Świat

Nie pytajmy ile, tylko na co

Polska zaczyna walkę o unijne pieniądze

„Donald Tusk w zbroi husarskiej szturmuje zastępy płatników netto” – taki obraz mógłby namalować w tym tygodniu Jan Matejko.

Jeśli wierzyć polskim mediom, premier jedzie do Brukseli „walczyć” o pieniądze dla Polski, a szczyt unijny to „bój” o przyszłość Europy. Rzeczywistość wygląda nieco inaczej – Tusk będzie świadkiem kompromisu między płatnikami, którzy chcą ciąć bardzo dużo (Wielka Brytania), a tymi, którzy chcą ciąć sporo (Niemcy). Beneficjenci mają tu niewiele do powiedzenia, a najmniej Polska, która z następnego budżetu wyjmie najwięcej spośród wszystkich państw Unii. Nawet gdyby Tusk chciał szarżować, nie ma o co kruszyć kopii.

Retorykę walki o unijne pieniądze zapoczątkował Leszek Miller podczas ustalania poprzedniego budżetu. Od tamtego czasu wszyscy premierzy jeżdżą do Brukseli „walczyć”, ale w kuluarach szczytów robią to, co pozostali – handlują, wymieniają ustępstwa za poparcie, budują koalicje, słowem negocjują. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba wyjść do mediów i pokazać łupy, najlepiej wydarte Niemcom. Jak ostatnio w listopadzie: Tusk wygrał, bo w negocjacjach mógł stracić najwięcej pieniędzy, a wybronił od cięć prawie wszystko. Ale z batalistycznego punktu widzenia przegrał – musiał tłumaczyć się z utraty 1,5 mld euro na flance spójności.

Bitewne opowieści z Brukseli infantylizują debatę w Warszawie. Weźmy budżet: pod koniec tygodnia premier wróci, daj Bóg, z obiecanymi 300 mld zł i na tym dyskusja o funduszach europejskich się zakończy. Tymczasem tutaj powinna się dopiero zaczynać – od pytania, jak sensownie wydać te pieniądze, by podbudować konkurencyjność polskiej gospodarki przed wejściem do strefy euro. Z tego należy rozliczać rząd, bo na sposób wydawania funduszy Tusk ma większy wpływ niż na ich łączną wysokość. Ale do tej rozmowy trzeba uzbroić się w wiedzę i przestać rozmawiać o Unii jak o zabawie ołowianymi żołnierzykami.

Polityka 06.2013 (2894) z dnia 05.02.2013; Komentarze; s. 6
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie pytajmy ile, tylko na co"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Świat

Dekolonizacja Pacyfiku trwa. Jest nowe nowe państwo

20 lat po zakończeniu wojny domowej Bougainville 98 proc. uczestników referendum opowiedziało się za niepodległością. Na razie jednak trudno być optymistą, co do przyszłości tego niewielkiego kraju.

Dominik Sipiński
11.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną