Nigdy nie mów nigdy

Cavaliere znów szarżuje
Silvio Berlusconi zmienił nieco wizerunek, ale stara się pokazać, że nic nie stracił z dawnego wigoru. Efekt: udany powrót na scenę polityczną i błyskotliwa kampania w wyborach parlamentarnych.
Polityka

Nie dziel skóry na niedźwiedziu… To znane powiedzenie nieodparcie przychodzi na myśl tym, którzy śledzą karierę polityczną Silvia Berlusconiego. W listopadzie 2011 r. musiał ustąpić ze stanowiska premiera, przytłoczony drakońskimi planami oszczędnościowymi narzuconymi przez Brukselę, osłabiony buntem w szeregach własnej większości rządowej i ośmieszony przez kolejne skandale. Ustąpił pola technokracie Mario Montiemu, mającemu przywrócić zaufanie europejskich partnerów do pogrążającego się w gospodarczej zapaści kraju, który mógł pociągnąć za sobą w otchłań całą strefę euro. Polityczny zmierzch Berlusconiego zdawały się potwierdzać sondaże, które jeszcze trzy miesiące temu dawały jego partii Lud Wolności (PDL) tylko 10 proc. poparcia (w wyborach w 2008 r. zagłosowało na nią 38 proc. Włochów).

Kto tak myślał, ten nie docenia politycznego geniuszu włoskiego miliardera, który w latach 1994–2011 trzykrotnie był premierem i łącznie przez dziewięć lat zasiadał w Pałacu Chigi. W grudniu ogłosił powrót na scenę polityczną. Wcześniej wyczekał tylko na wyniki prawyborów w centrolewicowej Partii Demokratycznej (PD), w których zmierzyli się Pier Luigi Bersani i młody, dynamiczny Matteo Renzi. 76-letni Berlusconi nie ośmieliłby się wystartować przeciw młodszemu o 38 lat burmistrzowi Florencji, ale 61-letni Bersani, pozbawiony charyzmy były aparatczyk Włoskiej Partii Komunistycznej, to przeciwnik zupełnie innej klasy.

Na każdy temat

Il Cavaliere odnowił na starcie sojusz z Ligą Północną, a potem przepadł duszą i ciałem w telewizji, zajmując przestrzeń medialną z rozmachem, który nie słabnie mimo jego podeszłego wieku. Choć ma już 76 lat, stara się pokazać, że wciąż nic nie stracił z dawnego wigoru. – Spojrzałem dziś rano w lustro i pomyślałem, że teraz nie robią już takich dobrych luster jak kiedyś – oświadczył niedawno swoim zwolennikom, zwracając się do nich z nieodłącznym uśmiechem na ustach. A kilka dni temu natarczywie wypytywał przed kamerami młodą pracownicę telewizji, ile razy dziennie tam „dochodzi”, z rozmysłem wykorzystując dwuznaczność tego słowa. Potem poprosił ją, żeby się odwróciła, by mógł dokładniej przyjrzeć się jej pośladkom i rzucił: Tak, to jest dobra partia!

 

Fragment artykułu pochodzi z najnowszego 8 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 25 lutego 2013 r.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną