnym celem. Również wymachiwanie groźbą atomowego Holokaustu, które miało skonsolidować wokół Likudu większość potencjalnych wyborców, spaliło na panewce. 11 miliardów dolarów wydanych na przygotowania do wojny z Iranem przechyliło ostatecznie szalę na jego niekorzyść. Najbliższa przyszłość pokaże, czy i jak wykaraska się z tej matni. Jeśli próby zakończą się fiaskiem, możemy już dzisiaj myśleć o następnych wyborach.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj