Świat

Co to jest doktryna Weinbergera?

Obama musi przekonać świat

Amerykański sekretarz stanu, John Kerry przedstawił w Waszyngtonie graniczące ze stuprocentową pewnością dowody zbrodni wojennej reżimu syryjskiego, podał dokładną liczbę ofiar broni chemicznej, a nawet – z dokładnością do kilku metrów – mapę miejsc na przedmieściach Damaszku, gdzie ładunki wybuchły.

Amerykańskie placówki dyplomatyczne na całym świecie rozesłały mediom streszczenie tych informacji. Podano też dość przekonujące argumenty dlaczego oskarżany jest Baszar al-Asad, a nie jego przeciwnicy, którzy mogli przecież sfabrykować dowody albo dopuścić się jakichś potwornych manipulacji.

Mimo to, większość opinii publicznej w Europie, a nawet w samej Ameryce ocenia te dowody sceptycznie, a już na pewno nie popiera uderzenia militarnego na armię syryjską. Ważne dziś jest nie to co się dzieje naprawdę, ale co ludzie o tym myślą. Obama znalazł się w impasie. Po tak brutalnym ataku chemicznym powinien jakoś zareagować, przecież USA tak często podkreślają swą rolę przywódczą w świecie. Amerykański prezydent nie może naśladować Władimira Putina, który – w ostatnich dniach nabrał wody w usta. Z drugiej strony Waszyngton – wobec fali antyamerykanizmu w świecie – nie powinien ryzykować riposty, która nie ma jasno określonych celów i obliczalnych konsekwencji.

Obecnym wydarzeniom ironicznie przygląda się zza grobu Caspar Weinberger, minister obrony za Nixona i Reagana. Ameryka – po dotkliwej i krwawej porażce w wojnie w Wietnamie rozważała wtedy argumenty za i przeciw interwencji w Libanie. Weinberger – dla Kongresu amerykańskiego sformułował wówczas sześć stosunkowo precyzyjnych warunków, które trzeba spełnić, by wysłać amerykańskich żołnierzy na jakąkolwiek wyprawę zagraniczną. Te kryteria nazwano doktryną Weinbergera. Od tego czasu powinno być wszystkim wiadomo, że demokracja nie powinna sięgać po rakiety i samoloty bez sprzyjającego nastawienia telewizji, a w każdym razie bez poparcia opinii publicznej. W istocie „doktrynę Weinbergera” z 1985 roku zredagował głośny potem generał Colin Powell, późniejszy sekretarz stanu USA, ten sam, który przedstawił światu „dowody” na istnienie broni masowego rażenia w Iraku. Te dowody, albo raczej ich brak, odbijają się dziś czkawką na dzisiejszej sytuacji w Syrii.

Broń chemiczna budzi przerażenie i odrazę, a jej użycie – powszechne potępienie. Gdyby na forum Narodów Zjednoczonych zaproponować rezolucję potępiającą użycie broni chemicznej w ogóle – nie byłoby państwa, które głosowałoby przeciw. Co innego riposta, choćby w formie ograniczonej akcji. Dziś doktryna Weinbergera nabiera wymiaru globalnego. Ameryka, jeśli chce odgrywać rolę przywódczą, musi przekonać nie tylko amerykańską, ale i światową opinię publiczną do swoich racji. A jeśli świat nie chce tego słuchać, niech ludzie powiedzą głośno: zostawmy tragedię syryjską samej sobie. Będziemy się tylko jej przyglądać w telewizji.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną