Świat

Zły dotyk Nietykalnych

Afera pedofilska w BBC

Jimmy Savile Jimmy Savile Indigo/Getty Images / FPM
Gwiazdy telewizyjne, które naprawdę były częścią życia trzech pokoleń Brytyjczyków, okazały się pedofilami i maniakami seksualnymi.
Stuart HallAndrew Yates/AFP/EAST NEWS Stuart Hall
Rolf HarrisRex Features/EAST NEWS Rolf Harris

Stuart Hall, Rolf Harris, a zwłaszcza Jimmy Savile. Ta trójka gwiazd z lat 70. była brytyjskim dzieciom często lepiej znana niż własna rodzina. Także nastolatkom, a przecież i rodzicom. W sobotę wieczorem BBC gromadziła przed telewizorami 15–20 mln widzów. – Moje dzieciństwo rozlatuje się dziś na kawałki – mówi 45-letni londyńczyk Steve. – Niby wiedzieliśmy, że ci ludzie są trochę dziwni, ale przecież siedzieli w telewizji, a telewizja przed epoką Internetu była wszystkim i wszyscy ją oglądali.

Wychodzą na jaw szczegóły pedofilskich skandali. W ubiegłym tygodniu Stuart Hall, dotąd wszystkiemu zaprzeczający, przyznał się do winy i publicznie pokajał. Jest oskarżony o molestowanie trzynastu dziewczynek, najmłodsza miała 8 czy 9 lat. Hall zdobył sławę, gdyż prowadził widowisko „To knockout”, wersję znanych w kilkunastu krajach „Gier bez granic”, czegoś w rodzaju naszego „Turnieju miast”, tyle że bardziej na wesoło. Kiedy w ubiegłym roku bohater został odznaczony szacownym OBE, Orderem Imperium, jedna z jego ofiar nie wytrzymała i napisała anonimowy list do dziennikarki „The Independent”, a ta przekazała list policji. Choć dziennikarka zgubiła kopertę i nawet nie było wiadomo skąd list nadano, policja – rehabilitując się za wcześniejszą bezczynność – odnalazła tę kobietę, a potem inne.

Hall, jako celebryta, zaproszony był przez szkołę do wręczenia nagrody pilnej uczennicy. I ona, i szkoła, i rodzice uważali za zaszczyt, że gwiazda chce porozmawiać z dziewczyną. Hall od razu zaciągnął ją do łóżka. Ważna informacja prawna: w Anglii na przestępstwa seksualne nie ma przedawnienia.

Rolf Harris, który nie schodził z ekranu przez 40 lat, a prowadził programy dla dzieci – „Szpital zwierząt” i „Klub rysunkowy Rolfa” – choć ma 83 lata, jest już na liście policyjnej operacji Yewtree. Policja zatrzymała już 12 osób znanych w całym kraju z mediów, dotąd nietykalnych.

Prezenter - cudotwórca

Zaczęło się od największej gwiazdy i największego szoku: Jimmy’ego Savile’a. On sam uniknął procesu i więzienia, gdyż jesienią 2011 r. zmarł w wieku 84 lat. Był największym anglosaskim gwiazdorem po tej stronie Atlantyku, w niepowtarzalnym stylu, na pewno nie z Saville Row w Londynie, gdzie ubierają się dżentelmeni. Savile (przypadkowe podobieństwo nazwisk) nosił niby proletariackie kurtki z akryliku w krzyczących kolorach. Rzekomo pasowały do jego długich włosów, farbowanych na jasną platynę i do nieodłącznych wielkich kubańskich cygar. Wyrósł w biedzie, pracował w kopalni koło Leeds na północy Anglii, tam też został didżejem. Przechwalał się, że wymyślił dyskotekę. Podobno istotnie pierwszy żądał kupienia dwóch adapterów, by nie pozwalać ani na sekundę ciszy przy zmianie płyt.

Po pracy w Radiu Luxemburg zaangażowała go BBC, gdzie stał się megagwiazdą. Wyniosły go dwa programy. Pierwszy – „Top of the Pops” był listą przebojów z częstymi występami na żywo. Wszystkie sławy przeszły przez to studio: Rolling Stones, The Beatles, ABBA, Queen, David Bowie. Ważny element widowiska powierzano nastolatkom dobieranym przez BBC jako ruchome tło.

Jego drugie widowisko – dla dzieci – było jeszcze lepszym samograjem. W programie „Jim’ll Fix it” (Jim ci to załatwi) Savile brał dzieci na kolana (szczegół nie bez znaczenia, o czym niżej), wypytując o marzenia, a BBC aranżowała ich spełnienie. I tak maluchy prowadziły lokomotywy albo grały z piłkarzami Manchester United, a prezenter wyrastał na cudotwórcę, w którego w sobotnie popołudnia wpatrywały się miliony. Jim to załatwiał. Dostawał tysiące listów każdego tygodnia. Budził nadzieje.

Simon Warner, socjolog z Leeds, rodzinnego miasta Savile’a, twierdzi, że prezenter utożsamiał prawdziwą zmianę w telewizji, awansu proletariatu. Ale Savile wzbił się na szczyty i mimo widocznej różnicy stylu, przyjaźnił się z Lady Di, księciem Karolem, a nawet z niedawno zmarłą Margaret Thatcher, z którą, jak policzono, spędził jedenaście sylwestrów. Nic dziwnego, że jego śmierć była małym narodowym dramatem. Trumna na katafalku wystawiona przez parę dni na widok publiczny, księgi kondolencyjne, ordery, tytuł szlachecki. Rok po wspaniałym pogrzebie konkurencyjna telewizja ITV (znów szczegół nie bez znaczenia) nadała film dokumentalny zawierający świadectwa osób molestowanych w młodości przez bohatera. Mało tego – oskarżający rozmaite instytucje o tuszowanie jego przestępstw. Policja londyńska wszczęła dochodzenie i odkryła maszynę seksualną. Zebrała świadectwa 300 ofiar, w tym 28 dzieci, przeważnie chłopców w wieku poniżej 10 lat, oraz 63 dziewcząt w wieku 13–16 lat.

Mówił, że nie lubi dzieci

Jak wytłumaczyć, że skandal kryminalny wybuchł dopiero po śmierci bohatera? – Savile miał dobre alibi. Rozpowiadał, że właściwie nie lubi dzieci. A skoro spędzał z nimi tyle czasu publicznie je pieszcząc i obcałowując, ludziom rzadko do głowy przychodziło, że mógł robić coś gorszego za kulisami – mówi londyński dziennikarz, śledzący rozwój policyjnej operacji. – Inaczej mówiąc, chował się pod latarnią.

Poza tym Savile prowadził zbiórki charytatywne na rzecz szpitali, w których bywał częstym gościem. Zebrał 40 mln funtów. Nikt nie śmiał go krytykować, mimo że do molestowania dochodziło na terenie szpitali, a nawet szacownej BBC. Skargi jednak składano. W takich wypadkach showman, już z tytułem „sir”, powoływał się na swoje znajomości na szczytach władzy. Twierdził, że ciągle nękają go szantażyści, których listy stale przekazuje policji, a policjanci je czytają i wyrzucają do kosza.

Gdyby nie demaskatorski film telewizji ITV, Savile dalej zachowałby aureolę. Kiedy po prezentacji filmu wybuchła afera, okazało się, że ekipa z BBC wcześniej zajęła się maniakiem seksualnym, lecz własnego filmu nie wyprodukowała. BBC tłumaczyła zastopowanie projektu brakiem dostatecznych dowodów. Pech chciał, że prawie w tym samym czasie stacja nadała program zarzucający (niesłusznie) pedofilię pewnej grubej rybie z Partii Konserwatywnej. Trzeba było przepraszać; szef BBC stracił stanowisko po zaledwie 54 dniach panowania.

Więc jak? Wobec polityka poszli po bandzie, a wobec showmana podkulili ogon? Oszczędzano mit swojej gwiazdy? Brytyjskim zwyczajem BBC zwróciła się do zewnętrznego audytora, tym razem szefa konkurencji Nicka Pollarda, o przygotowanie raportu w tej sprawie. Jego komisja zbadała 10 tys. rozmaitych pism; w 185-stronicowym raporcie skrytykowała decyzje redaktorskie jako straconą okazję wyjaśnienia skandali seksualnych. Ekipa realizująca temat miała dość dowodów, by kontynuować prace – stwierdza raport, ale ostatecznie grzęźnie w szczegółach zarządzania molochem, zatrudniającym 20 tys. pracowników.

Tym razem reputacja starej Auntie, ciotki – jak nazywają swoją BBC Anglicy – ucierpiała chyba bezpowrotnie. A BBC żyje nie z reklam, lecz prawie wyłącznie z abonamentu (145,50 funta rocznie od każdego gospodarstwa domowego). To bardzo skomplikowana instytucja kulturalna, polityczna i społeczna, działająca gdzieś między państwem a sektorem prywatnym, między elitą a masami, między wyrafinowanymi snobami i stylem dość jarmarcznym. Trudno ją zrozumieć bez jakiegoś poczucia brytyjskiej tożsamości, zwłaszcza w odniesieniu do świeckości. Niektórzy antropolodzy opisują BBC jako głos moralności w przestrzeni, w której kiedyś królowała religia.

W latach 70., na które przypada gros inkryminowanej aktywności gwiazd, seks stał się dostępniejszy, mówiono o nim śmielej. Nie schodziła z afisza zabawna komedia „No sex, please, we are British” (Tylko bez seksu, proszę, jesteśmy przecież Brytyjczykami). Równocześnie trudno było rozstać się z tabu przeszłości sięgającej represyjnych instytucji i obyczajów ery wiktoriańskiej. – BBC znalazła się między dwoma światami, dwiema epokami, wiktoriańską i nowoczesną. Była też, i pewnie jest nadal zarządzana przez metropolitarną elitę, wykształconą w Oxfordzie i Cambridge, niemającą wielkiego kontaktu z resztą kraju. Savile i jego koledzy wykorzystywali lukę między wartościami głoszonymi przez BBC a światem kultury masowej, muzyką pop – mówi Norman Ginsburg, wykładowca na Uniwersytecie London Metropolitan.

Coś w tym jest. Współczesna gwiazda BBC Jeremy Paxman, autor wydawanych i w Polsce książek, tłumaczył komisji Pollarda, że zawiniła „rezerwa i pewna wyniosłość” dyrektorów BBC. Nigdy nie czuli się swobodnie w zetknięciu z kulturą masową, dawali więc zbyt dużą swobodę ludziom, którzy się nią zajmowali – objaśniał Paxman.

BBC, równie kiedyś szanowana jak królowa, słynąca z rzetelności i zasad redaktorskich stała się obiektem brutalnych docinków kolegów z prasy, po części cierpiących z powodu dominacji starej ciotki na rynku. „Financial Times”, normalnie nieskory do żartów, porównał BBC do Komunistycznej Partii Chin z jednakowymi mundurami dyrektorów wykonawczych. „Daily Telegraph” do oficerów armii carskiej, którzy nie mieli żadnego kontaktu z piechurami na manewrach. To raczej Watykan albo dwór Ludwika XIV – kpił „The Times” należący do rekina medialnego Ruperta Murdocha, być może odszczekując się za głośną aferę z jego bulwarówkami. Za nielegalne podsłuchy telefoniczne i przekupywanie policji kilku współpracowników Murdocha poszło do więzienia.

Milczały nawet brukowce

Po aferze z brutalnymi metodami pism brukowych (POLITYKA 7/12) rząd konserwatywny nie wprowadził żadnego urzędowego nadzoru nad obyczajami mediów. Brukowce tłumaczyły, że muszą mieć swobodę działania, gdyż taka swoboda gwarantuje wykrywanie oszustów i niegodziwców. Gdyby prasie nałożono kaganiec, takiemu Savile’owi i innym podobnym by się upiekło – mówiono. Ale przecież żaden z brukowców – aż do projekcji filmu ITV – nigdy się nawet nie zająknął o wybrykach Savile’a, mimo że ten molestował przez cztery dziesięciolecia. Dziwne.

Żeby jednak nie przeczerniać obrazu, trzeba na koniec wspomnieć, że BBC w latach 80. odegrała wielką rolę w zmianie nastawienia ludzi do pedofilii. Dziennikarka Esther Rantzen zainicjowała wtedy program „Childline”, zachęcający dzieci do mówienia o molestowaniu seksualnym. Rantzen, już po ujawnieniu sprawek Savile’a, mówiła o kulturze macho w BBC w tamtych latach i że nie chciano żadnych nowości. Pewnie tak było. W każdym razie w jej programie żadne z dzieci na Savile’a się nie poskarżyło.

Polityka 19.2013 (2906) z dnia 07.05.2013; Ludzie i style; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Zły dotyk Nietykalnych"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną